Przez ostatnich kilka dni Skopje żyło historią wilka, który zerwał się z łańcucha i plątał po osiedlach stolicy. O tym, że postawione na baczność zostały wszelkie służby, poinformował na Facebooku burmistrz miasta, Orce Gjorgjievski. „W Skopje porządek musi być!” – napisał, jak zwykle kreując się na gospodarza, który rządzi miastem twardą ręką.
Minionej jesieni pod takim mottem prowadził swoją kampanię wyborczą jako nominat rządzącej Macedonią prawicy. Obiecywał położyć kres korkom, dziurawym ulicom, katastrofalnej jakości powietrza i samowolce „miejskiej mafii”, na potęgę stawiającej wielopiętrowe budynki bez ładu i prawnych zezwoleń. A także odpadom, które wówczas od miesięcy wysypywały się z nieopróżnianych kontenerów oraz dzikich wysypisk.
Wielkie sprzątanie Skopje
Dziwnie oglądało się telewizyjną debatę przed tamtymi wyborami. Na ekranach za głowami kandydatów wyświetlały się zapętlone nagrania rzeki Wardar, która falowała jak orientalny kilim, upstrzony plastikowymi śmieciami. Gjorgjievski obiecał, że jeśli wygra, posprząta stolicę w 72 godziny. Słowa dotrzymał.
Wieczorem po zaprzysiężeniu na parking pod halę widowiskową zjechała setka śmieciarek. Nowy burmistrz osobiście doglądał sprzątania przy fleszach dziennikarskich kamer i wirujących żółtym światłem kogutów. Obok przechadzał się również premier, podając czasem rękę zaangażowanym w akcję wielkiego sprzątania stolicy. Na koniec Gjorgjievski poinformował, że waga wywiezionych śmieci wyniosła prawie pięć tysięcy ton.
Nie zdążył się rozwiać gryzący zapach detergentów, a nowy burmistrz zwolnił kilkaset osób zatrudnionych w miejskiej administracji, którzy pobierali pensje, choć nie przychodzili do pracy. Tu i ówdzie pojawił się nowy chodnik i świeży asfalt, odrestaurowano fontannę w parku miejskim. W lutym, niemal w rocznicę śmierci dziewczyny potrąconej na pasach w centrum Skopje, uruchomiono program Safe city – automatyczny system kamer, które wykrywają wykroczenia drogowe. Udało się zmniejszyć liczbę ofiar wypadków drogowych, która w Macedonii przewyższała unijną średnią o 70 procent. W ciągu pierwszej doby zarejestrowano w kraju prawie 110 tysięcy wykroczeń, a teraz te liczby stale maleją. Po Skopje jeździ się z prędkością 50 km/h – jak nigdy wcześniej.
Ale nie jest to do końca zasługa talentów menedżerskich nowego burmistrza. Równie ważną rolę odgrywają układy. Poprzednia burmistrzyni Skopje miała pod górkę, bo radni z rządzącej krajem prawicowej partii bojkotowali wszystkie jej inicjatywy: od zakupu nowych autobusów po budowę obwodnicy. Z kolei miejski zakład gospodarki odpadami zadbał, by przed wyborami na ulicach Skopje pojawiły się tony śmieci. Te same, które po wyborach bohatersko posprzątał burmistrz Gjorgijevski.
Kolektywny moralny kompromis
Sieci polityczno-prywatnych układów trzymają kraj w garści, a państwo w stanie zapaści zmusza do radzenia sobie na własną rękę. Sprawne funkcjonowanie w Macedonii polega na szukaniu rozwiązań poprzez przysługi, znajomości, wszechobecne „załatwianie”: od znalezienia miejsca w żłobku po otrzymanie zgody na zabudowę balkonu. Obejście przepisów i znajomości bywają jedynym sposobem, żeby np. ratować zdrowie kogoś bliskiego. A czasem po prostu zarobić pieniądze czy najzwyczajniej się komuś odwdzięczyć. Taki kolektywny moralny kompromis.
To dlatego w 2019 roku w słynnym wypadku autobusu w Laskarci zginęło czternaście osób, skazanych zostało sześć: od właściciela firmy, przez kierowcę, do pracowników stacji kontroli, którzy podbili przegląd techniczny mimo stwierdzonej usterki hamulców.
Z kolei w marcu minął rok od największej tragedii we współczesnej historii Macedonii. Podczas pożaru dyskoteki w Kočani życie straciły 63 osoby. Według ekspertyzy impreza odbyła się w nielegalnie postawionym budynku z zamurowaną wentylacją, oknami zasłoniętymi blachą, wyjściem ewakuacyjnym zamkniętym na klucz oraz sufitem wyłożonym pianką z poliuretanu, który podczas spalania wydziela cyjanowodór. W klubie nie przeprowadzono inspekcji od 13 lat, czyli przez cały okres działalności, za co właściciel odwdzięczał się urzędnikom zegarkami o wartości 100 euro.
Raport komisji OBWE/ODIHR wskazuje, że katastrofa w Kočani przyczyniła się do jeszcze głębszego kryzysu zaufania wobec instytucji publicznych. Ten społeczny dystans dobrze ilustruje frekwencja ostatnich wyborów – najniższa od czasu ogłoszenia macedońskiej niepodległości.
Chłopak z bloku kontra partyjniak
Największą niespodzianką zeszłorocznych wyborów na urząd burmistrza było to, że po raz pierwszy do drugiej rundy dostał się ktoś spoza dwupartyjnego układu. Rywalem Gjorgjievskiego w drugiej turze był określający się jako marksista Amar Mecinović – jeden z sześciu posłów reprezentujących w parlamencie radykalną Levicę.
Mecinović stał się rozpoznawalny dopiero w czasie ubiegłorocznej kampanii. Kampanii innej od wszystkich, bo pozytywnej i świeżej. W całości internetowej, gdyż komisja wyborcza nie przyznała Levicy prawa do spotów w publicznej telewizji.
Mecinovićowi nie przeszkodziło to trafić do młodego pokolenia, które i tak nie ogląda telewizji. Zdobył serca rolkami, na których gra na gitarze przed młodzieżowym centrum kultury, jeździ bez trzymanki na rowerze wzdłuż rzeki i zbija piątki z baristami w osiedlowej kawiarni.
Ten szczery i elokwentny młody chłopak stał się miłą odmianą wobec tych samych głów gadających od rozpadu Jugosławii. Ale też kimś, z kim nowe, sprekaryzowane pokolenie mogło się wreszcie utożsamić. I liczyć na cud, „macedoński Mamdani” pokona dobrze ustawionego rywala (analogia do burmistrza Nowego Jorku jest tym mocniejsza, że Amar należy do boszniackiej, związanej z islamem mniejszości, choć sam jest ateistą).

Amar wyprzedził resztę o wiele bardziej doświadczonych politycznie konkurentów. Jednak w drugiej turze nie miał szans na równą walkę. Przed jedyną debatą wyświetlono wyłącznie spoty wyborcze kandydata prawicy. Program przygotowała stacja, która przez lata była w rękach posła z partii rządzącej. A temperaturę tej konfrontacji wyznaczały personalne wycieczki Gjeorgievskiego.
Gjeorgievski wytknął Mecinovićovi niezłożenie pracy dyplomowej. Sam będąc synem posła, wyśmiewał się z tego, że jego kontrkandydat dorabiał na stacji paliw i w rzeźni, by utrzymać się na studiach. Nazwał to jego defektem. Ciężko o bardziej wymowną ilustrację nierównego pojedynku partyjniaka z zaczeską i ambitnego chłopaka z bloków.
W internecie zawrzało. Pojawiły się komentarze, że nawet sam Josip Broz Tito miał wykształcenie średnie techniczne. Emocje nie przełożyły się jednak na mobilizację przy urnach. Gjeorgievski wygrał z poparciem nieco ponad 20 procent wszystkich mieszkańców Skopje uprawnionych do głosowania. Był to wynik historycznie niski.
Kasyna zamiast przyszłości
Macedonia wydaje się zwijać do wewnątrz i zamykać w sobie bez większej wiary. Słowa, które na miejscu słyszy się najczęściej, to na przemian: „cyrk” i „katastrofa”. Kolejne rządy nie dowożą swoich obietnic i upadają w wyniku skandali korupcyjnych. Nostalgia za Jugosławią to dla Macedończyków nie romantyzowanie młodości, ale pamięć o lepszych czasach. Macedonia była wówczas bliżej Europy, niż kiedykolwiek po 1991 roku. Tym bardziej że wymarzona akcesja do Unii Europejskiej nie nadchodzi, a więc i euroentuzjazm zgasł.
Społeczne niezadowolenie nie przekłada się jednak na udział w wyborach ani nawet na uliczne protesty. W Serbii katastrofa budowlana – podobna do pożaru dyskoteki w Kočani – doprowadziła w 2024 roku do masowych demonstracji. Różnica polega przede wszystkim na tym, że macedońskie środowiska są mniejsze i słabiej zorganizowane. Młodzi szukają okazji, żeby wyjechać z kraju, a podzielone etnicznie społeczeństwo jest po prostu zmęczone permanentnymi kryzysami politycznymi.
Pod rządami twardej ręki Orce Gjorgijevskiego śmieci z ulic Skopje zniknęły, lecz niezmiennym elementem miejskiego krajobrazu są setki kasyn i zakładów bukmacherskich, które sprzedają fantazje o bogactwie. Branża gier losowych zatrudnia dziesiątki tysięcy osób, które nie mogą liczyć na lepszą ofertę pracy. Potrzebę prawnego zakazu hazardu postuluje od jakiegoś czasu Levica, ale ten dochodowy biznes wydaje się zbyt ciasno spleciony z interesem politycznym.
**
Marek Matyjanka – urodzony w 1991 roku w Lublinie. Absolwent Bałkanistyki UAM, student Szkoły Doktorskiej Nauk Humanistycznych UJ. Pisze o Bałkanach. Mieszka na przemian w Krakowie i Skopje.


!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)


![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)




Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.