Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Eurobiedacy i euromaxxing. Czego zazdroszczą nam Amerykanie?

Euromaxxing staje się niemalże ruchem oporu wobec ofensywy antyludzkiej ideologii, w której nie ma miejsca na nieproduktywne formy spędzania czasu.

ObserwujObserwujesz
Mężczyzna odpoczywający w hamaku, twarz ma zasłoniętą słomkowym kapeluszem
Walka

Wstać bez budzika, pójść na kawę ze znajomymi, później zjeść z nimi lunch, rozpocząć daydrinking i nic więcej już tego dnia nie zrobić – taki styl życia promuje popularna ostatnimi czasy twórczość internetowa. W zamyśle autorów jest to nie tyle pochwała hedonizmu, co docenienie europejskiej kultury.

Jest w nią bowiem wpisane poszanowanie czasu wolnego, objawiające się m.in. w szeregu praw pracowniczych, które pozwalają rozwijać sztukę wypoczynku. Od płatnych urlopów, poprzez chronienie work-life balance, aż po stosunkowo niski w skali globalnej godzinowy wymiar pracy. Takie ustawienie priorytetów ma też zdaniem niektórych negatywne konsekwencje, ochoczo wytykane przez komentatorów zza oceanu.

Kto tu jest biedakiem?

O tym, że Europa jest biedna, zacofana i w stanie ogólnego rozkładu, lubią mówić politycy z otoczenia Donalda Trumpa, wytykając wszelkie niedoskonałości (prawdziwe lub domniemane) Starego Kontynentu. W podobnym duchu wypowiadają się niechętni Europie internauci, korzystając ze spopularyzowanego w tym kontekście terminu europoors. Amerykanie chełpią się m.in. tym, że nawet w najbiedniejszym stanie (Missisipi) PKB per capita jest wyższe niż we Francji czy Włoszech, wyraźnie górując nad średnią unijną. Chociaż kojarzeni ze sjestą Hiszpanie mają lepsze wskaźniki niż znane z kultury zapierdolu Korea czy Japonia, co swoją drogą stanowi popularny motyw memów promujących euromaxxing, to USA rzeczywiście wydają się mieć powód do pychy. Czy na pewno?

Wyciąganie daleko idących wniosków na podstawie tylko jednej statystyki siłą rzeczy przekłamuje rzeczywistość – jeśli weźmie się pod uwagę inne dane, to wysnujemy diametralnie odmienne wnioski. Okazuje się bowiem, że taka przewaga Stanów Zjednoczonych wynika w dużej mierze z większych nierówności społecznych i zawyżających średnią multimilionerów oraz miliarderów. Jeśli porównać medianę majątków, to przeciętny Włoch czy Hiszpan jest bogatszy od przeciętnego Amerykanina. Również zaproponowany niedawno przez ekonomistę Oliviera Stercka wskaźnik średniej biedy sytuuje USA daleko w tyle za państwami takimi jak Niemcy czy Francja.

Do tego dochodzi kwestia dostępu do usług publicznych, które w Europie funkcjonują na znacznie wyższym poziomie, dzięki czemu np. przyjazd karetki nie spowoduje ruiny finansowej. Średnia wypłata o nieco niższej wysokości mogłaby wydawać się akceptowalną ceną za wszelkiego rodzaju zabezpieczenia socjalne, ale innego zdania będą zwolennicy teorii o niekonkurencyjności Europy, za którą miałoby odpowiadać m.in. istnienie państw opiekuńczych.

Tak podkreślana w tyradach o eurobiedakach różnica w PKB per capita ma wynikać również z tego, że obywatele USA po prostu znacznie więcej pracują. W przeciwieństwie do amerykańskich pracowników ich europejscy odpowiednicy mają zagwarantowane przynajmniej cztery tygodnie płatnego urlopu (w niektórych państwach więcej), a oprócz tego szerzej respektowane jest prawo do urlopów chorobowych, rodzicielskich itd. To zdaniem niektórych przejawy lenistwa, które prowadzi do gorszych wyników gospodarczych i przegrywania Europy w rywalizacji z USA. Tylko czy warto w ogóle uczestniczyć w tym wyścigu?

Sorry, jestem poza biurem, odpowiem za dwa miesiące

Gdy Amerykanie wrzucają memy o biednych Europejczykach i wyśmiewają rzekome zacofanie ekonomiczne UE, standardową odpowiedzią zwolenników euromaxxingu jest złożenie obietnicy, że odniosą się do tych zarzutów po upływie paru tygodni, po nacieszeniu się swoimi wakacjami na Ibizie, Lazurowym Wybrzeżu lub w Alpach. Czasem nawet europejscy przywódcy zdają się kierować podobną logiką. Swego czasu wesołość wzbudziła opieszała reakcja UE na wybuch wojny w Iranie – do eskalacji doszło w sobotę rano, więc Ursula von der Leyen zapowiedziała zajęcie się tą kwestią w poniedziałek. Żartowano, że nawet wybuch III wojny światowej nie zakłóciłby świętego w Europie prawa do wolnego weekendu.

Międzynarodowe kryzysy, problemy gospodarcze, krytyka zagranicy – prawdziwi Europejczycy się tym nie przejmują, tylko popijają Campari na balkonie, bujając się do italo disco. Niczym często wykorzystywany do obśmiania malkontentów włoski duet Mind Enterprises, którego teledyski oddają beztroski klimat słonecznego południa kontynentu. Europejski luz nie jest jednak zarezerwowany wyłącznie dla Śródziemnomorza, nawet jeśli to z nim najczęściej się kojarzy. Ba, nie trzeba nawet mieć paszportu UE, żeby wczuć się w ten klimat.

Nieco przewrotnie naczelnym symbolem euromaxxingu został bowiem amerykański szef kuchni i pisarz Anthony Bourdain. Wszystko za sprawą zdjęcia, na którym siedzi z bagietką i kawą przy stoliku paryskiego lokalu, spokojnie chłonąc promienie słońca. Pod ręką ma paczkę papierosów i ogółem euromaxxing pod tym względem raczej nie promuje zdrowego trybu życia – zakazy palenia w przestrzeni publicznej uznaje za uderzanie w europejskie tradycje. Równie często chwalony jest daydrinking, a pewnie i ratowanie pubów doskonale pasowałoby do tego trendu. Kolejne uosobienie euromaxxingu w internecie stanowi aktor Mads Mikkelsen, także kojarzony (przynajmniej w memach) z dosyć swobodnym podejściem do używek.

Wspomniany Bourdain powiedział niegdyś, że ciało nie jest świątynią, lecz parkiem rozrywki, więc należy cieszyć się przejażdżką. Wierny tej myśli euromaxxing odrzuca więc ascetyzm i namawia do korzystania z życia, ale nie znaczy to, że nie niesie on ze sobą pozytywnych wartości politycznych.

Euromaxxing na ratunek prawom pracowniczym i zdobyczom socjalnym?

Współczesna cywilizacja jest przesiąknięta kultem nie tyle pracy, co zapierdolu – kariera ma stać ponad życiem prywatnym, pracowanie kilkanaście godzin dziennie stanowić powód do dumy, a ślęczenie w kawiarni nad laptopem być lepszą aktywnością niż socjalizacja lub spokojne wypicie kawy. Krótko mówiąc: mamy żyć, aby pracować, a nie na odwrót. W tym kontekście euromaxxing staje się niemalże ruchem oporu wobec ofensywy antyludzkiej ideologii, w której nie ma miejsca na nieproduktywne formy spędzania czasu.

Popularyzacja trendu jest zapewne w dużej mierze skutkiem tego, że promowany w jego ramach model życia staje się coraz bardziej zagrożony. Aktualnie europejscy politycy za wzór stawiają raczej standardy amerykańskie, niż swoje własne. Opisując walkę ze Świętem Pracy wspominałem chociażby o przekonaniu francuskich liberałów, że ich rodacy powinni pracować dłużej i ciężej, co wyraża pogląd powszechny wśród elit UE. Koniec z długimi lunchami, sjestami czy hojnie rozdawanymi urlopami.

Nie jest oczywiście tak, że euromaxxing opisuje codzienność przeciętnego Europejczyka – mało kto może sobie pozwolić na tego typu nieróbstwo. W kulturze europejskiej jest jednak przewidziane miejsce na rozwijanie sztuki wypoczynku, delektowanie się prostymi przyjemnościami i korzystanie z wywalczonych na przestrzeni ostatniego stulecia praw pracowniczych. Nawet jeśli jest to nie w smak elitom, które najchętniej jako jedyne korzystałyby z czasu wolnego.

Stąd wiele jeszcze usłyszymy o eurobiedakach, niekonkurencyjności UE i przegrywaniu w rywalizacji z państwami, gdzie ludzie mają gorzej. W takich sytuacjach zamiast równać do dołu lepiej postąpić w myśl euromaxxingu: nie przejmować się tym, odpalić italo disco i sącząc drinka cieszyć się zasłużonym urlopem.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x