Felieton

To fanboje mogą przegrać wybory swoim kandydatom

Fan Andrzeja Dudy ubliża aktywistkom MSK w Biaymstoku. Fot. facebook.com/FridaysForFuturePL

Obrażani wyborcy Hołowni, Biedronia czy lekceważeni wyborcy Kosiniaka-Kamysza mogą nie zechcieć pójść na wybory. Zabierz od każdego po 20 tysięcy głosów tych, co zostaną w domu, i nagle − ojoj − Duda o włos wygrywa.


Od ponad tygodnia sondaże wydają się jasne: Duda i Trzaskowski idą w drugiej turze niemal łeb w łeb. Duda ma minimalną sondażową przewagę, ale ona wciąż topnieje. Wygląda więc na remis. Osobiście uważam, że sondaże są przeszacowane na korzyść Trzaskowskiego i część wyborców, zwłaszcza przy ostatnich popisach swej partii, wstydzi się przyznać, że zagłosuje na Dudę. Ale rozumiem też, że sondażownie mogą brać na to jakąś korektę, a mechanizm wstydu może także działać po drugiej stronie.

Politolodzy wskazują, że przegra ten, kto ostatecznie popełni mniej błędów. To oczywiście racja. Pewnie dlatego obaj główni kandydaci starają się nie szarżować w debatach i ostrożnie odpowiadać na pytania. Niemniej jednak jest coś jeszcze. To otoczenie kandydatów, owe żelazne zastępy, które z jednej strony pomagają i mobilizują własny obóz, ale z drugiej − odstraszają wyborców środka. Należy zatem postawić pytanie: fanboje którego kandydata odstraszą więcej tych wyborców, którzy wciąż się wahają i nie należą do żadnego z obozów?

Fanboje z TVP walczą o życie

Ze strony Dudy to oczywiście TVP. Skala ataku, nawet jak na to, co widzieliśmy wcześniej w TVP, jest mimo wszystko porażająca. To nie są media stronnicze, jak na przykład media liberalne, to są media bardziej partyjne od samej partii. To jest już niemal poziom mediów stanu wojennego. I to nawet nie jest tak, że ton nadaje Jacek Kurski. Otóż obecni „dziennikarze” TVP doskonale wiedzą, że absolutnie nie mają żadnych szans na awans po utracie władzy przez PiS. Wszystko, co im zostanie, to możliwość transferu do prawicowych tygodników, które już teraz słabo się sprzedają, a przecież po zmianie władzy zostaną kompletnie odcięte od finansowania.

Duda przegrał kupiony mecz. Ale nie z Trzaskowskim

Już nikt nie przeleje 28 milionów PLN w reklamach do mediów braci Karnowskich. Jeszcze nigdy ten słynny bon mot o „oderwaniu od koryta” nie był tak celny. Tak, oni w TVP walczą o życie. Problem w tym, że tak jak mają ogromną chęć walki, tak ogromny brak umiejętności. Stąd pytania o dżem, o masło, o komunię świętą, o kolejność wyjścia ze studia TVP. Najnowszym hitem ma być wymazywanie tęczy z demonstracji LGBT w Krakowie i pokazywanie jej jako przykładu wiecu wyborczego Dudy.

Wszystko to, jako swoista mieszanina politycznego upodlenia i kabaretu, sprawia, że oglądanie TVP stało się ostatnio rozrywką porównywalną do oglądania najgorszych filmów w historii. Tak, Klątwa Doliny Węży roku 2020 w reżyserii Jacka Kurskiego na zmianę bawi, fascynuje, przeraża, ale wyborca środka po seansie raczej wybuchnie śmiechem, niż się przerazi na widok kolejnej sceny z sykiem podstępnego węża Trzaskowskiego.

Fanboje szyderczy, choć kandydat powściągliwy

Ale wbrew liberalnemu wyparciu własnych fanbojów ma także Rafał Trzaskowski. Z jednej strony są oni mu bardzo potrzebni, albowiem samą swoją liczbą mogą wspierać wizerunek potężnego kandydata. Myślę, że Lewica wiele dałaby, żeby mieć tysiące osób na Twitterze i FB gotowych ślepo i z umiłowaniem podążać za kandydatem partii, którego, jakże trafnie, Marcin Duma nazwał „mesjaszem PO”. Z drugiej strony wyznawcy Trzaskowskiego robią mu wyborczą krzywdę. Ich poczucie tryumfalizmu, szyderstwo i wyższość sprawiają, że są nie do przełknięcia dla reszty.

Owszem, po ludzku można ich nawet zrozumieć. Przecież zaledwie kilkanaście tygodni temu poddawani byli podobnym komentarzom przy sondażowym załamaniu kandydatury Kidawy-Błońskiej, a szydzący komentariat lewicowo-hołowniano-kosiniakowy już ostrzył zęby na rozbiórkę polityczną Platformy.

Lepszy Rafał w garści niż Robert na dachu?

Wybory to jednak nie jest konkurs wzajemnych resentymentów, ale zachęcanie do głosowania na własnego kandydata i zniechęcanie na głosowanie na rywala. Sęk w tym, że fanbojstwo Trzaskowskiego (wbrew powściągliwemu kandydatowi) robi dokładnie odwrotnie. Nie potrafi empatycznie wczuć się w nastroje innych wyborców opozycyjnych. A ci są dziś zawiedzeni, rozżaleni, a czasami, jak u niektórych wyborców Lewicy, po prostu upokorzeni przewidywanymi wynikami. Zamiast więc wyciągnąć rękę, dźga się ich kpiną i poczuciem wyższości tylko po to, żeby od poniedziałku zachęcać do swojego kandydata. Chociaż kto wie, może to zachęcanie nadal będzie polegało na pouczaniu i szantażowaniu. Albowiem, umówmy się, spryt polityczny hardkorowego obozu anty-PIS nigdy nie był jego mocną stroną. Przecież jeszcze na dzień przed rezygnacją Kidawy wszyscy oni zapewniali, jaka to znakomita kandydatka.

Obrażani wyborcy mogą zostać w domach

Ktoś powie, że to tylko bąbelek w social mediach, że to się nie liczy. Problem w tym, że fejsbuk już dawno nie jest tylko bąbelkiem, zwłaszcza dla młodych wyborców. Znowuż Twitter ma stosunkowo duże przełożenie na trendsetterów opinii, dziennikarzy, nie mówiąc już o media-workerach. Weźmy choćby takiego Biedronia. Nawet jeśli zdobędzie tylko te 400 000 głosów, to wystarczy, że do głosowania nie pójdzie 20 procent jego wyborców z I tury i nagle znika z puli 80 000 głosów.

Kosiniak-Kamysz: Tylko ja mam szansę pozszywać pękniętą Polskę

Póki co przepływy elektoratów pokazują, że będzie to 90 procent na Trzaskowskiego, ale doprawdy, im bardziej się krzyczy na wyborców Lewicy, tym wizja schadenfreude po ujrzeniu min, gdy jednak mesjasz Rafał zrobi trzask i się brzydko w II turze połamie, może być dla nich coraz bardziej kusząca. Nie trzeba nawet głosować na Dudę, można zostać w domu, zwłaszcza gdy burza za oknem. Mówimy tylko o wyborcach Biedronia, a są przecież jeszcze obrażani wyborcy Hołowni czy lekceważeni wyborcy Kosiniaka-Kamysza. Zabierz po 20 tysięcy głosów od każdego i nagle − ojoj − Duda o włos wygrywa.

Rzecz jasna, obie grupy nie do końca zdają sobie sprawę ze szkód, które czynią swoim obiektom westchnień. Istotą fanboja jest bowiem to, że zwykle własnego fanbojstwa nie dostrzega, a jeśli już, to zdaje mu się, że jest pomocny, a nie, że mimowolnie szkodzi. Dlatego oglądanie z bliska tego pojedynku i wzajemnych odgłosów bojowych z jednej strony daje pewną symetryczną satysfakcję, ale z drugiej każe zadać pytanie: co będzie z tym krajem i społeczeństwem po 12 lipca?

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Galopujący Major

| Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej. Autor książki „Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.