Kraj

Bendyk: Samotność Viviane Reding

Czy już przekroczyliśmy granicę, za którą nie da się zatrzymać cyfrowego kapitalizmu, i nie pomogą w tym nawet dobre chęci Viviane Reding?

Viviane Reding, europejska komisarz ds. sprawiedliwości, przybywa do Polski, by przekonywać do projektu rozporządzenia mającego chronić prywatność Europejczyków, wartość szczególnie cenną i zagrożoną w dobie Internetu. Sprawa wydaje się słuszna i oczywista – prawo nie nadąża za rozwojem cyfrowych usług, obowiązujące regulacje powstały w epoce, gdy nie istniał jeszcze Facebook, a założyciele Google zastanawiali się, czy nie warto przyjąć oferty Microsoftu i sprzedać się gigantowi z Redmond.

Nowe serwisy uczyniły z informacji o swych użytkownikach surowiec podstawowy, służący kreowaniu wartości użytkowej. Zgodnie z zapewnieniami cyfrowych korporacji powstaje wymiana ekwiwalentna – właściciel konta w serwisach Google lub na Facebooku może korzystać z większości funkcji bezpłatnie, musi jedynie zgodzić się, że informacje o nim będą gromadzone, analizowane i przetwarzane, by zamienić się w konkretny towar – ofertę dla reklamodawców.

Nie sposób zliczyć tekstów o tym, czy rzeczywiście warto za darmową pocztę, przechowalnię filmów lub możliwość czatowania ze znajomymi oddać cyfrowemu diabłu duszę. Pytanie raczej, dlaczego cyfrowego diabła, mimo tych wszystkich tekstów i krytyk, tak trudno utrzymać w ryzach.

Bo przecież los inicjatywy komisarz Reding nie jest wcale przesądzony. Niestety, przesądzony jest los naszej prywatności.

 

Oczywiście, jeśli Unia Europejska wprowadzi proponowane rozporządzenie, obywatele poczują się nieco bardziej komfortowo. Zyskają nieco argumentów w konfrontacji z władcami cyfrowych sieci. Ci będą musieli się nieco bardziej natrudzić, by osiągnąć strategiczny cel. Sam cel jednak się nie zmieni, bo nie jest celem jakiegoś tam Google’a, Facebooka czy Apple’a. Celem tym jest eksploatacja ostatniego dostępnego i niewykorzystanego jeszcze wystarczająco surowca – ludzi. Ludzi rozumianych nie jako zintegrowane osoby, lecz jako wiązka parametrów składających się na profil. To ten profil, a nie człowiek, jest przedmiotem zainteresowania współczesnego państwa, postfordowskiego pracodawcy i zindywidualizowanego marketingu.

W większości współczesnych państw obywatelstwo sprowadza się do sumy danych łączących informacje biograficzne z biometrycznymi, wśród których coraz częściej także znajduje się profil genetyczny. Dla współczesnego banku klient sprowadza się do profilu umożliwiającego oszacowanie ryzyka udzielenia kredytu. Dobry profil umożliwia lewarowanie i kreowanie wirtualnego pieniądza, który obsłuży potrzeby kolejnych klientów. Potrzeby, które kreują i identyfikują firmy na podstawie profile budowane z cyfrowych śladów, jakie klienci zostawiają w sieci.

Tak powstaje i umacnia się system cyfrowego kapitalizmu. Analogicznie przed wiekiem tworzył się kapitalizm naftowy. Początkowo niepozornie, zwiastowany falą innowacji w zakresie wydobycia i przetwarzania ropy naftowej, jej wykorzystania, technologii transportu. Minęło kilkadziesiąt lat i okazało się, że wielość inicjatyw połączyła gęsta sieć zależności. Trudno wskazać konkretny moment, od którego nic już nie mogło zatrzymać samochodu i tłoczenia ropy, mimo gigantycznych kosztów istnienia tego systemu: ofiar wypadków i wojen o strategiczny surowiec, dewastacji środowiska. System samochodowy, jak go nazywa brytyjski socjolog John Urry, podporządkował sobie wszystko – co było dobre dla General Motors, musiało być dobre dla całości społeczeństwa.

Nadszedł jednak system cyfrowy i opierający się na nim cyfrowy kapitalizm. Czy już przekroczyliśmy granicę, za którą nie da się go zatrzymać? Obawiam się, że tak. Symbolicznie cezurę można ustawić w roku 1994. To wtedy amerykańscy republikanie pod wodzą Newta Gingricha odzyskali większość w Kongresie. Do zwycięstwa wiódł ich manifest Magna Charta for the Knowledge Age, głoszący triumf informacji nad materią. W tym samym roku Unią Europejską wstrząsnął Raport Bangemanna wzywający do pilnej cyfrowej modernizacji. Nowy, wspaniały, cyfrowy świat narodził się głównie za sprawą decyzji politycznych – to one otworzyły drogę przed późniejszymi sukcesami Google’a, Facebooka i Twittera.

W roku, w którym powstał Google, David Brin (nie mylić z Sergeyem Brinem, współtwórcą Google’a) ogłosił książkę The Transparent Society, opisującą doskonale w szczegółach to, co w idei przewidział Jean-Francois Lyotard w Kondycji ponowoczesnej w 1979 r. A więc świat totalnej kontroli i inwigilacji. Warto przypomnieć, że dzieło fundujące postmodernizm powstało na zamówienie rządu Quebecu. Wiadomo było wszystko już wtedy, gdy system dopiero się wyłaniał i można go było ewentualnie zatrzymać.

Teraz system cyfrowy, podobnie jak wcześniej system samochodowy, podporządkowywać będzie sobie decyzje polityczne, infrastrukturalne i strategiczne. Prywatność to błaha sprawa, gdy świat się wali i walka o hegemonię w nowym, pokryzysowym świecie nabiera intensywności. Gdy front tej walki przesuwa się do cyberprzestrzeni, zawieszenie prywatności będzie podobną oczywistością, jak pobór powszechny w epoce przemysłowej. Ojczyzna i biznes zawsze pragną tego, co najcenniejsze. A zgodnie z Magna charta… mięso nikogo już nie interesuje, ważniejsze są dane.

Viviane Reding próbuje się przeciwstawić tej ponurej logice podobnie, jak niegdyś brytyjscy tradycjonaliści kazali biec przed samobieżnymi pojazdami gońcom z chorągiewką. Oczywiście, ma rację w swym dążeniu do wprowadzenia rozporządzenia. Tylko że problem jest gdzie indziej – źródłem zła nie są żądne naszej prywatności korporacje, tylko system, którego nie zmieni najlepsze nawet rozporządzenie.

Edwin Bendyk jest publicystą tygodnika „Polityka”, prowadzi blog Antymatrix II, antymatrix.blog.polityka.pl.

 

 

Bio

Edwin Bendyk

| Dziennikarz, publicysta, pisarz
Dziennikarz, publicysta, pisarz. Pracuje w tygodniku "Polityka". Autor książek „Zatruta studnia. Rzecz o władzy i wolności” (2002), „Antymatrix. Człowiek w labiryncie sieci” (2004), „Miłość, wojna, rewolucja. Szkice na czas kryzysu” (2009) oraz „Bunt Sieci” (2012). W 2014 r. opublikował wspólnie z Jackiem Santorskim i Witoldem Orłowskim książkę „Jak żyć w świecie, który oszalał”. Na Uniwersytecie Warszawskim prowadzi w ramach DELab Laboratorium Miasta Przyszłości. Wykłada w Collegium Civitas, gdzie kieruje Ośrodkiem badań nad Przyszłością. W Centrum Nauk Społecznych PAN prowadzi seminarium o nowych mediach. Członek Polskiego PEN Clubu.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.