Pani Maria (imię zmienione) ma 77 lat, mieszka w Warszawie. Przez lata była urzędniczką w jednej z dużych instytucji. Nie brakowało jej znajomych i przyjaciół. Bywała w kinie, teatrze, kawiarni. Gdy przeszła na emeryturę, kontakty się urwały. – Miałam dwie koleżanki, które czasami mnie odwiedzały, ale odeszły. Dopóki żył mój mąż, miałam z kim porozmawiać, komu ugotować. A dziś? Jestem sama jak palec. Córka mieszka za granicą z dziećmi, jest bardzo zajęta. Wiem, że ma swoje życie, nie chcę się jej narzucać. Czasami do mnie dzwoni, ale na krótko, bo gdzieś musi pędzić – opowiada pani Maria i pokazuje mi zdjęcie jedynaczki.
Nie powiedziała córce, gdy miała problemy finansowe i brakowało jej na leki, oszczędzała na jedzeniu i musiała wybierać, czy kupić chleb, ziemniaki czy kawę, którą uwielbia. Dziś jest nieco lepiej, bo dostała podwyżkę emerytury.
– Samotność? Oknem na świat jest dla mnie telewizor. Mam problemy z nogami, rzadko wychodzę. Na szczęście mam windę, więc nie jestem „więźniem trzeciego piętra”. Ale nie chce mi się ubierać, całymi dniami chodzę w szlafroku. Kiedyś było to dla mnie nie do pomyślenia. Prawie nie gotuję. Towarzyszy mi kotka Pola i z nią codziennie rozmawiam – opowiada moja rozmówczyni. Coraz częściej zdarza jej się nie wziąć leków. – Zapominam, bo w samotności wszystko staje się mało ważne. Ostatnio zorientowałam się, że dwa tygodnie nie myłam głowy. Samotność w starości jest jak ropiejąca rana, która nie chce się zagoić – dodaje pani Maria.
W 2016 roku co dziesiąty Polak doświadczał samotności. W pandemii ten wskaźnik wzrósł do ponad 25 procent. Dziś jest lepiej niż wtedy, gdy byliśmy zamknięci w domach, ale problem nie zniknął. Przed rokiem swoje badania opublikował Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu. Do doświadczenia izolacji społecznej przyznało się 23 procent uczestników badania. Szczególnie samotni czują się m.in. polscy seniorzy.
Społeczeństwo się starzeje – jedni (najczęściej mężczyźni) przedwcześnie umierają, drudzy (zwykle kobiety) zostają sami. W innych krajach dostrzeżono to już dawno. W Wielkiej Brytanii na początku 2018 roku powołano ministra do spraw samotności. Działania w kierunku niwelowania skutków tego zjawiska podjęły Finlandia, Dania czy Holandia.
Problem dostrzega też rząd Niemiec. W Nadrenii Północnej-Westfalii stworzono specjalny projekt hasłem „Ty + My = Jeden”. To kampanie uświadamiające i programy edukacyjne mające na celu lepsze zrozumienie przyczyn i skutków samotności oraz promowanie aktywności sportowej i wolontariatu, by wzmocnić kontakty społeczne.
Polski rząd nie dostrzega problemu
W Polsce nie ma strategii przeciwdziałania samotności czy programów, które miałyby ją niwelować. Nie ma nawet systemowego monitorowania problemu. A eksperci grzmią od dawna, że rosnąca samotność to większa liczba osób chorych, w tym cierpiących na depresję czy stany lękowe.
Jednym z naukowców, który zajmuje się tym tematem, jest psycholog prof. Łukasz Okruszek z Instytutu Psychologii PAN. Razem ze swoim zespołem od kilku lat bada zjawisko samotności w ramach trzech kolejnych grantów z Narodowego Centrum Nauki.
Badania prof. Okruszka dotyczą m.in. subiektywnego odczuwania samotności pomimo posiadania licznego grona znajomych i przyjaciół, oraz wpływu na nasze zdrowie.
– U osób z poczuciem samotności wzrasta ryzyko choroby wieńcowej, udaru i innych schorzeń. Osoby samotne mocniej i w sposób bardziej przewlekły reagują na wszelkie stresory społeczne i niespołeczne. Mają podwyższony kortyzol, wzmocnioną reakcję układu odpornościowego i co do zasady bardziej nerwowo reagują na różne sytuacje. Taka osoba może w ciągłym napięciu czekać na jakieś wydarzenie, którego się obawia, np. że dostanie zawału albo zemdleje w domu i nikt jej nie pomoże. Ta jej gotowość u osób samotnych jest dużo większa niż u innych – tłumaczy prof. Okruszek.
Psycholog wraz z zespołem bada, jak pomóc osobom samotnym, by samotność ich nie wyniszczała. – Badamy m.in. tak zwaną aktywność przywspółczulną, związaną ze stanem, kiedy dane zagrożenie mija i nasz organizm próbuje wrócić do równowagi. Sprawdzamy, na ile ludzie samotni są w stanie odbudować swoje mechanizmy relaksacyjne, zdolność odpoczywania, spokojnego funkcjonowania. Próbujemy ustalić, co może im w tym pomóc.
Profesor od dawna próbuje przekonać przedstawicieli władzy, że problem z samotnością jest poważny i sam nie zniknie. Tłumaczy, że przekłada się to na nasze zdrowie, w tym zdrowie psychiczne, ale też na pieniądze, a szerzej – na gospodarkę.
Przykładowo The New Economic Foundation już w 2017 roku oszacowała, że samotność kosztuje brytyjską gospodarkę i pracodawców ok. 2,5 miliarda funtów rocznie. To choćby koszty nieobecności pracowników, którzy opiekują się bliskimi czy sami w związku z samotnością chorują np. na depresję, stany lękowe, mają problemy z sercem. Część bierze z tego powodu bezpłatne urlopy. To również koszty wynikających z samotności wizyt u lekarza bądź psychologa czy koszty leczenia chorób, które są następstwem izolacji w domu. Profilaktyka byłaby tańsza.
Tymczasem Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego ogłosiło rok 2026 Rokiem Popularyzacji Wiedzy – może to dobry moment na podjęcie działania? – Najwyższy czas, by zacząć wyciągać konstruktywne wnioski z badań. Ale póki co zmierzamy do tego, by być jednym z ostatnich krajów Unii Europejskiej, który podejmie systemowe działania, by przeciwdziałać kryzysowi samotności – wzdycha prof. Okruszek.
„Tu nie chodzi nawet o terapię, ale o zwykłą ludzką rozmowę”
Polska nie ma na dziś systemowej strategii rozwiązania problemu samotności, ale dostrzegają go już niektóre samorządy. Wchodzą we współpracę z fundacjami czy stowarzyszeniami, by osobom samotnym pomóc. Takie przykłady znajdziemy m.in. na Lubelszczyźnie, gdzie z pieniędzy unijnych realizowane są projekty dotyczące wsparcia dla seniorów.
Damian Gurba jest psychologiem. W ramach projektów odwiedza osoby starsze w małych miasteczkach i na wsiach. To, do kogo ma pojechać, wskazują mu ośrodki pomocy społecznej.
– Tu nawet nie chodzi o terapię, ale o zwykłą ludzką rozmowę. Część seniorów nie ma już nikogo. Są i tacy, którzy mają syna, córkę, brata, siostrę, a mimo to są bardzo samotni. Często słyszę, jak ich usprawiedliwiają: „A, bo syn to nie ma czasu, jest taki zapracowany. Nie jestem na niego zła”. Ale potem w naszej rozmowie wychodzi, że tęsknią, że bardzo im brakuje rozmowy z najbliższymi, że nie do końca rozumieją, dlaczego tak jest – mówi Gurba.
W trakcie rozmów z osobami starszymi widzi ich bezradność i poczucie osamotnienia. – Część zapada się w sobie. Odcinają się od świata, nie potrafią się w nim odnaleźć.
Osoby samotne na początku często nie chcą wsparcia, bo kontakt z psychologiem odbierają jako symptom nieradzenia sobie w życiu. A do tego nie chcą się przyznać. – Wtedy tłumaczę, że pomoc psychologiczna to nie tylko odpowiedź na kryzys czy diagnoza, ale także zwykłe wsparcie, rozmowa, nauka lepszego radzenia sobie z trudnymi momentami.
Potrzebne jest zaangażowanie państwa, ale też społeczeństwa
Są też seniorzy, którzy czekają na psychologa. Nierzadko z herbatą, kawą, ciastem. – To świadczy o tym, jak ważne są dla nich moje wizyty. Pamiętam panią, która ciągle mówiła, że boi się o swoją sąsiadkę, która od czasu do czasu ją odwiedzała. Żeby nie umarła, bo wtedy już nikt do niej nie zajrzy – wspomina Damian Gurba.
O czym rozmawiają? O ciekawym serialu w telewizji, o gotowaniu, o przeszłości, o wizycie u lekarza. – Dużo jest też rozmów o samotności. Mówią, że nie wiedzą jak to się stało, że nagle nie mają z kim pogadać, bo kiedyś było wokół nich mnóstwo ludzi – opowiada pycholog.
Czasem w trakcie rozmowy pan Damian widzi, że senior ma myśli rezygacyjne, samobójcze. – System nie jest na to przygotowany. Nie mamy protokołów postępowania. Zdarza się, że zgłaszam to np. do ośrodka pomocy społecznej, do gminy, a tam próbuje się to bagatelizować. Słyszę np. „Poczekajmy, może minie”.
Dr Halszka Witkowska jest suicydolożką i prezeską Fundacji „Życie warte jest rozmowy”. Stworzyła i koordynuje stronę Zwjr.pl, na której wsparcia szukają osoby w kryzysie zdrowia psychicznego, z myślami samobójczymi oraz ich bliscy. Ekspertka nie ma wątpliwości, że samotność jest jedną z głównych przyczyn samobójstw osób starszych.
– W ostatnich latach sporo się mówi o problemach dzieci i młodzieży. Tymczasem z danych Komendy Głównej Policji wynika, że w 2025 roku samobójstw w tej grupie było 161, a wśród seniorów powyżej 65 roku życia aż 943. A ta liczba jest na pewno niedoszacowana, bo część zgonów to tzw. samobójstwa po cichu, gdy ktoś odmawia jedzenia czy przyjmowania leków. Albo leki chowa, odkłada na półkę – mówi dr Witkowska. Dodaje, że seniorzy to jedyna grupa wiekowa, w której jest więcej samobójstw niż prób samobójczych.
Witkowska czytała wiele listów pożegnalnych napisanych przez osoby starsze. – Seniorzy piszą: „nikogo nie wińcie”. Często wskazują na ogromny ból, którego doświadczali, nie tylko fizyczny. Podkreślają, że nie chcą być dla nikogo ciężarem czy że są już „nikomu niepotrzebni”. Moment wdowieństwa jest szczególny, bo jeżeli spędziłaś z kimś 30 czy 40 lat i ta osoba umiera, a ty z dnia na dzień zostajesz sam czy sama w pustym domu, to wszystkiego ci się odechciewa. Gdy nie masz rodziny, każdy dzień wygląda tak samo: tabletki, telewizja, podsmażenie ziemniaków z wczoraj, sen – i tak w kółko.
Suicydolożka wskazuje też na zmiany w kulturze sąsiedzkiej. – Mieszkając w bloku zwykle nie interesujemy się tym, co słychać u sąsiada. Kiedyś było inaczej, obecnie raczej nie zapukamy do kogoś, kto mieszka obok, do pani Stasi czy Jadwigi, by zapytać, czy wziął leki albo czy nie potrzebuje jakichś zakupów.
Co z tym zrobić? – Potrzebne są działania systemowe. Zaangażowanie państwa, ale też społeczeństwa, nas wszystkich – mówi Witkowska.
– Senior dużo czasu spędza u lekarza, dlatego lekarze muszą wiedzieć, jak z takim pacjentem rozmawiać i jak działać, gdy słyszą, że ten nie widzi już sensu życia. Drugi krok to szkolenia dla farmaceutów, bo ci widzą, co seniorzy kupują i w jakich ilościach. Trzeba ich nauczyć reagować. Żeby rozmawiali z osobami starszymi np. wtedy, gdy zauważą, że senior kupuje leki, których przedawkowanie grozi śmiercią. W trakcie takiej rozmowy farmaceuta może usłyszeć, że osoba ma myśli rezygnacyjne i stąd takie zakupy. Wtedy mógłby podjąć interwencję. Trzecia kwestia obejmuje podejście społeczne, czyli m.in. Telefon Pogadania. Potrzeba specjalnych numerów, na które senior może zadzwonić i po prostu z kimś porozmawiać, a w razie czego zostaje od razu połączony ze specjalistą suicydologiem. Taki projekt już funkcjonuje, stworzyli go wolontariusze i wolontariuszki w czasie pandemii, ale to za mało w stosunku do zapotrzebowania. Pracujemy nad tym, by uruchomić coś podobnego.
Ekspertka wskazuje na jeszcze jeden problem.
– Mamy coraz starsze społeczeństwo, a o starości prawie w ogóle nie rozmawiamy. A ja uważam, że o starości trzeba rozmawiać od dziecka. Profilaktyka zaczyna się właśnie wtedy. Chodzi nie tylko o rozmowę, ale też o budowanie sieci wsparcia i małych wspólnot, angażowanie młodych w życie starszych osób, które mieszkają obok. Takich programów w Polsce nie ma.
Co państwo mogłoby zrobić, by ograniczyć problem samotności?
Prof. Łukasz Okruszek twierdzi, że pierwszym krokiem powinno być dokładne zbadanie, których grup problem dotyka najbardziej, i skierowanie do nich konkretnych działań.
– W Stanach Zjednoczonych jeszcze za prezydentury Joe Bidena dostrzeżono problem samotności. W rządowym dokumencie zapisano m.in. tworzenie przestrzeni do działań wspólnych i międzypokoleniowych. Same ławki w parku to za mało, choć oczywiście też są ważne. Potrzebne są również większe nakłady na wsparcie osób starszych w ich środowisku – mówi psycholog.
Jak dodaje, także Unia Europejska zaczyna dostrzegać skalę problemu. Powstał m.in. projekt Lonely EU, realizowany przez międzynarodowy zespół naukowców, w tym badaczy z Uniwersytetu SWPS, przy wsparciu Światowej Organizacji Zdrowia. Celem projektu jest przygotowanie rekomendacji dla polityków dotyczących ograniczania samotności oraz stworzenie narzędzi do jej pomiaru i monitorowania.







!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)


Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!