Kraj

Nasze pałace i nasza kasa. Czy Kościół pomaga uchodźcom z Ukrainy z własnej kieszeni?

Kościół znów używa sprawdzonej metody uspołeczniania kosztów (zbiórki wśród wiernych, ich mieszkania, ich wolontariat) i prywatyzacji zysków (jesteśmy wspaniali, MY udzielamy pomocy w ogromnej skali).

Do Polski wjechało już ponad 2 miliony desperacko potrzebujących pomocy ukraińskich uchodźców, głównie kobiet i dzieci, które uciekają przed śmiercią z rąk morderców działających na rozkaz zbrodniarza wojennego Putina.

Co robi w tej sprawie najbogatsza organizacja w Polsce? Ta, która zbiera od naszego państwa gigantyczne niedobrowolne daniny z podatków, a także przejmuje za złotówkę niezliczone (literalnie niezliczone!) nieruchomości, na poczet kultu religijnego i działalności dobroczynnej? Jestem ciekawa. Wchodzę zatem na strony informacyjne zarządzającego Kościołem katolickim w Polsce Episkopatu.

Pozytywne wieści płyną z Caritasu, czyli organizacji pożytku publicznego podległej Konferencji Episkopatu Polski. Tak jak inne duże organizacje pomocowe, Caritas nie próżnuje. Jak donosi portal Vatican News, Caritas przekazał już blisko 50 tys. paczek żywnościowych i darów rzeczowych, a szacunkowa dzienna liczba posiłków wydawanych przez placówki Caritas w Polsce oraz miejscach publicznych dla uchodźców to ponad 45 tys. porcji. Szacunkowa masa towarów pomocy humanitarnej wysłanej na Ukrainę – ponad 6 tys. ton.

Transporty zawierają żywność, wodę, środki higieniczne, materiały opatrunkowe i dezynfekcyjne, chemię gospodarczą, odzież, obuwie, karimaty, śpiwory i baterie. Do tej pory organizacja we współpracy z polskim Kościołem przygotowała 2 tys. miejsc dla sierot i dzieci z niepełnosprawnościami różnego stopnia z Ukrainy. Blisko 900 z nich znalazło już bezpieczny dom – zostały przyjęte między innymi przez Caritas diecezji opolskiej, częstochowskiej, bydgoskiej, sandomierskiej i inne.

Te wieści cieszą zwłaszcza dlatego, że Caritas, choć podlega biskupom, finansujemy w ogromnej mierze my, polskie społeczeństwo. I Unia Europejska. Jak informowała w 2019 roku Wirtualna Polska: w 2018 roku Caritas Polska dostał od rządu rekordowe wsparcie około 24 mln zł z czterech ministerstw, Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Kancelarii Senatu i Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Rzut oka na sprawozdania z kolejnych lat nie pozostawia wątpliwości, sprawujący władzę byli w naszym imieniu bardzo hojni dla Caritasu.

Do pomocy włączają się też niektóre kościelne instytucje. Jak informuje profil Episkopat News w mediach społecznościowych: Wyższe Seminarium Duchowne w Łodzi przyjęło 19 gości z Ukrainy, wśród których są dwie rodziny oraz młodzież niesłysząca należąca do Ukraińskiej Kadry Sportowej, a Centrum Księdza Orione w Kaliszu gości 120 osób, w tym: 62 kobiety, 5 mężczyzn i 53 dzieci.

Graff i Korolczuk: Nie uporamy się z faszyzującą prawicą, jeśli będziemy pomijać kwestie związane z gender

Pomagają niektóre parafie, na stronach poszczególnych diecezji można znaleźć informacje o goszczeniu ludzi w domach parafialnych i mieszkaniach wiernych, o organizowanych po mszach zbiórkach. Bardzo aktywnie działa część domów zakonnych, które przyjmują uchodźców czy organizują zbiórki, jak siostry salezjanki z Kalisza, które zbierają lekarstwa i inne rzeczy przydatne na froncie, albo dominikanki, które organizują zbiórki na dzieci z Ukrainy, które trafiają tutaj do domów dziecka. Klasztor na Jasnej Górze wystawił skarbonkę, w której zbierane są datki dla uchodźców z Ukrainy.

To dobrze, że wiele osób tworzących Kościół powszechny, ten oddolny, zarówno duchownych, jak i świeckich, aktywnie i konkretnie pomaga. Jednak warto nie tracić z oczu faktu, że na razie to pomaganie bez otwierania kościelnego skarbca – pomaganie na koszt Polek i Polaków. Przeglądam profile biskupów, arcybiskupów i kardynałów. Widzę dużo wzniosłych cytatów biblijnych i podziękowania za hojność wiernych biorących udział w zbiórkach na rzecz Caritasu (rekordowych!) i konkretnych rodzin uchodźczych, jednak nie znajduję żadnych informacji o finansowym udziale samych biskupów i ich diecezji w udzielaniu pomocy.

Dla przykładu: kardynał Nycz, metropolita warszawski, który jak informuje KAI niedawno „dziękował za ofiarność, zwłaszcza w zbiórkach organizowanych przez Caritas Polska, które okazały się największymi w historii”, zawiaduje diecezją, która z samej deweloperki i usług hotelarskich w 2020 roku miała 28 mln 925 tys. złotych przychodu i ponad 6 mln 858 tys. złotych czystego zysku. To obliczenia portalu OKO.press, który dodaje też: „Te podliczenia dotyczą tylko nieruchomości wniesionych przez Kościół do spółek, które mają obowiązek publikować swoje wyniki finansowe. Wiadomo, że archidiecezja warszawska i jej parafie mają wiele innych nieruchomości, z których mogą czerpać zyski. W przeciwieństwie do spółek niczego nie muszą jednak ujawniać”.

Niestety na stronie archidiecezji warszawskiej nie widzę żadnej informacji o konkretnym finansowym włączeniu się diecezji i kardynała do dobroczynnych wysiłków Caritasu, kilku warszawskich parafii i rzeszy wiernych.

Podobnie na stronach innych diecezji, także tych bardzo bogatych. Wśród ponad setki hierarchów Kościoła widzę tylko kilka wieści o konkretnych działaniach, w niezbyt wielkiej, raczej symbolicznej skali. Prymas Polski, arcybiskup Wojciech Polak zadeklarował gotowość przyjęcia uchodźców z Ukrainy pod dach rezydencji prymasów. Biskup Jędraszewski przyjął uchodźców do pałacu Arcybiskupów Krakowskich, a biskup Andrzej Jeż do swojej rezydencji w Tarnowie. Stu ukraińskich uchodźców znalazło też schronienie w Hotelu im. JPII we Wrocławiu z inicjatywy arcybiskupa Józefa Kupnego.

Nie wątpię, że zaraz usłyszę głosy: och, nie ma obowiązku chwalenia się i publicznego rozliczania z własnej dobroczynności, chwalenie się to działanie pod publiczkę itd., itp.

Po pierwsze, obłuda tej fałszywej skromności kryje niezbyt szczelnie niewypowiedziany komunikat: nic ci do tego, czy coś robimy – to nasze pałace, nasza kasa i nasze decyzje.

Sęk w tym, że nie! Bo pieniądze, o których mowa, pochodzą tylko w pewnej części od wiernych (datki z tacy i słone opłaty za usługi). W większej części są to fundusze od polskich podatników (także tych, którzy o tym nie wiedzą, i tych, którzy bardzo sobie tego nie życzą) przekazywane od wielu lat przez państwo na wiele różnych częściowo kontrowersyjnych sposobów.

Po drugie „chwalenie się” to innymi słowy, informowanie o tym, że udziela się pomocy, a zatem zaproszenie szukających jej do zapukania do naszych drzwi. Co nie do końca odpowiada tym, którzy pomagać powinni, ale wolą, żeby nikt ich nie poprosił. Tak, to niewygodna prawda dla piewców nietransparentnej „skromności”.

Czy pisanie o tym, że Kościół znów używa sprawdzonej metody uspołeczniania kosztów (zbiórki wśród wiernych, ich mieszkania, ich wolontariat) i prywatyzacji zysków (jesteśmy wspaniali, MY udzielamy pomocy w ogromnej skali), jest niepotrzebnym czepianiem się?

Na pewno nie. Z dwóch zasadniczych powodów.

Po pierwsze, od dobrych kilku lat to właśnie Kościół katolicki w Polsce był niezwykle skutecznym siewcą putinowskiej antyunijnej propagandy. O powiązaniach ruchów antyszczepionkowych, antyaborcyjnych, antygenderowych, antyekologicznych, antyuchodźczych, nacjonalistycznych i wszelkich fundamentalistów z finansami i interesami Kremla napisano już kilka książek. Kościół, zwłaszcza głosami swoich hierarchów, aktywnie swoją narracją wspierał ruchy niszczące europejski porządek oparty na takich wartościach jak demokracja i prawa człowieka. Nie ma powodu, żebyśmy zamykali oczy na ten fakt tylko dlatego, że arcybiskup Jędraszewski przyjmuje obecnie w swoim pałacu kilkoro spośród milionów ludzi, których krzywda jest skutkiem umacniania przez lata putinowskiej agendy i samego Putina w Europie.

Bóg niszczy demokrację

Po drugie, widać gołym okiem, że Kościół katolicki, idąc w ślady PiS-u, chce wykorzystać obecny kryzys uchodźczy do polepszenia swojej reputacji w społeczeństwie, którą w ciągu ostatnich lat kompletnie zrujnował, atakując kobiety, osoby LGBTQ, uchodźców i aktywnie wspierając fundamentalizację i łamanie praw człowieka w Polsce.

Tak jak PiS, który korzystając z odwrócenia uwagi społecznej, dalej niszczy praworządność, jednocześnie ustawiając Morawieckiego w roli obrońcy europejskich wartości, Kościół katolicki, w dalszym ciągu odmawiając współpracy z państwem w sprawach przestępstw pedofilskich księży, pokazuje Gądeckiego i Jędraszewskiego, którzy chwilowo, zamiast opowiadać o kolejnych „zarazach”, jak to mają w zwyczaju, odwiedzają ukraińskich uchodźców.

Ciesząc się ogólnie ze strategii przyjętej w kontekście tego kryzysu przez Kościół (który w ostatnich latach przyjmował o wiele gorsze strategie – zapłaciły za nie życiem konkretne ciężarne kobiety i konkretne dzieciaki LGBTQ), warto przyglądać się szczegółom działań Kościoła, bo w nich, jak wiadomo, tkwi diabeł. Odróżniajmy eksponujących się w blasku fleszy hierarchów od zaharowanych zakonnic i hojnych parafian dotujących Caritas i otwierających swoje domy przed uchodźcami.

Wnioski z tej uważnej obserwacji mogą być kolejną konewką wody na gliniane nogi tego mrocznego kolosa – religijno-politycznej instytucji, która od stuleci przekonuje, że wiara w nauki Jezusa z Nazaretu wymaga utrzymywania złotych pałaców cynicznych polityków w fioletowych sutannach.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Agata Diduszko-Zyglewska
Agata Diduszko-Zyglewska
Polityczka Lewicy, radna Warszawy
Dziennikarka, działaczka społeczna, polityczka Lewicy, w 2018 roku wybrana na radną Warszawy. Współautorka mapy kościelnej pedofilii i raportu o tuszowaniu pedofilii przez polskich biskupów; autorka książki „Krucjata polska” i współautorka książki „Szwecja czyta. Polska czyta”. Członkini zespołu Krytyki Politycznej i Rady Kongresu Kobiet. Autorka feministycznego programu satyrycznego „Przy Kawie o Sprawie” i jego prowadząca, nominowana do Okularów Równości 2019. Współpracuje z „Gazetą Wyborczą" i portalem Vogue.pl.
Zamknij