Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Zaproszono nas na szczyt najbogatszych krajów świata. I co z tego?

Dla większości ludzi pracy w Polsce wzrost gospodarczy nic nie znaczy, bo owoce tego wzrostu do nich nie trafiają. Sukces gospodarki stał się klęską państwa.

ObserwujObserwujesz
Mem internetowy "stonks"
Celnie!
Gniew

3

Pieniądze są. Polska nigdy nie była tak bogata, ale większości ludzi żyje się coraz ciężej. Dochód narodowy rośnie coraz szybciej, ale wciąż nie ma woli politycznej, żeby go sprawiedliwie i sensownie podzielić. A przecież już rozumiemy, że sukces gospodarczy należy mierzyć nie tylko stopą wzrostu dochodu narodowego, ale też stopniem zaspokojenia podstawowych potrzeb społecznych.

Pomagając lokatorom borykającym się z długiem czynszowym zauważyłem, że ludzie popadają w długi z powodu choroby – bo choroba odbiera im zdolność zarobkowania i generuje koszty leczenia. Koszty bywają formalne i nieformalne, kiedy ratując zdrowie i życie najbliższych jesteśmy zmuszeni płacić pod stołem.

Czytaj także Spójrzcie za okno. Tak wygląda dwudziesta gospodarka świata Tomasz S. Markiewka

Kraj, który zaprasza się na szczyty najbogatszych państw świata, ma więc problem z powszechnym dostępem do systemu opieki zdrowotnej. Przy czym zastrzegam, że poziom medycyny w Polsce jest znakomity. Mamy nowoczesny sprzęt i kompetentnych lekarzy, tylko w systemie brakuje środków na finansowanie samego leczenia.

Wynika to ze zbyt niskiej składki zdrowotnej, jednej z najniższych w Unii Europejskiej. Co z tego, że mamy wysoki dochód narodowy na głowę mieszkańca, skoro dostanie się do lekarza specjalisty wymaga albo znajomości, albo pieniędzy, albo nieprzebranych pokładów cierpliwości? Co nam po wzroście, skoro masowo przegrywamy tam, gdzie stawką jest nasze życie i zdrowie?

Każdy się też zgodzi, że dostęp do dachu nad głową jest potrzebą społeczną równorzędną z dostępnością leczenia. Ci z nas, którzy nie mają własnego mieszkania lub domu, a szczególnie ludzie młodzi, nie mogą na nic liczyć, bo państwo niczego prawie w tej dziedzinie nie zapewnia. Nawet akademiki są wynajmowane po cenach rynkowych, mimo licznych obietnic wyborczych („akademik za złotówkę”).

Jedyną drogą do dachu nad głową jest kredyt hipoteczny, a dostęp do niego mają osoby z wysokimi dochodami i stałymi umowami o pracę. Czyli takie, które gwarantują spłatę. 80 proc. młodych ludzi nie spełnia bankowych warunków do udzielenia kredytu hipotecznego. Są więc skazani na wieloletnie oczekiwanie, aż gmina przydzieli im mieszkania komunalne. Jednak państwo w budownictwo społeczne nie inwestuje: przeciętna gmina buduje jedno takie mieszkanie rocznie.

Czytaj także TBS – nierynkowe mieszkalnictwo przełomu mileniów Kamil Trepka, Zuzanna Mielczarek

Jednocześnie w samej Warszawie w rękach prywatnych znajduje się 200 tysięcy mieszkań, których się nie wynajmuje: stanowią one wyłącznie instrument finansowy, bo ich ceny rosną szybciej, niż inne lokaty kapitału. Gdyby te puste mieszkania opodatkowano, zostałyby wynajęte, a ceny najmu by spadły. Ale Polską rządzą przedstawiciele tych właścicieli, którzy wolą, aby ich inwestycja była tylko inwestycją.

W tej sytuacji najem rynkowy jest absurdalnie drogi (sięga 100 proc. miesięcznego wynagrodzenia), a młodzi przez długie lata pozostają w zatłoczonych mieszkaniach, w wielopokoleniowych rodzinach. Najbogatsza w dziejach Polska nie zaspokaja więc nawet takiej elementarnej potrzeby jak dach nad głową. Jednocześnie należy do czołówki Unii Europejskiej pod względem przeludnienia mieszkań. Około 31–33,7 proc. Polek i Polaków mieszka w przeludnionych gospodarstwach domowych – to dwukrotnie więcej, niż wynosi średnia dla całej Unii Europejskiej (ok. 16,9 proc.).

W kraju burzliwego wzrostu gospodarczego wciąż nie zmniejsza się krąg osób żyjących w skrajnej biedzie. Ubóstwo skrajne obejmuje dwa miliony osób, a poniżej minimum socjalnego żyje aż 15 milionów. Dwa miliony mają trudności z zaspokojeniem najbardziej podstawowych potrzeb (żywność, mieszkanie, ogrzewanie).

Połowa ludności nie ma żadnych oszczędności lub ma tylko takie, za które można przetrwać najwyżej trzy miesiące. W krajach, gdzie państwo socjalne jeszcze działa, rodzina w kryzysie może liczyć na siatkę socjalną w razie utraty zatrudnienia, choroby czy innego nieszczęścia. W Polsce siatka socjalna praktycznie nie istnieje; w razie problemów spada się na sam dół. Aby ubiegać się o zasiłek z pomocy społecznej, trzeba osiągać dochód niższy niż 822 zł na członka rodziny. A kwota będąca tą granica sięgania po pomoc społeczną jest waloryzowana raz na trzy lata.

Czytaj także W gospodarce nie chodzi o pieniądze. Chodzi o to, żeby było co jeść Michael Symons

Jak wynika z raportu Federacji Banków Żywności, setki tysięcy dzieci w Polsce cierpią z powodu niedożywienia, a nawet głodu.

Dla większości ludzi pracy wzrost gospodarczy w Polsce nic nie znaczy, bo owoce tego wzrostu do nich nie trafiają. Żeby przeżyć do pierwszego, biedni zaciągają lichwiarskie pożyczki zwane „chwilówkami”.

Polska, która nigdy nie była tak bogata, jak dziś, nie jest w stanie zapewnić swym obywatelom szerokiego dostępu do leczenia, a młodemu pokoleniu mieszkań, gdzie mogliby zakładać rodziny. Nie potrafi nawet wyżywić tych, którym dochody nie wystarczają na życie. A zatem z punktu widzenia zaspokojenia podstawowych potrzeb społecznych Polska nie jest krajem sukcesu – tylko klęski.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x