Kraj

Łatwo bić gopsiary

Przemoc

„Wszyscy mi uwierzyli, że się przewróciłam, bo przecież byłam samotną matką, bez partnera. Kto niby miał mnie uderzyć?”

Siedemnastoletni Paweł pierwszy raz podnosi rękę na matkę w wakacje 2014 roku, między pierwszą a drugą klasą liceum. Ewelina, od dawna już nie może nad nim zapanować.

Były mąż Eweliny pierwszy raz podnosi rękę na żonę w grudniu 2000 roku, między drugim a trzecim rokiem życia ich dziecka.

– Wtedy myślałam, że go poniosły nerwy. Pił zdrowie Pawełka, to jak mu miałam zabrać kieliszek? I to przy gościach? – Ewelina zaprasza paru bliskich, by świętować dwa i pół roczku synka. Spotkanie szybko przeradza się w libację na miarę pępkowego. Gospodyni próbuje uspokoić gości, mały ostatnio słabo śpi. Właśnie to uciszanie wywołuje spięcie na linii mąż – żona. Para zaczyna się kłócić, rzuca wzajemne oskarżenia, które nabierają mocy przy większej publiczności. Problemy zgromadzone przez ostatnie miesiące znajdują ujście, akurat na półmetku trzecich urodzin Pawła. Impreza nie trwa długo. Znajomi, wyczuwając symptomy wielkiej awantury, sprytnie się ulatniają. Ewelina zbiera naczynia sprzed majestatu męża i pochyla się nad zlewem, by zmyć brudy po koszmarnym wieczorze. – O czymś zapomniałaś! – krzyczy ojciec Pawła i rzuca w nią szklanką po drinku. Szkło odbija się od jej łopatki nabijając sporego siniaka. Na kafelkach leżą dziesiątki ostrych odłamków.

– Krzyczałam na niego, że po kuchni Paweł chodzi boso i może się skaleczyć. W ogóle nie myślałam o tym, że on użył wobec mnie przemocy. Dziś, po latach, wiem, że powinnam wtedy się spakować i wyjść.

Dekalog katolickiego żonobijcy

Ewelina zostaje, bo chce chronić syna. W pojedynkę nie może mu zaproponować więcej niż mieszkanie na wsi, u dziadków, w jednym pokoju z jej młodszą siostrą. Mąż zapewnia im byt. Ewelina też pracuje, ale marna pensja sprzedawczyni ledwo starczyłaby na wynajęcie czegoś na własną rękę, a co dopiero utrzymanie ich obojga. Wybiera więc mniejsze zło. Myśli, że dzięki jej poświęceniu Paweł będzie miał szansę na lepszy start w życiu. – Za każdym razem, kiedy obrywałam, myślałam o tym, że z syna nie będą się w szkole śmiać. Będzie dobrze ubrany, nie odmówię mu zabawki czy pieniędzy na wycieczkę. Dobrze wiem, jak to jest być tym gorszym dzieciakiem. Pochodzę z biednej rodziny. W szkole nazywali nas „gopsiary”, od skrótu nazwy gminnego ośrodka pomocy społecznej. Miałyśmy specjalną kartkę na stołówkę, z logo GOPS, która zapewniała nam darmowe wyżywienie. Czasem chodziłam głodna, bo wstydziłam się ją pokazać. Dlatego wydawało mi się, że te nasze awantury to niezbyt wielka cena za jego lepsze dzieciństwo – mówi Ewelina.

Za pozostaniem przy mężu kacie, przemawia wiele argumentów, które wtedy wydają jej się racjonalne. Nie bije jej regularnie. Może raz albo dwa na pół roku. Nie nabija guzów, nie siniaczy twarzy. Czasem po prostu puszczają mu nerwy i uderza ją otwartą dłonią w tył głowy. Płacze wtedy nad zlewem, bo głośnym szumem wody zasłania swoje upokorzenie. – Kiedy Paweł podrósł, prosiłam, żeby nie bił mnie przy dziecku. Ale wiedziałam, że to nie ma najmniejszego sensu. Gdy przychodził moment kulminacyjny, mąż tracił kontakt z rzeczywistością. Można go było prosić i błagać, ale on wyglądał jak obcy człowiek i wydaje mi się, że i ja byłam dla niego zupełnie obca. Jakby bił kogoś innego, a nie mnie – mówi Ewelina.

Paweł niejako przyzwyczaja się do rodzinnej tragedii. Ojciec z matką krzyczą na siebie prawie każdego dnia. Syn nie boi się podniesionych głosów, nie wychodzi z pokoju, kiedy obok przelatują przekleństwa i wyzwiska. A kiedy tata strzela mamę w plecy, ogląda kreskówki albo bawi się resorakami. Nie ma sensu udawać, że są normalną rodziną. Ewelina ze związku nie ucieka, nie ma na koncie chlubnego zwycięstwa. Nie ma obdukcji, wygranego procesu i wielkiej imprezy rozwodowej. W okolicach 2011 roku ojciec Pawła znajduje sobie młodszą kobietę. Kochanka zachodzi w ciążę i mąż musi szybko rozwiązać sprawę z poprzednią rodziną. Wszystko załatwiają za porozumieniem stron. Ewelina dostaje mieszkanie i alimenty na dziecko. Mąż co miesiąc przelewa pieniądze na wychowanie Pawła. – Chyba miał świadomość, że nasza rodzina mu zupełnie nie wyszła, bo z kontaktów z synem zrezygnował. Przelewał nam nawet więcej pieniędzy niż było zasądzone. Chyba próbował odkupić swoje winy.

Na bezstresowe wychowanie jest już jednak za późno. Dziecięce traumy i nieprzepracowane lęki zaczynają pączkować. Paweł burzliwie przechodzi okres dojrzewania. Przejawia skłonność do agresji. Kiedy matka mu czegoś zabrania, potrafi z całej siły walnąć drzwiami od swojego pokoju. Kilkakrotnie kończy się to wstawieniem nowej szyby. W końcu zrezygnowana Ewelina wymienia drzwi na takie bez szkła. Potrafią się pokłócić przy wspólnym posiłku, Paweł uderza dłonią w blat tak, że szklanki spadają na podłogę. Po każdym takim epizodzie Ewelina zaczyna płakać. Ale łzy nie robią wrażenia na synu, bo do łez matki jest przyzwyczajony od dziecka.

Przemoc bezpośrednia pojawia się w okolicach 2014 roku, w trzeciej klasie gimnazjum. Zaczyna się od wyzwisk: „weź matka, bo ci jebnę”, „idź stąd, bo śmierdzisz”, „gnijesz stara”. – Słyszałam to i czułam, że sytuacja się powtarza – mówi Ewelina. – Było mi wstyd, tak strasznie okrutnie wstyd. Nie panowałam nad nim, tak jak nad jego ojcem. Powinnam się gdzieś wtedy zgłosić, poprosić o pomoc. Ale czułam, że zawiodłam na wszystkich polach, jako żona, matka i kobieta. Chciałam poradzić sobie sama – tłumaczy. Ich relacjom nie sprzyja z pewnością model rodziny wypracowany przez nieudane małżeństwo.

Paweł rośnie w oczach. Nie lubi siedzieć w domu, ciągle lata za piłką, biega, chodzi na dodatkowe zajęcia z wychowania fizycznego. Ewelina cieszy się, gdy przypada dzień treningu. Sport pozwala mu się wyładować, po powrocie do domu nie chce mu się z nią walczyć. Przez ciągłą aktywność i predyspozycje w drugiej klasie gimnazjum Paweł wygląda jak mężczyzna. Pod koniec gimnazjum ma mięśnie, zarost i wygląd dziewiętnastolatka. Zadaje się ze starszymi, bo młodzi nie widzą w nim rówieśnika. Wakacje między pierwszą a drugą klasą liceum Paweł spędza na osiedlu, chodzi własnymi ścieżkami, pije, pali. Nie wiadomo skąd ma pieniądze na przyjemności. Matka odcina mu dostęp do gotówki, czym zyskuje status życiowego wroga numer jeden. Syn obraża ją coraz częściej, uwielbia się nad nią pastwić przy kolegach. Gdy przychodzą do domu, trwa pokaz siły. Gnębi ją, a chłopaki, choć spod ciemnej gwiazdy, szturchają go w ramię, proszą, żeby odpuścił. – Nawet dla nich nasza relacja była patologiczna. Słyszałam kiedyś, jak przyjaciel Pawła mówił, żeby zluzował z matką, bo on się głupio czuje, kiedy przy nim ktoś obraża kobietę. Po nim to spływało, mścił się za to, co mu zrobiliśmy w dzieciństwie. Ciągle go usprawiedliwiałam, zresztą robię to do dzisiaj.

Słyszałam kiedyś, jak przyjaciel Pawła mówił, żeby zluzował z matką, bo on się głupio czuje, kiedy przy nim ktoś obraża kobietę.

W sierpniu 2014 roku Paweł przychodzi do domu pijany, słania się na nogach. Matka jak zwykle go drażni, krzyczy, czepia się i grozi, że nie da mu już żadnych pieniędzy do końca roku. Odpycha ją może trochę za mocno. Ewelina uderza plecami o lustro w przedpokoju. Syn źle wymierza siłę i uderzenie rozbija lustro na setki małych kawałków. Następnego dnia, Paweł wstaje wcześnie rano i sprząta po wypadku. Udaje, że nic się nie stało. Dokładnie tak samo, jak kiedyś jego ojciec. Moralizatorska rozmowa nie przynosi efektów. Mama czuje, że sama sobie nie poradzi. Nie wie, co robić. Boi się przyznać koleżankom. Wie, że będą plotkować. Bo co to za wyrodna matka, że ją własne dziecko tłucze? Synowie i córki znajomych nie są idealni, ale mają ciepłe relacje. Wyjeżdżają razem na wakacje, rodzinne spotkania. Paweł z matką nie chce nigdzie jeździć. Nawet na wieś, gdzie mieszkają jego ulubieni dziadkowie. W maju 2015 roku Ewelina przyłapuje syna, kiedy wyciąga pieniądze z jej portfela. Kłócą się i pierwszy raz syn uderza ją na trzeźwo. Tym razem dostaje w twarz. Ma siniaka pod okiem. – Nie mogłam na siebie patrzyć, unikałam luster. Wszyscy mi uwierzyli, że się przewróciłam, bo przecież byłam samotną matką, bez partnera. Kto niby miał mnie uderzyć?

Po osiągnięciu pełnoletności Paweł otrzymuje alimenty bezpośrednio na swoje konto. Wkrótce zdaje maturę i wyjeżdża do innego miasta. Zrywa z matką kontakty. Ewelina chodzi po mieszkaniu i patrzy smutnym wzrokiem na popękany tynk przy futrynie drzwi od pokoju syna. Trzaskał nimi tak mocno, że ściany kruszały się na dywany. Ewelina jak zwykle myśli o innych, nie o sobie. Do działania pcha ją przeświadczenie, że Paweł będzie w przyszłości czyimś partnerem. Nie chce, żeby kolejna kobieta podzieliła jej los. W 2016 roku dzwoni na Niebieską Linię. Dostaje wskazówki, gdzie powinna się zgłosić. Dzięki pomocy Centrum Praw Kobiet Ewelina otrzymuje pomoc specjalistów: psychologa i psychiatry. Jest przygotowana do rozmowy, którą przeprowadza z synem przez telefon, po roku od jego wyprowadzki. Namawia go na spotkanie. – Pierwszy raz oficjalnie powiedziałam mu o tym, co mnie spotkało ze strony jego ojca. Żyliśmy jak za zasłoną. Żadne z nas o tym nie mówiło. A my bardzo potrzebowaliśmy potwierdzenia wszystkich krzywd, które nas dotknęły.

Paweł zostaje na noc. Tydzień później, trochę w ramach pokuty, a trochę z przymusu idzie na terapię, by zapanować nad wybuchami agresji. Ostatnie święta spędzają razem. – To nie jest happy end – mówi Ewelina. – Może to jego początek. Paweł wie, że musi nad sobą pracować i to jest dla mnie najważniejsze. Nie jesteśmy przyjaciółmi, ale wrogami też nie. Mamy szansę przepracować wspólne traumy.

*

Niebieska Linia i Centrum Praw Kobiet nie otrzymały w 2017 roku rządowej dotacji, która corocznie umożliwiała sprawne funkcjonowanie tych organizacji. Niebieska Linia, po dziewięciu latach od jej założenia, została zawieszona na początku tego roku. Tylko dzięki darczyńcom i wsparciu firmy Avon udało się ją znów uruchomić 3 kwietnia. CPK zrezygnowało z wielu obszarów działalności. Kobiety potrzebujące pomocy nie dostaną szansy na nocleg po akcie przemocy. Zabraknie pieniędzy na bony żywnościowe i towarowe, dopłaty do czynszu, kursy podnoszące kwalifikacje zawodowe, czy opiekę psychiatryczną, z której korzystała Ewelina. Resort ministra Ziobry odmowę finansowania uzasadnił tym, że CPK pomaga tylko kobietom doświadczającym przemocy, więc dyskryminuje mężczyzn i ofiary innych przestępstw. Centrum Praw Kobiet pomagało ponad trzem tysiącom pokrzywdzonych rocznie.

Rozliczając PIT można przekazać Centrum Praw Kobiet (KRS 0000188668) 1% podatku.

Imiona bohaterów zostały zmienione.

Polska Gwałcąca

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.