Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Jeleń z Temu i „ostatni list”. Jak polskie łowiectwo estetyzuje zabijanie

W ubiegłym miesiącu myśliwi odsłonili pomnik jelenia w olsztyńskim parku. Miało być podniośle, wyszło groteskowo.

Olsztyński pomnik jelenia na zielonym leśnym tle, na nim duża czerwona plakietka "made in China"
4
Celnie!
Serce

5

Plan był ambitny. Zbierane od 10 lat przez warmińskich i mazurskich myśliwych łuski miały zostać przetopione na pomnik jelenia. Rzeźbę miał stworzyć artysta i myśliwy Eugeniusz Ochnio. Ostatecznie część łusek sprzedano i w ten sposób sfinansowano przygotowany na podstawie fotografii odlew, który został wykonany… w Chinach. Pomnik stanął w Parku Centralnym w Olsztynie.

Jeleń z Temu

Monument „z Temu” budził kontrowersje zanim w ogóle stanął. Myśliwi z Fundacji Nemrod, bo to oni stali za pomysłem, twierdzili, że jest im bardzo przykro, bo „jako starsi myśliwi” chcieli zostawić po sobie jakąś pamiątkę w parku. „Robimy to na rzecz miasta, a nie dla siebie. Boli nas, że jesteśmy wyzywani, hejtowani. Komu ma to służyć? My zakończyliśmy już polowania” – skarżył się Kazimierz Janusz Pawlak, prezes fundacji i pomysłodawca rzeźby.

Kilka godzin po uroczystym odsłonięciu pod pomnikiem pojawiły się… znicze. A także wieniec z dedykacją: „Zwierzętom zabitym dla rozrywki”.

Czytaj także Ja też nie chcę zabijania dzików. Ale pomysły aktywistów ich nie uratują Robert Jurszo

Sprawa figury „chińskiego” jelenia zelektryzowała samych myśliwych. Głos zabrał Paweł Gdula, redaktor naczelny myśliwskiego portalu Wildmen, były szef „Łowca Polskiego”, organu prasowego PZŁ, dziś jeden z głównych krytyków związku. W jego ocenie nie wyjaśniono mieszkańcom, dlaczego ten pomnik stanął właśnie w tym miejscu i „nie zbudowano nowej opowieści, która sprawiłaby, że myśliwi oraz mieszkańcy uznaliby ten pomnik za część własnej historii”. Problemem ma być też to, że „chińskiego” jelenia nie postawiono na cokole, przez co „nie góruje nad przestrzenią”, zaś mieszkańcy nie będą kojarzyć go z łowiectwem. No i, twierdzi Gdula, błędem było ujawnienie, że odlew wykonano w Chinach, bo to zdominowało doniesienia medialne i finalnie ośmieszało inicjatywę.

Ochrona przyrody?

Wbrew temu, co napisał red. Gdula, brak entuzjazmu mieszkańców nie wynika z braku jakiejś opowieści, której monument miałby być ilustracją. Nie bez przyczyny napis na wieńcu to „Zwierzętom zabitym dla rozrywki”. Według opublikowanego w maju tego roku raportu More in Commons Akceptowane, ale regulowane. Stosunek Polek i Polaków do myślistwa aż 78 proc. społeczeństwa uważa, że polowania dla rozrywki powinny być zabronione. Jednocześnie 55 proc. badanych łowiectwo akceptuje, ale warunkowo: jako sposób ochrony pól uprawnych i narzędzie „zachowania równowagi gatunków w przyrodzie”.

Jeśli chodzi o tę ostatnią kwestię, to myśliwi od dawna próbują nas przekonać, że muszą strzelać do zwierząt, bo dziś tylko tak można utrzymać balans w naturze, którą zaburzył człowiek. Łowiectwo ma być więc częścią ochrony środowiska przyrodniczego i wydaje się, że ponad połowa społeczeństwa w to wierzy. Tymczasem dziś główną przyczyną polowań na duże ssaki, takie jak dzik czy jeleń, jest po prostu to, że powodują one szkody w rolnictwie i leśnictwie: wyjadają zboża czy zgryzają sadzonki drzew w lasach, w których pozyskuje się drewno. Czyli, mówiąc wprost i bez ogródek, zabija się je dlatego, że ich potrzeby życiowe kolidują z ludzkimi interesami gospodarczymi i ekonomicznymi. Ochrona przyrody nie ma z tym nic wspólnego. Przy okazji takie polowania można sprzedawać zagranicznym bądź zamożnym polskim myśliwym i jeszcze na tym zarabiać.

Do tego mamy zresztą praktyki łowieckie, których nijak nie da się pogodzić z potrzebami ochroniarskimi, np. polowania na ptaki. Ich specyfika sprawia, że podczas łowów giną również gatunki spoza listy łownej. W trudnych warunkach oświetleniowych problem z właściwym rozpoznaniem ptaka może mieć doświadczony ornitolog, a co dopiero myśliwy po krótkim kursie łowieckim, który na oddanie strzału ma 2-3 sekundy. Ta niewiedza jest przy tym duża – sam opisywałem przypadki myśliwych, którzy na zdjęciach pozowali z ustrzelonymi gatunkami, które są objęte ścisłą ochroną.

Czytaj także Odważne dzikie zwierzęta kolonizują miasta. Czas na urbanistykę nie tylko dla ludzi Robert Jurszo

Myśliwi bronią się tym, że gdyby nie polowali na ptaki, to nie mieliby żadnego interesu, by polować na mniejsze drapieżniki, które ptakom zagrażają, w tym na inwazyjnego szopa. Słowem nie zająkną się jednak o tym, że koła łowieckie polowania na ptaki chętnie sprzedają zagranicznym myśliwym, którzy polują na nie po prostu dla przyjemności. Bo tylko o to w tym chodzi – o satysfakcję ze strzelania do żywych „rzutek”. No i może jeszcze o rosół, ale na pewno nie o ochronę przyrody.

À propos wspomnianego szopa pracza, ze zwalczaniem którego od dwóch-trzech lat tak chętnie obnoszą się myśliwi. Niewątpliwie usuwanie tego wyglądającego jak skrzyżowanie pandy z lisem „pluszaka” jest potrzebne, ponieważ pustoszy on lęgowiska ptaków wodno-błotnych. Problem w tym, że odstrzał jako metoda zwalczania tego gatunku jest nieefektywny.

Dobrym przykładem są Niemcy, skąd zaczął się marsz szopa na Europę. Tam odstrzeliwuje się blisko 300 tys. szopów rocznie, a populacja i tak rośnie. Z tego względu w Kassel, najbardziej „zaszopionym” mieście Niemiec, pilotażowo wprowadzono projekt, który polega na odławianiu, sterylizacji i ponownym wypuszczaniu szopów do środowiska, by ich liczba się nie zwiększała. Niestety, przy pomocy środków biurokratycznych zablokowali go, przynajmniej tymczasowo… niemieccy myśliwi.

Estetyzacja zabijania

Jest jeszcze jeden powód, dla którego mało kto z entuzjazmem wita takie „dary” od środowiska łowieckiego, jak chiński jeleń z Olsztyna: coraz bardziej krytycznie nastawione do polowań społeczeństwo nie kupuje estetyzacji łowiectwa. Owszem, łowiectwo nie redukuje się tylko do polowania, bo jego częścią są również m.in. rytualistyka czy muzyka i literatura łowiecka. Ale tego wszystkiego by nie było, gdyby nie polowanie, w sercu którego znajduje się zabijanie. A uśmiercanie nie jest estetyczne. Widziałem kiedyś zdjęcie łani biegnącej podczas polowania z odstrzeloną, trzymającą się jedynie na skórze nogą. Jeśli pocisk trafi w – jak mówią myśliwi – „miękkie”, czyli w jamę brzuszną, to nie dość, że zwierzę się męczy, to może dojść jeszcze do wytrzewienia. Wtedy przelatujący przez ciało z ogromną energią pocisk wyciąga wnętrzności na zewnątrz. Zwierzę, jeśli ma jeszcze siłę, ucieka wtedy ciągnąc za sobą sznur własnych flaków, znacząc krwawy ślad na ziemi, co w gwarze łowieckiej poetycko nazywa się „pisaniem ostatniego listu”.

Polowanie to krwawa robota i żadna łowiecka propaganda tego nie przykryje. Mimo to próby trwają i to nie tylko w Polsce. W marcu tego roku Narodowa Federacja Myśliwych we Francji ruszyła z kampanią promującą łowiectwo. Dwudziestosekundowe klipy przedstawiają ludzi w różnym wieku, którzy spotykają się w lesie bądź nad wodą i podpatrują razem dziki, jelenie czy ptaki. Na krótkich filmach nie widać nawet broni, co dopiero strzelania czy uśmierconych zwierząt. Tak jakby polowanie nie miało nic wspólnego z zabijaniem.

Łowiectwo jest w kryzysie wizerunkowym nie tylko w Polsce, w związku z tym w przestrzeni publicznej stara się unikać ujawniania swego autentycznego oblicza, którego częścią jest krew, ból, cierpienie i śmierć. I żadne odlewane w Chinach jelenie tej prawdy nie przykryją.

Dziennikarz, publicysta i fotoreporter przyrodniczy. Autor książki Spotkania z nagą małpą. Opowieści o zwierzętach (Filtry 2023). Z wykształcenia filozof i zoopsycholog. Wyróżniony nagrodą fundacji POLCUL im. Jerzego Bonieckiego za teksty o ochronie przyrody i dzikich zwierząt. Kocha science fiction, gra w RPG, trenuje rugby, pasjami ogląda baseball.

Tagi:
Wydanie: 20260720

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
4 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
4
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x