Prawica powoli rozumie, że Trump zdradza Polskę. Ale robi dobrą minę do złej gry
Pomijając to, jak troglodyckie jest sprowadzanie całego konserwatyzmu do walki z woke-lewactwem, polska prawica popełniła dwa podstawowe błędy.
Pomijając to, jak troglodyckie jest sprowadzanie całego konserwatyzmu do walki z woke-lewactwem, polska prawica popełniła dwa podstawowe błędy.
Lekcje o ciele i dorastaniu mogły stać się przełomem. Ale władza jak zwykle boi się prawicy.
Atak Kaczyńskiego na Konfederację może tylko utwierdzić Polaków, że Konfederacja to partia antyestablishmentowa, a wtedy PiS i Nawrocki uznają, że w mieście jest nowy król i to z nim trzeba się układać.
Nasz współczesny Rydz-Śmigły pokazuje, jak to on i jego państwo potrafią być silni i stanowczy.
Jak mogło dojść do pogromów, do utraty niepodległości, do ludobójstwa? Odpowiedzi na te pytania przynoszą dziś codzienne wydarzenia.
W lewicowym myśleniu o państwowości oczywistym założeniem jest naprawianie tego, co się zepsuło. W prawicowym – wyrzucanie wszystkiego, co „nie działa”, na śmietnik.
Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że łatwiej wetować ustawy komuś, kto zamiast merytorycznie uzasadniać potrzebę podpisu na wstępie zwyzywa cię od alfonsów.
Gdyby nie Ukraińcy, wasze życie – mieszkania, ich sprzątanie, kawa w kawiarni czy dodatkowe zajęcia fizyczne dla dzieci – byłoby o wiele droższe.
Andrzej Duda z premedytacją zagrał tak, aby świat przeciwników PiS zawył z bólu. A to wycie ma go z kolei zaprowadzić z powrotem do władzy.
Jeśli Kaczyński rzeczywiście idzie po wygraną, to lepiej, aby jego koalicjantem została umiarkowanie prawicowa Polska 2050 niż radykalna Konfederacja.