Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Żegnaj Polsko? Ukraińcy, przyszłość i gospodarka

Antyukraińskie nastroje nie będą kluczowe dla decyzji o wyjeździe z Polski. Nasze podejście wpłynie jednak na przyszłość osób, które tu pozostaną – i na to, czy będą w stanie w pełni włączyć się w polskie społeczeństwo.

Kontakt
Kontekst

⚡ Spięcie to projekt, w ramach którego spiera się ze sobą pięć redakcji o różnych profilach ideowych: Krytyka Polityczna, Kontakt, Kultura Liberalna, Klub Jagielloński i Nowa Konfederacja.

🤝 Najnowsza edycja Spięcia dotyczy polskiej polityki wobec migrantów z Ukrainy. Poniższy tekst przygotowali autorzy Kontaktu.

✍️ Teksty pozostałych redakcji znajdziecie tutaj.

Walka

Kiedy w maju prezydent Wołodymyr Zełenski zdecydował o nadaniu jednostce wojskowej imienia „bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii”, nastąpiła eskalacja – zarówno na poziomie wypowiedzi, jak i działań. Zbrodnia wołyńska powróciła jako ważny temat w debacie publicznej w Polsce, zresztą sprawnie podsycany przez służby rosyjskie. Wywołane napięcie nadszarpnęło mozolnie budowane zaufanie między Polakami a Ukraińcami. Staliśmy się świadkami nie tylko wzrostu antyukraińskich nastrojów, ale wręcz fizycznej agresji i przemocy wobec osób ukraińsko- i rosyjskojęzycznych przebywających w naszym kraju. Czy w związku z tym część Ukraińców – a właściwie przede wszystkim Ukrainek – zdecyduje się opuścić Polskę? I co to oznacza dla Polski, polskiej gospodarki i polskiego społeczeństwa?

Od przyjaźni do nienawiści?

Obecnie często słyszymy, że solidarność i sympatia okazywane Ukraińcom po 2022 roku ustąpiły miejsca wrogości. A jak było wcześniej? Gdy w latach 90. osoby z Ukrainy zaczęły przyjeżdżać do Polski handlować, a potem do pierwszych głównie sezonowych prac, stosunek Polaków do Ukraińców – jak donoszą badania CBOS – był zdecydowanie mało przychylny. Ponad połowa Polaków deklarowała, że ich nie lubi. Z czasem, im więcej było kontaktów osobistych, możliwości spotkań, przede wszystkim w ramach podejmowanej przez Ukraińców pracy w Polsce, postrzeganie naszych sąsiadów zmieniało się, choć nie tyle na pozytywne, co na coraz bardziej neutralne. W 2013 roku opinia publiczna podzieliła się równo na trzy w ramach naszej niechęci, obojętności i sympatii wobec narodowości ukraińskiej. Mieliśmy do czynienia z coraz bardziej pozytywnym wizerunkiem Ukraińców w oczach Polaków.

Jednocześnie nikogo wówczas tak naprawdę nie obchodziła migracja z Ukrainy do Polski – poza pracodawcami, a szczególnie tymi, którzy nie mogli już liczyć na polskich pracowników przy pracach sezonowych w rolnictwie czy budownictwie. Zjawisko to nie było przedmiotem debaty publicznej ani politycznej. Perspektywę pracodawców bardzo dobrze było widać w chwili, gdy Polska wchodziła do Schengen (2007 rok) i pojawiła się groźba, że Ukraińcy nie przyjadą zebrać jabłek czy truskawek, bo nie dostaną wiz. To właśnie lobby sadownicze stało w dużej mierze za rozwiązaniem ułatwiającym dostęp do rynku pracy bez konieczności uzyskiwania zezwoleń na pracę – a wyłącznie w oparciu o deklaracje pracodawców na temat gotowości zatrudnienia danej osoby. Kluczowe było, że sławne „oświadczenia” dawały podstawy do uzyskania wizy i wjazdu do Polski. Oczywiście stał za tym interes, a nie sympatia. Pracodawcy wiedzą, że bez taniej, elastycznej siły roboczej nie będą konkurencyjni na rynku krajowym i globalnym. To zresztą znamienne, jak niewiele uwagi poświęcono tym konkretnym wydarzeniom, które sprawiły, że w zasadzie zmieniła się trajektoria migracyjna Polski – a wydarzyło się to za sprawą konkretnych działań dość wąskiej grupy interesariuszy.

Kolejną transformację stosunku Polaków do Ukraińców możemy zaobserwować już w 2014 roku, gdy Rosja najechała Donieck i Ługańsk oraz zajęła Krym. W danych z tego okresu widzimy dynamiczny wzrost obywateli Ukrainy starających się o pobyt w Polsce. To też ten moment, gdy w pełni okazało się, jak ważnym narzędziem była procedura uproszczona umożliwiająca przyjazd i podejmowanie pracy w Polsce bez skomplikowanych i długotrwałych procedur. W dużej mierze wyjaśnia to, dlaczego nawet w sytuacji konfliktu zbrojnego kluczowym kanałem docierania do Polski była migracja zarobkowa, a nie masowe pozyskiwanie ochrony na bazie przesłanek humanitarnych. Obecność Ukraińców stała się widoczna w sektorze usług i przestrzeni publicznej, a kontakty między Polakami a ukraińskimi migrantami były codziennością nie tylko w miastach, ale także w mniejszych miejscowościach i na wsi. Zmiany te dokumentowały badania Narodowego Banku Polskiego, Ośrodka Badań nad Migracjami UW, Uniwersytetu Jagiellońskiego czy Polskiej Akademii Nauk.

To jednak ten sam moment, w którym w mediach zaczynają pojawiać się przekazy pokazujące uchodźców w negatywnym świetle – przede wszystkim tych, którzy starają się przedostać do Europy z krajów Afryki. Apele o solidarność i przyjęcie uchodźców spotkały się w Polsce z niechęcią, a alarmistyczne wiadomości o „kryzysie uchodźczym” zostały żywo podjęte przez clickbaitowe media i…polityków. Tak jak można się było spodziewać, i na co od początku zwracali uwagę eksperci, to rosnące antymigracyjne nastawienie miało też wpływ na obecnych w kraju obywateli Ukrainy. W 2018 roku Centrum Badań Opinii Społecznej odnotowało wzrost wrogości oraz najmniej pozytywne nastawienie Polaków wobec Ukraińców w ciągu ostatnich dziesięciu lat. W kontekście obecnej dyskusji na temat zaszłości historycznych warto wspomnieć okoliczności towarzyszące premierze filmu Wołyń w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego (2016), kiedy powszechnie wyrażano obawy związane z możliwym wzrostem napięć między Polakami a migrantami z Ukrainy. Dodajmy dla porządku: obawy, które wówczas się nie zmaterializowały. 

Pod koniec 2021 roku poziom sympatii wobec Ukraińców w porównaniu z latami 90. wzrósł już trzykrotnie. Wybuch pełnoskalowej wojny w 2022 roku i poczucie wspólnego zagrożenia, jak piszą o tym Joanna Konieczna-Sałamatin i Tomasz Stryjek, pozwoliły utożsamić się z Ukraińcami jako „swoimi”, którzy podobnie jak kiedyś Polacy, walczą o niepodległość, próbując się wydostać spod jarzma rosyjskiego. Na tym przekonaniu opierała się też przede wszystkim solidarność wobec uciekających osób z Ukrainy. Doświadczenia międzynarodowe pokazują jednak dobitnie, jak kruche i krótkotrwałe są tego typu postawy, zwłaszcza gdy w grę wchodzą realne wyzwania związane z obecnością imigrantów w danym kraju.

Coraz większe znaczenie w tym, jak Polacy nie tylko postrzegają, ale też traktują Ukraińców, ma już nie wyobrażenie czy obraz przekazywany przez media, ale bezpośredni kontakt. Z najnowszych badań realizowanych między innymi przez CBOS wynika, że obecnie ponad połowa Polaków ma Ukraińców lub Ukrainki wśród dalszych i bliższych znajomych, a także wśród przyjaciół czy nawet w rodzinie (dane za 2026 r.). W konsekwencji, pomimo tego, że poziom akceptacji dla Ukraińców obniżył się od 2023 roku, wciąż pozostaje relatywnie wysoki.

Od migracji zarobkowej do migracji… zarobkowej?

Źródeł zmiany w postawach wobec Ukraińców można doszukiwać się w celowych działaniach polityków. Niemniej, biorąc pod uwagę, jak istotna była zmiana charakteru migracji do Polski po lutym 2022 roku, można się jej było do pewnego stopnia spodziewać. Migracja z Ukrainy do Polski miała od lat przede wszystkim charakter zarobkowy. To, co wydarzyło się w związku z wybuchem wojny, czyli pojawienie się milionów uciekających kobiet, dzieci i osób starszych, co do których nie formułujemy przecież oczekiwań, że będą zasilały rynek pracy, a które potrzebują długofalowego wsparcia, stanowiło dużą zmianę.

A jednak osoby objęte ochroną tymczasową w Polsce szybko podjęły pracę. Dostępne dane pochodzące z badań Narodowego Banku Polskiego oraz Ośrodka Badań nad Migracjami (panel Pomiędzy Ukrainą a Polską) pokazują, że aktywność zawodowa dorosłych Ukraińców wynosiła w 2025 roku niemal 80 procent, co jest wynikiem tylko nieznacznie niższym od Polaków. Niektóre badania sugerują, że udział osób pracujących wśród imigrantów z Ukrainy jest wyższy niż wśród polskich obywateli. Kilkukrotnie już powtarzane badanie Deloitte wskazuje, że obecność migrantów z Ukrainy przekłada się co roku na wzrost polskiego PKB od 0,5% do nawet 2,6%, z możliwością dalszego wzrostu w perspektywie roku 2030. Dostępne dane nie wykazują negatywnego wpływu w sferze ekonomicznej. Wręcz przeciwnie, obecność Ukraińców na rynku pracy generuje większe zatrudnienie Polaków, a aktywność ukraińskich firm jest skorelowana z wyższym poziomem aktywności polskich odpowiedników. Co to oznacza dla przeciętnego Polaka i Polki?

Czytaj także Ukraińcy mówią po polsku. Ale nie mają polskich przyjaciół Olena Babakova

Przede wszystkim trzeba powiedzieć jasno, że migranci, w szczególności zaś obywatele Ukrainy, stali się strukturalnym elementem polskiego rynku pracy: w niektórych branżach stanowią nie tylko dużą (i rosnącą) część zatrudnienia, ale często wręcz dominują. Oznacza to, że ich obecność pozwala utrzymać konkurencyjność polskich firm, a nam wszystkim korzystać z atrakcyjnych cenowo dóbr i usług. Ma to istotny wymiar praktyczny: imigranci pracują głównie w branżach dotkniętych deficytem rąk do pracy, takich jak budownictwo, transport, przemysł oraz usługi (gastronomia, handel, opieka). Ich nagła nieobecność spowodowałaby poważne problemy z obsadzeniem stanowisk. Nie musimy tutaj nawet przesadnie wysilać wyobraźni: nieodległe doświadczenie pandemii covid-19 pokazało dobitnie (i dotkliwie), jak kluczowa jest rola imigrantów we współczesnych gospodarkach i jak szybko nawet banalne z pozoru profesje mogą zostać uznane za kluczowe. Co więcej, podobnie jak kiedyś dzięki migracji zarobkowej Polaków za zachodnią granicę otwierała się szansa awansu zawodowego dla Niemców, praca Ukraińców przekłada się na możliwości Polaków. Dzięki obecności migrantów zyskują okazję podjęcia prac innych niż te najprostsze – takich, które wymagają kwalifikacji i dają większe zarobki. Nie zaskakuje więc, że regularnie powraca pytanie o przyszłość imigrantów i uchodźców z Ukrainy w Polsce.

Wyjechać czy zostać? 

Analizy Ośrodka Badań nad Migracjami od 2022 roku dokumentują, w jaki sposób zmieniały się plany powrotowe przybyszów z Ukrainy objętych ochroną czasową. W pierwszych miesiącach wojny dominowały dwie grupy: ci, którzy nie mieli konkretnych planów dotyczących miejsca pobytu w przyszłości oraz ci, którzy chcieli wrócić do ojczyzny w perspektywie kilku czy kilkunastu miesięcy. Z czasem wyraźnie zwiększył się odsetek osób, które planują w Polsce pozostać kilka lat albo na zawsze (w ostatnich falach badania było to łącznie nawet 70% badanych). Nie jest to zresztą zaskakujące, bo siłą rzeczy w analizowanej próbie pozostają już tylko te osoby, które nie zdecydowały się na powrót do Ukrainy albo wyjazd do innego kraju. Wojna trwa już na tyle długo, że zmniejsza się też udział niepewnych swojej przyszłości, choć na początku tego roku stanowiły one wciąż około jednej czwartej wszystkich badanych. Trzeba też zdawać sobie sprawę, że wraz z narastającą agresją Rosji i zniszczeniami, coraz więcej osób po prostu nie będzie miało dokąd wracać. Poza tym w okresie zimowym, w związku z bombardowaniem infrastruktury energetycznej i brakiem ogrzewania, ludzie ponownie będą szukać schronienia poza Ukrainą.

Dziś, kilka lat od wybuchu pełnoskalowej wojny, dla wielu obywateli Ukrainy pobyt w Polsce nie jest już bezalternatywną koniecznością, ale wyborem. Decydują o tym wcześniejsze doświadczenia migracyjne, obecność bardzo licznej diaspory, polski rynek pracy – wszystko to, co stwarza szansę łatwego zdobycia zatrudnienia. Nie bez znaczenia jest oczywiście położenie i bliskość geograficzna, bo niezależnie od trwającej wojny podtrzymywany jest wzorzec cyklicznie powtarzanych wyjazdów do Ukrainy i przyjazdów do Polski, tyle że z konieczności ograniczony do żeńskiej części populacji.

Polska nie jest  krajem atrakcyjnym pod względem dostępności świadczeń socjalnych czy wsparcia integracyjnego, ale to też jeden z elementów tłumaczący tak wysokie poziomy aktywności zawodowej osób objętych ochroną czasową. Coraz większym problemem staje się w ostatnim czasie stabilność prawa i efektywność polskich instytucji publicznych. Ukraińcy, podobnie jak inni cudzoziemcy, czekają nawet do dwóch lat na dokumenty pobytowe, często są zmuszeni w tym czasie funkcjonować w szarej strefie. W ten sposób państwo samo strzela sobie w stopę – a raczej w swoją gospodarkę i budżet.

W związku ze zmianą zasad przyznawania ochrony tymczasowej, sytuacja prawna osób, które mogą być powołane do służby wojskowej w Ukrainie, uległa w Polsce radykalnej zmianie. Nic dziwnego, że mogą one planować wyjazd do innych krajów Unii, takich jak Czechy czy Niemcy. Nie sposób też nie wspomnieć o tym, że duża część osób objętych ochroną czasową przebywa w Polsce i na polskim rynku pracy już kilka lat, a mimo to z trudem udaje im się awansować w hierarchii zawodowej. Jak wspomniano wyżej, polski rynek daje szansę na szybkie i względnie łatwe znalezienie zatrudnienia, ale niekoniecznie takiego, które odpowiadałoby aspiracjom i kompetencjom imigrantów i uchodźców z Ukrainy. Aż czterech na dziesięciu imigrantów, którzy przybyli do Polski po 2022 roku, wykonuje pracę poniżej swojego wykształcenia. Niewykorzystanie tego tak ważnego przecież kapitału ludzkiego oznacza nie tylko stratę dla polskiej gospodarki (o czym od lat piszą choćby badacze Narodowego Banku Polskiego), ale też może mieć istotny wpływ na decyzje pobytowe (albo powrotowe).

Trzeba też zaznaczyć, że nie powinniśmy i nie chcemy ograniczać zainteresowania do osób, które odnalazły się na polskim rynku pracy i uzyskały względną niezależność. Niekorzystne zmiany przepisów i przedłużające się procedury mogą zmusić do opuszczenia Polski te osoby, które zostały pozbawione ochrony zdrowotnej i wsparcia socjalnego – czyli należące do grup najbardziej wrażliwych. A za ich wsparcie powinniśmy czuć się najbardziej odpowiedzialni.

Nie sposób jednoznacznie określić, jak będzie wyglądała przyszłość. Stawiamy jednak tezę, że antyukraińskie nastroje i zachowania nie będą kluczowe dla decyzji o potencjalnym wyjeździe czy pozostaniu w Polsce. Te są pochodną indywidualnych wyborów, sytuacji rodzinnej, wreszcie wynikają ze wszystkiego, co zostało już zbudowane przez ostatnie lata: kontaktów zawodowych, znajomości i przyjaźni, więzi w ramach samej społeczności ukraińskiej w Polsce, edukacji dzieci w polskich szkołach czy inwestycji w naukę języka polskiego.

Obecne działania mają jednak kluczowe znaczenie na co najmniej dwóch poziomach. Po pierwsze, nasze podejście do Ukraińców wpłynie na przyszłość osób, które w Polsce pozostaną – i na to, czy będą w stanie w pełni włączyć się w polskie społeczeństwo. Po drugie, warto myśleć także o tych, którzy z Polski wyjadą, bo – i znowu, wynika to z licznych badań – również oni przewidują, że ich losy mogą pozostać związane z Polską.

Czytaj także Internet nie spada z nieba, ale bomby tak Paulina Siegień

Wsparcie i empatia, które okazujemy dzisiaj, mogą zaprocentować w przyszłości, czy to na polu migracji zarobkowej, czy współpracy biznesowej. Przede wszystkim zaś na poziomie współistnienia dwóch sąsiadujących ze sobą narodów. Także w tym kontekście bardzo brakuje nam odpowiedzialnej, ale też krytycznej refleksji nad relacjami polsko-ukraińskimi w XX wieku. Takiej, która pozwoliłaby kolejnym pokoleniom nie patrzeć na nie tylko przez pryzmat wzajemnych krzywd, i dałaby podstawę do otwarcia na stabilną, długotrwałą relację opartą na zaufaniu, którego żadne boty czy populistyczni politycy nie będą w stanie zachwiać.

*

Marta Kindler jest doktorką, socjolożką związaną z Wydziałem Stosowanych Nauk Społecznych i Resocjalizacji oraz z Ośrodkiem Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego.  Jej główne obszary zainteresowań badawczych dotyczą migracji nieuregulowanych, roli sieci społecznych w migracjach i styku tworzenia wiedzy i polityki migracyjnej. Członkini zarządu Klubu Inteligencji Katolickiej.

Paweł Kaczmarczyk jest dyrektorem Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego i profesorem na Wydziale Nauk Ekonomicznych UW. Jego główne obszary badawcze obejmują przyczyny i konsekwencje migracji zarobkowych, mobilność osób o wysokich kwalifikacjach, relacje między migracjami a systemami zabezpieczenia społecznego, polityki migracyjne, metodologię badań migracyjnych, ekonomię pracy, ekonomię ludności i demografię oraz ekonomię międzynarodową.

**

Artykuł został opublikowany w ramach projektu „MOCOWIEC ­– MOdel CałOściowego Wsparcia IntEgracji Cudzoziemców” współfinansowanego ze środków Polskiego Programu Funduszu Azylu, Migracji i Integracji” nr FAMI.02.01-IZ.00-0019/24.

Wyłączna odpowiedzialność za wyrażone opinie spoczywa na autorze i Komisja Europejska oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji nie ponoszą odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x