Felieton

Centralny Magazyn Węgla, którego nikt nie chce

Fot. Bart van Dijk/unsplash

Za pieniądze wrzucane w kopalnie węgla moglibyśmy wybudować kilkadziesiąt elektrowni atomowych. Ile by z tego było wiatraków i paneli fotowoltaicznych, nawet nie chce mi się liczyć. Już dziś bylibyśmy krajem zeroemisyjnym i całkowicie opartym na OZE. Ale nie, nie denerwujemy górników − pisze Jaś Kapela.


„Nie takie były ustalenia, nie takie były porozumienia! Złamanie umowy społecznej w PGG skutkować będzie konfliktem na niewyobrażalną dotąd skalę. […] Atmosfera z każdym dniem robi się coraz trudniejsza i wkrótce może być tak trudna do opanowania, jak pożary w Australii” − ostrzegają związkowcy z kopalni Pokój.

Przypomnijmy, że w australijskich pożarach spłonęło 8,4 miliona hektarów buszu, czyli prawie tyle, ile wynosi powierzchnia wszystkich polskich lasów. Jakkolwiek nie mam wątpliwości, że górnicy są w stanie zrobić wiele w obronie swoich miejsc pracy, to szczerze wątpię, żeby udało im się aż tak podpalić Polskę. Tym bardziej, że na straży lasów stoją − nawet często lepiej zarabiający − pracownicy Lasów Państwowych.

Węgiel bez sensu

Żarty żartami, ale nie podobają mi się takie szantaże. Nie pojmuję też zdziwienia związkowców, że Polska Grupa Górnicza nie chce dalej inwestować w rozbudowę kopalni, która i tak ma być zlikwidowana w 2022 roku.

Być może są ludzie, którzy robią remonty domów przeznaczonych do rozbiórki.

Około 40% ludzi w krajach rozwiniętych uważa, że ich praca nie ma żadnego sensu, a jednak ją wykonują. Ostatecznie na prawie każdej idiotycznej pracy ktoś może zarobić. Więc dlaczego by nie? Skoro dalej możemy zarabiać na podcinaniu gałęzi, na której siedzimy? Po co myśleć o tej chwili, w której w końcu spadniemy na łeb?

Kopalnia Pokój jest jedną z najstarszych w Polsce. Pracuje nieustająco od 1902 roku. Obecnie zatrudnia 1574 pracowników. Działalność górniczą prowadzi pod silnie zurbanizowanymi dzielnicami Rudy Śląskiej. Co kilka lat w wypadkach przy pracy giną w niej górnicy. Do tego, jak informują sami związkowcy, „zwały naszego węgla przy wielu kopalniach pękają w szwach”. Mimo wszystko nie przychodzi im na myśl, że być może dalsza praca kopalni nie ma sensu. Zamiast tego snują teorie spiskowe, że w likwidacji kopalń chodzi o to, „by wywołać większe zapotrzebowanie na węgiel z Rosji”.

PiS kłamie, bo musi, albo czemu węgiel nie szkodzi

Fajna teoria, ale prawda jest taka, że węgiel sprowadzany z Rosji jest zwyczajnie tańszy. Czy naprawdę mamy płacić drożej za polski węgiel i prąd, żeby górnicy byli zadowoleni? Oczywiście życzę wszystkim, żeby byli szczęśliwi i mogli się spełniać w swojej pracy. Ale czasem trzeba też ludziom powiedzieć prawdę: wasza praca nie ma sensu.

Górniku, nie irytuj się

Niestety nie sposób oczekiwać tego od polskich polityków. Już od lat polityka energetyczna naszego państwa polega na wyrzucaniu miliardów w błoto. Tylko przez ostatnie pięć lat Polska wydała na subsydiowanie energetyki opartej na paliwach kopalnych aż 30 mld złotych. Jeśli policzymy dotacje od 1990 roku, wychodzi nam kwota 230 miliardów złotych. A gdy dodamy do tego koszty zewnętrzne, tzw. ukryty rachunek za węgiel − kwota rośnie do astronomicznej wysokości 1 biliona 973 miliardów złotych.

Za te pieniądze moglibyśmy wybudować kilkadziesiąt elektrowni atomowych. Ile by z tego było wiatraków i paneli fotowoltaicznych, nawet nie chce mi się liczyć. Już dziś bylibyśmy krajem zeroemisyjnym i całkowicie opartym na OZE. Ale nie, nie denerwujemy górników.

Dajmy im jeszcze więcej pieniędzy i przeświadczenie, że ich praca ma sens.

W końcu jesteśmy największym producentem węgla kamiennego w Unii Europejskiej i drugim co do wielkości w Europie. Produkujemy go tak dużo, że na zwałach polskich kopalń leży dzisiaj 5 milionów ton niesprzedanego surowca. Niestety jest taki drogi i tak słabej jakości, że nikt nie chce go kupić. Ale to przecież nie powód, żeby odbierać pracę polskim górnikom. Lepiej dalej dopłacać do węgla. Górnicy oczywiście domagają się nie tylko, żeby kopalnie działały dalej, chcą też podwyżek. A jak nie, to już słyszeliście. Zrobią nam tutaj ogień jak w Australii.

Nasz świat się pali. Kiedy oligarchia paliwowa za to zapłaci?

Na szczęście PiS-owski rząd jest bardziej wrażliwy na los ludzi pracy niż ja, lewicowy felietonista. Cóż z tego, że jakaś praca nie ma sensu, skoro są ludzie, którzy chcą ją wykonywać? Pozwólmy im ją wykonywać. Z pomocą górnikom postanowiło przyjść Ministerstwo Aktywów Państwowych. Wiceminister Adam Gawęda ogłosił na briefingu prasowym utworzenie centralnego magazynu węgla. Ponoć prowadzone są zaawansowane rozmowy, które mają doprowadzić do tego, że wszystkie kopalnie będą dalej mogły bezpiecznie prowadzić eksploatację.

Centralny Magazyn ma powstać w Ostrowie Wielkopolskim, gdzie składowisko ma Węglozbyt. W najbliższym czasie ma tam trafić około 1 miliona ton surowca. Lokalna prasa nie pała entuzjazmem do tego pomysłu: „Niestety spowoduje to większą liczbę wagonów, które będą docierały na składowisko. Przy rozładunku wagonów powstanie dużo więcej pyłu węglowego, który zwiększa ryzyko infekcji górnych dróg oddechowych oraz powoduje obniżenie odporności”.

„Zdrada polskiego górnictwa” czy „walka o przyszłość planety”? Górnicy podzieleni po wizycie Grety Thunberg w Zabrzu

Ale kto by tam się przejmował mieszkańcami Wielkopolski, skoro ratować trzeba polskich górników, którzy tak się zahartowali, że im żadna pylica niestraszna.

Centralny magazyn Bełchatów

Pytanie, co z pozostałymi 4 milionami ton leżącymi na hałdach? Mam pewien pomysł, który mógłby zadowolić zarówno górników, jak i osoby martwiące się o zanieczyszczenie powietrza i swoje zdrowie. Choć nie jesteśmy mistrzami transformacji energetycznej, to jednak trochę kopalni i szybów udało się zamknąć. Dlaczego by nie magazynować tego węgla tam? Górnicy by się ucieszyli, bo mieliby pracę nie tylko przy wydobyciu, ale również przy zwożeniu węgla z powrotem pod ziemię. Rozwiązałoby to też problem transportu do odległych rejonów Polski, a także szkodliwego pyłu węglowego. Same plusy. Tylko wtedy przestałby to być centralny magazyn. A przecież wiemy, że PiS-owcy lubią, żeby wszystko było duże i centralne.

Alfabet polskiego wstydu

Na to też mam rozwiązanie. Już za kilka lat działalność powinna zakończyć kopalnia Bełchatów. Wydobycie na polu węglowym Bełchatów miało się zakończyć już w tym roku. Niestety minister środowiska wydłużył koncesję do 2026 roku. Ale wciąż w tej gigantycznej dziurze w ziemi jest sporo wolnego miejsca, na którym można by składować węgiel kamienny.

Już za kilka lat działalność powinna zakończyć kopalnia Bełchatów. W tej gigantycznej dziurze w ziemi można by składować węgiel kamienny.

Bełchatów ma nawet lepszą lokalizację niż Ostrów Wielkopolski, więc łatwiej będzie nasz zbędny węgiel transportować dalej, gdyby ktoś jednak chciał go kiedyś kupić. Przy okazji rozwiązujemy problem rekultywacji terenów pokopalnianych. Zamiast kolejnego stoku narciarskiego, który i tak będzie nieczynny z braku śniegu, będziemy mieli piękny Centralny Magazyn Węgla, którego nikt nie chce. To się chyba nazywa sytuacja win-win.

Co by tu jeszcze?

Dziura w Bełchatowie jest taka wielka, że przy okazji mógłby się tam zmieścić również Centralny Port Lotniczy, którego nie chcą mieszkańcy Baranowa. A kto wie, może nawet przekop Mierzei Wiślanej? Widziałbym tam też kolejny blok węglowy, który nie powstanie jednak w Ostrołęce, oraz Centralną Siedzibę Polskiej Fundacji Narodowej. Czy to nie idealne miejsce, żeby kręcić filmy o tym, jakim wspaniałym krajem jest Polska? I jakim bogatym. Ciągle stać nas na wywalanie pieniędzy w błoto. Po Centralnym Magazynie oprowadzać będzie oczywiście premier Mateusz Morawiecki. A może nawet Mel Gibson.

Rząd zawraca rzeki kijem

czytaj także

Rząd zawraca rzeki kijem

Monika Kotulak

Nie musicie dziękować, ale gdy pomysł zostanie wdrożony, poproszę tantiemy za prawa autorskie, żeby nie było, że moja praca twórcza jest bardziej bezsensowna i gorzej wynagradzana niż praca górników.

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.