Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Zaloguj się Zaloguj się

Skończmy z przywilejami Lasów Państwowych – dla dobra przyrody

Przez lata pozwalano Lasom Państwowym stać się państwem w państwie. Ten jeden gracz skupia ogromne pieniądze, władzę symboliczną, polityczną i narracyjną, a wokół niego krążą słabsze podmioty, licząc na resztki z pańskiego stołu.

Rozmowa
Walka

Przemek Stefaniak: Czy pisząc książkę Polska Rzeczpospolita Leśna, czyli jak Lasy Państwowe stały się państwem w państwie, konsultowałeś się z Lasami Państwowymi?

Marek Józefiak: Rozmawiałem z wieloma osobami, które w Lasach Państwowych pracowały, nadal pracują albo miały z nimi bardzo bliski kontakt. Są wśród nich również byli wysoko postawieni urzędnicy państwowi, w tym ministrowie, którzy teoretycznie mieli LP nadzorować i nadawać im kierunek, ale w praktyce leśnicy rządzili się sami. Od początku zakładałem, że dla wielu osób w tej instytucji ta publikacja będzie niewygodna. LP od dekad zachowują się tak, jakby lasy były ich prywatną własnością, same wyznaczają zasady swojego działania i są przekonane, że nie potrzebują zewnętrznej kontroli. Kiedy ktoś zaczyna zaglądać im do ogródka, który w ich własnym przekonaniu jest doskonale utrzymany, reakcja nie może być entuzjastyczna. Zresztą, jeden ze związków zawodowych leśnictwa publicznie domagał się od szefa Lasów Państwowych wytoczenia mi procesu za książkę.

Jakie wydarzenia z ostatnich lat były dla Lasów Państwowych najgorsze?

Powszechnie uważa się, że upolitycznienie i niezliczone afery finansowe. To na pewno było fatalne. Jednak te patologie tak naprawdę sprawiły, że opinia publiczna zaczęła się wreszcie Lasom przyglądać. Moim zdaniem jeszcze gorsze było coś innego: to, że przez lata pozwalano Lasom Państwowym stać się państwem w państwie. Ten jeden gracz skupia ogromne pieniądze, władzę symboliczną, polityczną i narracyjną, a wokół niego krążą słabsze podmioty, licząc na resztki z pańskiego stołu. Skutkiem jest całkowity brak równowagi w ochronie przyrody. Nie jest przypadkiem, że od 25 lat w Polsce nie powstał żaden nowy park narodowy. To konsekwencja domknięcia systemu przez Lasy Państwowe, które przeforsowały przepisy w praktyce uniemożliwiające tworzenie parków.

Czytaj także Tusk zrealizuje obietnicę dotyczącą ochrony lasów w 2358 roku Paulina Januszewska

A co najbardziej wkurzyło cię podczas zbierania materiału do książki?

Takich momentów było wiele. Pracując w Greenpeace i zajmując się tym tematem od lat, obserwowałem z bliska absurdy, o których nikt głośno nie mówi. Choćby to, że utworzenie parku narodowego w Polsce potrafi trwać 20 lat, jak w przypadku Bieszczadzkiego Parku Narodowego, tworzonego od lat 50. do 70. Przyrodniczo najbardziej uderzyło mnie to, że w Bieszczadach do dziś ładujemy publiczne pieniądze w niszczenie własnego dziedzictwa naturalnego. Bo do wycinek niszczących np. ostoje niedźwiedzi w Bieszczadach LP dopłacają potężne pieniądze. Wycinka w górach jest kilka razy droższa niż na nizinach, a mimo to trwa, bo Lasy na to stać.

Równie wstrząsająca jest skala zagrożeń związanych z pracą w lesie. Drwal to bodaj najbardziej niebezpieczny zawód w Polsce. Najwięcej pilarzy ginie w górach. Pracują tam najczęściej z piłą w ręku. Na nizinach częściej używa się harwesterów, czyli wielkich maszyn, które są dużo bezpieczniejsze. To kolejny argument za tym, aby wycinki w lasach górskich ograniczyć. Z jednej strony są leśnicy – godnie opłacani i pracujący w bardzo dobrych warunkach, w biurowcach nierzadko przypominających pałace. Z drugiej mamy pracowników fizycznych, którzy są zatrudnieni w prywatnych firmach, często pracują na czarno, z łamanymi przepisami BHP i za głodowe stawki. Efekt jest taki, że ludzie masowo tracą zdrowie i życie, a system wciąż funkcjonuje bez realnej kontroli.

Piszesz, że praca pilarza jest dziś bardziej niebezpieczna niż praca górnika. Jednak o śmierci górników słyszy cała Polska, a o wypadkach w lasach prawie nikt. Dlaczego?

W czasach PRL pilarze byli zatrudnieni bezpośrednio w Lasach Państwowych, łącznie w LP pracowało ponad sto tysięcy osób. Wraz z transformacją ta praca została wypchnięta na zewnątrz i sprywatyzowana. Powstały tzw. zule, czyli zakłady usług leśnych – najczęściej małe, rozdrobnione firmy, zatrudniające kilka lub kilkanaście osób. To sektor całkowicie niewidoczny. Nawet dziennikarze często nie wiedzą, że coś takiego jak zule w ogóle istnieje. Dlatego informacje o wypadkach trafiają co najwyżej do prasy branżowej albo lokalnych mediów. W przypadku górników sytuacja jest oczywiście diametralnie inna. Ten zawód od lat cieszy się prestiżem, a kopalnie są najczęściej państwowe.

Między 2018 a 2023 rokiem przy wycince drzew zginęło w Polsce ponad 140 osób. To nie jest nieuniknione, ta praca mogłaby być lepiej zorganizowana i bezpieczniejsza. Problem w tym, że kumulują się tu wszystkie słabości naszego państwa. A postawa Lasów Państwowych w żaden sposób tych deficytów nie kompensuje.

Skoro praca pilarza w górach jest tak niebezpieczna, to czemu nie przenieść wycinek w bezpieczniejsze miejsca, np. na niziny?

Nikt o tym w taki całościowy sposób nie myśli. Branża usług leśnych jest rozdrobniona i skłócona, bez silnych pracodawców i związków zawodowych. Ci mali gracze mocno ze sobą konkurują. Pracownicy leśni są pod dużą presją, żeby pracować szybko. Pośpiech jest złym doradcą, a dla pilarzy jest wręcz śmiertelnie niebezpieczny. Z kolei Lasy Państwowe nie uważają bezpieczeństwa pracy pilarzy za swój problem. Umywają od tego ręce. Jednocześnie dopłacają setki milionów złotych do wycinek górskich lasów, bo kto bogatemu zabroni. Działa to tak, że dochody z wycinek położonych na północy i zachodzie Polski monokultur sosnowych finansują funkcjonowanie nadleśnictw zarządzających lasami wyżynnymi i górskimi na południu.

W książce opisujesz protesty w Dolinie Rospudy jako pyrrusowe zwycięstwo. Po nich społeczeństwo długo postrzegało ekologów jako osoby, które wyżej cenią przysłowiowe żabki od ludzi. Potem była Białowieża, gdzie poparcie społeczne było znacznie większe. Jak ma się ono do np. reakcji, jakie wywołały niedawne działania Inicjatywy Dzikie Karpaty (IDK)? Byłem na miejscu i wydawało mi się, że lokalna społeczność raczej nie stała murem za aktywistami.

To nigdy nie jest sytuacja zero-jedynkowa, ale widać wyraźne trendy. W drugiej dekadzie XXI wieku staliśmy się jako społeczeństwo bogatsi, mieliśmy więcej czasu wolnego i zaczęliśmy inaczej postrzegać lasy – jako miejsce odpoczynku i kontaktu z przyrodą. W 2017 roku przy konflikcie wokół Puszczy Białowieskiej społeczeństwo wyraźnie stanęło po stronie ochrony. Tuż po spornym okresie badania opinii pokazały, że 84 proc. Polaków uważało, że puszcza powinna być parkiem narodowym. To, jak nośny stał się temat, pokazuje fakt, że w kampanii w 2023 roku ówczesne partie opozycyjne podnosiły kwestię ochrony lasów, a w umowie koalicyjnej zapisano cel, by 20 proc. najcenniejszych lasów było wolne od wycinek.

Nawet w obozie Zjednoczonej Prawicy pojawiały się obietnice poprawy ochrony przyrody. Prezydent Duda czy premier Morawiecki mówili o powiększaniu parków narodowych. Te pomysły spaliły na panewce wraz z przejęciem kontroli nad Lasami przez ziobrystów, którzy traktowali Lasy wyłącznie jako machinę do umacniania swoich wpływów politycznych. Ale mimo wszystko ten „przyrodniczy przebłysk” PiS-u jest kolejnym dowodem na to, jak ważny społecznie stał się ten temat.

Czytaj także Lasy Państwowe robią nas na łyso Katarzyna Przyborska

Mimo to nie wszędzie te postulaty rezonowały w równym stopniu. Na Podkarpaciu działacze na rzecz ochrony przyrody do dziś często spotykają się z wrogością. To są niewielkie, zamknięte społeczności, w których wielu mieszkańców, z lokalnymi politykami na czele, jest zależnych od Lasów Państwowych.

Od dwóch lat mamy nowy rząd – dlaczego więc nie wymienić dyrektorów nadleśnictw i nie wstawić ludzi, którzy naprawdę dbają o lasy i nie chcieliby ich ciąć?

Lasy Państwowe działają na trzech poziomach: jest Dyrekcja Generalna w Warszawie, 17 dyrekcji regionalnych i 429 nadleśnictw w całym kraju. Owszem, na poziomie centralnym i regionalnym dyrektorzy byli częściowo wymieniani, ale na poziomie nadleśnictw zmiany są niemal pozorne. Często jeden nadleśniczy po prostu przechodzi na to samo stanowisko do innego nadleśnictwa. Problem jest głębszy: instytucja od zawsze broni swoich interesów korporacyjnych i nie wykształcono profesjonalnych mechanizmów powoływania nowych, niezależnych menedżerów. Wszelkie inicjatywy reformatorskie wychodzące z wewnątrz LP przez ostatnie dwa lata miały głównie charakter PR-owy. Realne zmiany, które wyszły od rządu – jak wybór 20 proc. lasów wolnych od wycinek – były spowalniane lub blokowane. To pokazuje, że jeśli liczymy na samooczyszczanie się Lasów Państwowych, to się przeliczymy. Trudno oczekiwać, że monopolista zreformuje sam siebie.

Lasy Państwowe chętnie wzięły na sztandar rządową akcję „Sto rezerwatów na stulecie Lasów Państwowych”. W jej ramach powstało 120 rezerwatów, co brzmi dobrze. Jednak wszystkie one obejmują zaledwie 0,2 proc. powierzchni LP, czyli jedną setną tego, co rząd obiecał. To dobrze odpowiada na pytanie, w którym miejscu jest rząd Donalda Tuska z obiecaną reformą Lasów Państwowych.

Jeśli ktoś kocha las i chce się mu poświęcić, to czy warto iść na studia leśne i pracować w Lasach Państwowych, czy lepiej odpuścić?

Raczej doradzałbym takim osobom studia związane stricte z ochroną przyrody. Moi rozmówcy, którzy poszli na studia leśne z pasji do przyrody, często odchodzili z Lasów Państwowych. Inni zostawali, ale po latach są głęboko rozczarowani i sfrustrowani. Czują się jak wyrzutki systemu, który ma zupełnie inne priorytety. Lasy Państwowe oferują dobre wynagrodzenie i różne zachęty, więc wielu zostaje ze względu na rodzinę, ale w konflikcie wewnętrznym: chcieliby chronić przyrodę, a w praktyce często przyczyniają się do jej niszczenia. Przez ostatnie 20-30 lat pieniądz i hierarchia stały się dominujące, niezależne myślenie i inicjatywa niewiele znaczą. W efekcie wielu utalentowanych ludzi odchodzi, bo nie widzą tam dla siebie miejsca.

W twojej książce najbardziej zaskoczył mnie fragment o tym, że w polskich przepisach nawet budynki, parkingi czy drogi w lesie są kwalifikowane jako las. Jak to możliwe, że zgodziliśmy się na coś takiego?

Ustawa o lasach powstała pod dyktando Lasów Państwowych. W 1991 roku pięciu leśników z Sejmu Kontraktowego napisało ustawę tworzącą nową instytucję i od tamtej pory system ich chroni. W ten sposób powstało wiele absurdów prawnych, które trwają do dziś. Politycy i leśnicy często powołują się na rosnącą lesistość kraju, zapominając dodać, że w tym bilansie liczy się także las wycięty w pień i leśna infrastruktura. We wschodniej części polskich Karpat, od Beskidu Niskiego po granicę z Ukrainą, istnieje ponad 30 tysięcy kilometrów dróg leśnych, które zajmują 5 proc. powierzchni lasów. Tymczasem tereny realnie chronione w tamtejszych rezerwatach i parkach narodowych to zaledwie 3,5 proc. W Karpatach mamy więc więcej dróg niż obszarów naprawdę chronionych.

Mimo to statystyki rzeczywiście wskazują na rosnącą lesistość w Polsce – jak je interpretować?

Rzeczywiście przybywa nam lasów, ale za sprawą naturalnych procesów – samoczynnego powrotu lasu na nieużytki. Jednak taki młody las – niezależnie od tego, czy powstał samodzielnie, czy w wyniku nasadzenia przez człowieka – to nie to samo co np. Puszcza Karpacka, gdzie drzewa mają po kilkaset lat i tworzą doskonałe miejsce do życia dla wielu rzadkich gatunków. Żyją tam niedźwiedzie, rysie czy orły przednie. Niestety, takich dzikich miejsc ubywa w szybkim tempie. Politycy i leśnicy chwalą się lesistością, ale ona mówi niewiele o tym, co się dzieje z polskimi lasami. Zresztą, na tle europejskim wypadamy pod tym względem przeciętnie.

Największym problemem dla przyrody pozostaje hegemonia Lasów Państwowych: tną w miejscach, które już dawno powinny być parkami narodowymi, jak Puszcza Białowieska, gdzie wycinkę musiał zatrzymać europejski trybunał, czy Bieszczady i Beskid Żywiecki, gdzie skandaliczne wycinki trwają do dzisiaj. Przez najbliższe 10 lat leśnicy chcą ciąć na ponad 90 proc. powierzchni najcenniejszych bieszczadzkich nadleśnictw.

Twoja książka trafia też do leśników. Jak reagują?

Część chwali, że właściwie diagnozuję problemy instytucji, inni wszystko podważają, powołując się na wspomnianą już lesistość czy fakt, że w miejscach wycinki sadzą drzewa, choć dla przyrody lepiej byłoby, by las odnawiał się naturalnie, bez tych sztucznych nasadzeń. Część osób docenia, że wreszcie ktoś otwarcie mówi o patologiach, o tym, jak instytucja łamie charaktery i kariery. Adam Wasiak, nowy szef Lasów Państwowych, zapowiedział w telewizji, że chętnie ze mną porozmawia, ale do rozmowy do dziś nie doszło. Jak zwykle Lasy Państwowe próbują przeczekać trudny okres i robić swoje.

Czytaj także Co szkodzi lasom bardziej niż katastrofa klimatyczna? Rządy Lasów Państwowych Magda Majewska

Często straszy się, że przyjdzie jakiś Niemiec albo zła Unia i sprywatyzuje lasy. Jak jest naprawdę?

Nie ma zagrożenia prywatyzacją Lasów Państwowych. Rozmawiałem z dziesiątkami osób z różnych stron leśnej barykady i nikt na serio nie rozważał takiego scenariusza. To zwykły chochoł, którym się nas straszy, gdy dochodzi do prób reformy LP. Na marginesie, w lasach prywatnych wycina się mniej niż w Lasach Państwowych. Jeden z naukowców opowiadał mi, że zdarza mu się wejść do lasów prywatnych i zastanawiać, czy to nie rezerwaty, bo tak dziko wyglądają. W narracji LP prywatna własność jest często demonizowana.

Co musi się zmienić w Lasach Państwowych?

Minimum trzy rzeczy. Po pierwsze: potrzebujemy realnej kontroli społecznej. Organizacje przyrodnicze powinny móc zaskarżać w sądzie plany urządzenia lasu, tzw. PUL-e, i być stroną w takich postępowaniach. W innym wypadku leśnicy dalej będą robić, co chcą, bo PUL-e są dla nich żelazną podkładką, a obecnie nie mamy jako społeczeństwo realnego wpływu na to, co w nich jest zapisane. Leśnicy masowo odrzucają merytoryczne uwagi do planów, efekty widzieliśmy aż za dobrze w ostatnich latach – na przykład cięcia 30 metrów od gawr niedźwiedzi czy wycinki ponad trzystuletnich olbrzymów w Puszczy Karpackiej.

Po drugie: potrzebne są nowe standardy menedżerskie i odejście od politycznego obsadzania stanowisk. Prawdziwe konkursy, które pozwalają wybrać kompetentnych ludzi.

Po trzecie: Lasy Państwowe muszą zacząć sprawiedliwie dokładać się do budżetu i dzielić owocami lasu, które zbierają. Lasy są niesłychanie bogatą instytucją. W ostatnich latach ich budżet oscyluje wokół 13-15 miliardów złotych rocznie, a średnia pensja wyniosła w 2024 roku blisko 11,5 tysiąca złotych. Jednocześnie LP płacą zdecydowanie niższe podatki niż podobne państwowe gospodarstwa leśne w Europie. Te pieniądze powinny wspierać ochronę przyrody i parki narodowe, żeby stały się realną przeciwwagą dla hegemonii LP. Obecnie, jeśli w jakimś miejscu chcemy zrobić park narodowy, największymi przeciwnikami są leśnicy, mimo że gwarantuje im się zatrudnienie w parku. Wiedzą bowiem, że zmiana pracy oznaczałaby dla nich stratę finansową. Tu ich rozumiem, sam bym się bronił, gdyby ktoś chciał mi obniżyć pensję o 40 proc.

Dopóki parki narodowe będą ubogimi krewnymi „bogatego wujka z Ameryki”, czyli Lasów, system się nie zmieni. Bodaj największą systemową zmianą dla przyrody, jakiej dokonał rząd Donalda Tuska, jest stworzenie subwencji ekologicznej dla samorządów, na terenie których są parki narodowe czy rezerwaty. To sprawia, że ochrona przyrody zaczyna się opłacać i być może stanie się zaczynem zmian w myśleniu samorządowców, żeby nie utożsamiali swojego interesu z interesem Lasów Państwowych. Droga do poważnej reformy samych Lasów Państwowych jest jeszcze bardzo długa.

**
Marek Józefiak – Rzecznik i ekspert ds. polityki ekologicznej w Greenpeace Polska. Publicysta, wykładowca akademicki. Z zawodu prawnik. Zajmuje się tworzeniem i komunikacją kampanii na rzecz ochrony lasów, klimatu i walki ze smogiem. Jest absolwentem Szkoły Liderów Politycznych. Uczestnik programu Obama Leaders Europe. Autor książki Polska Rzeczpospolita Leśna, czyli jak Lasy Państwowe stały się państwem w państwie.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie