Internet to ściek, owszem, ale przecież pomiędzy ludźmi jest dobrze, nie? Na przestrzeni ostatnich miesięcy tak z grubsza reaguje na moje próby rozmowy o nastrojach antyukraińskich w Polsce zaprzyjaźniona bańka lewicowo-liberalna. Z reguły nawet to nie ja zaczynam rozmowę, tylko mnie pytają: Oleno, a czy Ukraińcy w Polsce spotykają się z realnym (czytaj – offline’owym, bo wiadomo, online nie boli) hejtem? Zaczynam wtedy tłumaczyć, że to zależy: jacy Ukraińcy, kto co uznaje za hejt, jak często ma kontakt z Polakami w ogóle?
A potem przywołuję tylko przypadki osobiście doświadczone przeze mnie lub takie, których byłam naoczną świadkinią na przestrzeni miesięcy następujących po wecie Nawrockiego dla ustawy o pomocy osobom z Ukrainy.
Pani wyzywana na przystanku, bo zwróciła Polakowi uwagę, że tu nie wolno palić; chłopaki w supermarkecie, którzy gadali miedzy sobą, rozkładając towar, słyszący od luksusowo ubranej pani po pięćdziesiątce, że mają „spierdalać na Ukrainę”; wywracanie oczami i demonstracyjne westchnienia, gdy rozmawiam po ukraińsku na przystanku przez komórkę; synek bawiący się w piaskownicy z dziewczynką, której tata usłyszał mój akcent i zabrał córkę z odpowiednim komentarzem, tak bym usłyszała, dlaczego jego dziecko nie będzie się paprać w piasku z moim.
Albo jak w wydziale spraw cudzoziemców na Marszałkowskiej rzucili we mnie papierami w twarz, bo inspektorowi nie spodobało się, jak zostało zrobione ksero. Jak w autobusie nietrzeźwy gość zapowiadał kontrolę dokumentów wszystkich pasażerów, bo „za dużo w tym mieście Ukraińców, trzeba sprawdzić, czy autobus nie jest zapchany przypadkiem akurat przez nich”.
Nie oczekuję przeprosin czy użalania się nad moralną kondycją Polski. Nie moi rozmówcy kogoś skrzywdzili, moralna kondycja Polski nie jest lepsza czy gorsza niż innych krajów zachodnich. Ale oczekuję uznania, że istnieje problem – przyzwolenia na nieskrępowane wyrażenie niechęci do Ukraińców w przestrzeni publicznej.
Co pokazują rozmowy z wdzięcznymi Ukraińcami
Żeby nie było, czasem to uznanie dostaję. Ale częściej w odpowiedzi słyszę garść historii o kuzynce i o tym, jak jej nabluzgali na dworcu Wiktoria, o dzieciach, które mają ukraińską przyjaciółkę i największy hicior – że przecież w Ukrainie jest jeszcze gorzej, przyznaj to, Olena.
Nie uniwersalizuję swojego doświadczenia. Wierzę, że są osoby, które od lat mieszkają w Polsce, i nigdy nie spotkała ich przykra sytuacja z powodu kraju urodzenia (wywiady z takimi osobami stają się dla prawicy doskonałą okazją, by powiedzieć, że właśnie takich cichych i wdzięcznych migrantów lubimy, i że wystarczy nie „zakładać zbyt krótkiej spódnicy”, a nic złego cię nie spotka).
Jednak badania, które wraz z prof. Przemysławem Sadurą przeprowadziliśmy na przełomie kwietnia i maja niestety pokazują, że nawet zupełnie zapominając o Internecie, z wyzwiskami, nieżyczliwymi uwagami z powodu akcentu, odmowami wynajęcia mieszkania, agresją fizyczną, bullyingiem wobec dzieci, chamstwem ze strony Straży Granicznej czy urzędników odpowiedzialnych za legalizację pobytu spotykają się niestety nie tylko pyskate dziennikarki, ale też pracownicy Biedronki, menedżerowie korporacji, osoby pracujące w fabryce i w trzecim sektorze.
Tak, policja nie notuje wysokiej liczby przestępstw, w których ofiarą przemocy zostali Ukraińcy. Wiemy, że w Internecie rządzą trolle i antagonizujące treści. Ale smutna prawda jest taka, że spotkania z wyrażaną przez Polaków niechęcią w przestrzeni pozacyfrowej wśród Ukraińców w Polsce jest doświadczeniem prawie powszechnym.
I nie, nie jest tak, że ludzie obnoszą się z raz napotkaną krzywdą – trójka moich rozmówców w trakcie badań o najbardziej przykrych doświadczeniach opowiedziała, gdy już wyłączyłam dyktafon. Tylko jedna osoba się zgodziła, żeby dodać jej opowieść off the record do transkryptu wywiadu. Reszta nie chciała wyjść na niewdzięcznych wobec Polaków.
Nie oznacza to też, że każde wyjście Ukraińca na dwór staje się z automatu doświadczeniem patologicznym, ale częstotliwość zajść o podłożu ksenofobicznym niepokojąco rośnie. I zaprzeczanie jej w stylu „to przecież słowa, a nie bicie, nie pogrom” w żaden sposób nie pomaga rozładować atmosfery.
Polacy nie czują drive’u z 2022 r.
Znamienne, że pytani o to, w jakim momencie stosunek Polaków do Ukraińców zaczął się pogarszać, rozmówcy wskazali wiosnę 2025 r. i kampanię prezydencką, w której jednym z głównych tematów zostało odebranie ukraińskim uchodźcom świadczenia rodzinnego 800 plus, a także towarzyszącą temu „debatę” o roszczeniowych i niewdzięcznych przybyszach.
A przecież wiemy, że sondaże CBOS zaczęły topnieć już latem-jesienią 2023, Polacy już wcześniej nie czuli drive’u takiego, jak w 2022 r. Dlaczego więc Ukraińcy zauważyli zmianę dopiero w 2025? Otóż dlatego, że kampania prezydencka oraz wypowiedzi Nawrockiego i Trzaskowskiego same w sobie nie stworzyły jakiejś stabilnej większości antyukraińskiej. Dały za to przyzwolenie na manifestację swojej niechęci tym, dla kogo Ukraińcy to wróg klasowy (odbierze nam środki państwowe i „socjal”) i narodowy (pamiętamy Wołyń, hajdamaków i Chmielnickiego).
Jedna sprawa to powkurzać się na ukraińskich migrantów z kolegami na kuchni czy w szatni na siłowni, ale dać wyraz swojej nienawiści w autobusie, na przystanku, w miejscu pracy – to już coś zupełnie innego.
Napaść na ukraińską nastolatkę w Bielsku-Białej dlatego wywołała prawie powszechne oburzenie (prawie, bo i teraz są ci, którzy spekulują, że dziewczyna z koleżankami mogła sama sprowokować dorosłego chłopa), bo nareszcie mamy ofiarę doskonałą. Dziecko, płci żeńskiej, jasne włosy, niebieskie oczy. Ona na pewno nie zasłużyła. To już na 100 proc. nie jest normalne. A jak wyzywani są dorośli, szczególnie mężczyźni – to przecież nie pobili ich, co? Nie ma co roztrząsać.
Znajoma z Charkowa w tym samym dniu, w którym doszło do owego zajścia w autobusie, relacjonowała: sąsiedzi-Polacy, wraz ze znajomym Ukraińcem, urządzili imprezę tak głośną, że nie dawali spać ani jej, ani trójce dzieci. Gdy poszła prosić o zachowanie ciszy nocnej, usłyszała: jak zadzwonisz na policję, powiemy, że przed chwilą publicznie pochwalałaś Banderę, więc wezmą cię i deportują, i kto będzie poszkodowany?
To nie politycy, tylko zwykli mieszkańcy blokowiska zręcznie powiązali politykę historyczną z polityką migracyjną. Że deportacje są lekiem na wszystko – to już wiedza powszechna.
Czy jesteśmy gotowi na uznanie problemu?
Niemniejszą irytację niż zastraszanie migrantów ze strony osiedlowych chuliganów i zaprzeczanie problemu ze strony znajomych z mediów, akademii i korpo wywołuje we mnie stanowisko ukraińskich liderów opinii: o matko, ci Polacy, za chwilę będzie pogrom, ratuj się kto może! Jest to fałszywa troska, której celem nie jest realne zadbanie o warunki życia rodaków, tylko próba udowodnienia w perfidny sposób, że ataki na ukraińskich migrantów i uchodźców są świadectwem braku racji w polskiej polityce pamięci. Kolejni wybitni teoretycy polityki historyczno-migracyjnej się znaleźli.
Dobrze, że w Bielsku-Białej zareagował kierowca. Przedsiębiorstwo transportowe komunikuje to, co wie o wydarzeniu, szybko i uczciwie. Policja aresztowała napastnika. Byłoby jednak przykre, gdybyśmy zachęceni własnym sukcesem poprzestali na zadowolonej konstatacji, że wszystko działa prawidłowo.
Coraz częściej w poważnych analizach da się spotkać twierdzenie, że głównym źródłem nastrojów antyukraińskich w Polsce jest polityka Zełenskiego. Owszem, „bohaterowie UPA” ukraińskiej diasporze w Polsce na pewno nie pomagają. Ale to nie Zełenski wrzucił temat o życiu z socjalu, to nie ukraińscy politycy zmuszają szkoły do ignorowania bullyingu na ukraińskich dzieciach, a Straż Graniczna na wschodniej ścianie zachowywała się poniżej standardów na długo przed tym, jak Juszczenko nadał Banderze status bohatera Ukrainy.
Tylko uznanie systemowego problemu – nie tyle masowych nastrojów antyukraińskich, ile powszechnego przyzwolenia na demonstrację niechęci wobec Ukraińców – pomoże poczynić kroki ku zmianie tej sytuacji.







!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)


Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!