Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Garniturowy socjalizm. Lewica przejmuje dress code establishmentu

Garnitur długo kojarzył się lewicy z korporacyjnym establishmentem i polityką starego świata. Dziś część młodych socjalistów świadomie przejmuje ten kod.

ObserwujObserwujesz
2
Walka

Do niedawna mogło się wydawać, że nie ma odwrotu od tendencji do odchodzenia od formalnego ubioru. Garnitur miał podzielić los dawnych surdutów i fraków, wyjść z codziennego użytku, a jego miejsce zajmowały bluzy, t-shirty i sneakersy. Wiązano go z korporacyjnym dress codem i politycznym establishmentem, co czyniło garnitur w najlepszym wypadku nudnym, w najgorszym krindżowym, zwłaszcza wśród młodzieży. W ubiegłej dekadzie jego noszenie na ogół zdradzało karierowiczów z wydziału prawa lub, co gorsza, korwinistów i skrajnych konserwatystów. Wesołość w internecie budziły zdjęcia ze spotkań takich środowisk i chociaż jej źródłem było często niedopasowanie garniturów, to sam wybór formalnej odzieży także bywał pretekstem do kpin.

Na bakier z krawatem

Odrzucenie garniturów szczególnie widoczne stało się w środowiskach progresywnej lewicy, często mającej swoje korzenie w ruchach kontrkulturowych i z natury sceptycznej wobec konwenansów kojarzonych z politycznymi i finansowymi elitami. Dla wielu krawat stanowił symbol świata korporacji i zawodowych parlamentarzystów, a więc dokładnie tych instytucji, na sprzeciwie wobec których budowano polityczną tożsamość. Odrzucenie tradycyjnego dress codu miało pokazywać, że nie jest się kimś oddalonym od zwykłych ludzi, lecz jednym z nich.

Ta logika skłoniła wywodzącego się ze środowisk radykalnej lewicy Alexisa Tsiprasa, by prawie nigdy nie zakładać krawata, nawet gdy został premierem Grecji i skierował się ku politycznemu centrum. Jeszcze bardziej zawziętym wrogiem formalnego ubioru był założyciel Podemos i przez jakiś czas wicepremier Hiszpanii Pablo Iglesias, którego znakiem rozpoznawczym – poza kitką – stały się niezbyt dopasowana koszula i dżinsy. Nawet na spotkania z królem lewicowy polityk zamiast garnituru zakładał sweter, podkreślając w ten sposób swoją niezgodę na sztywne ramy modowego savoir-vivru. W Polsce od debaty wyborczej w 2015 roku konsekwentnie unika krawata Adrian Zandberg, a wtóruje mu Maciej Konieczny. Skoro „inna polityka jest możliwa”, to i standardy ubierania się mogą być inne, mniej formalne.

Unikanie krawatów dotarło zresztą również do niektórych polityków mainstreamu, chociaż w tym przypadku celem jest bardziej podkreślenie młodzieżowości i wyluzowania niż manifestacja antysystemowości. Już w 2008 roku Barack Obama uczynił swój znak rozpoznawczy z rozpiętego kołnierzyka i zakasanych rękawów, a kilka lat później kopiował go Matteo Renzi. Z bardzo dużym opóźnieniem tę modę przyjął Donald Tusk, w ostatnich latach często pokazujący się bez marynarki i krawata, co czasem przybiera karykaturalne formy – gdy premiera Polski w Angoli powitali oficjele w garniturach i żołnierze w mundurach galowych, jego brak formalnego stroju kłuł w oczy i świadczył raczej o braku szacunku do gospodarzy niż „wyluzowaniu”. Nowy szef rządu Wielkiej Brytanii Andy Burnham póki co nie zaliczył takiego faux pas, ale też jest znany z łączenia garnituru z t-shirtem w mniej formalnych okolicznościach.

Mimo tej popularności każualowego stroju wśród polityków część lewicowców wybiera jednak kierunek odwrotny, wracając do klasycznej elegancji. Czy stoi za tym czysta przekora, czy świadoma autokreacja?

Czytaj także Big Mac w Wersalu. Co estetyka Trumpa mówi o jego projekcie politycznym? Jakub Majmurek

Garniturowy socjalizm

Do najbardziej wyrazistych przykładów należą dziś postacie amerykańskiej lewicy, w tym Zohran Mamdani. Tak samo jak niektórzy lewicowi politycy poprzedniej dekady systematycznie unikali krawata, tak teraz burmistrza Nowego Jorku trudno spotkać bez tego akcesorium. Młody socjalistyczny polityk poprzez wybór eleganckiego ubioru w czasie kampanii prawdopodobnie dążył do wzmocnienia swojego wizerunku poważnego i wiarygodnego kandydata, gotowego na zarządzanie wielomilionowym miastem. Całkiem skutecznie, skoro wybory wygrał, a jeden z najpopularniejszych na portalu X ekspertów od mody męskiej analizował nawet włoskie detale krawieckie obecne w ubiorze burmistrza Nowego Jorku, odpowiadając pół żartem na zarzuty o jego antywłoskość. Po objęciu stanowiska styl Mamdaniego pozostał ten sam i wyróżnia się na tle przywdziewających krótkie spodenki oraz koszulki polo poprzedników – nawet gra w piłkę czy skakanie do basenu nie jest dla Mamdaniego powodem do zdjęcia garniaka.

Innym elegancko ubierającym się Amerykaninem jest Hasan Piker. Przypadek o tyle ciekawy, że mowa o streamerze z przeważnie młodą widownią, która w teorii powinna być najbardziej sceptyczna wobec garniturów, kojarzących się z pokoleniem ich rodziców czy nawet dziadków. Sam Piker tłumaczy tę decyzję bardzo pragmatycznie: jego przekaz trafia do najróżniejszych grup, a garnitur może sprawić, że człowiek przyzwyczajony do kojarzenia internetowego komentatora z bluzą i słuchawkami zobaczy w nim kogoś bardziej poważnego, kompetentnego i godnego zaufania. Innymi słowy, skoro określony sposób ubierania się działa jak skrót oznaczający „ekspert” albo „profesjonalista”, dlaczego jako lewicowy publicysta miałby dobrowolnie z niego rezygnować?

Czytaj także „Myszko, co się dzieje?”, czyli co robi z nami Vinted Paulina Januszewska, Jakub Szafrański

Dalecy ideowo, ale bliscy stylem do Pikera są w Polsce autorzy podcastu Dwie Lewe Ręce. Chociaż czasem wyszydza się ich za zakładanie garniturów do siedzenia przed komputerem, to ten wybór modowy z pewnością nie przeszkodził im w zdobyciu sporej popularności. Elegancki ubiór w tym przypadku może też służyć do podkreślenia ogólnego wizerunku alternatywnej lewicy, bardziej poważnej, tradycyjnej i mniej skłonnej do zajmowania się „modnymi bzdurami”. Wiele wskazuje jednak na to, że trend nie ogranicza się do podcasterów, lecz dociera także do progresywnych polityków – przykładowo młodsi działacze Razem, jak np. Chrystian Talik, nie podzielają już niechęci Zandberga i Koniecznego do krawata. Trudno na razie mówić o pełnym powrocie do przeszłości, ale wyraźnie zmienia się podejście przynajmniej części lewicy do ubioru i stoją za tym konkretne kalkulacje.

Lewicowość pod krawatem jest bardziej strawna?

W kontekście amerykańskim wybory stylistyczne Mamdaniego i Pikera bardzo pozytywnie oceniło Current Affairs. Autor tekstu o „garniturowym socjalizmie” wychodzi z prostego założenia: polityka nie przemawia wyłącznie za pomocą programów, haseł i argumentów. Równie ważny jest obraz. Zanim odbiorca przeczyta, co polityk chce zrobić, wyrabia sobie intuicyjne wyobrażenie, czy ma przed sobą ekscentrycznego aktywistę, internetowego komentatora, czy człowieka, który rzeczywiście zna się na rzeczy i jest w stanie podjąć decyzję dotyczącą milionów ludzi. Analogicznie jest w przypadku innych osób publicznych – strój nie przesądza oczywiście o wartości argumentów, ale może wpływać na to, czy odbiorca w ogóle podejdzie do nich z odpowiednim nastawieniem. Nawet radykalna treść bywa łatwiejsza do zaakceptowania, gdy forma podania sugeruje kompetencję i normalność.

Do takiego wniosku już dawno temu doszła skrajna prawica. Chociaż różnej maści nacjonaliści i prawicowi populiści lubią stosować antysystemową retorykę, to ubiorem raczej dopasowują się do formalnych standardów polityki parlamentarnej. W ten sposób nierzadko absurdalne postulaty zyskują opakowanie dodające im wiarygodności w oczach odbiorców. Lewica przez długi czas wybierała strategię odwrotną – jej polityczna odmienność miała być widoczna również w wyglądzie. Mamdani i Piker prezentują inne myślenie, potencjalnie przeczuwając też zmianę w preferencjach ubiorowych szerszej publiki.

Być może właśnie sprawdza się prawidłowość, że moda kołem się toczy. Co pokolenie (albo i częściej) zmieniają się preferencje, a do łask wracają trendy sprzed dekad. Skoro więc dla millenialsów krawaty były obciachowe i część boomerów to podchwyciła w nadziei na przypodobanie się młodzieży, to zoomerzy mogą na przekór znów pokochać klasyczną męską elegancję. Niezależnie od tego, jak długo ta moda potrwa, trudno nie zauważyć, że lewica odzyskuje dla siebie symbol, który jeszcze niedawno chętnie oddawała politycznym przeciwnikom.

Nie musi to oznaczać, że wszyscy socjaliści powinni od razu przywdziać garnitury. Warte odnotowania jest natomiast, że lewica coraz wyraźniej dostrzega znaczenie wyglądu jako narzędzia politycznego. Zamiast traktować krawat wyłącznie w kategorii symbolu wrogiego korporacyjnego świata, można go wykorzystać do budowy wizerunku politycznego. W takim ujęciu elegancki strój oznacza nie tyle akceptację establishmentu, co przejęcie jego języka i zaadaptowanie go do własnych celów. Można mieć radykalne poglądy i wyglądać jak ktoś, kto wybiera się na posiedzenie zarządu. I być może właśnie dlatego garniturowy socjalizm pozostanie z nami na dłużej.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
2
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x