Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Zaloguj się Zaloguj się

Mamy ICE w domu? „Rząd kłamie i liczy, że sprawa pobitego Afgańczyka ucichnie”

Nie naprawimy oddolnie tego, że państwo odmówiło wykonywania swoich konstytucyjnych i ustawowych obowiązków. Patrzymy na tę Amerykę, na Trumpa, na bezduszne ICE i te same osoby i media, dla których to, co dzieje się na Podlasiu, jest akceptowalne, załamują ręce nad złem w Stanach Zjednoczonych.

Rozmowa
Walka

Paulina Siegień: Kiedy pierwszy raz usłyszałeś o pobiciu młodego Afgańczyka przez polskiego żołnierza przy granicy z Białorusią, do którego doszło 10 lipca?

Piotr Czaban: Dowiedziałem się wraz z resztą Polaków. W weekend w Radiu Zet pojawił się wiceminister Duszczyk, który mówił, że ten migrant uderzył strażnika granicznego łokciem w oko. W poniedziałek z rana przeczytałem artykuł w Onecie, w którym dziennikarze opisali to, co zobaczyli na nagraniu z granicznego monitoringu – że żołnierz strzela do migranta i bije go kolbą karabinu. Potem nastąpiła kontrofensywa polityków i służb. Zaczęły się konferencje prasowe, paski w telewizjach, pilne newsy w mediach. Przekaz był taki: polski żołnierz został zaatakowany. Na podstawie tej chronologii wydaje mi się, że dziennikarze Onetu zwrócili się z prośbą o komentarz m.in. do Macieja Duszczyka, a ten niejako wykonał manewr wyprzedzający i w wywiadzie radiowym ogłosił, że migrant zaatakował strażnika. Dwukrotnie skłamał, bo chodziło nie o strażnika, a żołnierza, który nie był ofiarą, tylko sprawcą.

Kiedy się zorientowałeś, że w tej historii coś śmierdzi?

Od razu. W kontekście granicy polsko-białoruskiej nie znam przypadku ataku cudzoziemca na kogokolwiek po polskiej stronie. Wiem, jak tacy ludzie zachowują się w lesie. Są przestraszeni. Znam też relacje mundurowych, którzy podkreślają, że wystarczy kobieta w mundurze naprzeciwko dziesięcioosobowej grupy mężczyzn i słuchają oni każdego polecenia.

Ale przecież mamy sprawę sierżanta Sitka, który został śmiertelnie raniony przez osobę z drugiej strony granicznego płotu.

Byłem jednym z pierwszych, który przekazał Straży Granicznej informację, kim może być morderca. Szczegółowe dane zgłosił służbom nieco później Człowiek Lasu. Przepytywaliśmy uchodźców, czy wiedzą cokolwiek na temat sprawcy. Słyszeli, że to Marokańczyk, przemytnik współpracujący z białoruskimi służbami. To nie był migrant ani uchodźca. Dzień po ataku miał zostać zatrzymany po polskiej stronie, ale nikt go nie sprawdzał. Mundurowi po prostu wyrzucili go na Białoruś wraz z innymi cudzoziemcami. Uchodźcy, którzy dzielili się z nami swoimi podejrzeniami na temat zabójcy Sitka byli w rękach Straży Granicznej, która sama, podobnie jak my, mogła wypytywać ich o tę sprawę. Moją rozmowę z nimi opublikowałem w czerwcu ubiegłego roku w reportażu Ostatni dzień przed zoną.

Wracając do sprawy z 10 lipca, to skąd Onet miał nagranie tego zdarzenia i skąd ty je masz?

Nie mogę powiedzieć, skąd mam wideo. Onet przyznał, że pochodzi ono z monitoringu Straży Granicznej, co wskazuje, że dostał je od mundurowych. Myślę, że przekazali nagranie mediom, bo nie chcieli, by ta sprawa została zamieciona pod dywan. Pewnie nie spodziewali się, że Onet nie zrobi z tego nagrania użytku i go nie opublikuje. Portal dostał też parę tygodni po zdarzeniu dowód tymczasowy Huseina Mohameda, ze zdjęciem ze zmasakrowaną, zabandażowaną twarzą. Nie wiem, co się stało – czy się przestraszyli? Nie pokazali tego.

Czytaj także Murem za mundurem? Nie tak zostałem wychowany Łukasz Łachecki

Ja docierałem do tych materiałów powoli, krok po kroku. Pomogła mi Ania Kondraciuk, dziennikarka z Siemiatycz, która niezależnie od wszystkich dotarła do wspomnianego nagrania. Opowiedziała mi dokładnie, co zobaczyła. W międzyczasie z innego źródła miałem potwierdzenie tego, co jest na nagraniu. Potem dostałem informację, że w jednym z ośrodków jest uchodźca, który poznał Mohameda i dzielił z nim pokój. Zgodził się ze mną porozmawiać. Inna osoba, przebywająca w ośrodku w Przemyślu, powiedziała mi o nieudanej próbie deportacji do Uzbekistanu. Kiedy już miałem pewność, co się wydarzyło, nagrałem o tym materiał. Po publikacji worek z dowodami się rozwiązał. W swojej skrzynce znalazłem dowód tymczasowy Huseina. To mi pomogło skontaktować się z jego ojcem, a potem z nim. Numer do ojca miałem wcześniej, ale nie odpowiadał na moje wiadomości, bał się. Kiedy wysłałem mu dowód ze zdjęciem pobitego syna, odpowiedział. Dzięki temu udało mi się połączyć z Huseinem i nagrać z nim rozmowę.

W międzyczasie apelowałeś do Onetu, żeby opublikował nagranie.

Sam go wtedy nie miałem. Ale wkrótce je dostałem i weryfikowałem, bo nie mogłem sobie na tamtym etapie pozwolić, by opublikować materiał, który został jakoś sfałszowany lub zmanipulowany. Praca dziennikarska przy granicy to bardzo delikatna materia. Trzeba uważać, żeby nie dać się zbić z tropu, np. służbom Łukaszenki. W międzyczasie otrzymałem dokumentację medyczną Mohameda, w tym zatrważające zaświadczenie lekarskie, w którym lekarz stwierdzał, że nic nie wskazuje, by był ofiarą przemocy. Jak miałem pewność co do wszystkich elementów, zacząłem przygotowywać całościowy reportaż.

Co cię w tej historii przeraża bardziej: to, że doszło do tak brutalnego ataku na nieuzbrojonego cywila – w końcu w mundurówce trafiają się osoby zaburzone, niepanujące nad agresją – czy to, jak ta sprawa była przeinaczana i tuszowana przez rząd i służby?

Nie prowadzę takiego rankingu. Na każdym etapie wydarzyło się zło, równie dotkliwe i urągające człowieczeństwu i przyzwoitości. Nie muszę ci mówić, że ten żołnierz i jego agresja nie wzięły się znikąd. Ci żołnierze są już od paru lat karmieni nienawistną propagandą. Im się wmawia, że migranci i uchodźcy to terroryści, że to jest wojna.

Przygotowując reportaż poprosiłeś o komentarze MON, prokuraturę, wojsko. Dużo w nich sprzeczności.

MON odpisał, że podtrzymuje stanowisko, iż był to atak na żołnierza, oraz że trwa śledztwo w tej sprawie. Tyle że ja rozmawiałem z prokuratorem z Białegostoku, który przyznał wprost, że prokuratura nie planuje postawić zarzutów w sprawie ataku na żołnierza. A prokuratura w Olsztynie przyznała, że prowadzi postępowanie w sprawie przekroczenia przez niego uprawnień. Wszystko odwrotnie niż w oświadczeniu MON. Oni brną w te kłamstwa. Duszczyk, Kosiniak-Kamysz, przedstawiciele wojska. Jestem w pełni świadomy odpowiedzialności za te słowa i wiem, że gdybym się pomylił, mogliby mnie pozwać. Oni wiedzą, że ja wiem i że mam dowody, ale liczą, że sprawa ucichnie.

Nie jestem fanką recenzowania pracy innych dziennikarzy, ale wątek Onetu postawy redakcji przewija się przez tę sprawę. Dwójka redaktorów – Marcin Wyrwał i Edyta Żemła – na co dzień opisujących stan polskiej armii bardzo krytycznie, zmienia ton, gdy sprawa dotyczy granicy polsko-białoruskiej. Ostatnio głośno było o tekście, którego autor ubolewał, że w sprawie żołnierza, który postrzelił w plecy Syryjczyka, toczy się śledztwo. W sprawie pobicia Mohameda nie pociągnęli tematu, chociaż mieli nagranie. Jest zupełna cisza wokół strzelaniny w Mielniku w Nowy Rok, kiedy pijany żołnierz wystrzelał dwa magazynki do cywili. Sprawa została umorzona, nikogo to nie bulwersuje. Jak to tłumaczysz?

Jako jedna z pierwszych osób pisałem o tym, co wydarzyło się w Mielniku i obserwowałem uważanie reakcje. Minęła doba, a w mediach była cisza, minister obrony narodowej nie zajął stanowiska, nic. Chyba dopiero, jak się wszyscy upewnili, że tym rozstrzelanym autem jechali Polacy, to coś ruszyło. TVN też w pewnym momencie przestał mówić o granicy. Zgłaszałem m.in. temat odnalezionego ciała zmarłego uchodźcy – miałem wszystko udokumentowane, ale stacja nie była zainteresowana.

Czytaj także Kolejna ofiara postrzału na granicy. Kto pociągnął za spust? Paulina Januszewska

Czasami to strach, czasami światopogląd, czasami gra polityczna. Niektórzy w tych redakcjach sądzą, że jak będą więcej się pochylać nad krzywdą migrantów, to w siłę urośnie skrajna prawica. Myślą, że to ich rozgrzesza, bo jest wyższe dobro: żeby skrajna prawica nie wygrała wyborów. Po tzw. szturmie Kuźnicy w 2021 roku usłyszałem w dużej redakcji, że „widzowie stracili serce do migrantów”. Tak to wygląda: jak widzowie są empatyczni, to robimy takie materiały, a jak widzowie robią się niechętni, to albo milczymy na dany temat, albo podbijamy ich niechęć. To samo w polityce, wszyscy patrzą na słupki.

Wcześniej pracowałeś w mediach głównego nurtu, ale od 2021 roku stałeś się dziennikarzem od granicy, od migrantów. Twój reportaż o pobiciu Afgańczyka, które tuszowali ministrowie, mógłby być przyczynkiem do powołania komisji śledczej, ale miesiąc po publikacji ma 12 tysięcy wyświetleń. Jakbyś zrobił materiał o tym, że szczepionki zabijają, to zebrałbyś pewnie z półtora miliona. Nie żałujesz, że trafiłeś do takiej niszy?

Chciałbym, żeby ten przekaz docierał do jak największego grona odbiorców, ale niezależnie od tego wiem, jak ważną robotę dokumentacyjną wykonuję. Kontaktują się ze mną osoby, które pracują nad doktoratami i chcą skorzystać z materiałów, które zebrałem. Na tych materiałach opierają się więc prace naukowe, ale też publikacje w dużych mediach światowych. Korzystają z nich organizacje: We Are Monitoring, Ocalenie, Helsińska Fundacja Człowieka. Póki mam siłę, będę to robić.

Czy ta praca przynosi czasem satysfakcję?

Momentem, kiedy poczułem satysfakcję ze swojej pracy, było powołanie zespołu śledczego do spraw łamania prawa na pograniczu przez polskich funkcjonariuszy. Zajęła się tym prokuratura w Siedlcach. Działałem w pojedynkę i tylko ja sam wiem, jaką drogę musiałem przejść, żeby na podstawie moich zeznań popartych dokumentacją prokuratura krajowa zadecydowała o powstaniu takiego zespołu. To było dla mnie olbrzymie osiągnięcie.

I jakie są ustalenia tego zespołu?

Głównie umorzenia, na czym się zawiodłem. Ale w wielu przypadkach prokuratura potwierdziła moje ustalenia. Czasem postawiła zarzuty, czasem umorzyła sprawę, ale to nie tak, że jestem traktowany jak jakiś wariat, co opowiada bzdury bez pokrycia. Może nie udało się osiągnąć sprawiedliwości, ale śledczy zgromadzili olbrzymi materiał dowodowy, którego sam nie byłbym w stanie zebrać. To nie pozwoli zakłamać tych wydarzeń w przyszłości. Mam nadzieję, że po te materiały będą sięgali dziennikarze i politycy, kiedy w końcu poczują potrzebę sprawiedliwości, rozliczenia tego okresu. A wracając do niszy, o którą pytałaś – w 2023 roku dostałem propozycję pracy w TVP, ale wiedziałam, że nie mógłbym tam być sobą. Zrezygnowałem z tej oferty i nie żałuję. Chociaż nie jest łatwo i mówię otwarcie, że wszystko, co robię, robię dzięki wsparciu patronów.

Czyli nie miałeś złudzeń, że nowy rząd będzie mówić inaczej o granicy?

Żadnych. Nie podzielałem euforii niektórych aktywistów, którzy cieszyli się z wyboru Macieja Duszczyka na wiceministra MSWiA i głównego speca od migracji. Uważali, że skoro to naukowiec i ekspert, to będzie wdrażał rozwiązania oparte na wiedzy, na badaniach. Ale Duszczyk został politykiem i granicą zajął się w sposób polityczny, a nie merytoryczny, kontynuując politykę PiS, którą wcześniej krytykował.

Twoja praca nie byłaby możliwa, gdybyś nie miał kontaktów i źródeł wśród mundurowych. Jak odczytujesz ich intencje, kiedy przekazują ci informacje, materiały?

Oni też chcą, żeby prawo było przestrzegane, a mundur szanowany. Mają świadomość, że byliby bezpieczniejsi, gdyby tak było. W środowisku osób zaangażowanych w pomoc humanitarną na granicy polsko-białoruskiej miałem nawet łatkę rzecznika Straży Granicznej.

Czytaj także Ikonowicz: Szli na zachód osadnicy Piotr Ikonowicz

Bo ta sytuacja dotyka także mundurowych?

Ta sytuacja dotyka uchodźców, migrantów, służby, ratowników humanitarnych, ale też mieszkańców pogranicza. To jest trauma, z jaką od pięciu lat ludzie tutaj muszą się zmagać. Ja za to wszystko, oprócz oczywiście Białorusi i Rosji, obwiniam też nasze państwo i rząd. To ich fatalna polityka doprowadziła do tego, że to nie profesjonalni ratownicy medyczni idą do lasu z pomocą i przenoszą wyczerpanych ludzi do ośrodków recepcyjnych, tylko zajmuje się tym garstka osób na zasadach partyzantki. Nie naprawimy oddolnie tego, że państwo odmówiło wykonywania swoich konstytucyjnych i ustawowych obowiązków. Patrzymy na tę Amerykę, na Trumpa, na bezduszne ICE i te same osoby i media, dla których to, co dzieje się na Podlasiu, jest akceptowalne, załamują ręce nad złem w Stanach Zjednoczonych. A mają to samo u siebie, na polskim podwórku.

**

Piotr Czaban – Dziennikarz i muzyk. Przez ostatnie 13 lat pracował w TVN24. Przygotowywał reportaże interwencyjne oraz śledcze do programów Blisko ludzi, Czarno na białym oraz Superwizjer. Był pierwszym dziennikarzem, który relacjonował to, co działo się w Usnarzu Górnym w sierpniu 2021 roku. Prowadzi kanał Czaban robi raban na YouTube, który stał się ważnym źródłem informacji o kryzysie humanitarnym na granicy z Białorusią.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie