Kraj

Ochraniam to osiedle za darmo

Spółka ochroniarska oszukała pracowników na 100 tysięcy złotych. Zaległe pensje w końcu trafią na konta poszkodowanych dzięki interwencji związkowców. Ale pojedyncza wygrana nie zmieni modelu opartego na wyzysku. W podobnych sprawach pracownicy domagają się prawie miliona złotych, zgłaszają się kolejni pokrzywdzeni.

Wojciech dorabiał do emerytury jako ochroniarz na zamkniętym osiedlu na Bemowie. Mężczyzna dostawał pensję pod koniec każdego kolejnego miesiąca. Jak przepracował cały luty, to pieniądze powinien dostać 25 marca. Ale zazwyczaj były opóźnienia, więc nerwy zaczęły się dopiero w kwietniu. Kiedy w 2019 roku pracodawca zaczął spóźniać się z wypłatą pensji bardziej niż zwykle, zapewniał Wojciecha, że pieniądze przyjdą lada dzień. 67-letni ochroniarz ufał deklaracjom i w tej wierze przepracował kolejne cztery miesiące, za które do dzisiaj nie dostał ani złotówki.

Na podobnym osiedlu na pograniczu Woli i Żoliborza jako pracownica ochrony zatrudniła się Krystyna.

– Byłam już na emeryturze, zmarł mi mąż i było mi bardzo ciężko. Dlatego znowu poszłam do pracy – tłumaczy kobieta. Przez dwa lata pensję dostawała w miarę regularnie, aż do października 2019, za który przelewu nie było. Tak samo za listopad i grudzień, w połowie stycznia emerytka zrezygnowała z pracy.

Pani Krystyna na demonstracji w Warszawie. Fot. Jakub Szafrański

Pensja na koncie po dwóch latach

Pracowników zatrudniały firmy należące do spółki Polski Holding Ochrony. Krystyna podliczyła niewypłacone przez nich pensje na 5,5 tys. zł. Wojciech w miesiącu pracował nawet 360 godzin – za cztery miesiące gęstych zmian należy mu się ponad 18 tys. zł.

W poniedziałek obydwoje przyszli na pikietę pod Komendę Stołecznej Policji. Pikietę organizował Ogólnopolski Związek Zawodowy Inicjatywa Pracownicza. Związkowcy od kilku lat występują w imieniu portierek i pracowników ochrony poszkodowanych przez firmy ochroniarskie. Przypadek Krystyny i Wojciecha nie jest odosobniony – wynagrodzeń za przepracowane godziny nie otrzymały setki osób. Poniedziałkowy protest miał być odpowiedzią na to, że zarząd spółek ochroniarskich związanych z PHO zwlekał z uregulowaniem 100 tys. zł. pensji niewypłaconych pracownikom i pracowniczkom, którzy zgłosili się do Inicjatywy Pracowniczej.

„Jednolity kontrakt pracy”. Koniec śmieciówek czy znów ściema?

W upalny poniedziałek na miejsce zapowiedzianej manifestacji przyszło ponad dwudziestu związkowców, w tym osoby poszkodowane przez firmy ochroniarskie. Trzymali transparenty z napisami: „Nie dla złodziejstwa firm ochroniarskich”, „Dość zabierania pensji ochroniarkom”.

W ostatniej chwili protest został odwołany.

– Gwoli formalności uważam protest za rozpoczęty, ale także zamykam go od razu – przekazał zgromadzonym Antoni Wiesztort, związkowiec z Inicjatywy Pracowniczej. Trzydzieści minut przed spotkaniem związkowcy doszli do porozumienia z zarządem Polskiego Holdingu Ochrony. – Dostaliśmy dowód wpłaty na konto naszego pełnomocnika, tak że osiągnęliśmy nasz cel na dzisiaj – wyjaśnia związkowiec. A to oznacza, że pieniądze trafią wkrótce do poszkodowanych pracowników.

Na wypłatę zaległych kilkunastu tysięcy złotych czeka teraz Wojciech.

– Jeszcze nie wiem, czy moje pensje są w tej puli, czekam na rozwój wydarzeń – mówi pracownik. Krystyna szykowała się na protest z myślą o własnej pensji, ale ta wpłynęła na konto kilka dni wcześniej. – Zawdzięczam to związkowi. Zanim poszłam do Inicjatywy Pracowniczej, skargę na pracodawcę wniosłam do Państwowej Inspekcji Pracy. Skończyło się na tym, że podczas kontroli firma przyznała się, że naliczyła mi pensję i jej nie wypłaciła. I na tym się skończyło – opowiada kobieta.

Fot. Jakub Szafrański

Ministerstwo nie patrzy na prawa pracownicze

Dlaczego poniedziałkowy protest był zapowiedziany przed Komendą Stołeczną Policji? Jak wyjaśniają związkowcy, koncesję na działalność spółek ochroniarskich wydaje Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji po uprzednim ich zaopiniowaniu przez policję.

– Jedni i drudzy regularnie ignorują informacje płynące od nas, z sądów i z Państwowej Inspekcji Pracy o wykorzystywaniu przez te firmy pracowników. Organy odpowiedzialne za przyznawanie koncesji i monitorowanie działalności firm ochroniarskich w ogóle nie biorą pod uwagę łamania praw pracowniczych – tłumaczy Wiesztort.

Ale jest jeszcze jedna przyczyna. – Państwo nie jest w stanie sobie poradzić z wyzyskiem pracowników ochrony. Wiemy, dlaczego tak się dzieje: wielu firmom ochroniarskim szefują ludzie wywodzący się z kręgów policyjnych i wojskowych – wyjaśnia związkowiec.

Jednym z postulatów poniedziałkowego protestu było cofnięcie koncesji firmom, które zalegają z wypłatami pensji. „Dość odwracania wzroku od systematycznej kradzieży pensji w branży ochrony” – tak wyrażali swoje żądania związkowcy wobec MSWiA i policji. – Ten punkt pozostaje w mocy, ponieważ proceder ten jest częścią wyzysku: powstają nowe spółki, po jakimś czasie wstrzymują wypłaty, tłumacząc to problemami, po czym znikają z długami – mówi Wiesztort.

Pracownicy ochrony są najczęściej zatrudniani na umowę-zlecenie, z wynagrodzeniem w wysokości pensji minimalnej. – Jej podwyżki na przestrzeni ostatnich kilku lat znacznie poprawiły ich sytuację. Stawka wzrosła z 5 złotych na godzinę do 13. Ale co z tego, jeśli czasami te pieniądze w ogóle nie są wypłacane? – retorycznie pyta Wiesztort.

Dotychczas związkowcy od firm ochroniarskich związanych z grupą City Security i Polskim Holdingiem Ochrony wywalczyli ćwierć miliona złotych. To kwota, jaką spółki ochroniarskie były winne za 18,5 tys. godzin pracy. Teraz suma ta wynosi 350 tys. Ale to nie wszystko. Związkowcy domagają się od innych firm zaległych pensji dla kolejnych dziesiątków pracowników i pracownic. Obecnie prowadzą sprawy, w których stawką jest spłata około miliona złotych.

Fot. Jakub Szafrański

Błędne koło

Poszkodowani portierzy i pracownice ochrony to w znacznej mierze seniorzy i seniorki. Pracują nie tylko na zamkniętych osiedlach mieszkaniowych, w luksusowych hotelach czy kasynach. To także osoby, które strzegą obiektów instytucji publicznych: sądów, uniwersytetów, urzędów. Ale to nie instytucje ich zatrudniają. Usługi ochroniarskie są zlecane na zewnątrz, a ich wykonania podejmują się podmioty prywatne. Te najczęściej konkurują ze sobą ceną, a tę najłatwiej zbić kosztem stawki wynagrodzenia.

– Beneficjentami tak tanich kontraktów są choćby instytucje publiczne, a nie poczuwają się do żadnej odpowiedzialności – mówi Wiesztort. Przedstawiciele Inicjatywy Pracowniczej ujawnili m.in., że w taki sposób zatrudniane były portierki w poznańskim Zarządzie Komunalnych Zasobów Lokalowych. Pracowniczki nie otrzymały wynagrodzeń za dwa miesiące pracy.

Chcę być człowiekiem, a nie tylko maszyną do pracy

Skala nadużyć jest tak wielka, że związkowcy na problem patrzą szerzej. Domagają się zatrudniania pracowników ochrony na umowy o pracę, zlikwidowania outsourcingu w instytucjach publicznych i wprowadzenia przez te ostatnie bezpośredniego zatrudniania ochroniarzy. A także wprowadzenia do regulacji dotyczących wydawania koncesji przestrzegania praw pracowniczych.

– Po udowodnieniu ich naruszania przez Państwową Inspekcję Pracy pozwolenia powinny być wycofywane – tłumaczy Wiesztort. Bez tych zmian nadzieje na poprawę warunków zatrudnienia pracowników są marne. – Dzisiaj wywalczyliśmy zaległe 100 tysięcy złotych, walczymy o kolejny milion. Ale to nie koniec, bo jedne firmy upadają, a w ich miejsce powstają nowe, oparte na tym samym modelu. Oszukani pracownicy zgłaszają się do nas na bieżąco.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Mateusz Kowalik
Mateusz Kowalik
Dziennikarz Krytyki Politycznej
Dziennikarz, stały współpracownik Krytyki Politycznej. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu i europeistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Były dziennikarz „Gazety Wyborczej”, publikował m.in. w „Dużym Formacie” i „Magazynie Świątecznym”.
Zamknij