Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Ukraińcy mówią po polsku. Ale nie mają polskich przyjaciół

Znają język, pracują, płacą podatki. A jednak wielu Ukraińców po kilku latach życia w Polsce nadal nie ma ani jednego polskiego przyjaciela.

ObserwujObserwujesz
Portrait of a woman with curly blonde hair wearing a black top, looking to the right, against a bright yellow background.
Kontekst

📊 Instytut Krytyki Politycznej opublikował właśnie raport „Nie jesteśmy w domu”. Ukraińscy migranci i uchodźcy o relacjach z Polakami. Jego autorami są Olena Babakova i Przemysław Sadura.

🔄 Badaczki i badacze odwrócili perspektywę: zamiast pytać Polki i Polaków o stosunek do Ukrainy, zapytali Ukraińców o ich relacje z polskim społeczeństwem i państwem.

📖 Olena Babakova pokazuje, że Ukraińcy w Polsce są dobrze zintegrowani z rynkiem pracy, ale dużo słabiej ze społeczeństwem – pracują, uczą się języka i płacą podatki, a mimo to często nie mają polskich przyjaciół.

🔎 Publikujemy skróconą wersję jednego z rozdziałów. Pełen tekst raportu przeczytasz tutaj.

2
Walka
Serce

2

Ukraińcy dobrze odnaleźli się na polskim rynku pracy, ale dużo gorzej w polskim społeczeństwie. To najważniejszy wniosek z naszych wywiadów. Rozmówcy opowiadają o pracy niemal bez przerwy. To ona daje im utrzymanie, poczucie sprawczości i argument przeciw stereotypowi „roszczeniowego uchodźcy”. Jednocześnie wielu z nich przyznaje, że mimo lat spędzonych w Polsce nie ma polskich przyjaciół. Żyją obok Polaków, a nie z nimi.

Nie jest to nowe zjawisko. Polski rynek pracy od lat dobrze sobie radzi z włączaniem migrantów, a polskie państwo nie zaproponowało jasnych ścieżek włączenia społecznego. Rozdźwięk między łatwością wejścia na rynek pracy a trudnością wejścia w społeczeństwo jest jednym z najtrwalszych rysów ukraińskiej obecności w Polsce, a obecne ochłodzenie atmosfery tylko go pogłębia.

Ukraińcy lepiej zintegrowani w Polsce częściej spotykają się z przejawami nastrojów antyukraińskich, bo mają więcej interakcji społecznych i łatwiej mogą name and shame – rozpoznać i nazwać napotkane przeżycia; natomiast szczególnie uchodźcy wojenni częściej zamykają się w swojej rodzinie, w swoich bańkach, wybierając podejście eskapistyczne wobec polskiej polityki i społeczeństwa.

Czytaj także Sum a sprawa polska. Jak rząd Tuska zrobił z deportacji spektakl i surfuje na nastrojach antymigranckich Olena Babakova

Praca zamiast życia

Dla uchodźców przybyłych po 2022 roku praca stanowiła najpierw kwestię przetrwania, a dopiero potem podstawę tożsamości. Rozmówcy wielokrotnie obalali mit hojnego socjalu, wskazując, że w Polsce po prostu nie ma z czego żyć bez pracy.

42-letnia pracownica magazynu z Charkowa opowiadała: „Żadnej pomocy tutaj nie ma; jeśli w Niemczech czy Holandii są świadczenia [dla migrantów], to tutaj ich nie ma – trzeba radzić sobie samemu” (Wywiad #7). 28-letni programista z Chersonia, w Polsce od dekady, dodaje: „Gdy Polacy mówią o świadczeniach socjalnych, chyba nie wiedzą, że takich świadczeń nie ma, jak w Niemczech Bürgergeld” (Wywiad #2). Z kolei 39-latka pochodząca z Winnicy, już polska obywatelka, kwituje wysokość świadczenia 800+, dostęp, do którego w przypadku ukraińskich uchodźców w październiku 2025 został uwarunkowany oskładkowaną pracą w Polsce, z goryczą: „Za te pieniądze [jeżeli nic więcej nie zarabiasz] można tylko umrzeć, a nie jakoś normalnie przeżyć” (Wywiad #3).

Więc poza emerytami pracują prawie wszyscy. By jakoś sobie radzić.

Ceną tego radzenia sobie jest często deklasacja zawodowa. 48-letnia nauczycielka biologii i chemii oraz pracowniczka socjalna, która z Żytomierza uciekła przed wojną pełnoskalową, trafiła do produkcji opakowań z tektury. Najpierw kurczowo trzymała się możliwości pracy zdalnej dla ukraińskiego pracodawcy, nie godziła się na zmianę roli społecznej:

Starałam się za wszelką cenę pozostać zatrudniona [w Ukrainie]. Nie interesowało mnie wynagrodzenie, zależało mi na stażu pracy. Aż zrozumiałam, że nie udzielam już kwalifikowanej pomocy, jaką powinnam. Dlatego odeszłam. […] Zaczęłam pracować przy sprzątaniu. To, że jest to fizycznie ciężkie, to jedna sprawa. Ale w jednym z mieszkań zobaczyłam w pokoju dziecięcym takie same książki, które stoją w pokoju dziecięcym mojego syna, w moim mieszkaniu. A ja tu sprzątam […] Odeszłam z tej pracy krótko po tym. (Wywiad #17)

Czytaj także Ukraińcy w Polsce stają się dla prawicy przedwojennymi Żydami Galopujący Major

Co ważne, rozmówczyni, która w końcu podjęła się pracy w fabryce, nie pozwalała, by sam fakt zatrudnienia przesłonił koszt, jaki ponosi – broniła godności, nazywając stratę wprost: „nie mam dobrze, bo mój dom nie jest tutaj; muszę zostawać na nadgodziny, żeby opłacić mieszkanie i życie tutaj; nie uważam, że to jest dobrze”. Z kolei 64-letnia emerytka, ale w Ukrainie jeszcze pracująca w biurze, opisała wymagania pracodawców wobec osób bez znajomości języka, które potrzebują wypłaty na już: „W Ukrainie nie jesteśmy przyzwyczajeni do pracy fizycznej po dwanaście godzin; dla kobiet takich jak ja [taka propozycja] była dość ciężka” (Wywiad #23). 43-letni słabowidzący uchodźca z Buczy zderza się z podwójną barierą – niepełnosprawności i narodowości:

Osobie z niepełnosprawnością praktycznie niemożliwe jest znalezienie czegoś innego. Tutaj nie mówią tego otwarcie, ale zawsze znajdzie się jakiś powód. Rekruterzy po rozmowie ze mną, będąc przy mnie, powiedzieli, że są w szoku [że ja szukam pracy w biurze] i muszą to omówić. (Wywiad #8)

Praca zgodna z kwalifikacjami okazuje się natomiast w dużej mierze przywilejem migracji sprzed 2022. Bycie absolwentem polskiej uczelni to także znaczące wsparcie w poszukiwaniu pracy bardziej ambitnej. To wśród tych osób znajdujemy trajektorie awansu: urodzona w Kijowie 38-letnia rozmówczyni #15, mieszkająca w Polsce od 16 lat, pracująca w dziale rozwoju biznesu firmy farmaceutycznej; 50-letni respondent #11, pochodzący ze Lwowa, ale od ponad dwóch dekad pracujący w Polsce przy różnych programach rozwojowych, w tym finansowanych przez Komisję Europejską; 40-letni rozmówca #1, z obwodu rówieńskiego, w Polsce od 2012 roku, jest politologiem.

O tym, kto pracuje zgodnie z kwalifikacjami, częściej decyduje moment przyjazdu niż wykształcenie. Migranci sprzed 2022 roku mieli czas zbudować pozycję zawodową. Uchodźcy zaczynali od przetrwania.

„Ja płacę w Polsce podatki”

Najsilniej, najbardziej emocjonalnie wybrzmiewającym wątkiem całego materiału badawczego były praca i podatki jako sposób obrony przed stygmatyzacją „biednych krewnych” i „roszczeniowych Ukraińców”. Zdanie „ja płacę w Polsce podatki” nierzadko padało jako element życiorysu, przez który rozmówcy tłumaczyli, dlaczego oceniają rzeczywistość tak, a nie inaczej.

W odpowiedzi na narrację o roszczeniowości i życiu z zasiłków respondenci sięgali po cztery powtarzalne argumenty.

Po pierwsze – podatek jako dowód osobisty, że nie jestem ciężarem.Rozmówczyni mieszkająca w Polsce od 2022, obecnie pracująca w fabryce, podkreślała swoją samowystarczalność finansową:

Od drugiego miesiąca pobytu pracuję oficjalnie, mam opłacane wszystkie składki, które nie są minimalne; nie oczekuję żadnej pomocy, samodzielnie zaspokajam wszystkie swoje potrzeby […] Mówią tak nawet o tych ośmiuset złotych [jako niezasłużonych]. Ale poczekaj chwilę – ja płacę podatki. To wy ułożyliście prawo tak, że ludzie je dostają. (Wywiad #17)

Z kolei 43-letni tłumacz postrzega sprawę przyznania pomocy rodzinnej 800+ prosto: „Dziecko chodzi do polskiej szkoły, a ja płacę podatki” (Wywiad #8).

Po drugie – wyliczanie wkładu, „wnosimy więcej, niż bierzemy”. Nawet rozmówcy, którzy deklarowali nieśledzenie polityki i polskiej debaty publicznej, sami sięgali po argument z badania Deloitte i UNHCR za 2024 rok, że Ukraińcy wnoszą do polskiego budżetu więcej, niż wynosi wycena pomocy dla nich na terenie Polski. Przy tych liczbach dotyczących PKB pojawiają się konkret i duma. Politolog, mieszkający od 13 lat w Polsce, zbudował z tego całą filozofię:

Uważam, że przynoszę korzyść Polsce. Obroniłem doktorat, rozwijam polską naukę, przyczyniłem się do polskiej demografii, bo moje dziecko jest tutaj. Gdy organizujemy zbiórki [na rzecz Ukraińców], te pieniądze są ponownie opodatkowane i inwestowane. (Wywiad #1)

Respondentka urodzona w Odessie, pracownica organizacji migranckich, w Warszawie mieszkająca ponad dekadę, opierała swoją obronę na danych: „Ukraińscy uchodźcy [w Polsce] mają najwyższy odsetek pracujących we wszystkich krajach Europy; płacą podatki, które znacznie przewyższają świadczenia” (Wywiad #9).

Po trzecie – wśród Ukraińców silny jest etos samodzielności, odmowa roli proszącego.Najpełniej ujęła to uchodźczyni z Krzywego Rogu, mieszkająca w Warszawie od 2023, manikiurzystka pracująca na własny rachunek, odwracając całą logikę długu:

Nie zamierzam siedzieć i obwiniać systemu, narzekać czy cierpieć. To, że Polska wypłaca świadczenia, jest dla mnie ogromnym darem. To nie jest coś, co Polska jest mi winna. […] Nigdy nie spodziewałam się, że wszystko zostanie mi podane na tacy; sama chodziłam i dowiadywałam się. (Wywiad #22)

Zapowiedziała także swoją gotowość do rewanżu: „Gdyby naród polski potrzebował pomocy, Ukraińcy odpowiedzieliby tak samo dobrze, jak oni nam pomogli”. To nie jest wdzięczność petenta – to deklaracja równości i wzajemności.

Mimo że – jak pokazaliśmy wcześniej – Ukraińcy nie bardzo orientują się w szczegółach panujących w Polsce nastrojów, doskonale – jako ta słabsza, wrażliwsza strona – je wyczuwają. Polacy, jak wskazują już cytowane badania Ipsos, oceniają obcokrajowców według tego, co robią. O pozytywnym lub negatywnym stosunku decydują: „chęć do pracy” – 46 proc., „poszanowanie prawa” – 45 proc., „płacenie podatków” – 44 proc. – czyli dokładnie te same kategorie, którymi nasi rozmówcy bronią swojej godności. Chcą, żebyśmy pracowali. My pracujemy. Przynajmniej tutaj wszystko jest w porządku.

OK, na tym „Tinderze” miejscowi i migranci się dopasowują. Ale co poza tym?

Znajomi, nie przyjaciele

Ukraińscy migranci w Polsce są znakomicie przebadani pod względem ekonomicznym. Aktywność na rynku pracy, ile pieniędzy przeznaczają na wynajem, ile wysyłają do domu. Badań tłumaczących ich funkcjonowanie w polskim społeczeństwie jest zdecydowanie mniej. Marta Kindler, Agata Górny i Ewa Jaźwińska, na podstawie badań ankietowych i jakościowych z lat 2016–2017 wśród Ukraińców w Warszawie i okolicach, wykazały, że migranci posiadający realne więzi z Polakami stanowią mniejszość – choć znaczącą część badanej grupy.

Co znamienne, diagnoza tych badań pozostaje aktualna mimo radykalnej zmiany skali i charakteru ukraińskiej obecności. Oznacza to, że płytkość więzi społecznych nie jest cechą fali uchodźczej, lecz trwałą właściwością relacji polsko-ukraińskich, ukształtowaną przez brak polityki i infrastruktury migracyjnej. Nie chodzi nawet o relacje polsko-ukraińskie jako takie: badanie Ipsos z 2025 roku potwierdza, że kontakty Polaków z cudzoziemcami koncentrują się w sferze usługowo-publicznej (sklepy – 63%, ulice – 58%, praca – 44%), a przyjaźnie deklaruje zaledwie 5% obywateli Polski, więzi rodzinne – 3%.

Najmocniejszym świadectwem tego rozdźwięku pomiędzy rynkiem pracy a życiem towarzyskim stanowiły wypowiedzi jednego z respondentów – doktora, działacza NGO mieszkającego od 13 lat w Polsce – który sam diagnozuje u siebie problem:

Tak naprawdę nie mam Polaków, którym mógłbym zaufać. Ostatnio miałem refleksję, że mimo spędzenia tyle czasu w Polsce nie zintegrowałem się do końca. Żyję w takim małym, delikatnie mówiąc, getcie. (Wywiad #1)

W wywiadach powtarza się rozróżnienie między „znajomymi” a „przyjaciółmi”, definiowane przez to, czy można kogoś zaprosić do domu lub poprosić o pomoc. Znajomi, owszem, są, ale przyjaciół, jak mówią Ukraińcy, tu nie mają.

Inny rozmówca, 56-letni mężczyzna mieszkający w Polsce od 2022, mówił: „Mamy [w Polsce] znajomych, ale nie przyjaciół; prawdziwych przyjaciół nie ma” (Wywiad #25). Kolejna rozmówczyni, 27-latka, która do Polski przyjechała w 2022 roku, bo część jej rodziny już tu mieszkała, opowiadała: „Rozmawiamy w pracy [w fabryce], ale nie jesteśmy bezpośrednio przyjaciółmi” (Wywiad #19).

Inna respondentka, 43-letnia uchodźczyni pracująca zdalnie, mama dwójki dzieci, opisywała, że pracując z domu, mieszkając na strzeżonym osiedlu, ma tylko swoje „małe kółko”: „Nie miałam ani czasu, ani potrzeby większej komunikacji” (Wywiad #20). Z kolei 48-latka pracująca w fabryce, matka syna, który chodzi do polskiej szkoły, wyznała, że ma jedną przyjaciółkę Polkę z pracy, ale negowała potrzebę posiadania przyjaciół przy takim trybie życia – „mam dziecko, rodziców, siostrę”. Pojedyncze osoby świadomie szukają nowych znajomości, w tym przez aplikacje randkowe:

Kilka razy udało mi się pójść na randkę, byłam nawet w jednym związku. […] Ale głównie [w aplikacji] to tylko czasem do siebie piszemy […] Chociaż dobrze nauczyłam się polskiego [na kursach], nie zbudowałam tak bliskich więzi przyjacielskich z miejscowymi, żeby móc liczyć na przyjacielską pomoc. Z Polakami mam głównie small talk z emerytami, którzy podchodzą pochwalić mojego psa. (Wywiad #24)

Kontakt ze społeczeństwem jest więc zapośredniczony przez instytucje – pracę, szkołę dziecka, urząd, sklep – rzadko przez relacje osobiste. Tam, gdzie realne przyjaźnie istnieją, dotyczą niemal wyłącznie migrantów przedwojennych, i to raczej tych, którzy ukończyli studia w Polsce. Wśród uchodźców po 2022 roku takich relacji nie ma praktycznie wcale – a to ta grupa deklaruje mniej incydentów antyukraińskich i częściej mówi, że stosunek Polaków do Ukraińców się nie zmienił, był i pozostaje pozytywny. Wniosek nasuwa się sam – bo banalnie mają mniej okazji, by tej zmiany doświadczyć. Szczególnie osoby opiekujące się dziećmi żyją w schemacie dom–praca, a ponieważ dzieci mają szkołę/przedszkole – to i praca ma być jak najbliżej domu.

Co znamienne, problem dotyka również drugiego pokolenia. Jak to u dzieci, wyraźniej widać dylemat: tożsamość albo przyjaźń. 39-latka od dawna mieszkająca w Polsce, relacjonowała rozmowę z córką:

Mówię córce: „Nie wstyd być Ukrainką, wręcz przeciwnie”. A ona: „Aha, tylko nie w Polsce”. To mówi jedenastolatka. (Wywiad #3)

Wspomniana respondentka opisywała też szerszy proces wypierania ukraińskości u dzieci: „Mimo że bardzo się staram, język polski wypiera ukraiński; większość książek czytają po polsku, a po ukraińsku coraz mniej”. Asymilacja językowa, która z polskiej perspektywy jest uznawana za sukces, z perspektywy ukraińskiej rodziny jest cichą stratą – i kolejnym dowodem, że więź ze społeczeństwem przyjmującym często buduje się kosztem więzi z własną wspólnotą, nie obok niej.

Czytaj także Dlaczego Polska i Ukraina nie potrafią rozmawiać o Wołyniu? Oleksandra Iwaniuk

Ocena relacji społecznych i powstającego – lub nie – poczucia przynależności nie jest rzeczą błahą. Polski Instytut Ekonomiczny (PIE) w raporcie z 2025 roku wykazał, że o decyzji o pozostaniu w Polsce w znacznie większym stopniu decyduje wymiar tożsamościowy i przynależnościowy niż czysto ekonomiczny – ten pierwszy okazał się skorelowany z zamiarem pozostania w Polsce kilkukrotnie silniej. PIE zaproponował też typologię czterech segmentów ukraińskiej obecności (Goście, Podróżniczki, Przybysze, Osadnicy), w której trwale osiedleni, „Osadnicy”, stanowią zaledwie kilkanaście procent i są to głównie młodzi dorośli, którzy przeprowadzili się do Polski przed 2022. Natomiast integracja ekonomiczna nie gwarantuje ani więzi społecznych, ani decyzji o pozostaniu – bo o tej drugiej rozstrzyga poczucie przynależności, którego rynek pracy sam nie wytwarza.

Można by powiedzieć, że migranci mogliby wykazać się większą inicjatywą, bardziej zabiegać o znajomości wśród Polaków. Ale – jaka niespodzianka! – ci akurat uważają, że najlepsze kontakty z cudzoziemcami to kontakty w pracy.

Najbardziej chcą wyjechać ci, których Polska potrzebuje

Najważniejszy wniosek tego rozdziału jest kontrintuicyjny. To nie najsłabsi, pozbawieni zasiłków i najmniej zintegrowani najczęściej myślą o opuszczeniu Polski, lecz – przeciwnie – osoby o najwyższym kapitale i aspiracjach, te najlepiej usytuowane.

Wszyscy rozmówcy deklarujący realne przyjaźnie z Polakami to migranci przedwojenni; i to właśnie spośród nich rekrutują się ci, którzy rozważają dalszą emigrację na Zachód albo powrót do Ukrainy.

Rozmówca pochodzący ze Lwowa, ale mieszkający ponad 20 lat w Polsce, posiadający ukraińskie i polskie obywatelstwo i ustabilizowaną karierę na szczeblu managerskim, mówi:

Myślimy [wraz z rodziną], że może w ramach Unii Europejskiej moglibyśmy rozważyć migrację do innego kraju na zachód. Takie myśli się pojawiły. Nawet nasze dzieci nie miały nic przeciwko. (Wywiad #11)

Z kolei inna rozmówczyni, przebywająca kilkanaście lat w Polsce, pracująca w biznesie farmaceutycznym, deklaruje, że ostatnie zmiany prawa zupełnie jej nie dotknęły, ale zmiany nastrojów społecznych wpływają na jej życie:

Kiedyś miałam wyraźne pragnienie, by zostać w Polsce. Teraz, ze względu na te antyukraińskie nastroje, czuję niepewność. Poradziłabym [innym ukraińskim migrantom] teraz poszukać innego kraju. (Wywiad #15)

Znamienne, że w odpowiedzi na ostatnie pytanie ankiety: „Czy polecilibyście dziś Polskę innym Ukraińcom jako kraj do emigracji?”, „nie” odpowiadali głównie ci, którzy mieszkają tu ponad pięć lat, mają pewniejszy status pobytowy i większy lokalny kapitał społeczny.

Mechanizm jest zrozumiały: osoby o wysokich aspiracjach mają więcej transferowalnych kompetencji i alternatyw (możliwość legalnego pracowania w innych krajach UE, języki, mobilność zawodowa) i niższą tolerancję na poczucie bycia obywatelem drugiej kategorii. Ich rozważania, czy nie wyjechać z Polski, nie są podyktowane prawem – ich uprawnienia nie ucierpiały wskutek zmian w prawie; to atmosfera relacji polsko-ukraińskich podkopuje ich poczucie przynależności.

Dla Ukraińców dylemat „pozostać w Polsce czy nie” rozstrzyga wymiar tożsamościowy, a nastroje antyukraińskie – nawet jeżeli niedoświadczane często i/lub bezpośrednio – uderzają właśnie w tożsamość i poczucie bycia chcianym. I najbardziej chętni do wyjazdu są właśnie ci, których odejście Polskę kosztowałoby najwięcej. To oni też najczęściej odradzają emigrację do Polski innym Ukraińcom (8 na 25 respondentów powiedziało, że odradzają albo tylko warunkowo rekomendują przyjazd. Wśród nich 6 tych, którzy mieszkają w kraju 5+ lat):

Polska nie jest krajem, który polecam. Od 2022 roku rozmawiałem z wieloma Ukraińcami i polecałem im wyjazd do Francji lub Niemiec, a nie pozostawanie w Polsce, ponieważ obiektywnie Polska nie oferowała takiego wsparcia jak rządy niemiecki czy francuski. Dla dzieci lepsza jest edukacja w niemieckim systemie, który jest bardziej wrażliwy na kontekst międzykulturowy. Oni [którzy skorzystali z tej rady] nie żałują, dziękują mi za to. Polska jest kusząca, bo blisko Ukrainy. Polska jest nam mentalnie bliska, ale nie aż tak blisko. (Wywiad #11, mężczyzna, 50 lat, w Polsce od 1997)

Sytuacja w Polsce jest generalnie dobra. Uważam, że tutaj żyje się bezpiecznie, można dobrze zarabiać. Ale niestety antyukraińskie nastroje rosną z roku na rok. Może teraz Polska nie jest najlepszym krajem do przeprowadzki, zwłaszcza jeśli chodzi o przeprowadzkę z dziećmi. Niestety, przeniosło się to już do życia codziennego i jest to bardzo, bardzo przygnębiające. Dlatego właściwie poradziłabym teraz poszukać innego kraju. (Wywiad #15, kobieta, 38 lat, w Polsce od 2009)

Nie wiem, czy ja polecam Polskę, bo to nieprzyjazne [miejsce], bo dzieci w szkołach mają problemy, bullying, mobbing. Gdzieś dalej jechać. Tylko nie Polska. Tam na przykład Słowenia może być, szukać po prostu innego kraju. (Wywiad #16, kobieta, 46 lat, w Polsce od 2019)

Najsłabsi – jak cytowana przed chwilą respondentka, uchodźczyni i emerytka – wracają do Ukrainy z konieczności, bo odebrano im środki do życia. Najbardziej zasobni – jak jeden z respondentów, 28-letni informatyk od dekady mieszkający w Polsce, który rodakom radzi wprost: „nie polecam [przyjazdu do Polski], z powodu stosunku do Ukraińców” – rozważają wyjazd na Zachód z wyboru, bo stać ich na ten wybór. Pośrodku zostaje najliczniejsza grupa „zawieszonych”, dla których najtrafniejszym obrazem jest metafora jednej z rozmówczyń: puzzel, którego kawałki wymieszano z dwóch różnych układanek tak, że nie pasuje już ani tu, ani tam.

*

Realizacja badań, jak również wydanie raportu, zostało sfinansowane ze środków Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego, Fundacji Batorego w ramach programu Równych Praw oraz środków UE. Wyrażone poglądy i opinie są jedynie opiniami autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie grantodawców, Unii Europejskiej lub Komisji Europejskiej. Unia Europejska ani organy przyznające nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
2 komentarzy
2
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x