Kraj

To straszne, że bliższa jest nam idea wyższego muru niż dłuższego stołu

W Polsce żadna partia nie ma programu energetycznego, który byłby zgodny z wytycznymi IPCC, czyli Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu. Ci są z prawicy i nie muszą mieć dobrego programu energetycznego, a ci są z lewicy, już coś mają i w sumie nie muszą mieć lepiej. To jest irytujące, że nie mogę nikogo w polityce nazwać rzeczywistą rzeczniczką czy rzecznikiem kwestii klimatycznych − mówi Kacper Lubiewski z Młodzieżowego Strajku Klimatycznego.

Katarzyna Przyborska: Delegacja Młodzieżowego Strajku Klimatycznego pojechała do Glasgow na szczyt klimatyczny, a wy szykujecie się do strajku, który odbywa się w piątek. Nawiążecie jakoś do COP26?

Kacper Lubiewski: Jednym z haseł strajku jest: „Ile jeszcze COP-ów przed nami?”, czym staramy się zasygnalizować nieefektywność poprzednich szczytów. Co roku omawiane są te same problemy, co roku powtarzane są słowa o zagrożeniu, jakie niesie cywilizacja, ale nic się nie zmienia. Katastrofa klimatyczna wymaga szybszych decyzji, szybszych przystosowań, a nie kolejnych szczytów.

Na które uczestnicy znów przylecieli prywatnymi odrzutowcami…

No właśnie – świetnie pokazuje to powierzchowność światowych liderów w myśleniu o katastrofie klimatycznej. Mówią o potrzebie zmiany, przedstawiają plany i obietnice, ale nikt z nich nie wpadł na pomysł przyjazdu pociągiem, nawet Boris Johnson z oddalonego raptem o kilka godzin jazdy Londynu.

Czego się spodziewacie po pobycie waszej delegacji w Glasgow?

Może zacznę od nadziei. Mam nadzieję na to, że ten COP będzie jednak trochę przełomowy, dlatego, że ludzie są już naprawdę wkurzeni i zdeterminowani. Będzie też na nim naprawdę wielu przedstawicieli globalnego Południa, choć organizatorzy próbowali blokować ich przyjazd, bilety stały się nagle horrendalnie drogie. Wydaje mi się, że ta ich obecność, obecność również organizacji młodzieżowych − da decydentom do myślenia. A czego się spodziewam? Tony greenwashingu, najdziwniejszych opinii i wypowiedzi od USA przez UE po Polskę, która wciąż nie ma polityki klimatycznej.

To my jesteśmy prawdziwą delegacją Polski na szczyt klimatyczny COP26

Drugim waszym hasłem ma być sprawiedliwość społeczna. Ludzie Południa już płacą za katastrofę klimatyczną, a ludzie Północy też płacą, ale na zbrojenia, żeby w ten właśnie sposób zatrzymać migrację tych z Południa. Północ wydaje się zgadzać na to, że Południe staje się ofiarą zmian klimatu. Łatwiej też Północy myśleć o przemocy wobec migrantów niż powstrzymać grabieżczą politykę korporacji, które drenują kraje Południa z zasobów.

Wydaje mi się, że to strasznie okrutne myślenie, które występuje z pozycji przywileju. Cały czas bliższa jest nam idea wyższego muru niż dłuższego stołu. Bo to nie osoby z globalnego Południa przedstawiają taki dylemat moralny, tylko my z bogatej Północy pozwalamy sobie na rozważania, czy i kogo możemy poświęcić. Trochę jest też tak, że takie myślenie zdejmuje z nas odpowiedzialność. Kiedy zakładamy, że ktoś musi zapłacić, bierzemy pod uwagę gotowość do poniesienia ofiar, oczywiście pod warunkiem, że to nie nas dotkną, zmniejsza się motywacja, by temu przeciwdziałać w jak największym stopniu.

Globalna Północ wywołała kryzys klimatyczny. To ona musi zapłacić

Co to znaczy „w jak największym stopniu”? Że jak najwięcej z nas ma być zmobilizowanych? Czy najpotężniejsi i najbogatsi?

I jedno, i drugie. Ma być nas jak najwięcej na strajkach, na protestach, i w ten sposób możemy wpływać na decyzje tych kilku najbogatszych. Nie jest możliwe wpłynięcie na osoby decyzyjne bez masowej mobilizacji.

Taka jest obawa, że transformacja energetyczna przyniesie bezrobocie całym regionom dotychczas utrzymującym się z węgla. Co wy myślicie o tych obawach? Co młodzież mówi górnikom?

Mówimy, że ta transformacja będzie musiała się dokonać. Mówimy, że rząd kłamie, twierdząc, że może w nieskończoność inwestować w paliwa kopalne i zapewniać wam miejsca pracy. Może te kopalnie i sektor węglowy podziałają jeszcze dziesięć lat, ale różnica między rządzącymi a nami jest taka, że my mówimy wprost: są przed nami wyzwania, których nie da się uniknąć. A cel jest taki, żebyśmy wszyscy przeżyli.

Oni proponują wam jeszcze kilka lat po staremu, a co potem, to już ich mniej interesuje. Faktycznie stracicie pracę i nie będziecie mieć nic w zanadrzu. My wam proponujemy szerokie przebranżowienie i miejsca pracy w nowym sektorze energetycznym, już niewęglowym. Energia przecież nadal będzie potrzebna, sektor nie zniknie. Czy to energetyka jądrowa, czy OZE, będą tam miejsca pracy.

Czyli mówicie, że nie jest to skok w przepaść. A jak zamierzacie dotrzeć z tym komunikatem do uszu górników?

Po pierwsze strajkujemy, mobilizujemy ludzi, przyciągamy uwagę mediów. Zapraszamy do strajków kolejne osoby, żeby osób zaangażowanych na rzecz planety było jak najwięcej. Żaden polityk nie lubi patrzeć, jak suweren robi mu zły PR. Poza tym docieramy też bardziej oficjalnie i to jest moim zdaniem niebagatelny sukces MSK, że wyniósł ludzi, którzy parę lat temu organizowali swoją pierwszą demonstrację, do tego, żeby teraz jechali na szczyt klimatyczny i dyskutowali z głowami państw o tym, jak powinno się ograniczać emisje.

Czy strajki będą rozproszone, czy wszyscy przyjadą w piątek na Śląsk?

Strajki będą teraz w całej Polsce. W Katowicach, Opolu, Poznaniu i Trójmieście, a za dwa tygodnie odbędzie się strajk w Warszawie.

A czy tak jak delegacja pojechała do Glasgow, tak uda się też do organizacji górniczych?

MSK od jakiegoś czasu prowadzi taki projekt negocjacji, nawiązywania rozmów z górnikami. Z jednej strony ludzie reagują pozytywnie. Bo to chyba pierwszy raz, kiedy ruch klimatyczny odezwał się, wyciągnął przyjazną dłoń do górników, którzy czasem przez organizacje klimatyczne są niesłusznie demonizowani.

Ta nieufność jest chyba obopólna.

Oczywiście, i wiadomo, że przełamywanie barier wcale nie jest proste, trudno jest tłumaczyć i przyjąć troskę, kiedy politycy, na których głosowałeś, wmawiają ci, że aktywiści chcą ci odebrać pracę.

Całkiem niedawno Beata Kempa szła przez Brukselę razem z górnikami Solidarności. Ten sojusz trudno będzie chyba rozbić, bo on jest realny tu i teraz, przekłada się na poziom codziennego życia.

Jeśli ktoś staje się twarzą rządowego projektu energetycznego, jest to informacja dla MSK, że ci ludzie są zdeterminowani popierać rządzących i rozmawiać z nimi może być trudniej. Prawdopodobnie łatwiej im będzie nie dopuszczać do siebie racjonalnych, naukowych argumentów.

Czy szkolicie się w negocjacjach, komunikacji?

Tak. MSK organizuje dla siebie wiele warsztatów, uczyliśmy się o procesach legislacyjnych, negocjacjach, rozmowach z mediami. A przede wszystkim w MSK wszystko jest już nauką w praktyce. Za każdym razem, gdy rozmawiamy z politykami, uczymy się czegoś nowego.

A czy macie po swojej stronie konkretne partie, które was wspierają, czy występujecie jako organizacja apolityczna?

Tak i tak. Są osoby, które wspierają nasze działania…

Możesz wymienić nazwiska?

No właśnie nie mogę. W Polsce żadna partia nie ma programu energetycznego, który byłby zgodny z wytycznymi IPCC, czyli Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu. Nawet partiom, które używają bardziej naukowych argumentów w kwestii klimatu, nie mogę przyznać odznaki „klimatycznej”. MSK, szczególnie podczas kampanii prezydenckiej, spotykało się z każdym chyba sztabem i za każdym razem natykaliśmy się na mur. Ci się nie zmienią, są z prawicy i nie muszą mieć dobrego programu energetycznego, a ci są z lewicy, już coś mają i w sumie nie muszą mieć lepiej. I to jest irytujące, że nie mogę nikogo nazwać naszym sojusznikiem, rzeczywistą rzeczniczką czy rzecznikiem kwestii klimatycznych.

Niesprawiedliwa transformacja energetyczna wyhoduje nam antyeuropejskich populistów

A gdyby się taka lub taki pojawił, korzystalibyście z tego czy obawialibyście się, że społeczeństwo jest wobec polityków nieufne i taki sojusz może zniechęcić potencjalnych aktywistów?

Na pewno z taką osobą byśmy współpracowali, chcielibyśmy przedstawiać projekty ustaw, pracować nad odpowiedzialną polityką klimatyczną. Ale nie jest zadaniem ruchu społecznego okazywać wsparcie jakiemuś konkretnemu politykowi. Ruch ma motywować do zmiany, wpływać, kontrolować.

Górnicy to niejedyna branża, która nie kupuje informacji o katastrofie klimatycznej. Drugą taką branżą są hodowcy zwierząt na mięso. Czy do nich też kiedyś się udacie? A potem może do tych, którzy nie wyobrażają sobie weekendu bez lotu samolotem?

Jestem przekonany, że tak, w miarę tego, jak ruchy klimatyczne będą rosły w siłę. Te europejskie już prowadzą takie rozmowy. Teraz kłamałbym, mówiąc, że mamy ludzi, czas i siły, by zająć się kolejnymi grupami społecznymi: rolnikami, przemysłowcami, dyplomatami. Ale katastrofa klimatyczna jest sprawą złożoną i nie wyobrażam sobie naprawiania energetyki, pozostawiając jednocześnie inne kwestie. Nie spodziewam się prostych rozmów.

**

Kacper Lubiewski − uczeń III Liceum Ogólnokształcącego w Opolu, aktywista Młodzieżowego Strajku Klimatycznego, członek Europejskiego Parlamentu Młodzieży.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Katarzyna Przyborska
Katarzyna Przyborska
Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, studentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskigo 1976-79”.
Zamknij