Felieton

A co, gdyby opozycja spróbowała te wybory wygrać? Na przykład jednym wspólnym kandydatem

To pytanie opiera się na brawurowym założeniu, że partie polityczne są po to, aby wygrywać wybory i tym samym realizować własny program oraz na odkryciu starannie ukrywanej tajemnicy, a mianowicie, że Andrzej Duda jeszcze niczego nie wygrał.


Tytułowe pytanie opiera się na brawurowym założeniu, że partie polityczne są po to, aby wygrywać wybory i tym samym realizować własny program samodzielnie bądź w koalicjach. Tytułowe pytanie opiera się także na odkryciu starannie ukrywanej tajemnicy, a mianowicie, że Andrzej Duda jeszcze niczego nie wygrał. Nawet, jeśli projekt zmian kodeksu wyborczego zgłosił w Sejmie poseł, będący pełnomocnikiem wyborczym Dudy. Nawet jeśli zmiany są kuriozalne i tradycyjnie już niekonstytucyjne.

Czy tego chcemy, czy nie, czy z winy Jarosława Kaczyńskiego zostanie zakażonych bądź nawet – nie bójmy się tego słowa – umrze iluś pocztowców, wszyscy, a przynajmniej większość z nas, otrzyma w maju karty wyborcze do skrzynek pocztowych. Pytanie, co z nimi zrobimy, poza tym, że na pewno nie uszkodzimy, bo za to będą grozić 3 lata więzienia. Czy znowu uniesiemy się honorem w romantycznym geście bojkotu, czy może jednak najpierw ruszymy głową, a zaraz potem długopisem? I co najważniejsze, czy głową ruszy wreszcie opozycja?

Wedle najnowszego badania IBSP na Andrzeja Dudę chce głosować 44%, podczas gdy na kandydatów PO, PSL, Lewicy oraz Hołownię łącznie głosować chce… 50%. Ktoś powie, że to tylko badanie IBIS, które zwykle przeszacowuje wynik liberalnej opozycji. Cóż, wedle badania IBRiS na Dudę zagłosować chce 47,6%, a na wymienionych powyżej kandydatów opozycji 37,1%.

Jak widzimy nic nie jest jeszcze przesądzone. Po pierwsze, nie jest przesądzona wygrana wyborów Dudy już w pierwszej turze. Po drugie, nie jest przesądzone, kto mógłby wejść do tury drugiej. Badanie zostało przeprowadzone przed piątkowym i poniedziałkowym pisowskim cyrkiem w Sejmie. Badanie zostało też przeprowadzone przed wejściem w życie tarczy, która, jak widzi to masa Polaków, przed niczym nie chroni. A z dnia na dzień Polacy dowiadują się o zwolnieniach, z dnia na dzień są przerażeni i z dnia na dzień topnieje zaufanie do rządu, który pędzi na ścianę i kompletnie odwraca się od społeczeństwa. Społeczeństwa, które w ogromnej większości wyborów nie chce. Dlatego ta 10 punktowa przewaga sondażowa Andrzeja Dudy nie jest niemożliwa do zniwelowania przez kandydata opozycji.

Kandydaci opozycji powinni wspólnie zaapelować o przełożenie wyborów

Jakby to makabrycznie nie zabrzmiało pojawia się więc szansa. Szansa na wygraną w drugiej turze. Nie, nie po to, by się na Kaczyńskim zemścić, by pokonać go dla samego pokonania. Nie, wygrana jest po to, aby Kaczyński musiał przyjść do prezydenta i opozycji i uzgadniać z nimi, jak pomagać ludziom w kryzysie. Koszmar jedynowładztwa by się skończył. Opozycja dostałaby głos. Dlatego najlepszym, co można sobie teraz wyobrazić, to zjednoczenie pod wspólną flagą. Wybór kandydata, który z jednej strony przerwałby te antydemokratyczne szaleństwo, a z drugiej przymusił rząd, do stworzenia tarczy, która naprawdę pomoże Polakom. Dla przykładu Czesi uruchomili właśnie gigantyczny projekt wsparcia na 18% własnego PKB.

Z Atlanty na wieś [Sierakowski rozmawia z Kosiniakiem-Kamyszem]

Nie trzeba nikomu tłumaczyć, że czasy są wyjątkowe. I tak, jak w tych czasach powstaje efekt gromadzenia się wokół flagi rządowej, tak może powstać efekt gromadzenia się wokół wspólnej flagi opozycyjnej. Tylko musi to być flaga prodemokratyczna i proredystrybucyjna. Bo takiej oczekuje teraz elektorat. I musi ją dzierżyć ktoś, ko ma największe szanse.

Odpada więc Robert Biedroń – nikt się na niego nie zgodzi, ma największy elektorat negatywny, a kampanię gorzej niż średnią. Tym bardziej odpada Kidawa-Błońska. Jej spektakularny zjazd sondażowy sprawia, że zawstydzony mógłby być nawet sam Bronisław Komorowski. Wycofać ją, oczywiście w ramach walk frakcyjnych, proponuje nawet jej własna partia ustami Grzegorza Schetyny. Pozostają więc Władysław Kosiniak-Kamysz i Szymon Hołownia.

Obaj mają te zaletę, że mogą odbierać głosy Andrzejowi Dudzie jako umiarkowana (czytaj nieszalona) prawica. Kosiniak wydaje się retorycznie sprawniejszy i jako lekarz  a zarazem wyważony ojciec rodziny ma wszelkie cechy tak u prezydenta pożądane, przynajmniej wedle badań, przez przeciętnego wyborcę. Ma jednak ogromną wadę. Po pierwsze, nie ma czystej karty i z łatwością wypominano by mu PSL z czasów koalicji z Tuskiem. Po drugie, ważniejsze, jego wspólna kandydatura zachwiałaby obecnym rozkładem sił w Sejmie. Partia, która nagle dostałaby prezydenta, stałaby się z miejsca partią o ogromnej mocy. W tym mocy zawierania koalicji rządowej, zwłaszcza że, jak donoszą dziennikarze, Kaczyński już teraz rozważał zastąpienie Porozumienia partią Kosiniaka-Kamysza. Platforma raczej na Kosiniak by się więc nie zgodziła. Za dużo ma do stracenia.

I chociaż nie chce mi się wierzyć w to, co piszę, ale jedyny, który pozostaje to… Szymon Hołownia. Ma czystą kartę, nie narusza niczyich interesów partyjnych i potrafi robić kampanię w sieci. A teraz będzie tylko taka kampania wyborcza. Ma też Hołownia program ekonomiczny nieco na lewo od Kosiniaka, podobnie jak Kosiniak, tyle że bez Kukiza, ma demokratyczny program reform. Owszem, jest to kandydat kościoła Łagiewnickiego z oddziałem w Tygodniku Powszechnym, ale czyż Kosiniak-Kamysz albo Kidawa-Błońska takimi kandydatami nie są? Zresztą w przypadku poparcia Hołowni przez Lewicę chyba nietrudno byłoby wymusić zobowiązanie do niepogorszania sytuacji prawnej w tak istotnych dla lewicy obszarach jak prawa kobiet czy prawa mniejszości. I tak przecież w tym Sejmie żadnej możliwości na polepszenie tej sytuacji nie ma.

Cześć, Szymon, podobno chciałbyś wiedzieć, jak to jest z tabletkami 72 po

Czy taki scenariusz ma swoje wady? Oczywiście, nie ma scenariuszy bez wad, zwłaszcza w tak kryzysowym momencie. Tak, wyborcy PiS dotychczas wydawali się bardziej zdyscyplinowani. Ale, głupia sprawa, prawdopodobnie bardzo wielu z nich nie dostanie kart. Bo łatwiej będzie rozwieźć karty po miastach niż po rozrzuconych na dużych odległościach wisach. To nie moja wina, to wina demografii. Co do samej determinacji też może być różnie. Inaczej, gdy musisz wyjść z domu i czekać w kolejce do lokalu wyborczego, inaczej, gdy znajdujesz kartkę w skrzynce i może zagłosować przy okazji wyjścia po zakupy. Tak, teraz wszyscy krzyczą o bojkocie, ale za 40 dni usiądą w fotelu z długopisem w dłoni. Czy nie lepiej dać im jednego wspólnego kandydata i nadzieję na wygraną?

Im bardziej kandydat Hołownia zagląda do środka, tym bardziej nie ma tam prezydenta Hołowni

Tak, opozycja musiałby zmienić przekaz. Tak, byłby on niespójny z tym, co mówili wcześniej. Ale przecież chyba tylko naiwny wierzy, że apel PO o bojkot wyborów nie wynika z faktu, że Kidawa Błońska ma fatalne wyniki.

Ściągawka z praw reprodukcyjnych dla kandydata Szymona Hołowni

Ale niespójny przekaz ma sam PiS tłumacząc, że nie może być stanu klęski żywiołowej, a wprowadzając go tylnymi drzwiami. Zresztą chyba nikt z wyborców nie uzna, że opozycja nie robiła wszystkiego, aby zatrzymać te wybory. Więc nie powinni także mieć za złe, jeśli teraz opozycja zwróci się z apelem na wspólnej konferencji: nie chcemy tych wyborów, zostaliśmy do nich zmuszeni, ale jeśli dostaniecie kartę do skrzynki, to głosujcie na tego jednego.

Bezprecedensowe wycofanie się wszystkich opozycyjnych kandydatów i prośba do wyborców, żeby zagłosowali na niezależnego od poszczególnych partii Szymona Hołownię, byłaby dla elektoratu prawdziwym dowodem, że opozycja wreszcie zrobiła to, o czym trąbi od tygodni. Że odstawiała na bok własne ambicje i pomyślała o społeczeństwie. O kimś, kto ma największe szanse i nie jest kolejnym spadochroniarzem ery Donalda Tuska. Że zachowała się jak przystało na okoliczności.

Oczywiście taka operacja, oprócz wspólnego zakopania topora wojennego, wymaga też przyjęcia na siebie pewnego ryzyka. W przypadku wygranej Andrzeja Dudy z kandydatem o dużym poparciu jego mandat będzie o wiele silniejszy niż wygrana z kandydatami o poparciu mniejszym. Ale pamiętajmy, że kwestia mandatu jest drugorzędna. Absolutnie żadnego mandatu nie ma dziś Trybunał Konstytucyjny, a mimo to siłą faktów dokonanych jest największym zwornikiem władzy Kaczyńskiego.

Pamiętajmy, w momencie, gdy wspólny kandydat dostałby poparcie całej opozycji, a za tym ogromny czas antenowy, to jego niemal 40% sondażowe poparcie, byłoby dla PiS ogromnym kłopotem. I być może jedyną możliwością przełożenia wyborów na jesień. Bo wiadomo już, że Kaczyńskiemu nie idzie o życie ludzkie obywateli, ale jedynie o własne życie polityczne. Pora więc, aby i ono stanęło wobec realnego zagrożenia.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Galopujący Major

| Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej. Autor książki „Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.