Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Płoną pożary, których nie da się ugasić

Rozpoczęła się era pożarów niemożliwych do ugaszenia. „Pyrocumulonimbusy” to chmury ognia, kłęby ekstremalnego gorąca, z których powstają nieprzewidywalne, samonapędzające się burze ogniowe. A to nie jedyny kryzys, który wymyka się nam spod kontroli.

ObserwujObserwujesz
Pożar lasu w Colorado
Walka

Do powszechnej świadomości coraz mocniej dociera fakt, że przetrwanie gatunku ludzkiego jest zagrożone na trzech zasadniczych frontach: przez kryzys ekologiczny, niekontrolowany rozwój sztucznej inteligencji i wreszcie ryzyko militarnej autodestrukcji. Śledząc wiadomości poświęcone tym zagrożeniom, szybko zauważyłem, że w medialnych materiałach powraca bumerangiem pewien termin: opanowanie zagrożenia (containment). Wymienione zagrożenia są tam akceptowane jako element codzienności, a głównym powodem do obaw staje się to, że jeżeli te zagrożenia rozrosną się w realny kryzys, nie da się ich już powstrzymać ani opanować. Że wymkną się spod kontroli.

Zacznijmy od wojen. Ani USA, ani Rosja – czy też, dokładniej rzecz biorąc, ani Trump, ani Putin – nie lubią używać słowa „wojna”. Putin mówi o „specjalnej operacji wojskowej” w Ukrainie, mającej zapobiec prawdziwej dużej wojnie (atak NATO na Rosję); Trump zaś określił raz atak na Iran jako „wypad”, który też ma zapobiec prawdziwej dużej wojnie (irańskie bomby atomowe spadające na Izrael). Paradoks polega oczywiście na tym, że pewien opór przed używaniem słowa „wojna” nawet w sytuacji, kiedy giną setki tysięcy ludzi i zostaje zniszczona infrastruktura całego kraju, służy normalizacji faktycznie istniejącego stanu wojny (lub wojen).

Czytaj także Nie odwracajmy wzroku od atomowego grzyba. O zagrożeniu nuklearnym Aleksander Kamkow

Chodzi ewidentnie o strategię „powstrzymywania”: jest to próba utrzymania konfliktów zbrojnych poniżej poziomu, który oznaczałby, że mamy rzeczywiście do czynienia z nową wojną światową. Istnieją obawy, że wojna w Ukrainie gwałtownie rozrośnie się w ogólnoeuropejski konflikt nuklearny albo że wojna amerykańsko-irańska obejmie cały Bliski Wschód. Problem oczywiście polega na tym, że nigdy nie wiadomo, czy działania zapobiegawcze przyniosą efekt. Nie da się wykluczyć tego, że choć jedna ze stron konfliktu uważa swój akt agresji za ograniczony, druga strona przekroczy czerwoną linię i zareaguje atakiem nuklearnym.

Spróbujmy wyobrazić sobie scenariusz ekstremalny. Jestem liderem supermocarstwa. Moje wiarygodne źródła wywiadowcze informują mnie, że w kierunku mojego kraju zmierzają setki rakiet z głowicami nuklearnymi. Nie da się ich zatrzymać, więc wiem, że w ciągu najbliższej godziny mój kraj zostanie zrównany z ziemią. Ponieważ mój kraj też ma wystarczająco dużo broni atomowej, by zniszczyć wroga, staję przed trudnym wyborem: czy wydać wojsku rozkaz odparcia ataku pełną siłą?

Jeżeli tak zrobię, będzie to najprawdopodobniej oznaczało koniec cywilizacji na Ziemi. Zatem jedyny prawdziwie etyczny, choć niezmiernie trudny krok to powstrzymanie się od ataku odwetowego ze świadomością, że choć co prawda mój kraj zniknie z powierzchni naszej planety, to przynajmniej nasza cywilizacja przetrwa. Wówczas przejdę do historii jako zdrajca i tchórz w moim (nieistniejącym już) kraju, jednak niewykluczone, że reszta ludzkości będzie mnie opiewać jako zbawcę cywilizacji.

Jest tu jednak pewien haczyk: taki etyczny wybór zadziała tylko pod warunkiem, że wróg nie może z góry wiedzieć, co postanowię. Jeśli bowiem ma przekonanie, że nie odpłacimy mu pięknym za nadobne, prawdopodobnie tym bardziej poczuje pokusę, by zrzucić na mój kraj bomby atomowe. A to z kolei oznacza, że, tak czy siak, mój kraj musi dołączyć do wyścigu zbrojeń.

Przyjrzyjmy się teraz gwałtownemu rozwojowi sztucznej inteligencji. Alain Badiou wnikliwie przygląda się teologicznej przesłance, jakoby Bóg stworzył świat z niczego: „w dyskursie teologicznym właśnie tak Bóg stworzył świat: z niczego. Jednak ja uważam, że najdoskonalszym przykładem stworzenia czegoś ex nihilo jest stworzenie Boga. To Bóg, a nie świat powstał z niczego! Bo gdyby istniał Bóg, nie byłoby problemu ze stworzeniem świata. Bóg jest z definicji nieograniczony. Jego moc nie zna granic, dlatego spokojnie mógł stworzyć coś z niczego. Problem tkwi raczej w nas: jakże my, biedne, skończone, śmiertelne istoty ludzkie moglibyśmy stworzyć coś z niczego?” (Alain Badiou, In Praise of Philosophy, Cambridge: Polity Press 2025, cytat za rękopisem).

Agent AI staje zatem przed następującym wyzwaniem: czy potrafi stworzyć (fikcję) boga? Uważam, że nie, a to dlatego, że bóg może powstać jedynie ze skończoności śmiertelnych istot ludzkich. Może się jednak zdarzyć coś innego – to mianowicie, że stworzone przez nas AI zacznie się nam jawić jako quasi-boski byt.

Czytaj także Koniec baśni? Użytkownicy odkrywają fizyczne granice wirtualnej inteligencji Xavier Woliński

W sobotę 25 lipca 2026 roku szef OpenAI Sam Altman oświadczył, że AI osiągnęła stadium „technologicznej osobliwości”. Altman podkreślił, że technologiczna osobliwość może być dobra dla świata, jednak jego komentarz wywołał niepokój. Wielu ekspertów nie uważa, jakobyśmy naprawdę osiągnęli już to stadium, ani nie zgadza się, że AI zaczyna deptać po piętach ludzkiej inteligencji czy że zaraz zacznie nam kraść miejsca pracy. Największe obawy wynikają raczej z tego, że AI jest już teraz zdolna do autonomicznego samodoskonalenia. „Osobliwość” jest postrzegana jako punkt, w którym ludziom trudno będzie kontrolować lub cofnąć rozwój AI, co może mieć nieprzewidywalne następstwa dla ludzkiej cywilizacji. Kiedy AI przejmie kontrolę nad własnym rozwojem, może nastąpić skok technologiczny tak gwałtowny, że ludzie nie będą w stanie za nim nadążyć, a tym samym technologia dalej ewoluowałaby już samopas, poza kontrolą człowieka.

W 2025 roku Altman prorokował, że do roku 2030 AI prześcignie ludzką inteligencję pod każdym względem. Jakiś czas później w podcaście Relentless (seria dokumentalna „o poszukiwaniu nieprawdopodobnych pomysłów i niezwykłych aspiracji”) Altman stwierdził: „Jesteśmy teraz w tej osobliwości technologicznej. To znaczy w takim momencie, o którym dawniej toczyliśmy bardzo niepoważne dyskusje nad kotletem. […] Całe życie na to czekałem. Uważam, że to będzie coś niewiarygodnego dla świata, coś bardzo pozytywnego, coś niesamowitego”.

W chórze krytycznych głosów dała się słyszeć firma  Anthropic, stojąca za chatbotem Claude, która wezwała najważniejszych światowych graczy na polu AI, by znaleźli jakiś skoordynowany sposób na wstrzymanie rozwoju zaawansowanych systemów AI, ostrzegając, że tak szybki rozwój technologii stwarza ryzyko utraty kontroli przez ludzi. Anthropic, która od dawna lansuje się na laboratorium AI zorientowane przede wszystkim na bezpieczeństwo, napisała 4 czerwca na korporacyjnym blogu, że skoro sztuczna inteligencja staje się coraz bardziej zaawansowana, „byłoby wskazane, żeby świat miał możliwość spowolnienia lub czasowego wstrzymania” jej rozwoju.

Problem polega oczywiście na tym, że nie istnieje żaden ogólnoświatowy urząd, który byłby w stanie zarządzić taką przerwę: wiele krajów rozwija własną sztuczną inteligencję, a każdy z nich podejrzewa całą resztę, że nawet jeśli publicznie zgodzą się na wciśnięcie pauzy, w sekrecie będą dalej pracować pełną parą. W takiej sytuacji jedyny logiczny wniosek, jaki się nasuwa, to robić dokładnie to samo co inni.

Zatem zagrożenie ze strony sztucznej inteligencji po części nie wynika z samej technologii, ale ze stosunków społecznych, w ramach których powstają maszyny AI: żyjemy w świecie rywalizacji i globalnej podejrzliwości, co nie pozwala nam wyrwać się z destrukcyjnej logiki dylematu więźnia. Na poziomie racjonalnym zasadniczo wiemy, że dla wszystkich uczestników lepsza jest solidarność i współpraca. Jednak kapitalistyczne ukierunkowanie na zysk nie pozwala nam solidarnie współpracować, bo odziera nas z zaufania do innych. Postrzegamy innych przede wszystkim jako potencjalne zagrożenie i spodziewamy się, że wykorzystując nasze zaufanie, przeprowadzą na nas tym brutalniejszy atak.

Czytaj także Umiesz liczyć? Licz na siebie. Ceuta i kompromitacja projektu europejskiej solidarności Artur Troost

Z drugiej strony są też tacy, którzy uważają, że daleko nam jeszcze do tej quasi-boskiej „osobliwości”, i mogą mieć rację, bo wszystko rozbija się o dokładne znaczenie owego pojęcia. Uważam, że to, co Altman opisuje jako osobliwość, to stosunkowo skromne zjawisko, które oznacza jedynie tyle, że agenci AI zyskali własną dynamikę, której nie potrafimy kontrolować ani opanować. A przy tym mogę sobie wyobrazić dwa poziomy o znacznie większej sile rażenia. Po pierwsze: sztuczna inteligencja staje się tak silna, że my, ludzie, nie tylko nie jesteśmy w stanie jej zahamować i powstrzymać, ale w sposób bezpośredni i otwarty przejmuje ona kontrolę nad naszym życiem, szantażem zmuszając nas do uległości. Po drugie, perspektywa neuralinku, czyli bezpośredniego powiązania strumienia ludzkiej świadomości z cyfrowym agentem, oznacza, że taki agent AI (i ludzie, którzy go kontrolują) będzie w stanie wprost czytać w naszych myślach.

Po trzecie wreszcie mamy kryzys ekologiczny, jakże odczuwalny po ostatniej fali gigantycznych leśnych pożarów dewastujących Francję i Hiszpanię. Pożarów nie udawało się opanować przez ponad miesiąc i nawet teraz nie dają się ugasić. Będą po prostu tlić się, dopóki się nie dopalą, bo, jak to ujął niedawno hiszpański specjalista inżynierii leśnej Victor Resco de Dios, „Rozpoczęła się era pożarów niemożliwych do ugaszenia. To pożary płonące z intensywnością kilku bomb atomowych”.

Jednym z najbardziej porażających przykładów tego zjawiska było pojawienie się „pyrocumulonimbusów” (nigdy wcześniej nie słyszałem tego słowa) – chmur ognia, które według informacji przekazanych przez straż pożarną ukształtowały się w regionie Gironde niedaleko Bordeaux. Chmury ognia pojawiają się tam, gdzie nadzwyczaj intensywne pożary generują kłęby ekstremalnego gorąca, które gwałtownie wznoszą się ku chłodniejszym warstwom powietrza, ulegają kondensacji i tworzą chmury burzowe. Same z siebie wywołują wtedy wiatr, deszcz i błyskawice, przekształcając płomienie w chaotyczne, nieprzewidywalne, samonapędzające się burze ogniowe.

Okładka książki Slavoja Žižka „Za późno na przebudzenie”

Jeżeli ludzie nadal będą używać paliw kopalnych, podbijając globalne temperatury, to w przyszłości takie pożary będą coraz częstsze i coraz dotkliwsze. Ponownie przywołam słowa Resco de Diosa: „Trudno przewidzieć, jak daleko sprawy zajdą. Niewykluczone, że już niedługo czekają nas dantejskie scenariusze znane z Kalifornii czy Australii, gdzie pożary czy całe zespoły pożarów strawiły setki tysięcy hektarów, a nawet milion hektarów powierzchni. Krótko mówiąc, pożary stają się niemożliwe do opanowania”.

Sytuacja jest nawet gorsza w USA. Według doniesień CNN z 31 lipca 2026 „niemalże rekordowa kopuła ciepła zafunduje Zachodowi najwyższe jak dotąd temperatury tego lata”. Z powodu takiej kopuły ciepła w weekend nad większością zachodnich Stanów Zjednoczonych polał się z nieba żar, narażając dziesiątki milionów ludzi od Kalifornii po Kanadę na największe jak dotąd upały w tym roku. Co najmniej w 12 zachodnich stanach spodziewano się w weekend rekordów wysokiej temperatury, a około 30 milionów ludzi otrzymało ostrzeżenie o temperaturach sięgających nawet 52 stopni Celsjusza.

Wniosek narzuca się sam: nie wystarczy przerwać rozwoju, bo nie da się tego zrobić globalnie. Doprowadziłoby to jedynie do pogłębienia rozziewu między tymi, którzy rzeczywiście podporządkują się takiemu nakazowi, a tymi, którzy nadal będą przeć naprzód z rozwojem.

Jedyne rozwiązanie to zrobić jednocześnie dwie rzeczy: kontynuować rozwój z towarzyszeniem procesów myślowych, refleksji, która polega nie tylko na gromadzeniu i analizowaniu danych. Zastosować myślenie, które docieka znaczenia tych danych i przygląda się temu, na ile sposób, w jaki do nich podchodzimy, jest z góry obarczony błędem, tendencyjny. Dzięki takiemu sposobowi myślenia nie tylko skupimy się na opanowywaniu wspomnianych zagrożeń, ale również będziemy zmuszeni do poszukiwania sposobów na zmianę sytuacji, które te zagrożenia wywołały.

Czytaj także Spłonęła puszcza. Czy polskie państwo zauważyło? Anna Gmiterek-Zabłocka

Oto jasny przykład myślenia. Na początku lat 30. XX wieku John Dewey, amerykański filozof pragmatysta, zwierzył się swojemu znajomemu Sydneyowi Hookowi z planowanej wizyty w Związku Radzieckim (z którym sympatyzował). Ponieważ Hook miał poważne wątpliwości na temat ZSRR, Dewey zapewnił go, że nie ma się czego obawiać – po powrocie na pewno nie będzie twierdzić, że ZSRR to autentyczne państwo socjalistyczne. Hook cierpko zareagował: „Ja się raczej boję, że wrócisz z ZSRR przekonany, że tak naprawdę tam w ogóle nie ma socjalizmu!”.

Refleksja pojawiła się tutaj w umyśle Hooka: bał się, że kiedy Dewey ujrzy ponurą rzeczywistość i terror w ZSRR, dojdzie do wniosku, że to nie jest socjalizm, czyli państwo wolności i opiekuńczości. Hook zakładał (zresztą słusznie), że stalinizm nie stanowi jedynie zdrady czy zaprzeczenia autentycznej socjalistycznej wizji, bowiem już w pierwotnej wizji bolszewickiej musiał tkwić jakiś potencjał stalinowskiego horroru, zatem prawdziwe dialektyczne podejście sytuuje późniejszą negację w samym pierwotnym pojęciu.

W historii realnego socjalizmu podejmowano wiele prób okiełznania jego brutalnych wynaturzeń – od „odwilży” Nikity Chruszczowa po 1956 roku po jugosłowiański socjalizm samorządowy – żadna się jednak nie sprawdziła, bo w powietrzu zawsze unosiła się niewidzialna presja wynikająca z groźby powrotu do twardej linii. A kiedy Gorbaczow zrobił to na poważnie, system załamał się całkowicie.

To samo dotyczy trzech wielkich zagrożeń dla naszego przetrwania, w tym kapitalizmu, będącego ich wspólną praprzyczyną: nie wystarczy okiełznać jego śmiertelnych wynaturzeń, zagrażających naszemu istnieniu, należy zastanowić się nad tym, jak zmienić jego fundamentalne punkty odniesienia, nie doprowadzając równocześnie do katastrofy na miarę rządów Czerwonych Khmerów w Kampuczy czy reżimu w Korei Północnej. W ramach aktualnie istniejącego globalnego systemu to zadanie wydaje się niemożliwe do zrealizowania. Jednak to nie oznacza, że nie powinniśmy się go podjąć.

**
Z angielskiego przełożyła Dorota Blabolil-Obrębska.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x