Kraj

Dzieci z Ukrainy idą do szkoły. Tylko do jakiej?

Jak mają się uczyć dzieci z Ukrainy? Po polsku, po ukraińsku? Zdalnie czy stacjonarnie? Co proponuje państwo, a co organizacje edukacyjne? Sprawdzamy.

Do polskich szkół trafiło już ponad 65 tysięcy uczniów z Ukrainy. Po pierwszych tygodniach widać, które problemy domagają się natychmiastowych regulacji.

Brakuje oddziałów przygotowawczych, czyli klas, w których można nauczyć się języka polskiego, i wiele dzieci trafia prosto do przepełnionych polskich klas. Nauczyciele nie wiedzą, jak uchodźcze dzieci oceniać i klasyfikować. Tymczasem wielu ich rodziców zakłada, że najpóźniej latem wrócą do Ukrainy, i teraz chcieliby móc kontynuować program ukraiński, po ukraińsku.

Klasy przygotowawcze

Minister Czarnek wydaje się zadowolony. I choć dzieci uchodźczych jest już około 500−600 tysięcy, przekonuje, że wszystko idzie dobrze, przepisy specustawy pozwalają na „łatwe” rozwiązywanie problemów, chwali ofiarność nauczycieli i zaangażowanie rodziców. Zapewnia, że bezpośrednio do klas trafiają te dzieci, które już trochę mówią po polsku, a w oddziałach − klasach przygotowawczych, które można organizować w szkole, albo − za zgodą kuratora − w innej lokalizacji, dzieci uczą się języka, by móc od września kontynuować naukę już w polskim systemie. To rozwiązanie wydaje się najbardziej racjonalne, nie brak jednak pułapek.

Polska szkoła wita dzieci uchodźczyń

Dyrektor, który ucznia przyjmuje do szkoły, decyzję podejmuje nie tylko na podstawie znajomości języka, ale przede wszystkim w zależności od tego, czy w ogóle dysponuje klasą przygotowawczą.

Tworzenie klas przygotowawczych to wielki wysiłek. Potrzeba miejsca, którego nie ma, i nauczycieli, których też brakuje, o czym już pisaliśmy. Nauczyciele już teraz pracują często na półtora etatu, a w Nowym Ładzie stawki za ponadwymiarowe godziny znacznie się obniżyły. Jak dostawali 800 zł za dziesięć dodatkowych godzin, tak dostają 400. Teraz zaś wolontariacko, czy też po prostu z konieczności, zajmują się wszystkim: od zorganizowania uczniom uchodźczym wyprawki, plecaka i zeszytów po pomoce dydaktyczne i metodykę nauczania. Bo, żeby było jasne, ministerstwo nie przysyła wyprawek, kompletują je nauczyciele z tego, co przyniosą z domów polscy uczniowie.

Właśnie z powodu braku lokali i kadry podnoszą się głosy mówiące o potrzebie tworzenia osobnych szkół dla dzieci z Ukrainy, w osobnych lokalizacjach, z nauczycielami z Ukrainy.

Prezes ZNP Sławomir Broniarz uważa jednak, że klasy przygotowawcze to najlepsze wyjście, poparte doświadczeniem innych krajów.

− Ten kurs przygotowawczy, który wymyślił Czarnek, wydaje się rozsądnym rozwiązaniem, dlatego że pozwala dzieciom ukraińskim posiąść elementarną znajomość języka polskiego − mówi Broniarz. − Rozmawialiśmy o tym z niemieckim związkiem zawodowym. Niemcy przyjęli w 2015 i 2016 roku wielu uchodźców, przede wszystkim dzieci tureckich i syryjskich. Ich doświadczenie mówi: trzeba dzieci nauczyć języka tak, by mogły pójść do szkoły z dziećmi niemieckimi. Tam dzieci tylko w pierwszej klasie szły razem z niemieckimi uczniami do szkoły uczyć się pisać i czytać. Pozostali uczniowie uchodźczy przez 6−8 miesięcy uczyli się najpierw niemieckiego, a dopiero potem dołączali do lekcji prowadzonych w języku niemieckim. W szkołach zostali zatrudnieni dodatkowi nauczyciele, wszyscy byli przeszkoleni, jak pracować z obcokrajowcami dotkniętymi traumą.

I dodaje, że koledzy z Niemiec podkreślali, że osobne szkoły dla dzieci uchodźczych nie sprzyjają integracji społecznej. Osobne szkoły z konieczności izolują, mogą być brane pod rozwagę jedynie jako środek czasowy, przy założeniu, że już za chwilę zostaną rozwiązane, a uczniowie wrócą do Ukrainy.

Jak rozmawiać? Jak oceniać?

Oddziałów przygotowawczych jest na razie w całej Polsce nieco ponad 300, to niewiele. Do szkół zapisało się ponad 11,5 tys. dzieci, w większości do poszczególnych klas polskich. Minister Czarnek zakłada, że dzieci, które zgłosiły się do szkoły, albo mówią w języku polskim, albo go przynajmniej rozumieją. Sławomir Broniarz uważa, że to bardzo wyidealizowany obraz, bo na 100 ukraińskich uczniów język polski rozumie może pięciu i nauczyciele mają w tej chwili ogromny problem z komunikacją z nimi.

Mnóstwo uczniów zostało rzuconych na głęboką wodę, dołączyło do klas polskich, w środku drugiego semestru, bez znajomości języka. Jedyną formą wsparcia są dwie dodatkowe lekcje polskiego z polonistką, która jednak niekoniecznie potrafi nauczać języka polskiego jako obcego. W dodatku tylko niektóre szkoły dołączają po dwoje dzieci uchodźczych, tak by nie czuły się one wyobcowane w nowym środowisku, miały z kim porozmawiać. W tej chwili zdaje się, że chodzi o to, żeby te dzieci gdzieś pomieścić, upchnąć.

Nauczyciele nie wiedzą też, jak tych uczniów oceniać, na jakiej podstawie kwalifikować do następnej klasy. Wedle zalecenia ministra najpierw nauczyciele mają skupić się na integracji, ale zaraz zacząć też zwyczajnie wystawiać stopnie.

− Nie wyobrażam sobie, jak nauczyciel może oceniać opanowanie polskiej podstawy programowej dzieci, które nie mówią po polsku i mają inny program niż w polskiej szkole. Nie wiadomo, jak, czy i z czego wystawiać oceny, ponieważ nauczyciele nie rozumieją uczniów, a uczniowie nauczycieli. W tej sprawie piszemy do pana ministra, by uporządkował ten stan rzeczy rozporządzeniem. Jak mamy oceniać i promować uczniów ukraińskich? To musi być oparte na jakichś regułach prawnych. Na razie tego nie ma − alarmuje Sławomir Broniarz.

Jednak uczniom, którzy zostaną w klasach przygotowawczych, grozi utrata roku i od września znajdą się w tej samej klasie co teraz. Szczególnie trudne jest to dla uczniów, którzy wedle systemu ukraińskiego mieli zdawać w tym roku egzamin maturalny. W tej sytuacji ukraińscy uczniowie, którzy teraz przygotowywali się do matury, jeśli mieliby przestawić się na system polski, będą ją zdawać najwcześniej za rok.

Ukraiński program po ukraińsku

Jednak nie wszyscy uchodźcy planują zostać w Polsce na zawsze. Wielu uczniów chciałoby kontynuować naukę według programu ukraińskiego i w języku ukraińskim, a jak tylko wojna się skończy − wrócić do Ukrainy. Czy mają taką możliwość? Mają.

Ministerstwo Edukacji i Nauki Ukrainy z udziałem Google Ukraine przygotowało ogólnonarodowy plan lekcji, dzięki któremu dzieci będą mogły zdalnie kontynuować naukę, mimo że w Ukrainie już niemal 400 szkół ucierpiało w wyniku wojny, wielu uczniów ukrywa się, wielu wyjechało. Na platformie są dostępne lekcje online i cyfrowe wersje podręczników. Warunkiem tej nauki jest oczywiście dostęp do internetu i komputera.

Dimitrova: Nie da się przygotować ludzkiej psychiki na wojnę

Zajęcia przez internet z programem i językiem ukraińskim oferuje też szkoła w chmurze, zorganizowana błyskawicznie przez dwie organizacje: Edu SEN i Stowarzyszenie Klanza − ponieważ organizacje mają doświadczenie zebrane w środowisku migrantów z Polski w Irlandii. Jak opowiada Marianna Brzozowska prowadząca ten projekt, szkoła stara się w tej chwili o nadanie jej wymiaru instytucjonalnego, by mogła dawać dyplomy, bo tylko wtedy będzie szansą dla uczniów ostatnich klas ukraińskich, 10. i 11., na zdanie matury w terminie. Tymczasem proponuje zajęcia online w języku ukraińskim, prowadzone przez nauczycieli z Ukrainy. Rozwiązanie cieszy się powodzeniem, okazuje się wsparciem dla szkół, w których znalazły się dzieci uchodźcze − nauczyciele prowadzą uczniów do osobnej sali na matematykę czy przyrodę. Szkoła zatrudnia nauczycieli, też uchodźców z Ukrainy, koszt miesięczny pensji to 80 tysięcy złotych. Szkoła jest bezpłatna, utrzymuje się z dotacji, więc sytuacja nie jest stabilna. Fundacja Orange ufundowała 20 stanowisk zoomowych i pensje dla nauczycieli na dwa tygodnie. Do szkoły zapisało się już tysiąc uczniów i 250 nauczycieli.

Podobną inicjatywą jest Kujawsko-Pomorska Szkoła Internetowa, która proponuje uczniom ukraińskim zajęcia z matematyki, angielskiego i języka polskiego.

A ci, co nie mają możliwości uczenia się zdalnie? Dyrektorka szkoły ukraińskiej Materynka Natalia Krawec mówi, że szkoła, która w Warszawie działa już trzy lata, teraz szybko się rozrasta. Są już trzy dodatkowe klasy, kolejnych 500 uczniów czeka w kolejce.

− Odbywa się to przy pomocy kolejnych prywatnych firm, które na Puławskiej, na Grochowskiej i w innych miejscach udostępniają powierzchnie biurowe do tworzenia nowych klas. Tam teraz są dzieci, zatrudniliśmy nowych nauczycieli − opowiada dyrektorka szkoły.

Uchodźcy mogą stać się częścią naszego społeczeństwa [rozmowa]

Szkoła współpracuje z ambasadą, jest w kontakcie z samorządem warszawskim, który stara się teraz umieścić w Materynce szczególnie uczniów klas 9, 10 i 11, którym najtrudniej odnaleźć się w polskim systemie edukacji. Mają powstawać też filie szkoły w kolejnych miastach, pierwsza już tworzona jest w Krakowie.

Skala wyzwania jest olbrzymia, samo państwo albo same inicjatywy oddolne nie dadzą rady na nie odpowiedzieć. Powinny współdziałać. Ale czy się widzą? Na razie wydaje się, że niekoniecznie.

Przy ministrze Czarnku powstaje Rada do spraw Edukacji Uchodźców, która będzie się spotykać raz w tygodniu w sposób zdalny i dyskutować na temat pojawiających się problemów oraz sposobów ich rozwiązania. Wydaje się, że to idealne ciało do spotkania tych różnych grup. Jednak pośród jej członków próżno szukać aktorów najbardziej zainteresowanych, czyli organizacji nauczycielskich czy przedstawicieli organizacji ukraińskich. Zasiadają w niej między innymi była ministra edukacji Anna Zalewska, Michał Seweryński, Ryszard Legutko, prezydenci wybranych miast, kuratorzy oświaty. Rada ma nie być, co zapowiada minister Czarnek, „płaszczyzną sporów politycznych”. Rzeczywiście, w takim składzie realnych problemów szkół, nauczycieli i uczniów mogą długo nie dostrzegać, więc nie będzie się o co spierać.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Katarzyna Przyborska
Katarzyna Przyborska
Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, absolwentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskiego 1976-79”. Autorka książki „Żaba”, wydanej przez Krytykę Polityczną.
Zamknij