Nie ma Ziemi Obiecanej za Jordanem
Faulkner nad dawnym Południem jednocześnie odprawia egzekwie i egzorcyzmy. Nie broni starego porządku, ale też nie wierzy w obietnicę nowego.
Historia, która nie jest pisana z perspektywy zwycięzców.
Faulkner nad dawnym Południem jednocześnie odprawia egzekwie i egzorcyzmy. Nie broni starego porządku, ale też nie wierzy w obietnicę nowego.
Doznane niegdyś krzywdy mają rozgrzeszać występki wspólnot narodowych: my tylko naprawiamy dziejową niesprawiedliwość! Taki „nacjonalizm ofiar” przygotowuje grunt pod powrót znanego z historii, jawnego szowinizmu.
Zbrodni dokonał jeden człowiek, ale w rozmowach pod opactwem przewijają się „oni”. Niewdzięcznicy, którzy gotowi są zgotować nam drugi Wołyń. Tymczasem ksiądz, który przeżył atak, wzywa do przebaczenia. Wróciłam do rodzinnego miasta, by sprawdzić, jakie nastroje panują po ataku ukraińskiego nożownika.
377 posłów zagłosowało za ustanowieniem 2027 Rokiem Objawień Matki Bożej Gietrzwałdzkiej. Przeciw było zaledwie 25. Jeśli myślicie, że nie da się upaść niżej – nie mam dobrych wiadomości.
Dla tych, których „Lalka” Netfliksa przeraziła, zniesmaczyła i zszokowała mamy teraz idealny lek na uspokojenie: seans „Lalki” filmowej. A samo starcie obu adaptacji to jedna z najlepszych rzeczy, jakie zdarzyły się polskiej kulturze popularnej od bardzo dawna.
W maju 1936 r. w prasie pojawił się projekt ustawy antyaborcyjnej. Partyjni funkcjonariusze tłumaczyli restrykcje zapotrzebowaniem na nowych budowniczych komunizmu. Podkreślali, że rodzenie dzieci „jest wielkim i zaszczytnym obowiązkiem kobiet”.
50 lat temu powstał Komitet Obrony Robotników. W rozmowach z osobami, które go współtworzyły, powraca wspomnienie tej chwili jako czasu, kiedy „w końcu można było żyć bez kłamstwa”.
O specyfice gospodarki Królestwa Polskiego po powstaniu styczniowym, czyli miejsca akcji „Lalki” Prusa, od uwarunkowań politycznych i infrastrukturalnych po listę najbogatszych mieszkańców – opowiada autor książki „Pożegnanie z pańszczyzną. Historia gospodarcza Polski od rozbiorów do dziś”.
Jedni i drudzy marzyli o świecie wolności i sprawiedliwości społecznej. Tyle że bundowcy chcieli walczyć o niego w Polsce, a poalej-syjoniści wybierali budowę nowego życia w odległej ziemi przodków.
Flanagan zauważa, że z punktu widzenia rezultatu to, co wydarzyło się na Tasmanii, niewiele różniło się od wybuchu bomby nuklearnej, zamiar był bowiem ten sam: anihilacja.