Witold Mrozek

Piwo, mężczyźni i śpiew

Karczma. Janusz Palikot, w czerwonej koszuli, pije piwo z ubranymi w górnicze mundury związkowcami z Sierpnia 80. Dwa lata temu działacze związku okupowali biuro poselskie Palikota – dziś razem z nim przy kuflach śpiewają bojową pieśń: „My som chopcy z Sierpnia 80 / A jest nos niymało / Kto na drodze stanie, ten wpierdol dostanie / Aż byndzie trzeszczało”. Aż chciałoby się móc uwierzyć, że zaraz powstanie z tego mariażu solidna socjaldemokratyczna partia w starym stylu, ideowa i z mocnym związkowym zapleczem.

Ktoś powie: Palikot wśród górników – populizm, szczyt demagogii. Powyższa scena jednak jakoś uwodzi, bo niczego w naszej polityce nie brakuje tak, jak dobrze pojętego populizmu. Czyli – głoszenia takich haseł i odnoszenia się do takich problemów, które bezpośrednio dotyczą interesów szerokich grup ludzi. Z nieustannie międlonego przez polityków i dziennikarzy oburzenia populizmem, z ciągłych przestróg przed „populistycznymi zagrywkami” narodziła się osobliwa postawa, którą nazwać by można antypopulizmem obsesyjnym. I zawładnęła umysłami. To, co wydaje się bliskie realnym problemom – zawsze jest złe, roszczeniowe, niemądre.

 

Racjonalne jest to, co od rzeczywistości oderwane. Kto chce poprawić warunki życia większości społeczeństwa, cokolwiek jej dać – zasiłek, bezpłatną edukację, urlop – jest wariatem, złodziejem albo oszustem. Kto chce coś większości zabrać – bar mleczny, linię kolejową czy prawa pracownicze – jest nadczłowiekiem, który z potocznie pojętego dobra wspólnego składa ofiarę w imię wyższych celów: Modernizacji, Rozsądku, Dyscypliny Budżetowej.

Scena z karczmy zaskakuje, bo Palikot do niedawna mówił głównie do tych, którym w osiągnięciu życiowego sukcesu i zdobycia majątku na miarę Jana Kulczyka – albo chociaż Janusza Palikota – przeszkadzają prawa pracownicze, podatki, publiczna służba zdrowia i Poczta Polska. Oraz – oczywiście – roszczeniowi górnicy. Szczególnie niebezpieczni na Śląsku, bo tam jeszcze po transformacji przez długie lata bycie robotnikiem nie przynosiło wstydu.

 

Tożsamość tych, którzy aspirują do śląskiej klasy średniej, musi się oprzeć zatem na bardzo silnej dystynkcji. Trzeba pokazać, gdzie pan, a gdzie cham. A że pan ledwo spłaca kredyt mieszkaniowy, a cham dostaje „trzynastkę” – to buntuje się polska szlachecka dusza przeciw tej jawnej niesprawiedliwości, temu absurdowi, że za pracę fizyczną można być godziwie opłacanym i jeszcze walczyć o własne prawa, zamiast giąć kark przed „menadżerem”.

Czy pijąc piwo z górniczymi związkowcami, Janusz Palikot zachowa jednocześnie poparcie tych, którym istnienie państwowych kopalni sprawia fizyczny niemal ból – a których głosami doszedł tam, gdzie dziś jest? Czy pogodzi sympatię podobno już nieistniejącej klasy robotniczej i jeszcze nieistniejącej klasy średniej? Jeśli tak, można spojrzeć na to jak na PR-owy majstersztyk. Ale także jak na przejaw czegoś więcej – czegoś, co nie dotyczy tylko fenomenu Ruchu Palikota, ale polskiej polityki w ogóle.

 

Po pierwsze, dramatyczny problem praw pracowniczych w naszym kraju to kolejny temat, który powoli wychodzi z celi śmiechu; nie da się też dłużej zbywać go zaklęciami o potrzebie „większej elastyczności”. Po drugie zaś, sytuacja w Polsce doszła do stanu, który domaga się wyrazistych działań i wyrazistych języków opisu. Nie umie się w tym odnaleźć Leszek Miller, który wchodzi w buty „rozsądnej, umiarkowanej opozycji” – i w sondażach znika z Sejmu. Ci, którzy – nie bez racji – wątpią w intencje czy lewicową ideowość Palikota, powinni wyciągnąć z tego stanu rzeczy wnioski i wcielić je w czyn. Jeśli ktoś powie na to: nastał czas populistów, odpowiem: nareszcie!

 

Felieton ukazał się na portalu e-teatr.

 

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Witold Mrozek
Witold Mrozek
Krytyk teatralny, publicysta
Krytyk teatralny i publicysta. Dziennikarz „Gazety Wyborczej”, wcześniej „Przekroju”. Studiował na MISH UJ.
Zamknij