Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Trumpizacja Mundialu postępuje

Trumpizacja Mundialu zakwasza atmosferę w samych Stanach Zjednoczonych i prowadzi do animozji między gospodarzami turnieju. Sprzyja temu polityka FIFA, która od czasu zwycięstwa Trumpa całą swoją uwagę przekierowała na organizacje lobbystyczne związane z republikanami.

ObserwujObserwujesz
Man in a dark suit holds a large gold trophy in an office with American flags in the background.
Serce
Płacz

2

Gdy w 2018 roku FIFA podejmowała decyzję o zorganizowaniu Mistrzostw Świata w piłce nożnej w Kanadzie, Meksyku i USA, mało kto podejrzewał, że staną się one kontrowersyjne pod względem politycznym. Przecież dokładnie w tym samym roku odbywał się Mundial w Rosji, która cztery lata wcześniej zaanektowała Krym i zaatakowała Donbas „zielonymi ludzikami”. Cztery lata po rozgrywkach nad Wołgą za organizację zabrał się będący monarchią absolutną Katar, który bezlitośnie wykorzystywał tanią pracę migrantów z Afryki i biedniejszych części Azji. Mistrzostwa organizowane w 2026 roku przez dwie „ostoje demokracji” na półkuli zachodniej miały być miłą odmianą od rozgrywek zlokalizowanych w reżimach autorytarnych.

Nielegalni kibice

W 2018 roku w USA również rządził Donald Trump. Jego pierwsza kadencja była jednak znacznie mniej awanturnicza niż druga, na tle swoich aktualnych wyczynów był wręcz potulny. Od stycznia 2025 roku Biały Dom stał się ekspansywny, nadmiernie asertywny i agresywny, a skutki tych działań zainfekowały też wielkie święto piłki nożnej. Co gorsza, Stany Zjednoczone w drugiej kadencji Trumpa na pierwszy cel wzięły swoich sąsiadów. Zamiast celebracji przyjaźni między trzema największymi państwami Ameryki Północnej i Środkowej w roku Mistrzostw Świata pojawiły się między nimi animozje i spory. Innymi słowy, nastąpiła trumpizacja Mundialu.

Czytaj także Olimpijska iluzja wspólnoty. Sport już nas nie cywilizuje Jakub Wencel

Już w 2025 roku organizacja imprezy przez USA stała się kwestią co najmniej problematyczną. Bezwzględna polityka (anty)migracyjna Waszyngtonu doprowadziła do dramatów wielu ludzi, pod przymusem odsyłanych do swoich krajów. Zaostrzone kryteria wjazdu do USA dotknęły też wielu turystów, których z błahych powodów zawracano na granicy. W związku z tym Human Rights Watch skierowało do FIFA pismo, w którym postuluje rozważenie zmiany miejsca organizacji mistrzostw, jako że obecna polityka Białego Domu może zagrażać bezpieczeństwu przyjeżdżających nad Potomak kibiców.

Teoretycznie amerykańskie służby graniczne mogłyby przecież zawrócić nawet piłkarzy. To wcale nie jest gdybanie – w marcu tego roku pochodzący z Haiti zawodnicy jamajskiego klubu Mount Pleasant nie zostali wpuszczeni na mecz 1/8 finału Pucharu Mistrzów CONCACAF (odpowiednik UEFA w Ameryce Północnej i Środkowej) z Los Angeles Galaxy. Haiti znajduje się na liście 19 państw objętych najsurowszymi restrykcjami imigracyjnymi. Tak się jednak złożyło, że kraj zakwalifikował się do tegorocznych Mistrzostw Świata, a swoje mecze grupowe będzie rozgrywać właśnie w USA – w Nowym Jorku, Atlancie i Bostonie. Nie wszyscy członkowie reprezentacji grają w ligach europejskich i mają paszporty, na których mogliby bez obaw wjechać do Stanów.

Nawet jeśli wjazd piłkarzy nie będzie stanowić problemu, to na granicach i tak może powstać niemałe zamieszanie, jeśli służby celne nie dadzą sobie na wstrzymanie. Według FIFA w imprezie weźmie udział nawet 7 milionów kibiców, więc pojedynczych przypadków zawrócenia może być całkiem sporo. Przecież poza Haiti w wydarzeniu weźmie udział także Iran, Irak, Demokratyczna Republika Konga, Wybrzeże Kości Słoniowej czy RPA, z którą Trump też ma na pieńku. W dobie portali społecznościowych i urządzeń mobilnych część z tych awantur może trafić do sieci, kompromitując nie tylko głównego organizatora, ale całą imprezę. Mimo to FIFA wzięła za dobrą monetę zapewnienia ze strony USA, że amerykańskie przepisy migracyjne w niczym nie zagrażają spokojnej organizacji rozgrywek.

Miasta kontra Trump

Na początku tego roku w USA miał miejsce tradycyjny kryzys finansów publicznych, czyli przepychanki w Kongresie dotyczące zwiększenia limitu zadłużenia publicznego, które rok w rok prowadzą do czasowego lockdownu państwa. Miasta-gospodarze zaczęły obawiać się, że może to storpedować działania organizacyjne – w końcu odpowiada za nie wiele agend rządowych, chociażby Urząd Bezpieczeństwa Lotniczego. Kongresmeni doszli jednak do porozumienia z rządem – jak co roku – i widmo lockdownu zostało zażegnane.

Ale obawy miast nie zniknęły. Nic dziwnego – ośrodki goszczące piłkarzy i kibiców miały otrzymać kilkaset milionów dolarów grantów rządowych, w tym sto milionów na obniżenie cen transportu publicznego, by koszty przemieszczania się nie zniechęciły kibiców z mniej zamożnych państw. Federalna Agencja Zarządzania Kryzysowego zamierza skierować 626 mln dolarów na pokrycie kosztów związanych z bezpieczeństwem. To szczególnie istotne w świetle faktu, że w Stanach wzrosło zagrożenie terrorystyczne związane zarówno z wojną w Iranie, jak i pobliską wojną karteli narkotykowych z meksykańskim rządem.

Wewnętrzny spór polityczny w USA jest na tyle gorący, że nawet pieniądze na fundamentalne potrzeby – jak zapewnienie bezpieczeństwa – stają się niepewne. Mecze będą rozgrywane w największych amerykańskich miastach, spośród których większość jest rządzona przez demokratów. Część dodatkowo odbędzie się w tradycyjnie „niebieskich” stanach.

Czytaj także „Ratować honor i godność człowieka” – jak lewica wzywała do bojkotu igrzysk Przemysław Kmieciak

Miasta goszczące piłkarzy niechętnie patrzą na politykę Waszyngtonu. W Los Angeles pracownicy stadionu, na którym mecze rozgrywać będzie między innymi reprezentacja USA, zagrozili strajkiem z powodu planowanej obecności niesławnej służby imigracyjnej ICE podczas wydarzeń związanych z imprezą, co może być asumptem do wycofania rządowego wsparcia finansowego.

Wydawałoby się, że akurat w Teksasie takich sporów być nie powinno, ale to właśnie miastu Houston gubernator Greg Abbott zagroził odebraniem funduszy na bezpieczeństwo, jeśli nie załagodzi ono sporu z ICE. Podczas wydarzenia napięcia te mogą sięgnąć zenitu, szczególnie jeśli funkcjonariusze zaczną kontrolować kibiców wyglądających im na podejrzanych. Miejscowi mogą wziąć w ich obronę, a podobny sprzeciw już dwukrotnie doprowadził do tragedii – czyli zastrzelenia dwójki obywateli amerykańskich przez ICE.

Drużyna podwyższonego ryzyka

Kolejny problem związany jest z wojną w Iranie. Na trwały pokój się nie zanosi – Trump zdecydowanie odrzucił propozycję rozejmu ze strony Teheranu. Iran będzie rozgrywać swoje mecze w Los Angeles (dwukrotnie) oraz w Seattle. W tych samych miejscach zagra drużyna USA. Na stadionie SoFi w Los Angeles 13 czerwca Amerykanie zmierzą się z Paragwajem, a ledwie trzy dni później Iran zagra z Nową Zelandią. Siłą rzeczy kibice obu drużyn będą się spotykać, co może prowadzić do napięć – zwłaszcza że rozgrywki piłkarskie cechują się podniesionym poziomem emocji. Nawet jeśli USA nie wpuszczą kibiców z Iranu, to w Stanach i Kanadzie mieszka duża mniejszość perska. W samym stanie Waszyngton żyje kilkadziesiąt tysięcy przedstawicieli mniejszości irańskiej, a największe jej skupisko znajduje się właśnie w Los Angeles.

Mniejszość irańska w USA jest co do zasady wroga reżimowi ajatollahów, ale znaczna część sprzeciwia się też bombardowaniom swego rodzinnego kraju, podobnie jak ludobójstwu w Strefie Gazy, przeprowadzonemu przy trudnej do przecenienia pomocy Stanów Zjednoczonych. Na szczęście podczas obecnego Mundialu w fazie grupowej Iran z USA nie zagra, jak miało to miejsce w 1998 roku we Francji. Ówczesne starcie obu drużyn okrzyknięto najbardziej politycznym meczem w historii piłki nożnej. Jednak mecz Iranu z Egiptem, który jest aktualnie sojusznikiem USA, także będzie nacechowany politycznie. Szczególnie jeśli do tego czasu sytuacja na Bliskim Wschodzie się nie uspokoi.

Donald Trump stwierdził, że udział Iranu w rozgrywkach nie byłby „odpowiedni”. W odpowiedzi Iran zaproponował, żeby wykluczyć USA. Oba rozwiązania kategorycznie wykluczyła FIFA. Teheran postulował więc przeniesienie meczów swojej reprezentacji poza Stany Zjednoczone, co również nie spotkało ze zrozumieniem. Trudno, żeby było inaczej – wprowadzanie zmian organizacyjnych na ostatniej prostej mogłoby spowodować jeszcze większy chaos.

Infantylny Gianni

Mundial w trzech państwach strefy CONCACAF od początku był mocno zamerykanizowany. USA dominują wśród miast-gospodarzy, tych z Kanady i Meksyku jest tylko po trzy. Co więcej, od ćwierćfinałów włącznie wszystkie mecze będą rozgrywane wyłącznie nad Missisipi. Kanada i Meksyk jeszcze przed dojściem Trumpa do władzy mogły się więc czuć jak organizatorzy drugiej kategorii.

Polityka Trumpa, który chciałby zrobić z Mundialu nie wspólne święto trzech państw Ameryki, tylko pokaz hegemonii USA, jeszcze te odczucia wzmogła. Od początku swojej drugiej kadencji Trump wzmacnia swoje relacje z prezesem FIFA Giannim Infantino, który wykorzystał to do podniesienia własnej pozycji politycznej. W celu podlizania się prezydentowi zaproponował nawet stworzenie Pokojowej Nagrody FIFA, której pierwszym laureatem miałby być właśnie Trump. Trudno o większą kompromitację, chociaż prezes FIFA ma ich na koncie niemało – jak i cała organizacja, którą steruje.

„Pierwotna koncepcja Mistrzostw Świata podkreślała siłę i atrakcyjność Kanady, Meksyku i Stanów Zjednoczonych jako współgospodarzy. Ten wątek zaginął w większości dotychczasowych materiałów marketingowych i relacji, a lwią część uwagi skupiły Stany Zjednoczone” – powiedział „Politico” John Krick, dyrektor wykonawczy United Bid Committee 2026.

Czytaj także Pierwsze zrównoważone igrzyska olimpijskie? Na razie wycięto las Petra Dvořáková

Trumpizacja Mundialu prowadzi więc do animozji między gospodarzami turnieju. Poza tym zakwasza atmosferę w samych Stanach Zjednoczonych, gdyż demokraci postanowili wskoczyć na tego konia i coraz częściej wyrażają sceptycyzm wobec zbyt wysokich kosztów organizacji imprezy, chociaż jeszcze za Bidena ją popierali. Sprzyja temu polityka FIFA, która od czasu zwycięstwa Trumpa całą swoją uwagę przekierowała na organizacje lobbystyczne związane z republikanami.

Wysokie ceny biletów lotniczych, spowodowane między innymi blokadą cieśniny Ormuz, oraz napięta atmosfera zniechęcają kibiców do wzięcia udziału w wydarzeniu. Według raportu American Hotel & Lodging Association aż 80 proc. hotelarzy w USA notuje mniejszą niż prognozowana liczbę rezerwacji. Koszty, jakie poniosą miasta-gospodarze, szacuje się na 100-200 mln dolarów, jednak perspektywa przyjęcia nawet 5 mln gości w samych USA była kusząca. Może się okazać, że koszty przewyższą korzyści, za co włodarze amerykańskich metropolii będą mogli po części podziękować Trumpowi.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x