Spięcie to projekt, w ramach którego spiera się ze sobą pięć redakcji o różnych profilach ideowych: Krytyka Polityczna, Kontakt, Kultura Liberalna, Klub Jagielloński i Nowa Konfederacja.
Najnowsza edycja Spięcia dotyczy polskiej polityki wobec migrantów z Ukrainy, a poniższy tekst przygotował autor Kultury Liberalnej.
✍️ Teksty pozostałych redakcji znajdziecie tutaj.
Trzecia już edycja raportu o Ukraińcach w Polsce, który w tym miesiącu opublikował Deloitte, potwierdza znane trendy. Wbrew hasłom powielanym przez skrajną prawicę, ukraińscy uchodźcy pozytywnie przyczynili się do rozwoju polskiej gospodarki. Jak podaje raport Wpływ ukraińskich uchodźców na gospodarkę Polski, uchodźcy wojenni zasilili polskie PKB aż o 2,4 procent, czyli około 94 miliardów złotych. Przewiduje się, że do 2035 wzrost ten osiągnie 2,8 procent.
Wzrósł także poziom zatrudnienia ukraińskich uchodźców – od 61 procent w 2023 do 76 procent w 2025. Co więcej, składki na NFZ, które płacą Ukraińcy, przewyższyły koszty ich leczenia o 1,8 miliarda złotych. Ukraińscy uchodźcy zasilili też system ochrony zdrowia swoją pracą jako lekarze, dentyści, pielęgniarki czy położne, zmniejszając choć trochę ogromne niedobory kadrowe w Polsce. Dane te obalają populistyczne hasła, jakoby Ukraińcy żyli na koszt państwa, obciążając polskie społeczeństwo i gospodarkę.
Praca ukraińskich uchodźców jest prekarna
Niepokojące jest to, że Ukraińcy w Polsce wciąż w zdecydowanej większości pracują na prekarnych zasadach. Jak podaje Deloitte, pośród tych objętych ZUS-em i ubezpieczeniem niepełnosprawnych, tylko 42 procent posiadaczy PESEL UKR otrzymało standardowy kontrakt pracowniczy. Autorzy raportu zwracają uwagę, że pomimo nieograniczonego dostępu do polskiego rynku pracy, ukraińscy uchodźcy są zatrudniani nieformalnie. Nie wynika to z restrykcji prawnych, jak w innych krajach, lecz ze słabej pozycji na rynku pracy – z braku lokalnych znajomości i dostępu do informacji, językowych barier i preferencji pracodawcy.
Co więcej, w porównaniu z Polakami i innymi cudzoziemcami, nieproporcjonalnie więcej ukraińskich uchodźców wykonuje „prace proste” – czyli fizyczne, takie jak sprzątanie, przeładowywanie, ogrodnictwo czy gotowanie. Jak podaje raport Deloitte, w tym samym czasie procent Polaków pracujących jako profesjonaliści, wzrósł o 3,3 punktu procentowego i obecnie wynosi 23 procent. Autorzy raportu sugerują, że może odzwierciedlać to zawodowy „upgrading”, gdyż cudzoziemcy przejmujący niechciane prace pozwalają Polakom zdobywać kwalifikacje i rozpoczynać kariery w pożądanych zawodach.
Jednak autorzy raportu zauważają pewną niespójność – podczas gdy więcej Polaków niż ukraińskich uchodźców pracuje jako menadżerowie, profesjonaliści i technicy (o 10 punktów procentowych), prawie dwa razy więcej (62 procent) ukraińskich uchodźców posiada wykształcenie wyższe (ma je 36 procent polskich obywateli).
Może zamiast relegować ukraińskich uchodźców do prac, których nikt inny wykonywać nie chce, Polska powinna stworzyć warunki i dać im szansę wykazać się w innych sektorach? Jak pisał Mateusz Mazzini w tekście opublikowanym na łamach „Kultury Liberalnej”, migranci ukraińscy to wielka szansa dla Polski – kraju, który od czasów akcesji do UE, umożliwiającej swobodną migrację na Zachód, doświadczył drenażu talentów i mózgów.
Teraz to Polska może przyjąć doświadczonych i wykwalifikowanych migrantów, co przełożyłoby się na jej status na rynku europejskim i światowym; „[…] rząd Donalda Tuska mógłby stworzyć wreszcie narrację o tym, co Polska zyskuje dzięki ukraińskiej imigracji”, pisze Mazzini. Jego argument wybrzmiewa mocniej, gdy wysunie się tezę, że Polacy stosują wynikające z uprzedzeń mechanizmy, których sami doświadczają jako migranci na Zachodzie.
Ukraińcy w Polsce jak Polacy na Zachodzie?
Poza migrantami, o których pisze Mazzini – ludźmi, którzy wyjechali na Zachód kształcić się na zagranicznych uniwersytetach, zakładających think tanki i biznesy lub obejmujących wysokie stanowiska w firmach – od 2004 roku setki tysięcy Polaków wyjechały z czystych pobudek ekonomicznych, z nadzieją na większy zarobek. Wielu z nich nie ma wykształcenia wyższego i pochodzi z klasy robotniczej; spora część zostawia swoje rodziny w Polsce z zamiarem wzbogacenia się, pracując sezonowo w takich krajach jak Wielka Brytania (przed brexitem), Irlandia, Niemcy czy Holandia. Według Eurostatu w samym 2024 roku ponad 2,2 milionów Polaków pracowało poza granicami kraju. To prawie milion więcej niż obecnie ukraińskich uchodźców w Polsce.
W 2025 roku napisałem reportaż dla „Kultury Liberalnej” o sytuacji polskich migrantów zarobkowych w Holandii. Polacy stanowią tu ponad jedną czwartą wszystkich migrantów z krajów UE, co czyni ich największą grupą. Moi rozmówcy byli zatrudnieni na prekarnych kontraktach z agencjami pracy, w takich sektorach jak logistyka, ogrodnictwo czy produkcja żywności. Wykonywali więc pracę, której Holendrzy nie chcą się podejmować. Zdecydowana większość doświadczyła różnych form eksploatacji, często z powodu swojego pochodzenia; w Holandii, ale także w Niemczech czy Wielkiej Brytanii, istnieje stereotyp polskiego pracownika jako taniej siły roboczej, którą można łatwo wyzyskiwać.
Holenderska organizacja FairWork wprost nazywa sytuację polskich migrantów zarobkowych współczesnym niewolnictwem. Z kolei socjolożka Alina Rzepnikowska uznaje wrogość Brytyjczyków wobec Polaków za kseno-rasizm: formę uprzedzenia, która we wszystkim przypomina rasizm, z wyjątkiem faktu, że napastnik i ofiara są tej samej rasy.
Kilka lat temu przeprowadziłem wywiady jakościowe z polskimi migrantami zarobkowymi w Holandii. Opowiadali o przejawach wrogości, z którymi spotykali się ze strony Holendrów – częstsze przeszukiwanie w sklepach pod pretekstem podejrzenia kradzieży czy wulgaryzmy rzucane przez przechodniów. Najbardziej zapadła mi w pamięć opowieść jednej rozmówczyni. Pewnego wieczoru spacerowała w parku z polskim przyjacielem. W którymś momencie zostali zaczepieni przez holenderskich nastolatków, którzy usłyszeli rozmowę po polsku. Nastolatkowie zaczęli rzucać w nich szklanymi butelkami. Brzmi znajomo?
Analogia jako ćwiczenie z empatii
Czy dyskryminacja Ukraińców na polskim rynku pracy wynika z próby poradzenia sobie z własnymi kompleksami wobec Zachodu? Odpowiedź, że osoba w trudniejszej sytuacji może budzić poczucie wyższości, jest prawdopodobna.
Obecność ukraińskich uchodźców w Polsce i polska imigracja na Zachodzie fundamentalnie różnią się kontekstem wojny. Polacy wyjeżdżają za granicę, bo mogą skorzystać z otwartych granic Unii Europejskiej. Większość ukraińskiej imigracji została do tego zmuszona.
Kwestia wojny pozwala przeprowadzić ćwiczenia z empatii. Co by się wydarzyło, gdyby to w Polsce wybuchła wojna? W sondażu IBRiS przeprowadzonym dla „Rzeczpospolitej” w 2025 roku, 32,6 procent Polaków zadeklarowało, że w przypadku wojny uciekłoby, z czego 18,5 procent wyjechałoby za granicę. Czy tłumaczyliby się, dlaczego mają drogie samochody?
Ukraińscy uchodźcy w Polsce zasługują na lepsze perspektywy
Nawet jeśli wojna się skończy, tkanka społeczna w Polsce zmieniła się nieodwracalnie. Spora część Ukraińców tutaj zostanie. Autorzy raportu Deloitte obserwują wśród nich zmiany w planach powojennej mobilności: coraz więcej uchodźców zamierza pozostać w swoich państwach goszczących i planuje tam przyszłość. Liczba uchodźców po 2022 roku zamierzających pozostać na stałe w Polsce wzrosła w 2025 roku z 21 procent do 24 procent. Dlatego dobrze, aby Polacy przestali postrzegać ich jako obcych – a raczej jako współmieszkańców, którzy razem tworzą Polskę, o czym pisała w „Kulturze Liberalnej” Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin.
Warto także pamiętać, że antyukraińska nagonka opłaca się głównie politykom. Jak pisze Adam Traczyk dla „Kultury Liberalnej”, badania More in Common pokazały, że Polki i Polacy jednoznacznie pozytywnie oceniają osobiste spotkania z cudzoziemcami, nie tylko Ukraińcami. Wniosek Traczyka jest taki, że „radykalizacja spływa z góry od elit politycznych i opiniotwórczych. A następnie rozlewa się i truje resztę społeczeństwa”.
Autorzy raportu Deloitte wymieniają siedem praktycznych zaleceń, aby ulepszyć integrację ukraińskich uchodźców na polskim rynku pracy: między innymi umożliwienie im zatrudnienia w miejscach dostosowanych do ich zdolności i kwalifikacji, usystematyzowanie programu nauki języka polskiego, a także usprawnienie procedur w zdobyciu permanentnego statusu zamieszkania. Ale jeśli Polska naprawdę chce wykorzystać szansę, którą daje jej obecność Ukraińców, musi zmienić się także to, jak społeczeństwo ich postrzega. W ten sposób Polska może pokazać reszcie Europy, że migracja to nie destabilizacja kontynentu, a szansa na wzrost gospodarki i polepszenie warunków życia dla wszystkich.
W 2016 roku brytyjski socjolog Paul Gilroy zaapelował, by Europa zdefiniowała się na
nowo. Jeśli dalej chce funkcjonować jako koncept głoszący wolność, równość i tolerancję,
musi przyjąć postkolonialny model, w którym zawarte będą perspektywa i głos migrantów z
zewnątrz. Według Gilroy’a jest to jedyny sposób, aby stawić czoła powracającemu
faszyzmowi.
Jednak, aby osiągnąć takie przewartościowanie i stać się głosem kształcącym współczesną Europę, Polska musi wpierw ujrzeć samą siebie w nowym świetle – jako kraj, który z każdym rokiem staje się coraz bardziej wielokulturowy i różnorodny. Stawiając na integrację i dostrzegając kwalifikacje, jakie posiadają ukraińscy uchodźcy, Polska może pokazać reszcie Europy, że migracja to nie destabilizacja kontynentu, a szansa na wzrost gospodarki i polepszenie warunków życia dla wszystkich.
*
Franciszek Dziduch – dziennikarz i badacz zajmujący się tematyką migracji, ekologii i dekolonizacji w kontekście Europy Wschodniej. Członek redakcji Kultury Liberalnej. Ukończył studia magisterskie z kulturoznawstwa na Uniwersytecie Amsterdamskim.
*
Artykuł został opublikowany w ramach projektu „MOCOWIEC – MOdel CałOściowego Wsparcia IntEgracji Cudzoziemców” współfinansowanego ze środków Polskiego Programu Funduszu Azylu, Migracji i Integracji” nr FAMI.02.01-IZ.00-0019/24.
Wyłączna odpowiedzialność za wyrażone opinie spoczywa na autorze i Komisja Europejska oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji nie ponoszą odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!