Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Gdy płonie las, wszyscy nagle kochają przyrodę

W relacjach z pożaru Puszczy Solskiej najwięcej było strażaków, śmigłowców, polityków i troski o „bezcenny drzewostan”. Znacznie mniej – pytań, dlaczego polskie lasy są coraz bardziej kruche, przesuszone i traktowane jak magazyn drewna.

Zwęglony pień drzewa i osmalona ściółka na pogorzelisku w lesie. W tle widać nadpalone pnie i cienkie pnie drzew, między którymi przebija światło. Reportaż
Walka

We wtorek 12 maja o godzinie 15.00 rzecznik Państwowej Straży Pożarnej w Biłgoraju poinformował o zakończeniu akcji gaśniczej pożaru Puszczy Solskiej. Ugaszenie pożaru zajęło tydzień. Akcja kosztowała życie jedną osobę. Spłonęło niemal 300 hektarów lasu.

W ciągu ostatniego tygodnia słuchałem relacji lubelskich rozgłośni radiowych oraz śledziłem doniesienia lokalnych i ogólnopolskich serwisów informacyjnych. Informowano oczywiście o tym, gdzie i ilu kieruje się strażaków oraz czy gaśnie, czy wciąż się pali. Jednak wzmożenie i atmosfera wokół tego pożaru wydały mi się podejrzane i niezdrowe.

Czytaj także Ile jeszcze pożarów będziemy musieli gasić przez zrzutka.pl? Jaś Kapela, Jakub Szafrański

Tematem lasów – ich dewastacji – zajmuję się od lat. Piszę: dewastacji, bo w mojej opinii ten pożar to efekt gospodarki leśnej i wodnej, jaką prowadzimy w tym kraju. Relacjonowałem gaszenie pożaru w Biebrzańskim Parku Narodowym w 2020 roku, protesty w obronie Puszczy Białowieskiej, wycinanie lasów w Bieszczadach, drenaż wód powierzchniowych przez kopalnie odkrywkowe w okolicach Konina i suszę trawiącą pola rolników z Wielkopolski. Zjeździłem kawał kraju, by zilustrować reportaż Hydrozagadka. Kto zabiera polską wodę i jak ją odzyskać Jana Mencwela. Nie dalej jak miesiąc temu Daniel Petryczkiewicz pokazywał mi znikającą rzeczkę Małą, która stała się bohaterką jego książki o opłakanych skutkach polskiej melioracji i ekologicznej ignorancji.

Czytaj także „Powinni zamknąć tę kopalnię i iść w cholerę” Jaś Kapela, Jakub Szafrański

Naoglądałem się tego tyle, że nie potrafię już naiwnie wypoczywać na łonie natury i tak po prostu cieszyć spacerami po lesie. Wszędzie widzę okaleczone piłami kikuty, ślady maszyn, obrzydłą wszechobecność Lasów Państwowych i ich ostentacyjnej propagandy, mającej naprawiać wizerunek nadszarpnięty konszachtami z rządem Prawa i Sprawiedliwości i oburzeniem społecznym, jakie udało się niegdyś wywołać pracą setek aktywistek i aktywistów. Do tego w lesie ciągle wydaje mi się, że słyszę strzały myśliwych i – to już na pewno nie złudzenie – widzę śmieci.

Śmieci na pogorzelisku, Lasy Parczewskie, 9 maja 2026. Fot. Jakub Szafrański

Być może to dlatego w imponującej obsłudze medialnej pożaru na Roztoczu nie mogłem dopatrzyć się troski o przyrodę, a jedynie niezdrową fascynację klęską żywiołową na miarę powodzi albo huraganu. Któż tam się nie pofatygował do Biłgoraja sprawdzić, czy może nie będzie zdjęć jak z pożogi Palisades w Kalifornii? Tymczasem jedyny sensowny do przekazania w mediach komunikat brzmiał zwyczajnie: szacuje się, że straty w bezcennym drzewostanie są ogromne.

Bezcenny drzewostan ma swoją cenę

Nie wierzę, że solski drzewostan jest dla którejś z odpowiedzialnych zań instytucji bezcenny. Przeciwnie, myślę, że ceny są konkretne i przeliczalne na metry sześcienne drewna, które można z niego pozyskać.

Nadleśnictwo Józefów obejmuje centralną część puszczy. W 2024 roku wyrżnięto tam 92 236,23 metrów sześciennych drewna. Uśredniona wartość takiej ilości surowca to 28 milionów złotych. Zabito też 23 jelenie, 18 saren i 17 dzików. Do tego trzeba by doliczyć jeszcze urobek z Biłgoraja i Zwierzyńca. Idzie to w dziesiątki milionów rocznie.

Wyręb i skład drewna przy ścieżce przyrodniczej Bobrówka, Lasy Parczewskie, 9 maja 2026. Fot. Jakub Szafrański

Przejęte reporterki i reporterzy zaczepiali napotkanych mieszkańców regionu oraz zabłąkanych tam turystów, pytając, co oni na ten pożar i na to wszystko. Czy ogień podszedł pod domy? Czy bali się o dobytek życia? Czy trzeba będzie skrócić urlop? Czy wiedzą, skąd ogień i kto jest odpowiedzialny?

Mam nadzieję, że gdzieś w piekle jest specjalne miejsce dla reporterów zadających pytania, na które nie ma sensownej odpowiedzi. Są tylko plotki. Ktoś widział, że ogień zaczął się na prywatnych działkach, ktoś inny wie, co trzeba było zrobić, żeby w porę go opanować. Największym problemem jest decyzja o częściowym zakazie wstępu do lasów, która obowiązywać ma w sezonie letnim, co może wpłynąć na liczbę turystów chcących odwiedzić Roztocze.

Nie do przecenienia jest ofiarna praca strażaków. Operatorzy kamer szukają tych najbardziej zmęczonych, a swoją wdzięczność za służbę wyrażają politycy najwyższego szczebla. Zawód strażaka od niepamiętnych czasów prowadzi w rankingach zaufania społecznego. Politycy lubią się pokazywać w towarzystwie i dawać wyrazy wsparcia oraz zaangażowania.

Najważniejsze były w tym wszystkim „blakhołki”, czyli dwa policyjne śmigłowce amerykańskiej konstrukcji S70i Black Hawk, które gasiły pożar przy pomocy podwieszanych zbiorników wody. „Blakhołki” urosły w relacjach do rangi fetyszu. Jakby sami Amerykanie przybyli nam na pomoc.

Nie chcę ironizować. Uważam, że hipokryzja, nasza wspólna, społeczna hipokryzja względem środowiska naturalnego, ujawniona przy okazji tego pożaru jest obsceniczna i należy ją napiętnować.

Polityka Lasów Państwowych niewiele się zmieniła od czasów pisowskiego ministra Jana Szyszki. Powstało Centrum Komunikacji Społecznej Lasów Państwowych, czyli PR-owy koszmarek mający na bieżąco oswajać nas z faktem rżnięcia polskich lasów na deski. Za Prawa i Sprawiedliwości leśnicy masowo chrzcili lasy papieskie. Teraz stawia się na przyjazną i uśmiechniętą infrastrukturę turystyczno-edukacyjną: parkingi, wiaty, ścieżki przyrodnicze. A dewastacja tego, co nam zostało z lasów, bagien, rzek i jezior trwa w najlepsze.

Dla niezależnych przyrodników to komunały. Bardzo szybko zaregowali i kontrowali oficjalny i mainstreamowy przekaz. Ba! Szczegółowo rozpisywali się na temat zagrożenia już dwa miesiące przed faktyczną katastrofą. Ekspertyz, modeli i gotowych propozycji odpowiedzialnego gospodarowania pozostałymi nam skrawkami przyrody są dziesiątki. Spotykają się one z sympatycznym zrozumieniem władz, ale przegrywają z walką o konserwatywny elektorat i inwestycje. Świeżym przykładem tego jest niemoc Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska wobec nielegalnej rozbudowy drogi numer 687 w Puszczy Białowieskiej oraz próba zablokowania możliwości tworzenia nowych rezerwatów przyrody przez grupę posłów Polski 2050 oraz PSL.

Na pogorzelisku zostają sadza, zręby i śmieci

Lasy lubelszczyzny zapłonęły w tym roku w rekordowej skali.  W tym samym czasie co w Puszczy Solskiej na południu województwa, paliło się również na północy, w Lasach Parczewskich. Wybrałem się na pogorzelisko w okolice znanej w regionie ścieżki edukacyjnej Bobrówka.

6 maja spłonęło tu 15 hektarów lasu. Komunikaty dotyczące pożaru dotyczyły głównie zamknięcia szlaku wzdłuż urokliwego rozlewiska rzeczki Bobrówki. To tutejsza atrakcja turystyczna. Spaliła się część pomostów i do czasu ich naprawy ścieżkę zamknięto. Oczywiście należało o tym szeroko poinformować, żeby ludzie nie przyjeżdżali na darmo, ale pomijając lasy, wywołano wrażenie, jakby to te nadpróchniałe deski i poręcze stanowiły najcenniejszy skarb.

Zamknięta ścieżka przyrodnicza Bobrówka, Lasy Parczewskie, 9 maja 2026. Fot. Jakub Szafrański

Byłem na miejscu trzy dni po pożarze. Nad pogorzeliskiem unosi się smród spalenizny. Nie jest to przyjemny zapach dymu, tylko właśnie mdły smród. Sadza na drzewach pokazuje wysokość, jaką osiągały płomienie. Nie był to jakiś biblijny kataklizm. Ze zwęglonymi fragmentami sąsiadują zupełnie nienaruszone krzaki i ściółka. W niektórych miejscach wschodzi już świeża trawa i paprocie. Widać, gdzie strażacy próbowali odciąć kawałki lasu przy pomocy mających zapobiec rozprzestrzenianiu się ognia przekopów.

Kilkanaście metrów w głąb lasu natrafiam na strużkę dymu i tlące się jeszcze igliwie. Wieje wiatr i żarzy się ono coraz śmielej. W każdej chwili może zamienić się w płomień i rozhulać na nowo. Wystarczy się rozejrzeć. Tuż obok, z jednej i drugiej strony Bobrówki znajdują się suche na wiór i w istocie usiane wiórami zręby. Prowadzi się tu intensywną wycinkę drzew. Wzdłuż dróg ustawione są stosy, gotowego do wywozu drewna, a pomiędzy nimi leżą pozostawione przez robotników leśnych śmieci.

Zręb sąsiadujący z pogorzeliskiem, Lasy Parczewskie, 9 maja 2026. Fot. Jakub Szafrański

Trudno powściągnąć mi wyobraźnię. Jakie jest prawdopodobieństwo, że któraś z pracujących tu na co dzień osób – pilarz, operator ciągnika albo nieostrożny turysta – zapali tu fajkę? Bezpieczeństwo – ważna rzecz, ale rutyna i nawyk nierzadko biorą górę nad wpojonymi zasadami BHP.

Las nie jest niczemu winny

A może to intencjonalne działanie jakiegoś piromana? „Może ktoś ma w tym interes” – jak mówiło się po pożarach nad Biebrzą, gdzie miejscowi rolnicy toczyli spór z dyrekcją parku narodowego o użytkowanie łąk.

Takie gdybanie może być krzywdzące, ale ma ono miejsce niemal zawsze przy okazji pożarów. Uciekają się do niego sami przedstawiciele czy przedstawicielki oficjalnych instytucji. Winna jest wiosna, wypalanie traw, wiatr czy nieostrożni turyści. Ale robotnicy leśni mają w tych komunikatach swoisty immunitet. Są jakby uosobieniem ochrony i gospodarki leśnej, o których wyczerpująco informują wszędobylskie tablice propagandowe Lasów Państwowych.

Tablica informacyjna Lasów Państwowych przy zamkniętej ścieżce Bobrówka, Lasy Parczewskie, 9 maja 2026. Fot. Jakub Szafrański

Smród spalenizny i natężenie medialnych doniesień dotyczących ostatnich pożarów pozostawiają mi w ustach gorzki smak. Nie sposób jest powiedzieć tu czegoś nowego. Winny jest człowiek, ale nie bierzmy też tej odpowiedzialności na siebie zbyt lekko. Nie uwspólniajmy jej pochopnie. Winna jest rabunkowa gospodarka leśna, która sprawia, że straty dotkliwe są nie dla branży drzewnej, lecz dla ekosystemów. Roślinność śmiało i szybko poradzi sobie na pogorzelisku. Przede wszystkim żal jest fauny, która w płomieniach straciła życie, bo ta odradza się znacznie dłużej, a przestrzeni ma na to coraz mniej. Temu zaś winne jest ekspansywne, monokulturowe, nienasycone wiecznie rolnictwo, niszczące przestrzeń, która mogłaby służyć zwierzętom za lęgowe elizja.

Do najsmutniejszej konstatacji skłaniają mnie relacje z Puszczy Solskiej – wynika z nich, że najbardziej winny jest sam las. Że jest taki kruchy, że psuje nam interesy, zagraża domostwom i niweczy plany urlopowe.

Na pogorzelisku nie miałem ze sobą wody. W okolicy nie widziałem straży ani w ogóle żywego ducha. Nasikałem więc na żar, który wcale nie chciał się łatwo poddać, syczał i skwierczał, ale ucichł. Upewniłem się jeszcze, że nic tam się nie tli pod spodem, rozgrzebując ściółkę patykiem.

*

Dofinansowano ze środków Fundacji im. Róży Luksemburg.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x