Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Nie tylko muskizm. AI to także nowe możliwości oporu

Czy jako pracownicy powinniśmy kurczowo się trzymać odchodzących w przeszłość metod produkcji, by starać się utrzymać swoją pozycję społeczną, jako klasa pracowników umysłowych? Nie jest to ani możliwe, ani tym bardziej sprawiedliwe.

Biuro Polemika
Kontekst

✨ W tekście Będzie wam gorzej. Postęp w służbie bogaczy Tomasz Markiewka wskazywał, że nowoczesne technologie nie służą poprawie jakości życia większości ludzi, a rozwój sztucznej inteligencji grozi likwidacją olbrzymiej liczby miejsc pracy.

👷 Zenobia Żaczek polemizuje z fatalistycznym podejściem do AI. Uważa, że zmieniające się relacje produkcji otwierają nowe pole do organizowania się pracowników i stawiania oporu.

📚 Wskazuje ponadto, że AI oparta na modelach językowych ma istotny potencjał emancypacji, bo znosi barierę dostępu do wiedzy i specjalistycznego języka, dotąd zarezerwowanego dla ekspertów.

Walka

1

Artykuł Tomasza Markiewki zatytułowany Będzie wam gorzej. Postęp w służbie bogaczy przeczytałam z dużą uwagą. Nie tylko dlatego, że autora i jego publicystykę bardzo cenię, ale też dlatego, że czytam z uwagą wszystko, co dotyczy sztucznej inteligencji. Ten temat mnie żywotnie interesuje pod względem zawodowym, społecznym i aktywistycznym.

Przedstawiona w artykule diagnoza „muskizmu”, czyli systemu ideologicznego, którego celem jest utożsamienie idei postępu z partykularnym interesem garstki oligarchów, jest zasadniczo słuszna. Wydaje się jednak, że autor sam nie jest w stanie wykroczyć poza jej ramy.

Muszę przyznać, że wobec perspektywy kryzysu finansowego spowodowanego spodziewanym pęknięciem bańki AI mam uczucie déjà vu. Coś podobnego przeżyłam ponad 25 lat temu, gdy pękała bańka internetowych dotcomów. Twierdzenia o „przemijającej modzie” i narzekania na chłam wylewający się z internetu brzmią dla mnie bardzo znajomo. Gdy nastąpił krach, Nasdaq faktycznie stracił w kilka miesięcy trzy czwarte swojej wartości. Zniknęły tysiące firm, których model biznesowy nie miał wówczas racji bytu i opierał się jedynie na pompowaniu bańki spekulacyjnej.

Czytaj także Będzie wam gorzej. Postęp w służbie bogaczy Tomasz S. Markiewka

Internet jednak przetrwał. E-handel wkroczył bez pardonu w nasze życie, a później, w czasie pandemii, dla bardzo wielu osób stał się nieodzowny. Wielu znalazło pracę zawodową przy pozycjonowaniu witryn, tworzeniu do nich treści, dostosowywaniu oprogramowania sklepów internetowych, projektowaniu szat graficznych itp.. Na pewno istnieje coś więcej niż tylko alternatywa „pęknięcie bańki AI i nowy, wielki krach albo dalsza ekspansja sztucznej inteligencji i bezrobocie, jakiego nie widzieliśmy od czasów Wielkiego Kryzysu”. A to wydaje się Markiewka sugerować. Niezbyt to pocieszające, a na pewno nie wskazuje właściwej drogi.

Nie jest przecież tak, że koncentracja kapitału, z którą mamy obecnie do czynienia, jest zjawiskiem bez precedensu. Thomas Piketty w Kapitale w XXI wieku wykazał, że pod koniec XIX wieku współczynniki koncentracji majątku były porównywalne z dzisiejszymi. Ideologia ówczesnych zbójeckich baronów nie była zasadniczo różna od dzisiejszego muskizmu. Gdy Andrew Carnegie pisał swoją Ewangelię bogactwa, utożsamiając koncentrację kapitału w rękach oligarchów z postępem ludzkości, używał słów, które równie dobrze mogliby dziś wypowiedzieć Peter Thiel, Alex Karp lub Sam Altman.

Piketty nie zadowolił się jednak opisaniem skrajnie niesprawiedliwej epoki: zaproponował również powrót do stosowania środków, które położyły jej kres: a więc inwestycji publicznych, wzmocnienia roli związków zawodowych i wprowadzenia radykalnie wysokiego podatku od spadków. To, rzecz jasna, nie zrobi się samo i wymaga zarówno determinacji politycznej, jak i jasności wizji. Przyjmowanie świata na warunkach, jakie stawia nam oligarchia, z pewnością nie stanowi takiej drogi naprzód.

Gdy Marks pisał w Grundrisse o maszynach wielkiego przemysłu, zauważył że nowe warunki produkcji wytwarzają również nowe warunki dla oporu. Fabryka była miejscem wyzysku – ale była też miejscem, w którym robotnicy po raz pierwszy w historii znaleźli się razem, tysiącami, w jednym budynku, z jednym pracodawcą i z jednym, wspólnym rytmem pracy. To skupienie, które kapitał wytworzył dla swoich celów, stworzyło pracownikom warunki do stawiania oporu – do strajkowania, zakładania związków zawodowych i do wyłonienia się solidarności klasowej.

Idąc dalej tym tropem, globalizacja produkcji od lat 1980 do dziś wydawała się triumfem kapitału: delokalizacja przemysłu, rozbicie lokalnych związków zawodowych, rozproszenie pracowników po całym łańcuchu poddostawców na prekaryjnych formach zatrudnienia. Jednak ten sam globalny łańcuch dostaw okazał się strukturalnie kruchy.

W październiku 2024 roku 45 tysięcy dokerów zastrajkowało w 14 portach wschodniego i południowego wybrzeża Stanów Zjednoczonych – straty dla gospodarki amerykańskiej szacowano na pięć miliardów dolarów dziennie, a wstrzymanie dostaw komponentów z Azji natychmiast uderzyło w linie produkcyjne w Europie i Ameryce Łacińskiej. Rok wcześniej strajk w portach Kolumbii Brytyjskiej – Vancouver i Prince Rupert – zablokował przepływ towarów przez jeden z kluczowych węzłów Pacyfiku: kanadyjski sektor motoryzacyjny, uzależniony od części z Azji, wstrzymał produkcję, a odrabianie zaległości zajęło miesiące. Nowe formy skupienia – platformy cyfrowe i centra logistyczne – utworzyły nowe formy podatności kapitału na zbiorowy opór.

W 2023 roku ponad 150 kenijskich pracowników moderujących treści dla Facebooka, TikToka i ChatGPT założyło pierwszy afrykański związek zawodowy moderatorów treści. W 2022 roku pracownicy Starbucksa opublikowali na TikToku film z masowego wyjścia z pracy — obejrzało go ponad 28 milionów osób. Od tamtej pory media społecznościowe stały się dla baristów głównym narzędziem organizacji i rozszerzania ruchu związkowego.

Czytaj także Kto kształtuje moralność sztucznej inteligencji? Od Sama Altmana do Amandy Askell Mateusz Wielgosz

Sztuczna inteligencja z pewnością ustanawia nowe warunki produkcji w rozumieniu marksowskim. Jest to zarówno technologia zmieniająca żywą pracę w jej utowarowioną postać, jak i mechanizm wytwarzający nowe podziały klasowe i nowe tożsamości pracowników. Tych, którzy będą obsługiwać maszyny wiedzy – nazwijmy ich roboczo kognitariatem – i tych, którzy znajdą się poza nawiasem nowej rewolucji przemysłowej. Metody produkcji, które dostarczały im dotychczas źródła utrzymania, zostaną zastąpione.

Pewnych ram do zrozumienia ról, w których będą funkcjonować przyszli pracownicy dostarcza nam Gilbert Simondon, francuski filozof techniki. Simondon uważał, że człowiek otoczony obiektami technicznymi, których nie rozumie, jest im poddany jak pracownik przy taśmie – obsługuje ją, ale to ona rządzi rytmem jego życia. Pada w ten sposób ofiarą alienacji. Simondon pragnął kultury technicznej w takim samym sensie, w jakim istnieje kultura humanistyczna: powszechnego rozumienia, jak działają narzędzia, których używamy. Nie po to, żeby każdy był inżynierem – ale żeby każdy był uczestnikiem, a nie tylko odbiorcą technologii.

Różnica jest polityczna: uczestnik może stawiać warunki, odbiorca może tylko przyjmować lub odrzucać gotowy produkt. Prawo do wyjaśnienia decyzji algorytmicznej, prawo do audytu systemu, prawo do publicznej alternatywy – to polityczne decyzje o tym, czy technologia będzie narzędziem uczestnictwa, czy będzie nam narzucać więzy zależności.

Pesymistyczna wizja przyszłości modeli językowych wydaje mi się bardzo jednostronna i pozbawiona namysłu nad emancypacyjnym potencjałem tej technologii. W grę wchodzi przede wszystkim dostępność języka specjalistycznego i jego wartość w społecznej hierarchii. Modele językowe tworzą szansę na przełamanie bariery, jaką stanowi umiejętność władania językiem. Pierre Bourdieu nazwał tę grę dystynkcją: profesjonalny język nie służy tylko precyzji – służy odróżnieniu. Dostęp do wiedzy jest w tym systemie towarem reglamentowanym, a renta z tego reglamentowania jest bardzo realna. Ile kosztuje godzina dobrego adwokata? Ile kosztuje konsultacja specjalisty z prywatną praktyką? Ile kosztuje audyt finansowy małej organizacji pozarządowej? To jest cena dostępu do obszaru, w którym rozgrywają się decydujące spory.

Pierre Bourdieu opisał mechanizm, który wszyscy znamy z doświadczenia. Każda profesja – prawnicza, medyczna, architektoniczna, finansowa – buduje wokół siebie pole z własną logiką wejścia: dyplom, licencja, żargon, sieć kontaktów, instytucjonalna afiliacja. Te bariery nie służą wyłącznie jakości – służą rozróżnieniu między wtajemniczonymi a profanami. Lekarz i pacjent mogą mówić o tym samym bólu, ale słowa lekarza mają w tym polu wagę, a słowa pacjenta są tylko sygnałem do diagnozy, nie jej elementem.

Czytaj także Lokatorzy piszą pozwy z ChatemGPT. Czy AI pomoże zdemokratyzować samopomoc prawną? Zenobia Żaczek

Brytyjska filozofka Miranda Fricker dała temu zjawisku precyzyjniejszą nazwę: krzywda epistemiczna. Fricker opisuje ją jako odmowę wiarygodności: lokatorka opisująca nieuczciwe działanie właściciela jest już na wstępie mniej wiarygodna niż prawnik właściciela – nie dlatego, że mówi nieprawdę, ale dlatego, że nie posiada odpowiedniego aparatu pojęciowego. Pacjentka opisująca ból jest traktowana jak histeryczka, dopóki lekarz nie nada jej doświadczeniu diagnozy.

Sama wiedza o tym, co się przeżywa, nie wystarczy – musi zostać przetłumaczona przez autoryzowanego pośrednika, żeby nabrać mocy. Musi zostać sformułowana w odpowiednim języku i rejestrze – a dostęp do tego języka jest reglamentowany. Modele językowe zaburzają tę hierarchię. Okazuje się, że profani mogą ten język sobie po prostu wygenerować.

Wykluczenie ma nie tylko postać klasową. Nie chodzi wyłącznie o posiadanie zdolności i kontaktów, ale także o sprawność zmysłów. Warto tu przywołać przykład, który rzadko pojawia się w dyskusjach o AI, a który jest dla mnie zawodowo bliski: dostępność cyfrowa. Przez dekady osoby niewidome i słabowidzące były de facto wykluczone z ogromnych połaci kultury wizualnej – stron internetowych bez opisów alternatywnych, filmów bez audiodeskrypcji, dokumentów w formacie uniemożliwiającym odczyt przez czytnik ekranu. Było to efektem obojętności kasty twórców i administratorów, dla których własna modalność zmysłowa była domyślna i niekwestionowana. Osoby z niepełnosprawnością poznawczą latami mierzyły się z urzędowymi formularzami, regulaminami i instrukcjami napisanymi językiem, który zakładał poziom abstrakcji niedostępny dla znacznej części z nich. Prawo do informacji istniało na papierze; w praktyce było przywilejem. Fricker powiedziałaby, że brak dostępu do informacji w przyswajalnej formie to jedna z najdotkliwszych form krzywdy epistemicznej.

AI zmienia to strukturalnie, nie kosmetycznie. Automatyczne generowanie opisów obrazów, transkrypcja i tłumaczenie wideo w czasie rzeczywistym, upraszczanie złożonych tekstów do języka łatwego w czytaniu i w rozumieniu – to nie są funkcje dla wąskiej grupy użytkowników. To narzędzia, które po raz pierwszy w historii czynią dostępność skalowalną bez proporcjonalnego wzrostu kosztów. To, co wcześniej wymagało zatrudnienia specjalisty od audiodeskrypcji albo tłumacza na język migowy, może teraz działać automatycznie dla każdego filmiku, każdej prezentacji, każdego dokumentu. Niedoskonale, ale wystarczająco, żeby zmienić jakość życia milionów ludzi.

Musimy też zadać sobie wprost pytanie, kto jest przedmiotem naszej troski. Czy niepokoi nas przede wszystkim los pracowników umysłowych: tych, którzy mają dobre miejsca pracy, wykształcenie, kompetencje? Przez dekady ta sama klasa – i jej reprezentanci intelektualni – akceptowała restrukturyzację przemysłu jako nieuchronną cenę efektywności. Teraz, gdy zmiana technologiczna zbliża się do pracy analityka, dziennikarza, programisty, ich narracja gwałtownie się zmienia: to już nie jest nieunikniona cena postępu, ale zamach na życie, jakie dotychczas znaliśmy. Czy jest uczciwe wyróżniać tę klasę tylko dlatego, że ja i autor tekstu, z którym polemizuję, oboje do niej należymy?

Czytając tekst Markiewki, nie mamy wrażenia, że stoi przed nami emancypacyjna perspektywa. Czy jako pracownicy powinniśmy kurczowo się trzymać odchodzących w przeszłość metod produkcji, by starać się utrzymać swoją pozycję społeczną, jako klasa pracowników umysłowych? Nie jest to ani możliwe, ani tym bardziej sprawiedliwe. Możemy jednak odważyć się na sformułowanie radykalnych postulatów i żądać sprawiedliwości dla wszystkich. Nowe stosunki produkcji dostarczą nam w tym celu nowych warunków organizacji i ukształtują na nowo naszą świadomość.

**
Zenobia Żaczek – Współzałożycielka Komitetu Obrony Praw Lokatorów i Związku Syndykalistów Polski. Od 2009 roku zajmuje się udzielaniem porad dla osób borykających się z problemami mieszkaniowymi. Organizuje protesty w obronie praw lokatorów i pracowników. Brała udział w pracach w komisjach sejmowych nad ustawą ds. reprywatyzacji, rewitalizacji i nowelizacjami ustawy o ochronie praw lokatorów. Walczyła o zakaz zwrotów kamienic wraz z lokatorami i podłączanie kamienic do centralnego ogrzewania. Zawodowo zajmuje się programowaniem, ze specjalizacją w dostępności cyfrowej dla osób z niepełnosprawnościami.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie