Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Bez Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz ten rząd będzie jeszcze gorszy

Pełczyńska-Nałęcz była nie tylko główną antagonistką Tuska w tym rządzie, ale przede wszystkim PSL-u. To PSL, które do dziś wiele osób utożsamia ze wszystkimi patologiami polskiej polityki lokalnej, promowało te projekty, które blokowała ministra.

ObserwujObserwujesz
Celnie!

1

Ścieżka zdrowia, jaką urządzono ministrze Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz, jest – mimo wszystko – czymś niespotykanym w dotychczasowej praktyce politycznej. Do tej pory bowiem publicznie zaciskano zęby i koalicyjnym ministrom oficjalnie dziękowano. Tymczasem Pełczyńska została pożegnana raczej nieparlamentarnie, wręcz wyszydzona przez polityków, którzy nie szczędzili jej cierpkich słów, jak chociażby „żegnający ozięble” Witold Zembaczyński czy nawet Adam Gomoła. Widać czas pokuty za to, że Gomoła miał żądać 20 tys. zł od kandydata za miejsce na jedynce albo płacić rodzicom za wynajmowane mieszkanie z publicznych pieniędzy, już minął. Można znowu moralnie pouczać innych.

Czytaj także Super partia! Tylko dlaczego wciąż istnieje? Łukasz Łachecki

Dwie hipotezy na temat erupcji

Dlaczego erupcja niechęci koalicyjnych kolegów i koleżanek po odejściu ministry funduszy z rządu była tak wielka? Być może dlatego, iż gabinet Tuska i cała koalicja powoli stają się po prostu dworem. Po wyrugowaniu wszystkich mocniejszych konkurentów Tusk jest już udzielnym panem i władcą po tej stronie sceny politycznej. A w każdym dworze liczą się nie upór, niezależność czy własne zdanie, ale odgrywanie dworskiego przedstawienia. Im bardziej ostentacyjne są miny albo gesty niechęci do pognębionego przez władcę dworzanina, tym więcej można zyskać. W tym sensie twitterowe potępianie Pełczyńskiej-Nałęcz jest po prostu sposobem uprawiania polityki przez przymilanie się do Najwyższego.

Istnieje jednak także inne wytłumaczenie. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz może być po prostu osobą mocno nielubianą. Może być trudna w relacjach osobistych, jak owijając w bawełnę, mówi się w tzw. polskiej szkole menedżerskiej. Może nie potrafi budować relacji. Może gra głównie na siebie. Może być, co w każdej pracy zespołowej jest tragedią, tą, która nie budzi zaufania i rozbija grupę. Dlatego erupcja mogłaby sugerować, że swoim stylem uprawiania polityki, w której 90 proc. działań odbywa się poza kamerami, Pełczyńska mocno zniechęciła do siebie koalicjantów.

Nie przesądzając, która z owych hipotez jest prawdziwa – może nawet obie? – trudno jednak nie zauważyć, że dotyczą one komfortu rządzących. Tego, czy Tuskowi i jego współpracownikom pracuje się dobrze, czy nie. Owszem, to istotne w codziennej praktyce życia zawodowego, tak jak istotne są warunki pracy lekarzy czy nauczycieli i ich wzajemne relacje. Ale chyba jednak równie istotny, jeśli nie jeszcze istotniejszy, jest interes uczniów, pacjentów, a w przypadku polityków – interes wyborców.

Wszystkie zasługi Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz

W tym sensie upór, niezależność, wychodzenie przed szereg i stawianie się Tuskowi są dla obywateli korzystne. Co z tego, że Tusk i jego koledzy czy koleżanki będą mieli po dymisji Pełczyńskiej, niechby i milszą, bardziej zespołową pracę, skoro to właśnie jakość i wyniki tej pracy mogą być dla obywateli o wiele gorsze?

To Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz była bowiem jedną z polityczek, które najmocniej w rządzie przeciwstawiały się dopłatom do budowy mieszkań dla młodych. A więc programu, który teoretycznie miał umożliwić niższe ceny mieszkań, a w praktyce sprawiał, że mieszkania dla całej reszty drożały, bo deweloperzy podnosili ceny.

Czytaj także Galopujący Major: Lepszy rząd PiS-u z Hołownią niż Konfederacją Galopujący Major

To Pełczyńska-Nałęcz mocno zabiegała, aby także wspólnoty mieszkaniowe i samorządy mogły ograniczyć wynajem krótkoterminowy. A więc plagę wynajmu przez Airbnb, która sprowadza masowo imprezowiczów do lokali w centrum, gdzie wiecznym hałasem i imprezami bezkarnie utrudniają sen mieszkańcom.

To wreszcie Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz była w rządzie głośną przeciwniczką zabetonowania samorządów, czyli projektu zniesienia limitu dwukadencyjności. Rzekomo mającego być troską o samorządy, a de facto dającego wieloletnim wójtom i burmistrzom, zblatowanym z miejscowym biznesem i lokalnymi mediami, ogromną przewagę nad konkurentami.

Owszem, nie tylko ministra była przeciwko tym projektom. Głośno krzyczała też opozycja, jak Razem czy w niektórych przypadkach także i opozycja prawicowa. Ale opozycja siłą rzeczy poza krytyką nie decyduje, a Pełczyńska-Nałęcz, mając kilka kluczowych szabel we współrządzącym klubie poselskim, owszem.

Zwrot antyludowcowy

Co najważniejsze, Pełczyńska-Nałęcz była nie tylko główną antagonistką Tuska w tym rządzie, ale przede wszystkim PSL-u. To Polskie Stronnictwo Ludowe, przypominające, czemu do dziś wiele osób utożsamia je ze wszystkimi patologiami polskiej polityki lokalnej, promowało te projekty, które blokowała Pełczyńska. To PSL, którego szef obecnie demoluje jakość dowodzenia armią poprzez masowe wsadzanie swoich ziomków na dobrze płatne posadki generalskie, miało nieustannie związane ręce.

Nowa Lewica tych rąk nie wiązała. Przez całe lata ani razu nie potrafiła się postawić Sawickiemu czy Kosiniakowi. Jak się okazało, nawet ostatnie przegłosowanie liberalizacji aborcji było możliwe nie dzięki porozumieniu z PSL-em, ale dzięki nieobecności posłów PiS-u, z chorym Kaczyńskim na czele. Kompletnie spacyfikowany Czarzasty, myślący najpierw tylko o swoim marszałkostwie, czyli jedynym, o co Nowa Lewica mogłaby politycznie walczyć, a potem o tym, jak wskoczyć na platformę wyborczą z Tuskiem, nigdy nie potrafił walnąć w stół. A jego maślane oczy do Kosiniaka, którego poglądy na aborcję, kasowanie ZUS-u czy niskie podatki sytuują gdzieś w okolicach Mentzena, najlepiej symbolizują ową uległość.

Czytaj także Stołek marszałka Sejmu ważniejszy od ustawy o związkach partnerskich Galopujący Major

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, przy wszystkich możliwych brakach w pracy zespołowej, taka uległa nie była. Nawet jeśli walczyła o swoją pozycję, co w świecie męskich samców alfa nie jest takie łatwe, to wybierała akurat te fronty walki, które coś dawały wyborcom. Teraz takiej blokującej nie będzie.

Tusk już ogłasza kolejne głosowanie w sprawie betonowania samorządów, co minister Gawkowski z Nowej Lewicy znowu będzie pewnie zachwalał. Krzysztof Paszyk – były minister z PSL-u, lobbujący za dopłatami do kredytów – nie potrafi odpowiedzieć, czy po dymisji Pełczyńskiej wróci pomysł dopłat. A w Senacie nagle pojawiają się poprawki jeszcze bardziej kastrujące pomysł ograniczenia najmu krótkoterminowego.

Czytaj także Jak spadać, to z wysokiego konia, czyli wielki tydzień Kosiniaka-Kamysza Łukasz Łachecki

Dlatego właśnie, chociaż ten rząd być może będzie sprawniejszy i bardziej spójny komunikacyjnie, to będzie gorszy. Traci bowiem jedyną kobietę, która w stadzie potakujących mężczyzn potrafiła się postawić w interesie wyborców i zaryzykować tym swoją karierę polityczną. Dziś takiej osoby w rządzie Tuska już nie ma. A to może się skończyć kaskadą coraz bardziej patologicznych pomysłów spod znaku zielonej koniczynki.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x