Kraj

Bilewicz: Nagonka na osoby LGBT ma zasłonić szemrane interesy ministra Szumowskiego

Fot. Monika Bryk

Minister Szumowski z „ojca narodu”, którym był jeszcze kilka tygodni temu, stał się w opinii wielu Polaków mroczną postacią powiązaną z szemranymi handlarzami bronią, egoistą załatwiającym kontrakty rodzinie czy znajomym. Żeby to przykryć, PiS wyciągnął z kapelusza spisek ideologii LGBT przeciw polskiej rodzinie i Żydów przeciw polskiej własności. Rozmowa z psychologiem społecznym Michałem Bilewiczem.


Michał Sutowski: Przemysław Czarnek, poseł PiS i sztabowiec Andrzeja Dudy, mówi w rządowej telewizji, żeby sobie dać spokój z prawami człowieka. Poseł Żalek na antenie prywatnej, że „LGBT to nie ludzie, to ideologia”, a na wiecu wyborczym prezydent Duda broni tych wypowiedzi słowami: „Próbuje się nam wmówić, że to ludzie, a to po prostu ideologia”, mówi o neobolszewizmie. Czy gdybyś był specem od wizerunku wynajętym przez prezydenta, doradzałbyś mu hejt na LGBT?

Michał Bilewicz: Gdyby przyjąć perspektywę pozbawionego skrupułów doradcy politycznego, który nie bierze pod uwagę konsekwencji społecznych kampanii? Tak, powiedziałbym, że to racjonalna strategia, choć oczywiście przynosi „brudne głosy”, coś jak pieniądze z kopalni diamentów czy kobaltu, jeśli użyć porównania biznesowego. A w kontekście militarnym powiedziałbym, że z takim przekazem jest jak z bronią chemiczną – nawet jeśli trudno odmówić jej skuteczności, to cywilizowane strony nie używają gazów bojowych nawet na wojnie.

Atmosfera pogromowa. Level: wybory prezydenckie w Polsce

W kopalniach kobaltu giną pracownicy, od broni chemicznej żołnierze i cywile. A tutaj?

Konsekwencje użycia odczłowieczającej opowieści o mniejszościach seksualnych są dramatyczne – nawet jeśli ma to uderzyć w jednego kandydata, a innemu dzięki temu skoczy poparcie. To jest wypuszczanie dżina zamkniętego dotąd w butelce, groźnego nie tylko dla osób LGBT.

To znaczy?

Skala myśli samobójczych i depresji jest najwyższa u osób niehetoronormatywnych, które na co dzień spotykają się z mową nienawiści, w otoczeniu, w mediach, z ust polityków. Prowadziliśmy na ten temat szeroko zakrojone badania. Do tego dochodzi emigracja. Z badań dotyczących hejtu antysemickiego wynika, że Żydzi, którzy spotykają z atakami ze strony polityków i słyszą teorie spiskowe na swój temat, dużo częściej podejmują aktywne przygotowania do emigracji, częściej poważnie rozważają wyjazd za granicę. Hejt tworzy wrażenie, że nie jesteśmy tu u siebie.

Bilewicz: Lęk wygrywa z nadzieją

I to jest główny powód?

Nagonki i szczucie w mediach i na ulicy to istotniejsza przyczyna rozważań o emigracji niż korupcja, przestępczość czy nawet sytuacja ekonomiczna. Działa to nawet wtedy, gdy mamy świadomość, że taki hejt to element walki jednej formacji politycznej z drugą czy motyw konkretnej kampanii wyborczej. Jak ktoś dostaje kolejny sygnał od społecznych autorytetów, że nie widzi się w nim człowieka, tylko ideologię czy spiskowca, który chce przejąć władzę, kiedy widać przyzwolenie na obrażanie, na przemoc, to zapala się w głowie światełko. I każe pomyśleć o spakowaniu się i poszukaniu innego miejsca, mówiąc słowami piosenki Jacka Kleyffa…

Ten pozbawiony skrupułów doradca powiedziałby pewnie, że to problem tylko tych zaszczuwanych. A szczuje się na mniejszość i to raczej taką, co na nas nie zagłosuje. Nieprawdaż?

Epidemiologiczne modele szerzenia się mowy nienawiści pokazują, że z czasem ten problem zaczyna dotykać kolejne grupy, również większościowe. Im więcej hejtu pojawia się w otoczeniu, zwłaszcza gdy pada z ust osób obdarzonych dużym zaufaniem publicznym – np. biskupów, premiera czy prezydenta – tym bardziej ten język się upowszechnia. Ludzie zaczynają go stosować i szerzą się postawy ksenofobiczne.

Ale wobec innych grup też? Jakiś konserwatywny imigrant może sobie pomyśleć, że jemu np. te parady równości też niespecjalnie odpowiadają…

Język nienawiści rozlewa się szybko na inne grupy. Obserwowaliśmy to w czasie nagonki na uchodźców w roku 2015, której towarzyszyło w ciągu następnych dwóch lat rozniecanie niechęci wobec kolejnych, bardzo różnych grup mniejszościowych. Choć media wtedy straszyły uchodźcami, to w badaniach widzieliśmy pogorszenie postaw wobec wszystkich innych mniejszości i wzrost hejtu skierowanego wobec rozmaitych „obcych”. Rozkręcenie kampanii nienawiści wobec jednej grupy, w tym wypadku osób LGBT, z czasem dotknie też Żydów, Ukraińców czy Romów. To zjawisko, obserwowane w całej Europie, które Beate Küpper i Andreas Zick nazwali syndromem grupowej wrogości. Na podstawie badań w 10 krajach, w tym w Polsce i na Węgrzech, wykazali, że uprzedzenia wobec różnych grup są mocno skorelowane i są objawami problemu, którego struktura jest głębsza. Można być równocześnie uprzedzonym do Żydów i do Arabów też…

Choć to trochę mało logiczne. Arabowie z Bliskiego Wschodu niezbyt sympatyzują z Izraelem, a z kolei np. Ukraińcy byli przez rząd PiS ukazywani jako ci „dobrzy” imigranci – nasze alibi dla nieprzyjmowania uchodźców z krajów muzułmańskich.

Bo tu nie działa logika, tylko rodzaj psychologiki. Widzimy to równie dobrze w teoriach spiskowych, gdy ludzie o skłonnościach do spiskowego widzenia świata potrafią wierzyć w logicznie sprzeczne ze sobą rzeczy. Że np. księżna Diana została zamordowana i jednocześnie, że żyje gdzieś sobie w ukryciu z Dodim al-Fayedem… Podobnie jest z uprzedzeniami, których podstawą jest niechęć wobec wszystkiego, co obce – uprzedzenia wobec różnych obiektów silnie ze sobą korelują, choćby to było niespójne.

Teorie spiskowe, dezinformacja i ksenofobia: skrajna prawica wobec koronawirusa

No dobrze, ale właściwie dlaczego LGBT? Przecież poparcie Polaków dla związków partnerskich regularnie rośnie.

Nie chodzi o związki partnerskie ani niuanse prawno-konstytucyjne w kwestii małżeństwa, lecz o to, na co wskazuje Jonathan Haidt, gdy w swym Prawym umyśle pisze o myśleniu moralnym na poziomie racjonalnego rozumowania i na poziomie odruchów. Jeśli odwołamy się do racjonalnego rozumowania, to słysząc o związkach partnerskich, także dla par jednopłciowych, większość Polaków będzie za – na tym poziomie ludzie są gotowi się zgodzić. Problem pojawia się na poziomie odruchów moralnych. W kwestii osób LGBT prawica uruchamia odruch spoczywający na jednym z sześciu fundamentów moralnych, w tym wypadku „czystości”; pozostałe to lojalność, autorytet, sprawiedliwość, wolność i troska.

Co to znaczy w praktyce?

Mówiąc i pokazując osoby LGBT+, prawica przedstawia je jako nieczyste, starając się odwołać do uczucia obrzydzenia, wzmocnionego jeszcze lękiem rodziców zatroskanych o dzieci. W Polsce długo pracowano nad tym, by stworzyć obraz homoseksualistów jako potencjalnych sprawców krzywdy „naszych maluchów”.

„Jesteś moim dzieckiem, nie ideologią”

I ludzi chcących rozbić tradycyjny model rodziny.

Też, ale cała ta nagonka na LGBT+, choć z pozoru wpisuje się w dyskurs walki z ideologią zniszczenia cywilizacji europejskiej i obrony tradycyjnych wartości, to tak naprawdę pracuje głównie na lęku o dzieci. I to jest bardzo niebezpieczne. 70 lat temu to właśnie lęk o dzieci doprowadził do pogromu kieleckiego.

Osobom LGBT+ grożą w Polsce pogromy?

Badania Pauliny Górskiej pokazują, że w czasie poprzedniego „odpalenia” wątków homofobicznych przez PiS, czyli w okresie kampanii wyborczej do europarlamentu, znacząco wzrosła dehumanizacja osób LGBT. Polacy przestali dostrzegać w geju czy w lesbijce człowieka – a to bardzo ułatwia stosowanie przemocy. Mamy zresztą ostatnio do czynienia z wieloma aktami przemocy, ale ta polityka prowadzi też bezpośrednio do dyskryminacji całych grup. W Karcie Rodziny prezydent Duda zapowiada przecież „zakaz promocji ideologii LGBT” w instytucjach publicznych, a doskonale wiadomo, jak bardzo arbitralne są takie sformułowania.

I chodzi o to, by nauczyciele geje czy nauczycielki lesbijki byli wykluczeni z zawodu?

W Nowym Targu odbyło się niedawno spotkanie samorządowców, na którym, w obecności małopolskiej kurator oświaty, pewien działacz Ordo Iuris straszył zgromadzonych, że oto w Poznaniu osoba transpłciowa prowadzi w szkole zajęcia z pierwszej pomocy. A wydawałoby się, że to bardzo podstawowa rzecz, której warto się nauczyć od kogokolwiek, nieważne, czy jest to ksiądz proboszcz, gej czy − jak w tym przypadku − człowiek transpłciowy. Konsekwencją takich kolejnych wykluczeń jest dyskryminacyjna równia pochyła.

W Białymstoku to nie była rozróba, tylko próba homofobicznego pogromu

Mówiłeś, że prawica próbuje uderzać w struny estetyczne, wywołać poczucie obrzydzenia. Ale wobec czego właściwie? Wszystkiego, co nie mieści się w binarnej opozycji – męskie-żeńskie? Czego nie da się prosto zakwalifikować kulturowo?

To jest pytanie natury bardziej antropologicznej i chyba dobrze odpowiada na nie Mary Douglas, pisząc o „zmazie”. Nieczyste jest to, co zakłóca proste klasyfikacje. A naturą prawicowego myślenia jest przywiązanie do porządku i prostych klasyfikacji. Żydzi zaczynają być zagrażający, gdy asymilują się w społeczeństwie większościowym. Geje – gdy tworzą stałe związki, wychowują dzieci, żyją nie na Castro Street, ale w Siemiatyczach. Psychologia do tego dodałaby, że ludzie dążą do tych prostych klasyfikacji najbardziej w sytuacji zagrożenia czy niepewności. A ostatnie miesiące zdecydowanie miały taki charakter.

W Wiadomościach TVP porusza się też ostatnio wątki żydowskie, a właściwie to antysemickie. Pojawił się „żydowski filozof” Baruch Spinoza w kontekście światopoglądu opozycyjnego kandydata w wyborach, były finansowe roszczenia żydowskie, była grupa Bilderberg. Łącznie odwołanie do trzech klisz antysemickich: że nienawidzą Kościoła i Pana Boga, że chcą od nas pieniędzy za Holokaust i że rządzą zza kulis światem. Jest na to rzeczywiście podatny grunt w Polsce?

W „spiskowy” komponent antysemityzmu, jak również ten „wtórny”, widoczny przy temacie odszkodowań, wierzą przede wszystkim wyborcy partii Krzysztofa Bosaka, a zaraz po nich PiS i PSL. Są oni dużo podatniejsi na te teorie niż osoby niegłosujące czy wyborcy pozostałych partii politycznych. I w tym stawie zapewne PiS ma nadzieję sporo ludzi złowić. Ciekawy szczególnie jest tu przypadek ludowców, bo ich wyborcy wyraźnie rozjeżdżają się pod tym względem z Kosiniakiem-Kamyszem i nawet samą partią, która nie eksploatowała tego wątku.

Konfederacja gra opowieścią, że PiS jest w tych sprawach fałszywy, pozornie patriotyczny, a tak naprawdę jest agenturą spiskowców.

Już hasło „zdejmij jarmułkę, podpisz ustawę” przy okazji niesławnej ustawy o IPN miało to sugerować; w kampanii przeciwko tzw. ustawie 447 dotyczącej prawa dochodzenia odszkodowań za utracone w czasie wojny mienie żydowskie również dominujące były środowiska Marszu Niepodległości i Konfederacji. Tylko że wtedy PiS był jeszcze reaktywny w tych kwestiach.

Duda nie ma żadnej moralnej legitymacji do przemawiania w Yad Vashem

A teraz?

Poprzez działania TVP stał się autonomiczny – sam tworzy tematy, a nie poddaje się trendom kreowanym na skrajnej prawicy. I jest w tym naprawdę twórczy, bo przecież np. teoria klubu Bilderberg jako ukrytego rządu światowego z Żydami nie ma wiele wspólnego. Jego twórca, Józef Rettinger, był polskim dyplomatą z Galicji, pochodzenia austriackiego i brytyjskiego obywatelstwa.

A jednak dobrze się ten klub nadaje na centralę rządu światowego.

Fakt. W jednym z wydań Wiadomości w ciągu jednej zaledwie minuty pojawiły się trzy teorie spiskowe naraz. Było ujęcie pałacu w Montreux, gdzie w spotkaniach rzeczonego klubu uczestniczyć miał Rafał Trzaskowski, potem wątek stypendiów od Sorosa, na które Trzaskowski jeździł, aż wreszcie – szkolenie międzynarodowych „terrorystów z Antify” w ramach programu Urzędu Miasta, w rządzonej przez Trzaskowskiego Warszawie.

No i jeszcze ten Spinoza.

Z kolei Spinoza został przez swą żydowską wspólnotę ekskomunikowany, jako jeden z maranów należał do środowiska pierwszych bezwyznaniowców w Europie i był prekursorem oświecenia…

Darth Trzaskowski: ekstremista, satanista, demon

Ateista, znaczy pewnie Żyd. W którego boga wierzy Trzaskowski. Czy jakoś tak.

Nieprzypadkowo jednak podkreślano jego żydowskość – to kolejna ilustracja centralnego charakteru elementu żydowskiego w tych wszystkich teoriach. Bo z bardzo wielu już badań wiemy, że teorie spiskowe o Żydach są centralne dla wszystkich innych, tzn. jeśli ktoś w nie wierzy, to łatwo, niemal automatycznie, uwierzy w pozostałe.

A czy PiS mógł dojść do wniosku, że hasło „nie są równi ludziom normalnym” to o jeden most za daleko? Że nie tylko gniewny telefon z ambasady amerykańskiej podziałał, ale też kalkulacja wyborcza?

Nie sądzę − nagonka tego rodzaju pozwala pozyskiwać wyborców także spoza elektoratu PiS. Jak zadajemy pytania o to, czy np. osoba homoseksualna powinna mieć prawo do pracy z młodzieżą, to więcej Polaków jest za zakazem niż dopuszczeniem jej do zawodu. Podobnie jest z pytaniem o karę śmierci albo gdy pytamy, czy należy natychmiast deportować wszystkich uchodźców, czy pozwolić służbom na użycie przemocy wobec osób ubiegających się o azyl… Wiele z podstawowych praw człowieka nie przyjęło się w Polsce. To taki rodzaj opinii większościowych, co do których wolimy, żeby nie miały swego wyrazu w obowiązującym prawie.

W niesławnej debacie w TVP Info prezydent mówił, że o kształcie rodziny mówi konstytucja, ale przecież najważniejsze, żeby dzieci nie były głodne i wszystkim żyło się lepiej. To brzmiało tak, jakby próbował załagodzić wrażenie po nagonce na osoby LGBT.

Najbardziej radykalne tezy wypowiadane są przez jego otoczenie, co sprawia, że Andrzej Duda jest przedstawiany jako bardziej umiarkowany. To jest oczywiście umiejętna strategia, bo w ten sposób oswaja się ludzi z takimi komunikatami, przesuwa ekstremum, jednocześnie obsługując lęki.

A czy opór, sprzeciw wobec takiego języka, krótko mówiąc: obrona mniejszości, może być paliwem politycznym kampanii prezydenckiej? Czy siły postępowe skazane są raczej na zmienianie tematu?

To jest na pewno aktywizujące dla części elektoratu, jest też jednak i taka jego część, dla której temat jest po prostu mało interesujący. Według mnie skuteczniej byłoby atakować rząd i prezydenta za niespełnione obietnice wyborcze, niekonsekwencję działań w czasie pandemii i niespójność decyzji o restrykcjach z przekazem o łagodnym przechodzeniu koronawirusa przez Polskę.

Rozumiem, że teorie spiskowe pomagają PiS odwrócić uwagę od tych tematów?

To bardziej skomplikowane, bo najbardziej rozpowszechnione w czasie pandemii teorie spiskowe uderzały właśnie w rząd. Że to polska władza ukrywa dane, że na jej decyzje wpływa nie stan zdrowia publicznego, tylko realizacja jakichś ukrytych interesów – około 30 procent wyborców myśli w ten sposób. A to dużo więcej niż tych, którzy uważają, że np. Chińczycy chcą przejąć władzę nad światem, więc wypuścili na Zachód wirusa wytworzonego w laboratoriach, czy że Gates chce wszystkich zaczipować – tych było kilkanaście procent.

Kandydaci na prezydenta traktują nas jak kretynów

I co to dla rządu znaczy?

Dziś Polacy stworzyli sobie pozory normalności, jednak wirus nadal jest aktywny, możliwe, że na jesieni znów będziemy poddani izolacji. To jest sytuacja głębokiej, fundamentalnej niepewności i braku kontroli nad własnym losem. A jak pokazują wszystkie badania, w takich sytuacjach teorie spiskowe stają się nośne. Minister Szumowski z „ojca narodu”, którym był jeszcze kilka tygodni temu, stał się w opinii wielu Polaków mroczną postacią powiązaną z szemranymi handlarzami bronią, egoistą załatwiającym kontrakty rodzinie czy znajomym. To wszystko stanowi idealną pożywkę dla antyrządowych teorii spiskowych.

I co z tym można zrobić?

Żeby je przykryć, PiS wyciągnął z kapelusza spisek ideologii LGBT przeciw polskiej rodzinie i Żydów przeciw polskiej własności. Czasy są niestety takie, że o ile tylko nie przesadzą w nachalności swoich komunikatów, o tyle mogą tymi treściami przekonać wiele osób także spoza swego elektoratu.

**
Michał Bilewicz − psycholog społeczny, publicysta, prof. Uniwersytetu Warszawskiego, Kierownik Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW oraz wykładowca na Wydziale Psychologii UW.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Michał Sutowski

| Publicysta Krytyki Politycznej
Politolog, absolwent Kolegium MISH UW, tłumacz, publicysta. Członek zespołu Krytyki Politycznej oraz Instytutu Studiów Zaawansowanych. Współautor wywiadów-rzek z Agatą Bielik-Robson, Ludwiką Wujec i Agnieszką Graff. Pisze o ekonomii politycznej, nadchodzącej apokalipsie UE i nie tylko. Robi rozmowy. Długie.