W filmie Zobaczysz wszystko jeden z reżyserów i postać stale obecna na ekranie, Nathan Fielder, przytacza historię magika Davida Blaine’a, którego popisowy numer polegał na wbijaniu sobie w dłoń szpikulca. Sztuczka wyglądała bardzo realistycznie, widownia zastanawiała się, „jak on to zrobił”. Tajemnica poległa jednak na tym, że Blaine faktycznie wbijał sobie szpikulec w dłoń. Odwrotnie niż magik, który udaje, że przepiłowuje kobietę w skrzyni, Blaine zadawał sobie bolesną ranę.
Zawód magika sprowadza się do tego, by skutecznie oszukać publiczność, która wie, że jest oszukiwana, ale chce być oszukiwana na tyle skutecznie, by nie wiedzieć, jak dokonuje się oszustwo. Jak jednak nazwać oszusta, który oszukuje, że nas oszukuje, podczas gdy pod pozorem oszustwa obserwujemy coś prawdziwego?
Wszystkie maski Elizabeth Holmes
Kwestia różnych poziomów oszustwa i mistyfikacji stanowi jeden z głównych wymiarów Zobaczysz wszystko. Narzuca je wybór tematu i bohaterki. Film, a przynajmniej jego pierwsza połowa, jest zapisem ponad miesiąca, jaki Fielder, drugi reżyser Lance Oppenheim i ich ekipa spędzili z Elizabeth Holmes i jej rodziną tuż przed tym, jak rozpoczęła odsiadkę.
W połowie poprzedniej dekady Holmes przedstawiana była jako genialna przedsiębiorczyni i wynalazczyni, następczyni Steve’a Jobsa, kobieta, która zrewolucjonizowała rynek badań krwi i od zera zbudowała firmę wartą miliardy dolarów. Kiedy okazało się, że cudowna maszyna, która miała być zdolna wykonać wszystkie skomplikowane medyczne testy przy użyciu jednej kropli krwi, nie działała tak, jak obiecywała to Holmes, wartość jej firmy spadła do zera. Inwestorzy, w tym bogaci, poważni, wpływowi ludzie, stracili miliony dolarów.
Holmes nigdy nie przyznała się do oszustwa. Cały czas utrzymywała, że została źle zrozumiana. W kluczowej scenie konfrontacji między Fielderem a Holmes kobieta powtarza, że nie chciała nikogo wprowadzić w błąd. Reżyser i jego bohaterka wdają się w prowadzące donikąd rozważania, czy sformułowanie „maszyna może wykonać każdy test” znaczy, że „jest już zdolna to zrobić”, czy można powiedzieć w dobrej wierze „może” – i na to „może” zbierać od inwestorów miliony – mając na myśli „potencjalnie może”, jeśli zostaną spełnione określone warunki i pokonane techniczne problemy.
Gdy Holmes próbuje przekonać Fieldera, że nikogo nigdy nie okłamała, szeroko otwierając oczy i z całych sił powstrzymując mruganie, mamy wrażenie, że gra pewną rolę, tworzy postać. Podobnie jak wtedy, gdy przekonuje reżysera, że nie rozumie słynnego skeczu Abbota i Costello Kto na pierwszej – opartego na nieporozumieniu związanym z tym, że zawodnik na pierwszej pozycji nazywa się Kto. Towarzyszący im w tej scenie mąż Holmes, Billy Evans, mówi: „ona po prostu myśli inaczej”, sugerując, że jego żona jest neuroatypową geniuszką.
Ale jeśli Holmes i Evans tu grają, to robią to tak ostentacyjnie i nieudolnie, że zastanawiamy się, czy aby jednak nie mówią prawdy. Może Holmes wcale nie jest zwykłą oszustką, która świadomie nabrała inwestorów na rzekomo cudowną maszynę, i naprawdę mamy do czynienia z osobą w spektrum autyzmu, która nie rozumie konwencji komunikacyjnych? Albo z kimś z urojeniami wielkościowo-narcystycznymi, kto radykalnie przecenia własne kompetencje i do końca oszukuje siebie i innych, że jest w stanie osiągnąć to, co obiecuje i nie jest w stanie stanąć w prawdzie bez ryzyka dezintegracji osobowości. Świat daje się oszukać, bo kultura wyniosła na piedestał genialnych założycieli-wynalazców.
Historia młodej blondynki, która rzuca studia, by zrewolucjonizować przemysł technologii medycznej, była zbyt dobra, by w nią wątpić. Żaden z inwestorów Holmes nie chciał być tym, który przegapi następną wielką rewolucję technologiczną, zwłaszcza taką, której twarzą jest obecna we wszystkich możliwych mediach kobieta.
Rodzice Holmes w jednej ze scen obwiniają za problemy córki dużo od niej starszego byłego chłopaka i partnera w interesach. Patrząc na dynamikę relacji Holmes z Evansem zastanawiamy się, czy kobieta znów nie jest wykorzystywana przez manipulującego nią mężczyznę – zwłaszcza że Evans jest postacią, w porównaniu z którą bohaterowie Sukcesji czy nawet synowie Donalda Trumpa wypadają całkiem sympatycznie. Ale równie dobrze to Holmes może manipulować swoim partnerem, który kontynuuje jej projekt, gdy ona jest już w więzieniu, i próbuje raz jeszcze, tym razem skutecznie, zbudować uniwersalną maszynę do testów krwi wielkości pudełka, której jego żona nie była w stanie dostarczyć dekadę wcześniej.
To nie jest film o Elizabeth Holmes
Holmes i Evans obiecali reżyserom ponad miesiąc nieograniczonego dostępu do swojego życia. Zapewniają, że nie zależy im na niczym innym, niż na przedstawieniu „prawdy o historii Elizabeth”, która została ich zdaniem zniekształcona w setkach medialnych i popkulturowych przekazów, na czele z dostępnym w Polsce na Disney Plus serialem Zepsuta krew (2022). Fielder i Oppenheim wyraźnie nie ufają swoim bohaterom. Negocjują wyjątkową umowę z producentem, wytwórnią A24, pozwalającą im nie emitować żadnego materiału, jeśli spotkanie z małżeństwem niczego istotnego nie odsłoni.
Gdy mija 33 dni i Holmes trafia do więzienia, reżyserski duet ciągle nie wie, jak rozumieć materiał, który zebrał, ani co z nim zrobić. Tu zaczyna się najciekawsza cześć filmu. W połowie okazuje się bowiem, że Zobaczysz wszystko nie tyle jest filmem o Elizabeth Holmes, co o Fiedlerze kręcącym film o Elizabeth Holmes i próbującym odpowiedzieć sobie na pytania: w co gra ze mną kobieta znana jako wielka oszustka, czego właściwie od mnie chce i co ja mogę z tym zrobić przy pomocy narzędzi, które mam jako filmowiec?
Mierząc się z zebranym materiałem Fielder napotyka ścianę. Decyduje się więc sięgnąć po fikcję jako narzędzie pozwalające dotrzeć do prawdy. Odtwarza sceny swoich interakcji z Holmes, w tej roli obsadzając Amandę Seyfried, która grała Holmes w serialu Zepsuta krew. Seyfried staje się przy tym kolejną protagonistką dokumentu. Razem z reżyserem przegląda materiały nagrane w ciągu miesiąca, który ekipa spędziła z małżeństwem i zastanawia się, jaka prawda kryje się za twarzą słynnej oszustki. Aktorka staje się kreatywną partnerką reżysera i reprezentantką publiczności – zadaje pytania i zgłasza wątpliwości, jakie cisną się nam na usta, gdy oglądamy film w kinie.
Fikcja i dokument przenikają się, granice między nimi coraz bardziej się zacierają. Sceny, w których Fielder siedzi w kuchni z Seyfried i rozmawia z nią o swoim materiale, sprawiają wrażenie, jakbyśmy oglądali fabułę o kręceniu dokumentu o Holmes, w której Fielder obsadził siebie w głównej roli, a Seyfried w roli swojej życiowej partnerki.
Prawda w oporze
Dokument filmowy obiecuje dotarcie do prawdy o przedmiocie. Sposoby wydobywania tej prawdy są różne. Jedni stawiają na zdystansowaną obserwację. Drudzy na interwencję w rzeczywistość. Niektórzy dokumentaliści ukrywają przed widzem swoją obecność i cały towarzyszący im filmowy aparat, inni go eksponują, umieszczają się w centrum ekranu, wchodzą ze swoimi bohaterami w często agresywną interakcję.
Zobaczysz wszystko stosuje obie te strategie i obie okazują się dość bezradne wobec ukazywanych postaci. Wiadomo, że nie każdy bohater dokumentu występuje w nim bezinteresownie, że dla wielu osób obnażenie się przed kamerą jest sposobem na osiągnięcie określonych celów, że bohaterowie kłamią, taktycznie inscenizują prawdę, grają o swoje stawki. Oglądając Zobaczysz wszystko warto się zastanowić, czy w kulturze, w której wizerunek i widoczność stały się zasobami do monetyzacji, można uwierzyć w jakąkolwiek bezinteresowność bohatera dokumentu.
W jednej ze scen Evans mówi o fortunie, jaką książę Harry i Meghan Markle dostali od Netflixa za dokument z ich udziałem – nietrudno zgadnąć, że małżeństwu może chodzić nie tyle o uratowanie dobrego imienia Elizabeth, ile o wykrojenie dla siebie dającego się zmonetyzować kawałka publicznej uwagi. Być może na tyle, by dało się raz jeszcze sprzedać inwestorom tę samą maszynkę. Gdy zaczyna wydawać nam się, że jedynym prawdziwym elementem, jaki widzimy na ekranie, jest związek Holmes i Evansa, który trwa wiernie przy odsiadującej 11-letni wyrok żonie, zaraz pojawia się wątpliwość, czy nie jest to tylko obliczone na lata ćwiczenie z ocieplania wizerunku. Pitch na serial o miłości silniejszej niż więzienie bez prawa do wizyt małżeńskich.
Jaki jest w takim razie sens filmowego dokumentu? Zobaczysz wszystko sugeruje, że może on tkwić w pokazaniu oporu, jaki w rozumieniu stawia nam zawsze druga osoba i społeczna rzeczywistość, oraz w zdawaniu sobie sprawy z konfuzji, jaką w nas wywołuje. Dzieło Fieldera i Oppenheima robi to znakomicie – to jeden z najlepszych filmów tego roku, sława jest w pełni zasłużona.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!