Kraj

Powrót do szkoły po omacku

Fot. Dan Gaken/Flickr.com

MEN zaleca częste mycie rąk i zachowanie dystansu. Tylko jak to zrobić, kiedy na piętrze są dwie umywalki i kilkaset dzieci?


W pierwszej połowie sierpnia dowiedzieliśmy się, że dyrektorzy szkół zostali obdarzeni przez MEN wielkimi kompetencjami i takąż odpowiedzialnością. W zestawieniu z brakiem dokładnych wytycznych i ścieżek postępowania wzbudziło to potężne kontrowersje. Na konsultacje swoich propozycji MEN dał dyrektorom i samorządom 13 godzin: od północy z 11 na 12 sierpnia do 13.00 12 sierpnia. Według tych wskazówek dyrektorki i dyrektorzy sami mieli podejmować decyzje, minister Piontkowski zalecał dystans i mycie rąk. Jak wyobraża sobie dystans w szkołach ze spiętrzonymi przez reformę ministry Zalewskiej rocznikami − tego już nie powiedział.

1 września dzieciaki zdejmują maseczki i idą do szkoły

Myjcie ręce

Dziś, w dniu rozpoczęcia roku szkolnego, widać, że władza przekazana w ręce dyrekcji szkół była pozorna. Nie pojawiły się żadne szczegółowe ścieżki postępowania, nie ma „gorącej linii” między szkołami a sanepidem. W kraju funkcjonują co prawda „strefy zagrożenia” oznaczone kolorami, ale nie przekładają się one w żaden sposób na działania szkół. Dyrektor szkoły w Rybniku, który wnioskował o nauczanie hybrydowe w związku z tym, że Rybnik znalazł się w strefie czerwonej, otrzymał od sanepidu informację, że ten rozpatrzy sytuację dopiero wtedy, kiedy w szkole pojawią się osoby zakażone, a działań prewencyjnych nie uznaje za zasadne.

Nietrudno przewidzieć, że przy braku możliwości zachowania dystansu do zakażeń dojdzie raczej wcześniej niż później. Decyzje będą zatem podejmowane w atmosferze paniki wśród nauczycieli, uczniów i rodziców. Trudno zrozumieć, dlaczego w strefach czerwonych, a może i w żółtych, dyrektorzy nie zgadzają się na natychmiastowe wprowadzenie nauczania hybrydowego − połączenie zajęć prowadzonych w szkole i zdalnie − które ograniczy liczbę dzieci jednocześnie przebywających w szkołach.

To nie jedyne zdziwienie nauczycieli i rodziców. Okołoszkolne miejsca w mediach społecznościowych pękają od pytań o konsultacje, których nie było, o platformę do nauczania zdalnego, o nieadekwatną w stosunku do potrzeb liczbę maseczek i płynu do dezynfekcji, które obiecuje minister Piontkowski, o dzieci, które „wypadły” wiosną z systemu, o nauczycieli, których trudno będzie teraz przekonać do powrotu z emerytur, skoro rząd nie liczy się z ich bezpieczeństwem, o testy, którym powinni być poddani przynajmniej nauczyciele, uczący przecież nieraz w kliku różnych szkołach i przemieszczający się pomiędzy nimi w ciągu dnia.

Co nowego w edukacji?🧐1 września otwieramy szkoły. Mamy trzy warianty – nauka stacjonarna, hybrydowa i zdalna. Decyzję…

Opublikowany przez Dorota Łoboda Czwartek, 27 sierpnia 2020

Skomplikowaną sytuację MEN chciałby rozwiązać prostym sposobem. Ale już z samych zaleceń częstego mycia rąk i zachowania dystansu widać, że nie bierze pod uwagę kontekstu, czyli np. dwóch umywalek na piętrze przy kilkuset dzieciach albo podwójnych roczników w liceach, które sprawiają, że zachowanie dystansu na szkolnym korytarzu jest niemożliwe.

Przechowywanie dzieci

Pandemia wyostrza rozmaite słabości naszych instytucji i widać to również w szkole, bo jeszcze mniej niż zwykle słychać o samych dzieciach. One mają być poddane edukacji stacjonarnej albo zdalnej, one mają się 1 września stawić w szkołach, one będą wchodzić do szkoły różnymi wejściami, nie będą mogły wychodzić na korytarz, co oznacza, że będą miały mniej ruchu niż dotychczas; one od tygodni przesyłają sobie pytania i fragmenty konferencji, z których próbują wywnioskować, jak będzie wyglądała ich nauka, rytm dnia, ich życie towarzyskie w tym roku. Nauczyciele w ankietach, które przesyłają między sobą, deklarują wysoki poziom stresu związanego z rozpoczęciem roku szkolnego w warunkach pandemii, uczniowie i uczennice też go odczuwają.

Na górze korytarz polskiej szkoły podczas przerwy według TVP.Na dole rzeczywistość.Jak będziemy udawać, że nie ma problemu, to zniknie. Czego nie rozumiesz?

Opublikowany przez Ogólnopolskie Porozumienie Rad Rodziców Niedziela, 23 sierpnia 2020

Dzieci wiosną trzymane w domach, niemal w aresztach domowych, posądzane o najaktywniejsze przenoszenie wirusa, teraz zgodnie z logiką wahadła mają być stłoczone w placówkach. Szkolna logistyka, jak czytam w Librusie − elektronicznym dzienniku i platformie do komunikacji z rodzicami − zakłada wycofanie dzwonków, rozmaite godziny rozpoczynania i kończenia lekcji, przesuwanie dzieci i przemieszczanie ich w ramach jednego budynku. Kojarzy mi się to wszystko z rozwiązaniami stosowanymi w ikeowskich meblach, dostosowanych do ciasnych przestrzeni.

Dzieciaki dowiadują się, że właściwie to przeszkadzają rodzicom w pracy, dlatego mimo wszystko trzeba je gdzieś upchnąć. Większość dyskusji toczy się bowiem wokół zasad przebywania w szkole, a nie wokół samej edukacji.

Emanujmy optymizmem

A edukacja odbywa się przecież nie tylko w szkole. Dzieci w domach oglądają telewizję, słuchają radia, słyszą rozmowy i w nich uczestniczą, przesyłają sobie tiktokowe filmy. Czego o pandemii i o działaniach państwa mogły się ostatnio dowiedzieć? Wszystkiego. Że pandemia jest, że jej nie ma; że należy się szczepić na grypę i że nie należy, a w każdym razie prezydent nie zaleca. Że maseczki chronią i że są niepotrzebne; że dzieci też chorują i że nie chorują; w końcu: że cała ta pandemia to wymysł, żeby doprowadzić gospodarkę do upadku. Mogły też usłyszeć, z oficjalnych, ministerialnych źródeł, że wystarczy emanować optymizmem, co zalecała w czasie konferencji MEN dyrektorka jednej z warszawskich szkół: „Więc jeżeli będziemy emanować optymizmem i będziemy nastawieni na pozytywne rozwiązania, to one takie będą. A najczęściej widzę, że niektórzy z państwa myślą negatywnie, myślą o tym, co złego może się wydarzyć, i to zło państwa spotyka. Bo człowiek dostaje to, czego pragnie, o czym ciągle myśli”.

We Włoszech zmarły 35 463 osoby. Czy to byli ludzie za mało pozytywnie nastawieni do życia? Ta wypowiedź to SKANDAL ‼️‼️‼️

Opublikowany przez Kinga Gajewska Piątek, 28 sierpnia 2020

Czego jeszcze dzieci się dowiadują? Oczywiście tego, że państwo wspiera silnych. Dowiedziały się o tym, już odbierając wyniki egzaminów ósmoklasisty, które pokazały, że tam, gdzie jest dostęp do korepetycji, wyniki są lepsze.

Dowiedziały się też, że jeśli coś im się przytrafi, np. zaniedbanie ze strony rodziców, albo wręcz przemoc domowa, państwo nie zatroszczy się o ich zdrowie, dzielnicowy nie podjedzie, bo jest zajęty pilnowaniem dorosłych na kwarantannach, a szkoła niewiele może. Z systemu wypadło około 50 proc. uczniów. Jutro stawią się na lekcjach z ogromnymi brakami, które trudno będzie im nadrobić, zwłaszcza jeśli za parę tygodni szkoły znów będą się zamykać.

Żeby ze sobą współpracować, budować społeczeństwo, potrzebujemy wzajemnego zaufania, bazującego na dobrze rozumianej racjonalności, i przekonania, że państwo stoi po naszej stronie. Czy stoi? Dzieciaki na TikToku postulują zaufanie umiarkowane.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Katarzyna Przyborska

| Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, studentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskigo 1976-79”.