Od połowy maja z ulic albańskich miast nie znikają demonstracje. Iskrą zapłonową była sprawa rezerwatu przyrody w lagunie rzeki Vjosy, na której terenie (oraz na położonej obok wyspie Sazan) luksusowy resort dla elit chcą zbudować Ivanka Trump i jej mąż Jared Kushner. Albański rząd ochoczo się na to zgodził, grzecznie zmieniając odpowiednie ustawy.
Przez lagunę migrują flamingi i to właśnie one stały się symbolem oporu przeciwko niszczeniu cennych przyrodniczo obszarów. Szybko jednak okazało się, że Vjosa to tylko wierzchołek góry lodowej, gdyż albańska przyroda od lat jest dewastowana dziką deweloperką, nieokiełznaną prywatyzacją (szczególnie widoczną nad morzem) oraz nielegalnymi wysypiskami śmieci. Lokalne protesty w obronie siedliska flamingów zmieniły się w masowe demonstracje domagające się wymiany całej klasy politycznej.
O to, czego dokładnie chcą demonstranci, o jakiej Albanii marzą i jak kwestie ochrony środowiska łączą się z innymi, spytałem Fatmę Paję, aktywistkę i artystkę, zaangażowaną w Rewolucję Flamingów.
Adam Sokołowski: Jak zostałaś jedną z liderek tak zdecentralizowanego protestu?
Fatma Paja: Nie jestem liderką protestu. Jestem prostą obywatelką, aktywistką i artystką, która udziela się na różne sposoby. Ten ruch nie ma liderów, bo należy do wszystkich obywateli. Ludzie o różnym pochodzeniu, zawodach i przekonaniach politycznych jednoczą się, bo wierzymy we wspólny cel: przerwanie wyprzedaży Albanii i obronę naszego prawa do życia w wolności we własnym kraju. Co jednoczy nas znacznie mocniej niż sprawy, które nas dzielą.
Rewolucja Flamingów została zainicjowana przez przypadek wyspy Sazan i Rezerwatu Przyrody Vjosë-Nartë, które rząd Albanii chciał sprzedać rodzinie Trumpa. Jak głęboko sięga korupcja i jak otwarcie rząd ją uprawia?
Punkt zwrotny nadszedł, gdy jeden z protestujących w Narcie był brutalnie wleczony i zaatakowany przez prywatną ochronę na oczach policji – instytucji, która miała chronić obywateli. Ten incydent był kroplą, która przelała czarę goryczy.
Przez lata ludzie w Albanii żyli w biedzie, z korupcją i coraz bardziej autorytarnym rządem, który rozdaje majątek publiczny oligarchom. Prawo jest zmieniane tak, by służyć prywatnym interesom, podczas gdy lokalne społeczności nie mają prawa głosu.
W ostatnich latach byliśmy świadkami systematycznej prywatyzacji przestrzeni publicznej. Mówię, że została ona „rozdana”, a nie „sprzedana”, bo w wielu przypadkach dobra publiczne były właściwie oddawane wąskiemu gronu potężnych biznesmenów.
Rezerwat Przyrody Vjosë-Nartë to jeden z ostatnich dużych ekosystemów na albańskim wybrzeżu, który jeszcze nie został zniszczony masową zabudową i betonozą.
Krótko po drugim zwycięstwie Donalda Trumpa jego córka Ivanka i zięć Jared Kushner odwiedzili Albanię. Po tej wizycie rząd zmienił Prawo o obszarach chronionych. Ledwie dwa tygodnie później pojawiły się doniesienia, że wyspa Sazan będzie „zagospodarowana” przez Ivankę Trump i Kushnera. Ta kolejność wydarzeń wskazuje na celowy proces polityczny, w którym prawa są zmieniane pod interesy oligarchów. Wszystko to stało się bez jakiejkolwiek przejrzystości, za to w otoczce kłamstw.
Mówimy o zmianie prawa bez żadnych realnych konsultacji z lokalnymi społecznościami, z ignorowaniem ekspertów środowiskowych i bez zgody opinii publicznej. Podobne przykłady to Prawo o inwestycjach strategicznych oraz tak zwany Pakiet górski – oba transferują publiczne środki w prywatne ręce na ekstremalnie preferencyjnych warunkach.
Ludzie to rozumieją. Rozumieli to przez lata. Różnica polega na tym, że dziś wreszcie odnaleźli się nawzajem na ulicach i zrozumieli, że borykają się z tym samym problemem.
Protesty trwają od 16 maja. Jaka była reakcja rządu? Czy jesteście represjonowani, inwigilowani, poddawani dezinformacji?
Rozmawiamy w 52 dniu protestów. Doświadczamy zastraszania, gróźb i presji. Aktywiści i protestujący byli zatrzymywani przez policję i przez ludzi podających się za funkcjonariuszy w różnych częściach kraju. Cel jest jasny: wywołać strach. Ale efekty były odwrotne. To tylko wzmocniło naszą determinację.
Wymowna była odpowiedź premiera. Zamiast posłuchać protestujących nazwał ich agentami Grecji, Iranu, Rosji – wszystkim, tylko nie zwykłymi Albańczykami, broniącymi swojego kraju. Premier nadal obraża protestujących, także w międzynarodowych mediach. Wybrał sobie poszczególne osoby na cel publicznych ataków i procesów toczonych w mediach. To niezwykłe widzieć premiera zajmującego się atakowaniem pojedynczych obywateli, zamiast odnieść się do obaw całego ruchu.
Te ataki tylko wzmogły gniew. Ludzie rozpoznają tę retorykę. Jest stara, zużyta i nie ma związku z rzeczywistością.
Jakie są główne żądania protestujących?
Nasze żądania są ze sobą głęboko połączone. Chcemy zniesienia trzech niszczycielskich ustaw, wycofania się z całego tego projektu i ustąpienia osób odpowiedzialnych za jego forsowanie.
Te żądania nie dotyczą tylko środowiska naturalnego. Chodzi także o korupcję, przestrzeń publiczną, demokrację, służbę zdrowia, edukację i sprawiedliwość społeczną.
Niesprawiedliwość w jednej sprawie w końcu staje się powszechna. Gdy publiczna ziemia jest rozkradana, prawo przepisywane pod prywatny biznes, a obywatele tracą swój głos, dotknięte jest tym całe społeczeństwo.
Jakiej Albanii chcecie?
Chcemy Albanii, w której ludzie mogą wieść normalne życie. W której przestrzeń publiczna należy do wszystkich. Gdzie obszary chronione są naprawdę chronione, nie tylko dla nas, ale także dla przyszłych pokoleń. Gdzie ludzie mogą korzystać z własnej linii brzegowej, bez barier i wykluczenia.
Chcemy szkół, w których dzieci mogą się bezpiecznie uczyć, szpitali, w których jesteśmy porządnie leczeni, solidnego transportu publicznego, bieżącej wody i elektryczności. Albania jest krajem naturalnie pięknym i bogatym w surowce. Nie ma powodu, by obywatelom odmawiano godnego życia.
Dlatego codziennie protestujemy. Nie dlatego, że zrezygnowaliśmy z tego kraju – tylko dlatego, że odmawiamy rezygnacji.
Czy myślisz, że czasy Ediego Ramy się kończą? Co będzie dalej?
Wiemy, że demokracja nie tworzy się z dnia na dzień, ani nawet w ciągu miesiąca czy roku.
Próbujemy zrobić pierwszy krok w kierunku zakończenia systemu politycznego, który się wyczerpał. I zastąpienia go ludźmi, którzy naprawdę zatroszczą się o przyszłość tego kraju.
To nie będzie łatwe, ale nie jest niemożliwe. Dlatego pojawiamy się na ulicach każdego dnia. Jesteśmy bardzo zdeterminowani i doprowadzimy to do końca.
Jak odwrócicie lata prywatyzacji i niszczenia środowiska naturalnego?
Pierwszy krok to powstrzymać te destrukcyjne projekty, zanim wyrządzone zostanie więcej szkód.
Z lepszym prawem, działającymi instytucjami i niezależnym wymiarem sprawiedliwości, wiele rzeczy można z biegiem czasu skorygować. Szkody, które wyrządzono naszej linii brzegowej, miastom i dziedzictwu naturalnemu, są ogromne. Ale nadal jest czas na odzyskanie przestrzeni publicznej i oddanie jej ludziom.
Czy nie obawiasz się, że zmienią się tylko twarze, a stary system pozostanie?
Ludzie dziś są znacznie bardziej świadomi, niż byli dekadę temu. Albańczycy coraz chętniej mobilizują się wokół spraw publicznych. Ta świadomość obywatelska to nasza najlepsza gwarancja, że zmiany nie będą tylko kosmetyczne. Im lepiej społeczeństwo się zorganizuje, tym trudniej będzie jakiemukolwiek przyszłemu rządowi wrócić do tych niszczycielskich praktyk.
Czy myślisz, że ludzi obchodzi przyroda?
Bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Oczywiście, wielu Albańczyków walczy o podstawowe przetrwanie ekonomiczne. A gdy ludzie muszą martwić się o to, jak nakarmić swoje rodziny, sprawy środowiska wydają się drugorzędne. Ale świadomość ogromnie wzrosła w ostatnich latach. Ludzie coraz lepiej rozumieją, że zniszczenie środowiska naturalnego nie jest czymś oddzielnym od ich codziennego życia.
To, co jest w tym ruchu piękne, to że ludzie łączą swoje problemy społeczne i ekonomiczne z tymi środowiskowymi. Rozumieją, że ziemia nie należy tylko do nas, ale także do przyszłych pokoleń.
Po latach dyktatury wielu ludzi wyrobiło sobie skomplikowany stosunek do przestrzeni publicznej. Dziś wreszcie grzebiemy tę mentalność i rozumiemy, że broniąc tego, co należy do nas, bronimy także samych siebie.
Czy protestujący są w stanie wymusić zmianę, jeśli Edi Rama pozostanie u władzy?
Jestem świadoma, że ten premier, jak wielu polityków przed nim, jest ściśle powiązany z interesami oligarchów, którzy przejęli nasze instytucje publiczne i przez lata eksploatowali zasoby państwa. Jednocześnie nieustępliwość protestów i rosnąca presja ze strony członków Parlamentu Europejskiego i innych międzynarodowych aktorów tworzą nową rzeczywistość, od której Rama nie będzie w stanie uciekać w nieskończoność.
Nie żądamy tylko jego ustąpienia. Żądamy odpowiedzialności. Chcemy, by zarówno on, jak i lider opozycji Sali Berisha odpowiedzieli za zniszczenia, korupcję i nadużycia, które przez dekady kształtowały polityczne życie Albanii.
Jeden z najpopularniejszych sloganów na tych protestach to „RnB & BnB” – „Rama w więzieniu, Berisha w więzieniu”. Bo dla nas problemem nie jest tylko jeden człowiek. Problemem jest cała klasa polityczna, która zdecydowanie zbyt długo trzyma Albanię jako zakładnika.
Rama wie, że gdy straci władzę, spotka się z konsekwencjami swoich czynów. Dlatego robi wszystko, co możliwe, by pozostać na urzędzie. Ale to da mu tylko opóźnienie, nie ucieczkę.
Jak długo będziecie walczyć?
Do końca.
Nie tylko do utraty władzy przez Ramę, bo to nie jest walka o usunięcie jednego polityka. To długofalowa walka o demokrację, odpowiedzialność i godność. Będziemy kontynuować opór przeciwko niesprawiedliwości wszędzie tam, gdzie ją dostrzeżemy. Demokracja nie jest czymś, co można wygrać raz, tylko czymś, czego bronisz każdego dnia.
**
Fatma Paja – artystka wizualna i aktywistka, pochodząca z albańskiego Belsh. Za pośrednictwem sztuki wyraża sprzeciw wobec korupcji, niesprawiedliwości i niszczenia albańskiej natury.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!