Kraj

„Dialog? Przestępców należy wsadzać do więzienia”

biskup-papiez-kosciol-ksiadz

„Żeby w Polsce było normalnie, czyli żeby ludzie czuli się wolni i bezpieczni, trzeba zwyczajnie wyprowadzić religię ze szkół i doprowadzić do wypowiedzenia konkordatu”. Polityczki o kościelnej pedofilii: Nowacka, Scheuring-Wielgus, Budacz, Józefowicz.

Wciąż chcemy rozmawiać z Kościołem o tym, jak popełnia przestępstwo, kryjąc pedofilów w sutannach. Otóż uważam, że przestępców należy wsadzać do więzienia, a nie dialogować z nimi o tym, gdzie możemy znaleźć kompromis. Tu nie ma przestrzeni do kompromisu. Czasami aż się we mnie gotuje, kiedy słyszę, jak przyjmujemy kościelną narrację i język w tej sprawie. A tu chodzi o przestępców, którzy nie idą do więzienia, bo są chronieni przez potężną instytucję.

Na naszym społeczeństwie rośnie huba, która się nazywa tabu – a jego uzasadnieniem zawsze jest jedno zdanie: jesteśmy katolikami. Rośnie nierównowaga sił pomiędzy państwem a organizacją pozarządową z siedzibą w Watykanie, czyli Kościołem. Z jednej strony jest ponadnarodowa wielka organizacja, która nie zamierza przestrzegać przepisów państw narodowych, a z drugiej strony – państwa, które nie chcą działać specjalnie solidarnie, bo mają różne interesy i różne podejście do tej organizacji.

Musimy mówić publicznie o tym, że w Polsce wyjęcie Kościoła spod przepisów państwa prawa wynika z konkretnej sprawy: część polityków współpracuje z tą organizacją bardzo blisko i do tego nikt ich nie nazywa, zgodnie z faktami, lobbystami. Polska nazwa takiego lobbysty to „prawdziwy katolik”!

To słowa Barbary Nowackiej, które padły w listopadzie 2017 roku podczas Konferencji na rzecz Przeciwdziałania Pedofilii w Kościele. Przypomniały mi się, kiedy czytałam w „Dużym Formacie” historię Ireny podtapianej przez księży święconą wodą, całowanej i nacieranej świętymi olejami w pochwie i na piersiach podczas trwających przez kilka lat, za zgodą rodziców dziewczyny, sesji egzorcyzmów. Opowieść Ireny pochodzi z książki Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos Artura Nowaka i Małgorzaty Szewczyk-Nowak.

Są tam też inne historie. Szymon mówi Nowakom o tym, jak ksiądz wywiózł go jako czternastolatka na odludzie i kazał się masturbować – tak zaczęła się pedofilska relacja, która trwała przez kilka lat i obfitowała w gwałty. Żeby Szymon łatwiej poddawał się fantazjom księdza, ten regularnie poił go alkoholem. Rodzice chłopca zbagatelizowali problem. Sprawa zgłoszona do kurii utknęła w Watykanie. Kuria nie zgłosiła przestępstwa do prokuratury. Ksiądz do tej pory nie poniósł odpowiedzialności.

Z kolei Marta opowiada autorom książki o tym, jak inny ksiądz zaczął uwodzić ją przez kratki konfesjonału, kiedy miała dwanaście lat. Kiedy miała szesnaście, zgwałcił ją w altance śmietnikowej. To był jej pierwszy raz i znowu początek kilkuletniej relacji. Ten ksiądz już nie żyje, ale do śmierci pozostał księdzem i nie poniósł konsekwencji swoich czynów.

Nie będę wam streszczać kolejnych opowieści, przeczytajcie je sami, bo mechanizmy działania tego rodzaju przestępców powinien poznać każdy – a na pewno każdy, kto mieszka w Polsce, ma dzieci i kontakt z Kościołem katolickim.

Jedni mają krew na rękach, drudzy chronią Kościół

Społeczeństwo polskie nie akceptuje zachowań pedofilskich wśród nauczycieli, policjantów, członków rodziny czy sąsiadów. Prędzej czy później pedofile po wykryciu sprawy spotykają się z ostracyzmem społecznym i trafiają do więzienia. Wyjątkiem od tej zasady są pedofile w sutannach. Ta smutna prawda znalazła ostatnio swoje odzwierciedlenie nawet w działaniach niezłomnej prokuratury pod wodzą szeryfa Zbigniewa Ziobry. W szumnie ogłoszonym w mediach rejestrze pedofilów nie znalazło się ani jedno nazwisko księdza-pedofila. To wszystko nie pozostawia wątpliwości, że problemem, który nie pozwala skutecznie chronić dzieci przed przestępcami w sutannach, nie jest obojętność społeczeństwa na przestępstwa pedofilskie, tylko jego zaburzona relacja z Kościołem. I nie oszukujmy się, podejście społeczeństwa nie ulegnie zmianie, dopóki polscy politycy spoza grupy kościelnych lobbystów nie zbiorą się na odwagę i nie zaczną publicznie odnosić się do tego problemu.

Po co Polsce rejestry przestępców seksualnych?

Z tą myślą zaprosiłam do debaty podczas Konferencji na rzecz Przeciwdziałania Pedofilii w Kościele przedstawicieli tych ugrupowań politycznych, których w mojej opinii nie powinna kneblować w sprawie krzywdzenia dzieci obawa przed utratą głosów agitujących z ambon, bo i tak nie mają na nie szans ze względu na lekkie lub poważne niedobory fundamentalizmu w programach. Na moje wezwanie odpowiedziała Joanna Scheuring-Wielgus z Nowoczesnej, przywołana już Barbara Nowacka z Inicjatywy Polskiej, Dorota Budacz z Razem i Maciej Józefowicz z Zielonych. Joanna Mucha z Platformy Obywatelskiej też odpowiedziała, ale w ostatniej chwili musiała odwołać swój udział ze względu na obowiązki sejmowe i nie potrafiła wskazać nikogo ze swojej formacji politycznej, kto mógłby ją zastąpić.

Scheuring-Wielgus: w Sejmie trudno o tym rozmawiać, a jeszcze trudniej w społeczeństwie

Z Joanną Scheuring-Wielgus nawiązałam kontakt już kilka miesięcy wcześniej, kiedy spotkałyśmy się na debacie poświęconej tabuizowaniu kościelnej pedofilii po premierze słynnego spektaklu Klątwa w Teatrze Powszechnym.

Zły dotyk władzy. Debata po spektaklu „Klątwa”

– Po tej debacie przyszłam do Sejmu i zaczęłam rozmawiać z politykami różnych partii, ale spotkałam się z bardzo dużym oporem. „Temat jest niewygodny”. „Po co atakować Kościół?” Znane argumenty – relacjonowała posłanka Nowoczesnej. – Strasznie mnie to wkurzyło. Ostatecznie założyłam Parlamentarny Zespół ds. Równości i Sprawiedliwości Społecznej, do którego zdecydowały się wejść tylko posłanki Nowoczesnej. Jego cele są szersze, ale obejmują także poprawę ochrony dzieci w kontekście pedofilii. Szlag mnie trafiał, jak rozmawiałam z ludźmi i każdy mi mówił: nie walcz z Kościołem. Przecież tu chodzi tylko o skuteczną ochronę dzieci przed przestępcami. Ja chcę z Kościołem rozmawiać. Zawsze to powtarzam i może to jest nudne, ale dialog jest jedynym narzędziem współpracy między ludźmi.

Oczywiście zespół zespołem, ale ja się zastanawiam czy na tej sali są osoby np. z tego osiedla, które przyszły zaciekawione tym tematem… Nie, na takie spotkania zawsze przychodzą tylko osoby wcześniej zainteresowane. Problemem jest to, jak dotrzeć do innych, do tych, z którymi się bardzo trudno rozmawia, czyli do osób zapatrzonych w księży.

Historie z książki Nowaków potwierdzają, że dotarcie do dorosłych zapatrzonych w księży rzeczywiście ma duże znaczenie – dzieci krzywdzone przez duchownych są często wpychane w te relacje przez nieświadomych lub nieuważnych rodziców.

Bomba w głowie, czyli dzieci molestowane przez księży

Nowacka: politycy centrum nie mają już po co podlizywać się Kościołowi

Barbara Nowacka wydawała się zniecierpliwiona powtarzaniem mantry o konieczności dialogu z Kościołem na temat tego, na jakich warunkach zgodzi się dyscyplinować swoich pracowników do przestrzegania prawa, jednak zwróciła uwagę na zależność między aktywnością społeczeństwa i aktywnością polityków w tej sprawie.

– Trzeba spojrzeć dosyć smutnym okiem na nasze społeczeństwo – przekonywała. – W Irlandii udało się zatrzymać ten proceder, bo wybuchły skandale, nad którymi społeczeństwo nie przeszło obojętnie. Bez tego rodzaju rezonansu społecznego wobec historii, które są także tutaj ujawniane przez media, politycy nie podejmą tego wyzwania, bo brakuje im odwagi. W tym kontekście zastanówmy się też nad tym, kogo my do tego Sejmu wybieramy. Zasada jest taka, że od bardzo dawna wybiera się bardzo mało osób odważnych. Wybiera się lojalnych wobec kierownictwa partii.

Co my z tym wszystkim możemy zrobić? Żeby w Polsce było normalnie, czyli żeby ludzie czuli się wolni i bezpieczni, trzeba zwyczajnie wyprowadzić religię ze szkół i doprowadzić do wypowiedzenia konkordatu. I zaczynają to rozumieć także politycy z centrum, choć nie mówią tego głośno. To oczywiście jest długa droga, ale to są rzeczy, które należy zrobić. Trzeba też komunikować społeczeństwu, że są politycy, którzy nie boją się przyznać, że są za pełnym rozdziałem Kościoła od państwa. Politycy muszą też lobbować wewnątrz, wśród swoich partii, kolegów i koleżanek, żeby się przestali bać. Bo Kościół nie ma już żadnego interesu w tym, żeby popierać partie centrum jak PO i te partie, ulegając Kościołowi, nic nie zyskają, więc co im szkodzi – co zabrzmi w polityce naiwnie – zrobić po prostu coś przyzwoitego?

Warto dodać, że żaden z polityków, który odważnie opowiedział się po stronie ofiar w krajach, w których przepracowywano sprawę kościelnej pedofilii, nie przypłacił tego karierą. Wręcz przeciwnie – udział w pracach parlamentarnych komisji zajmujących się tą sprawą był pozytywnie weryfikowany przy urnach wyborczych. Pamiętacie wprowadzenie w Polsce zakazu palenia w restauracjach? Powszechna opinia poprzedzająca ten fakt głosiła, że może gdzie indziej, owszem, można coś takiego zrobić, ale na pewno nie w Polsce, a jednak po dwóch miesiącach Polacy zaakceptowali i docenili nowe prawo. Może powszechne poczucie, że o ile w innych krajach udało się skłonić Kościół do wpasowania się w ramy prawne, to w Polsce na pewno się to nie uda, także jest mylne?

Wydaje się, że Barbara Nowacka wierzy w to, że nie różnimy się tak bardzo od reszty Europy, bo na zorganizowanym przez siebie niedawno spotkaniu lewicy jako jedno z kilku kluczowych zadań przed wyborami zaproponowała stworzenie wspólnego projektu ustawy „Świeckie państwo”, która regulowałaby relacje między państwem a Kościołem.

Sutowski: Sztandar wprowadzić, ale jeszcze nie dziś

Dorota Budacz: państwo musi chronić sygnalistów wewnątrz Kościoła

Dorota Budacz z partii Razem nie miała wątpliwości co do tego, że odpowiedzialność i możliwości rozwiązania sprawy bezkarności kościelnej pedofilii leżą po stronie państwa.

– Trudno spychać na społeczeństwo obywatelskie odpowiedzialność za tę walkę. Niewspółmierność sił i środków, jakimi dysponują obydwie strony, jest uderzająca – argumentowała. – Dlatego chcę mówić o państwie, a nie o tym, co może robić pozaparlamentarna partia socjaldemokratyczna w konserwatywnej Polsce. Obszary, w których państwo zawiodło, wykraczają poza relacje z Kościołem. Nie chodzi wyłącznie o to, że podpisaliśmy konkordat i że on ma taki kształt a nie inny, ale o to, że my nigdy nie staliśmy się państwem solidarnym ze słabymi. Problem pedofilii w Kościele jest rewersem braków działania państwa na wielu płaszczyznach.

Niemniej nie jesteśmy zupełnie bezbronni. Pojawiają się na przykład rozwiązania prawne, które pomogą chronić sygnalistów. To ważne narzędzia, które pozwalałyby zapewnić bezpieczeństwo tym duchownym i członkom związków wyznaniowych, którzy chcieliby ujawniać przestępstwa i czuć się bezpiecznie, bo oni są uzależnieni materialnie, emocjonalnie i bytowo od swojej instytucji. Księża, którzy chcieliby nazwać publicznie przestępstwa, ryzykują, bo wyrzuceni poza społeczność Kościoła zostają bez majątku, bez relacji społecznych, bez środków do życia. W tym sensie jednym ze sposobów wspierania państwa w zapobieganiu przestępstwom pedofilii w Kościele jest ochrona tych osób, które odważą się nazwać te rzeczy po imieniu.

Kościół nie może być sędzią we własnej sprawie

Budacz zwróciła też uwagę, że w tej sprawie szczególnie mocno rezonuje polski problem z uznawaniem dzieci za podmioty prawne, czyli obywateli niepełnoletnich, którzy mają prawa i muszą być o swoich prawach informowani. Zgodnie z programem Razem ten brak mogłaby znakomicie wypełnić szkolna edukacja obywatelska i seksualna, choć w obecnej sytuacji politycznej brzmi to jak postulat nierealizowalny w skali krajowej. Punktowo mogą starać się ratować sytuację poszczególne samorządy czy organizacje pozarządowe.

– Ja też pochodzę z rodziny katolickiej i chociaż nie jestem już katoliczką, to wiem, jakie rozmowy toczą się w małych miejscowościach, bo mam rodzinę na wsi – zakończyła swoje wystąpienie Budacz. – Pamiętam z dzieciństwa, jak się pewne tematy ukrywało po to, żeby nie wydać proboszcza. To jest w świadomości Polek i Polaków bardzo mocno zakorzenione. Mimo wszystko uważam, że trzeba próbować dialogu z Kościołem. Nie wiem w jaki sposób, ale trzeba. Tischner mówił: trzeba „gadać, gadać, dopóki się nie dogadamy”.

Maciej Józefowicz: problemem są lokalne układy polityczno-kościelne

Maciej Józefowicz z Zielonych zwrócił uwagę na powracający podczas debat konferencyjnych temat negatywnego wpływu związków lokalnych prokuratorów i sędziów z lokalnymi przedstawicielami Kościoła na przebieg wyjaśniania skarg ofiar pedofilów w sutannach.

– Ja pochodzę z Krosna. Jakieś 20 kilometrów obok jest wieś Tylawa – opisywał. – To miejsce jednego z najbardziej znanych kościelnych skandali pedofilskich. Ksiądz, o którym mowa, był tam proboszczem przez 30 lat. Był absolutnym panem i władcą, ostoją i centrum władzy, kimś w rodzaju półboga. Dlaczego? Dlatego, że tam nie było żadnych innych instytucji – ani państwowych, ani społecznych. Państwo się wycofało. Został tylko Kościół, więc jego władza była nieograniczona. Prokurator Piotrowicz był wtedy w Krośnie zwierzchnikiem prowadzącego sprawę i publicznie się chwalił umorzeniem jej, a teraz został przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Jeśli takich posłów jest w Sejmie więcej, to nie powinniśmy dziwić się temu, że nikt nie chce powstania komisji wyjaśniającej sprawy kościelnej pedofilii.

Księżom-pedofilom pomaga cały system. Ofiary są same

Co teraz?

Wygląda na to, że państwo PiS, choć wzięło na sztandary ochronę dzieci przed pedofilami, to pozostawiło furtki dla sprawców związanych z najpotężniejszym sojusznikiem „dobrej zmiany”. W końcu wybory za pasem, a „obiektywne” wsparcie z ambony ma swoją cenę.

Ogłoszony 1 stycznia 2018 rejestr gwałcicieli i pedofilów w swojej jawnej części nie zawiera nazwiska żadnego z ponad 50 księży, których na swoich listach sprawców ma Fundacja Nie lękajcie się. Podobno może to wynikać z faktu, że każdy skazany może w ciągu dwóch miesięcy od wejścia ustawy w życie złożyć wniosek o nieupublicznianie jego danych i wizerunku. Abstrahuję od faktu, czy taki spis powinien być dostępny powszechnie (może jednak tylko dla dyrektorek wszelkich instytucji, w których zatrudnieni pracują z dziećmi, np. szkół, w których odbywa się katecheza), ale na pewno jakiekolwiek rozwiązanie powinno obejmować wszystkich sprawców, jeśli ma rzeczywiście cokolwiek rozwiązać.

Chociaż 1 lipca 2017 uruchomiono artykuł 240 kk., który wprowadza karę pozbawienia wolności do lat trzech za niezawiadomienie organów ścigania o przestępstwach wymierzonych w dobro dziecka, to, jak alarmują niektórzy prawnicy, artykuł ten dotyczy tylko wybranych aspektów takich przestępstw (przeciwko wolności seksualnej i obyczajności, zgwałcenia zbiorowego wobec małoletniego poniżej lat 15, kazirodztwa, działania ze szczególnym okrucieństwem, wykorzystania bezradności, wykorzystywania seksualnego małoletniego poniżej lat 15), co w praktyce może oznaczać, że jeśli ksiądz biskup uzna, że jego podwładny nie działał ze szczególnym okrucieństwem, tylko zwyczajnie molestował, to zawiadamiać nie trzeba.

Kościół zamiata problem pedofilii pod dywan

czytaj także

Kościół zamiata problem pedofilii pod dywan

debata o pedofilii w kościele

Do tego, dzięki PiS-owskiej deformie edukacji, we wrześniu tego roku Kościół zdobył kolejny przyczółek w polskiej szkole. Wychowanie do życia w rodzinie stało się wykładem katolickiego fundamentalizmu. Dzieci zamiast dowiadywać się, jak unikać złego dotyku, będą uczyć się o tym, że antykoncepcja to morderstwo, a masturbacja niechybnie wiedzie do pornofilii. Kto najlepiej nauczy tak sprofilowanego przedmiotu? Chyba tylko ksiądz katecheta.

Ponieważ dzięki sprawnym postępom PiS-u na polu prowadzenia dialogu społecznego nie mamy żadnego wpływu na to, dokąd płynie – jak to ujął pan premier – „okręt o nazwie Polska”, pozostaje nam poczekać na polityków, którzy pozamykają furtki awaryjne pozostawione przez załogę „dobrej zmiany” sprawcom w sutannach, i coś mi mówi, że nie będą to zuchy z „biało-czerwonej drużyny” pod wezwaniem Jarosława Kaczyńskiego.

Póki co kibicuję projektowi ustawy „Świeckie państwo” i polecam wam lekturę książki Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos. A jak przeczytacie, to podajcie dalej – być może dzięki tej lekturze, jacyś naiwni rodzice zastanowią się, zanim wyślą swoje dziecko do proboszcza na noc lub do „specjalistów” na sesję zdrowotnych egzorcyzmów.

Graff: Pedofilia według Michalika: ono lgnie, ono szuka

***
Wypowiedzi polityczek pochodzą z debaty „Czy politycy boją się stanąć po stronie ofiar?”, która odbyła się w ramach Międzynarodowej Konferencji na rzecz Przeciwdziałania Pedofilii w Kościele 17 – 18 listopada 2017 i była zorganizowana przez Fundację Nie Lękajcie Się, Fundację im. Kazimierza Łyszczyńskiego oraz Krytykę Polityczną.

Współpraca przy opracowaniu materiału: Konrad Pytka.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Agata Diduszko-Zyglewska
Agata Diduszko-Zyglewska
Polityczka Lewicy, radna Warszawy
Dziennikarka, działaczka społeczna, polityczka Lewicy, w 2018 roku wybrana na radną Warszawy. Współautorka mapy kościelnej pedofilii i raportu o tuszowaniu pedofilii przez polskich biskupów; autorka książki „Krucjata polska” i współautorka książki „Szwecja czyta. Polska czyta”. Członkini zespołu Krytyki Politycznej i Rady Kongresu Kobiet. Autorka feministycznego programu satyrycznego „Przy Kawie o Sprawie” i jego prowadząca, nominowana do Okularów Równości 2019. Współpracuje z „Gazetą Wyborczą" i portalem Vogue.pl.
Zamknij

Zapisz się na newsletter Krytyki Politycznej
i bądź na bieżąco