Kraj

Tak wyglądałaby lekcja religii w zgodzie z prawami człowieka i konwencją praw dziecka

Czy Abraham byłby obecnie uznany za niepoczytalnego fanatyka i skazany za próbę dzieciobójstwa ze szczególnym okrucieństwem, a Noe odpowiadałby za współudział w ludobójstwie?

Świąteczna dobra nowina. Z niedawnego sondażu Ipsos wynika, że już 68 proc. ludzi w Polsce życzy sobie wyprowadzenia religii ze szkół i odesłania jej do parafii. To kolejny symptom końca mrocznej hipnozy, unieruchamiającej przez ostatnie trzy dekady nasze społeczeństwo, które niczym pasażer nocnego pociągu, zaczadzony gazem usypiającym patrzył w letargu, jak ktoś obrabia mu kieszenie i molestuje dzieci. Wygląda na to, że wreszcie udało nam się otworzyć zatrzaśnięte okna i świeże powietrze pozwoliło wielu ludziom zebrać myśli i trzeźwo ocenić sytuację.

Co ciekawe, ci przebudzeni nie tylko w osłupieniu czytają historie z mapy kościelnej pedofilii czy z niedowierzaniem wpatrują się w kolejne infografiki pokazujące miliony płynące co roku z naszego budżetu do kościelnej kiesy, ale zaczynają na serio przypatrywać się też tzw. wartościom chrześcijańskim, zobrazowanym w Biblii konkretnymi historiami.

„Wartości chrześcijańskie” to słowo klucz, które wypowiedziane przez niecnego hipnotyzera ma zmuszać słuchającego do absolutnego posłuszeństwa. Dlatego świadome zgłębianie tego, co za nim tak naprawdę stoi, to gest ozdrowieńczy. W internecie pączkują zatem kolejne strony z biblijnymi cytatami o kamienowaniu, składaniu ludzi w ofierze, gwałtach, mordowaniu synów za złe zachowanie ojców, miażdżeniu i rozrywaniu dzieci oraz innych okrucieństwach popełnianych w Starym Testamencie na rozkaz Boga. Zresztą krew w żyłach mrożą nawet te najpopularniejsze opowieści, które dzieciom serwuje się od początku ich edukacji religijnej.

Pamiętacie choćby Abrahama i jego syna Izaaka? Bóg kazał Abrahamowi zabić nożem własne dziecko i złożyć je w ofierze. Ten zgodził się na to. Wziął własnego syna, nóż i drwa, żeby spalić ciało zamordowanego chłopca. Te drwa niósł na miejsce kaźni sam Izaak – na własnych plecach, nieświadomy zamiarów ojca. I Abraham nie zatrzymał się do końca – gdyby nie interwencja anioła, poderżnąłby gardło własnemu dziecku na rozkaz Boga. Bóg jest z tego zadowolony i nagradza Abrahama za ten dowód posłuszeństwa.

A historia Noego, słynnego budowniczego arki? Bóg stwierdza, że wszyscy ludzie są niegodziwi – oprócz Noego, który jest fajny. Postanawia zabić wszystkich – czyli także niemowlaki, które nie miały przecież zbyt wiele czasu na okazanie swojej niegodziwości. Informuje o tym Noego oraz daje mu szczegółową instrukcję, jak zbudować arkę, która pozwoli przetrwać tylko jemu i jego rodzinie. I Noe – jako wzór człowieka, który nie jest niegodziwy – nie uprzedza o nadchodzącym kataklizmie swoich sąsiadów, znajomych czy przyjaciół. Nie przekazuje im szkutniczego know-how, które uratowałoby im życie. Buduje swoją arkę, z której pokładu może patrzeć, jak wszyscy inni ludzie toną.

Aha, no i rodzina Noego ma dać początek nowej, bardziej udanej ludzkości. Tylko że to przecież tylko jedna rodzina, więc wygląda na to, że ta lepsza ludzkość musi się zacząć od aktów kazirodczych.

Każdy zna też historię Hioba, który był niesłychanie praworządny i wszystko robił, jak trzeba. Jednak to mu nie pomogło. Bóg podpuszczony przez szatana zniszczył jego majątek, spalił zwierzęta oraz pozabijał wszystkich ludzi, którzy dla niego pracowali, i wszystkie jego dzieci, siedmiu synów i trzy córki. Po co? Żeby sprawdzić, czy Hiob dalej będzie go chwalił. No i Hiob, jako wzór cnót, w chwilę po tym, jak dowiedział się, że Bóg zamordował jego dzieci, burząc dom, w którym przebywały, wychwala dalej Boga.

Morał – Bóg, czegokolwiek chce i cokolwiek zrobi, zawsze ma rację.

Kościół katolicki. Nareszcie koniec jego władzy?

Oczywiście Biblię powinniśmy dziś wszyscy czytać jako dzieło swoich czasów, pisane przez kilka wieków (według różnych badaczy mniej więcej od XV do II wieku p.n.e.). Rozumiemy, że oddaje ono okrutne i z dzisiejszego punktu widzenia kompletnie nieetyczne relacje obowiązujące w świecie starożytnym, kiedy kobiety, dzieci i spora część biedniejszych dorosłych (niewolnicy) byli traktowani jako część dobytku bogatszych mężczyzn, a wymyślne sposoby uśmiercania ludzi traktowano jak uzasadnioną karę. Na przykład za zbieranie drewna w piątek (Lb 15, 32–36) i tym podobne przewiny.

Biblia przynosi z pewnością ogrom wiedzy o świecie starożytnym i naprawdę warto ją przeczytać oraz przeanalizować. Jednak jak wiemy, nasze dzieci w podstawówkach niestety nie dokonują podczas katechezy krytycznej kulturoznawczej analizy Biblii – co swoją drogą mogłoby być bardzo pouczające i arcyciekawe.

Wyobraźcie sobie na przykład dyskusję o historiach biblijnych w kontekście konwencji praw człowieka i konwencji praw dziecka, które obecnie przyjmujemy w naszym kręgu cywilizacyjnym jako niepodważalne podstawy. Czy Abraham byłby obecnie uznany za niepoczytalnego fanatyka i skazany za próbę dzieciobójstwa ze szczególnym okrucieństwem, a Noe odpowiadałby za współudział w ludobójstwie? Czy cokolwiek usprawiedliwia składanie ofiar z ludzi albo ze zwierząt? Czy można domagać się skrzywdzenia kogoś w ramach „dowodu miłości”? Jakie są granice posłuszeństwa? Czy historia Hioba mogłaby zilustrować, jak powstaje poważny zespół stresu pourazowego? Jak wyglądałaby prawda objawiona Boga, gdyby pisano ją teraz?

Licznik apostazji bije, Kościół katolicki się wije

Oczywiście snuję tu heretyckie fantazje – ze świętą księgą podyktowaną przez samego Boga w Kościele rzymskokatolickim się nie dyskutuje. A najlepiej także nie czytać jej na własną rękę – dlatego Kościół przez całe wieki zabraniał samodzielnego czytania Pisma Świętego, a także potępiał tłumaczenie tej księgi na języki zrozumiałe dla wiernych (jeden z wielu takich zakazów wydano nawet podczas synodu w Warszawie w 1634 roku, kiedy to ówczesny prymas Jan Wężyk ogłosił, że samodzielne czytanie Biblii jest inspirowane przez szatana).

Tymczasem współczesny polski Kościół katolicki nie tylko nadal nie promuje czytelnictwa, ale o ostatniej spalonej w Polsce na stosie książce usłyszeliśmy… nie dalej jak rok temu. Obrazek z płonącym pod jedną z gdańskich parafii Harrym Potterem znajdziecie pod hasztagiem „hajcujemy”, wymyślonym przez pewnego rezolutnego inaczej księdza.

Palenie heretyckich książek w Polsce. Fot. za wp.pl/facebook.com

Teoretycznie jako antidotum na wieści o ojcach zabijających swoje i cudze dzieci uczniowie poznają też dzieje i nauczanie Jezusa opisane w Nowym Testamencie. Niestety ewangelia miłości bywa im często podawana w specyficznej interpretacji polskiego Episkopatu. W tej Jezus co prawda namawia do miłości, przebaczenia, kierowania się własną wolą oraz bezwarunkowego chronienia słabych i odrzuconych, ale pod pewnymi warunkami: naród musi miłować zbawiciela Jarosława, kardynał Dziwisz przebacza Polsce pytania o chronienie przez siebie pedofilów, własną wolą kierują się zygotarianie i nacjonaliści, ale już nie kobiety, a słabymi i odrzuconymi nie są dzieci z in vitro, uchodźcy, ateiści czy nastolatki LGBT.

To wszystko sprawia, że katecheza jest niezwykle skuteczną szkołą ateizmu – w słynnym badaniu Pew Research Centre (które trwało przez 10 lat i którego wyniki ogłoszono w 2018 roku) odnotowano, że Polska jest najszybciej laicyzującym się krajem wśród 108 przebadanych, a tylko dla 16 proc. Polaków do czterdziestki religia ma prawdziwe znaczenie.

Niestety treści ubrane w ramy „wartości chrześcijańskich”, „wartości rodzinnych”, „naturalnego porządku”, których dzieci wysłuchują podczas trwającej nawet 12 lat „edukacji” religijnej w polskich szkołach, pozostają przecież w ich głowach. Nieuzasadnione poczucie winy, uznawanie części fizjologii za grzech, służebna rola kobiet, kult zarodka, nieufność wobec wolności słowa, istnienie jednego „naturalnego” porządku, którym jest patriarchalna drabina przemocy, zakaz jakiejkolwiek inności, przyzwolenie na przemoc religijną – te wszystkie obciążenia stanowią, nawet dla tych krytycznie myślących, stałe elementy krajobrazu społecznego. I skutecznie ten krajobraz kształtują.

Polska od lat dołuje w badaniach dotyczących kapitału społecznego, czyli poziomu zaufania wobec innych i umiejętności budowania wspólnoty przez ludzi. Ten deficyt powoduje konkretne szkody. I nie mam wątpliwości, że 12-letni kurs katechezy w każdej szkole jest jednym z istotnych czynników narodowego szkolenia w nieufności i podważaniu możliwości istnienia innych wspólnot poza religijną – z jej stolicą w Watykanie.

Dlatego te 68 proc. Polek i Polaków, którzy nie chcą już religii w szkole, to kolejny po ogromnym, 80-procentowym wsparciu dla Strajku Kobiet, po rosnącej fali apostazji, dowód niezwykłego przebudzenia w naszym społeczeństwie.

Mam optymistyczne przeczucie, że ta tendencja będzie już tylko rosnąć. I tego sobie i Państwu życzę w 2021 roku – wielu apostazji, wielu dzieci uwolnionych od szkolnej katechezy. Ogólnospołecznego przebudzenia z mrocznej hipnozy.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Agata Diduszko-Zyglewska
Agata Diduszko-Zyglewska
Polityczka Lewicy, radna Warszawy
Dziennikarka, działaczka społeczna, polityczka Lewicy, w 2018 roku wybrana na radną Warszawy. Współautorka mapy kościelnej pedofilii i raportu o tuszowaniu pedofilii przez polskich biskupów; autorka książki „Krucjata polska” i współautorka książki „Szwecja czyta. Polska czyta”. Członkini zespołu Krytyki Politycznej i Rady Kongresu Kobiet. Autorka feministycznego programu satyrycznego „Przy Kawie o Sprawie” i jego prowadząca, nominowana do Okularów Równości 2019. Współpracuje z „Gazetą Wyborczą" i portalem Vogue.pl.
Zamknij