Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Beton trzyma się mocno

Przez ostatnie ćwierć wieku kolejne władze Radomia wydawały miliony złotych na wyłożenie betonem lub granitem kolejnych placów w mieście. Kończące się lato pokazało, że ich odbetonowanie to niezwykle palący problem.

Radom, Plac Konstytucji 3 Maja
Walka

Każdy z prezydentów dorzucił niemały kamyczek do tego ogródka. W 2000 roku Adam Włodarczyk (SLD) rozpoczął budowę deptaka. Na fragmencie ulicy Żeromskiego i na placu Konstytucji 3 Maja stare chodniki zastąpiono granitowymi płytami i kostką. Jego następca Zdzisław Marcinkowski (stowarzyszenie Radomianie Razem) zbudował kolejną część deptaka i wymienił nawierzchnię płyty Rynku – na granit. Przez dwie kadencje Andrzej Kosztowniak (PiS) przebudował plac Corazziego i przylegający do placu Konstytucji 3 Maja teren z fontannami oraz kolejny fragment deptaka. Wiadomo, granit. Radosław Witkowski (PO) ma na koncie m.in. przebudowę placu Jagiellońskiego. Tym razem beton.

Przy tych inwestycjach zniknęły tysiące drzew i wiele metrów kwadratowych trawników. Jeśli doliczyć do tego inne inwestycje publiczne (remont i powiększenie parkingów przy miejskim szpitalu czy utwardzanie dróg gruntowych) oraz prywatne (na dziesiątkach pustych, zielonych działek powstały osiedla lub sklepy wielkopowierzchniowe), to nowo wybetonowane przestrzenie można liczyć w hektarach.

Konsekwencje betonozy wzmocnione jeszcze galopującymi zmianami klimatu boleśnie odczuliśmy na początku sierpnia.

Czytaj także Dyżurne miasto memiczne. Kto się śmieje z Radomia? Katarzyna Ludwińska

5 sierpnia, godz. 5.30: 25 stopni Celsjusza

Wychodzę na poranny spacer z psem. Noc była gorąca. I mnie, i Jantarowi trudno było wypocząć. Ale w parku jeszcze dość przyjemnie. Spacerujemy prawie godzinę. 11-letni pies bryka jak szczeniak.

Radom uczestniczy właśnie w pierwszym w swojej historii naborze do programu Fundusze Europejskie dla Polski Wschodniej. Ma on wyrównywać szanse rozwojowe mniej zamożnych regionów. W poprzednich dwóch perspektywach korzystały z niego województwa warmińsko-mazurskie, podlaskie, lubelskie, świętokrzyskie i podkarpackie. Na innowacje wydały prawie 4 mld euro. W perspektywie 2021–2027 wsparcie przewidziano też dla województwa mazowieckiego z wyłączeniem Warszawy i dziewięciu ościennych powiatów.

Radomiowi przypadnie nieco ponad 200 mln zł unijnej dotacji. Miasto dołoży do tego ok. 100 mln zł wkładu własnego. Chce za to zmodernizować komunikację publiczną i poprawić warunki poruszania się po mieście pieszych i rowerzystów.

To dziesiątki inwestycji. Przebudowa chodników, budowa dróg dla rowerów, montaż nowej sygnalizacji świetlnej na przejściach dla pieszych, gdzie natężenie ruchu jest spore, modernizacja przystanków autobusowych. Do tego zakup nowych autobusów elektrycznych, budowa kładki nad torami przy przystanku kolejowym Radom Południowy i przejścia podziemnego przy przystanku Radom Gołębiów.

Najbardziej na poruszanie się ulicami miasta wpłynie budowa węzła przesiadkowego na placu ks. Kotlarza, gdzie przecinają się drogi prowadzące w osi wschód-zachód i północ-południe, a także ITS – Inteligentny System Transportowy, który umożliwi sterowanie ruchem w zależności od jego natężenia, dając jednocześnie priorytet przejazdu autobusom komunikacji miejskiej.

Okładka książki Betonoza Jana Mencwela

A zdjęcie betonu?

– W tej perspektywie dla miast powyżej 100 tys. mieszkańców przewidziano tylko dofinansowanie zrównoważonej mobilności miejskiej. Ze wsparcia inwestycji w błękitno-zieloną infrastrukturę i adaptacji do zmian klimatu mogą skorzystać mniejsze miasta – mówi dr Katarzyna Kalinowska, wiceprezydentka Radomia odpowiedzialna m.in. za inwestycje i fundusze zewnętrzne. – Nasze inwestycje idą zgodnie z harmonogramem. Część już się zakończyła, inne są w trakcie. Przed nami te największe i najpoważniejsze, przede wszystkim ITS.

Trudno oszacować, jakie byłyby koszty odbetonowania centrum miasta. Łódzkie woonerfy budowane kilka lat temu kosztowały od 1,4 mln zł do 3,5 mln zł. Zakończona niedawno przebudowa ulic Złotej i Zgoda w Warszawie – 49 mln zł.

– Jeśli tylko pojawią się fundusze unijne na ten cel, na pewno będziemy po nie sięgać – zapewnia Kalinowska. Może się tak stać w nowej perspektywie, bo – to informacja z Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej – w budżecie dla Polski znajdują się fundusze m.in. na Społeczny Fundusz Klimatyczny, a jednym z obszarów strategicznych będzie „wzmocnienia odporności i bezpieczeństwa Polski oraz poszczególnych terytoriów na różnego typu szoki i zagrożenia klimatyczne, energetyczne i gospodarcze oraz działań związanych z obronnością”.

Radomianom pozostaje więc czekać.

5 sierpnia, godz. 10.12: 31 stopni Celsjusza

Termometr za oknem jeszcze jest w cieniu. To ostatni moment, żeby wyjść na drugi spacer. Robimy kółko na pobliskim skwerku i po 10 minutach wracamy do domu. Jantar układa się na parkiecie w zacienionej części mieszkania i przesypia cały dzień.

We wrześniu 2020 roku zniknęła w Radomiu pierwsza wyspa ciepła. Pomysł społeczników ze stowarzyszenia Zielona Akcja wsparło miasto. Wspólnie zaorali asfalt, który przez 60 lat leżał przed pawilonami handlowymi przy ul. Kusocińskiego.

Czytaj także Sposoby na upał w miastach i dowody na to, że betonoza zabija Paulina Januszewska

– Miasto fizycznie zdjęło asfalt i przygotowało podłoże, my zobowiązaliśmy się kupić i posadzić drzewka i krzewy. Pomógł nam mikrogrant od Fundacji Batorego, dostaliśmy 500 zł, oraz partnerzy – wspomina Jarosław Staniszewski, pomysłodawca akcji. Do działania włączyli 18 różnych organizacji, od stowarzyszeń przez szkoły po redakcje lokalnych mediów. Posadzone podczas akcji graby pospolite i jarząby rosną zdrowo.

– Chcieliśmy, by likwidacja wyspy ciepła miała nie tylko wymiar ekologiczny. W tym samym czasie powstał ogród społeczny. Do pracy w nim zaprosiliśmy młodzież, która opuszczała Słoneczny Dom [placówka opiekuńcza – red.] oraz osoby, które wychodziły z zakładów karnych – mówi Staniszewski. – To osoby działające w ogrodzie przez pierwsze lata zajmowały się pielęgnacją nasadzeń przy Kusocińskiego. Przygotowywaliśmy też sadzonki drzew.

Stowarzyszenie pod zmienioną nazwą Zielona Akcja Reaktywacja nadal współtworzy ogród społeczny. W większym stopniu skupia się teraz na osobach wykluczonych, m.in. w kryzysie bezdomności, ale nadal prowadzi mapę radomskich drzew  i społeczny monitoring nasadzeń.

– Wbrew pozorom odbetonowanie przestrzeni nie jest ani trudne, ani bardzo kosztowne – uważa Staniszewski. – Można to robić etapami, małymi krokami, ale ważne jest, by odpowiednio dobierać gatunki drzew do miejsca, w którym mają rosnąć i podlewać je w pierwszych latach.

Utrzymanie młodych drzew nie wychodzi miastu najlepiej. Z raportu, jaki w 2022 roku przygotowali społecznicy z Zielonej Akcji Reaktywacji i stowarzyszenia Radomianie dla Demokracji, wynika, że w mieście uschło 57 spośród 190 drzew posadzonych w latach 2019–2022. To 30 proc. Z suszą nie poradziły sobie zwłaszcza brzozy i lipy.

Dziś nie jest lepiej: w parku Stary Ogród uschło siedem z 13 młodych wiśni amanogawa, a na skwerze za pomnikiem WiN sześć spośród 16 jarzębin i trzy z dziewięciu brzóz.

Uschnięte drzewko wiśni amanogawa w parku Stary Ogród w Radomiu
W parku Stary Ogród uschło siedem z 13 wiśni amanogawa. Fot. Katarzyna Ludwińska

5 sierpnia, kilka minut po godz. 15: 39 stopni Celsjusza

Termometr w stacji meteorologicznej na radomskim lotnisku wskazuje 39 stopni Celsjusza. To wyrównanie oficjalnego rekordu temperaturowego miesiąca. Identyczną wartość odnotowano 8 sierpnia 2015 roku w dolnośląskiej wsi Ceber. To rekord, z którego trudno być dumnym.

Nikt w Radomiu nie wie tyle o wysokich temperaturach co Piotr Strzelec. Student Uniwersytetu Warszawskiego badał nagrzewanie się różnych powierzchni do swojej pracy licencjackiej. Wytypował 45 miejsc na Placu Konstytucji 3 Maja, przyległych do niego fontannach oraz na terenie wokół kościoła garnizonowego, również sąsiadującego z placem. W każdym punkcie temperaturę mierzył 19 razy, o różnych porach dnia i przy różnej pogodzie.

Jeśli temperatura powietrza wynosiła 39 stopni, to jaką temperaturę mogła mieć ławka stojąca na nasłonecznionym wybetonowanym placu? – pytam.

– Nie odnotowałem aż tak wysokiej temperatury powietrza – zastrzega. – Najwyższa temperatura w moich badaniach to 30 stopni 24 sierpnia 2024 roku po godz. 14. Ławka przy fontannach nagrzała się wówczas do 60,6 stopni, nawierzchnia z płyt granitowych w zależności od położenia miała od 37 do 49 stopni, czarna kostka bazaltowa – 46. W żadnym z tych miejsc nie dało się przebywać w komforcie.

Termometr pokazuje 60 stopni Celsjusza
Ławki przy fontannach nagrzewają się do 60 stopni Celsjusza Fot. Piotr Strzelec

Na placu wokół kościoła rosną dorodne, stare kasztanowce. Nie było zaskoczenia, tu temperatura była najniższa.

– Trawa pod drzewami nagrzała się tylko do 19,7 st. To idealna temperatura, żeby położyć się na kocu i poczytać. Spodziewałem się, że tu wskazanie termometru będzie najniższe, natomiast zaskoczyła mnie różnica 40 stopni między ławką a trawnikiem, dzieli je kilkadziesiąt metrów – mówi student.

Rekomendacje?

– Gdy przygotowywałem się do pracy, przeglądałem stare zdjęcia. Przed wojną cały plac był zadrzewiony w podobnym stopniu jak teren wokół kościoła. W PRL, gdy wybudowano pierwsze fontanny, też było jeszcze sporo zieleni – przypomina Strzelec. – Zieleń to jedyne rozwiązanie. Nie chodzi o to, żeby plac zamienić w park, wystarczyłyby szpalerowe nasadzenia odpowiednio dobranych gatunków drzew. Trzeba też zmienić podejście do małej architektury. Ławki nagrzewają się tak bardzo, bo są prawie czarne, Warszawie już montowane są białe ławki, które więcej energii odbijają, niż pochłaniają.

5 sierpnia, godz. 20.25: 35 stopni Celsjusza

Nadal gorąco, ale pies kręci się przy drzwiach. Do parku Planty mamy 350 metrów. To też krótki spacer, ale po kilku minutach Jantar zaczyna dyszeć, łapczywie pije wodę, którą wzięłam ze sobą. Uliczny termometr pokazuje, że nadal jesteśmy w piekle.

– Straciliśmy bardzo dużo czasu. Działania, które musimy teraz podjąć, muszą być szybsze i głębsze, niż zakładaliśmy jeszcze kilka lat temu – mówi prof. Szymon Malinowski, fizyk atmosfery z Uniwersytetu Warszawskiego, współprowadzący portal Nauka o klimacie, gdy pytam o reakcje polityki i polityków na katastrofę klimatyczną.

– 7 września w Sejmie środowiska naukowe i społeczne organizują debatę. Chcemy uświadomić politykom, o jaką stawkę toczy się gra. Będziemy mówić o adaptacji do zmian klimatu i jej granicach, ale też o aspektach mniej oczywistych. O tym, że koszty ubezpieczenia domu, firmy czy upraw od skutków ekstremalnych zjawisk pogodowych mogą być zaporowe, w niektórych sytuacjach ubezpieczenie może być w ogóle niedostępne. Skutki takiego ekstremalnego zdarzenia mogą być nie do udźwignięcia finansowo przez poszczególne osoby, a przy masowości zdarzeń – również nie do udźwignięcia przez państwo.

Czytaj także Malinowski: Wali się gospodarka, kończą możliwości wyżywienia ludzi, nadchodzą kolejne pandemie [rozmowa] Michał Sutowski

Część debaty będzie poświęcona dezinformacji. Prof. Malinowski przypomina, że zmasowana akcja dezinformacyjna z początku wieku, szczególnie z lat 2007–2009, kiedy to zarzucano naukowcom kłamstwa w kwestii zmian klimatu, bezpośrednio wpłynęła na to, że poszczególne państwa praktycznie nie zredukowały emisji gazów cieplarnianych.

– Ta akcja dezinformacyjna w praktyce doprowadziła do załamania się protokołu z Kioto i fiaska rozmów podczas szczytu klimatycznego w Kopenhadze. Dopiero w 2015 roku w Paryżu podpisano bezzębne porozumienie, którego głównym celem miało być ograniczenie globalnego ocieplenia poniżej dwóch stopni Celsjusza – mówi profesor. – Już osiągnęliśmy wzrost temperatury o półtora stopnia Celsjusza w porównaniu do epoki przedindustrialnej. Temperatura zwiększa się o 0,4 stopnia w ciągu dziesięciu lat. To oznacza, że wzrost o dwa stopnie osiągniemy już w kolejnym dziesięcioleciu. To, co przewidywaliśmy na koniec wieku, już dziś mamy za oknem.

Adaptacja do zmian nie zatrzyma ich postępu, ale może sprawić, że życie w upałach będzie choć trochę łatwiejsze. Co robić na mniejszą skalę, na przykład w Radomiu?

– Jest kilka prostych, stosunkowo niedrogich rozwiązań – mówi prof. Malinowski. – Malowanie dachów na biało, by mniej się nagrzewały, co wpływa na temperaturę w mieszkaniach na ostatnich piętrach, a także na całą miejską wyspę ciepła, upowszechnia się teraz na przykład  w Montrealu. Udostępnianie mieszańcom w upały klimatyzowanych przestrzeni publicznych. Nasadzenia, zatrzymywanie wody opadowej i niemarnowanie wody pitnej do podlewania roślin – jej zasoby wciąż maleją, a odbudowują się powoli. Dobre planowanie przestrzeni publicznej. Te rozwiązania można wdrożyć właściwie wszędzie.

*
Debatę będzie można śledzić na stronie internetowej Sejmu. A film Można panikować z udziałem prof. Szymona Malinowskiego można obejrzeć bezpłatnie tutaj.

**
Katarzyna Ludwińska – Radomianka z urodzenia i z wyboru, absolwentka filologii polskiej oraz dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. W mediach od 2004 r. Przez 16 lat związana z radomskim oddziałem „Gazety Wyborczej”. Czyta i pisze o ekonomii, urbanistyce, zmianach klimatu i ich wpływie na społeczeństwo.

Dofinansowano ze środków Fundacji im. Róży Luksemburg.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x