Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Wojna w Iranie a szok paliwowy 3.0. Rozwiązanie? Odejście od ropy

Konsekwencje wojny w Iranie będą długofalowe i mogą wiązać się z ograniczeniem zużycia ropy oraz przyspieszeniem elektryfikacji. W okres tych dynamicznych przemian globalnej energetyki Polska wchodzi zapóźniona i z długą listą problemów do rozwiązania.

ObserwujObserwujesz
25
Celnie!
Walka
Serce
Cyrk

5

Skutki szaleńczej wojny USA i Izraela z Iranem szybko rozprzestrzeniły się na cały świat i objęły również Europę. Marnym pocieszeniem jest fakt, że odczuwają je także zwolennicy Donalda Trumpa, z polską filią ruchu MAGA włącznie. Tak zwany prezydent pokoju doprowadził nie tylko do śmierci tysięcy cywilów, w tym setek dzieci, ale też najprawdopodobniej wywoła największy szok paliwowy od czasu burzliwych lat 70., gdy baryłka ropy zdrożała w ciągu niespełna dekady z 3 do około 40 dolarów. Ówczesne dwa kryzysy naftowe (w 1973 i 1979 roku) zakończyły okres szybkiego wzrostu gospodarczego, napędzanego ekstremalnie tanią ropą. Obecny kryzys być może w ogóle zakończy epokę, w której ropa była jednym z kluczowych surowców. Samo w sobie nie byłoby to wcale złe – pytanie, czy Polska i Europa są przygotowane na taki scenariusz.

Czytaj także Irański ból głowy Europy Jakub Majmurek

Zgoda buduje

Wojna rozpoczęta ostatniego dnia lutego już przełożyła się na ceny nad Wisłą. Według danych GUS wskaźnik cen konsumenckich liczony rok do roku wzrósł z 2,1 proc. w lutym do 3 proc. w marcu – czyli o niemal połowę w ciągu 31 dni. Licząc miesiąc do miesiąca inflacja wyniosła równy 1 proc. Przyczyny są oczywiste – gwałtowny wzrost wydatków na paliwa, które rok do roku zdrożały o 8,5 proc., natomiast miesiąc do miesiąca aż o ponad 15 proc. Skutkiem ubocznym będzie zaostrzenie polityki pieniężnej. W ostatnich miesiącach RPP złagodziła kurs, decydując się na serię obniżek, co sprowadziło stopę referencyjną NBP do poziomu 3,75 proc. Na początku roku analizy czołowych banków prognozowały zmierzanie w kierunku 3,5 proc., a może nawet 3,25 proc. Ulżyłoby to nie tylko kredytobiorcom hipotecznym, ale też przedsiębiorstwom spłacającym zobowiązania lub szukającym środków finansowych na inwestycje.

Wojna w Iranie raczej zamrozi wszelkie plany inwestycyjne, a właściciele mieszkań z obciążoną hipoteką, niejednokrotnie już płacący więcej za paliwo na codzienne dojazdy do pracy, dostaną jeszcze cios ze strony rosnących rat.

Rząd nie mógł stać bezczynnie, gdyż – parafrazując Izabelę Leszczynę – PiS przyzwyczaił ludzi, że pieniądze są. Ustawa obniżająca ceny paliw przeszła w tak ekspresowym tempie, że nawet poprzednia władza miałaby problem je pobić. Tym razem „maszynka do głosowania” nie spotkała się jednak ze zmasowaną krytyką, gdyż w Polsce są rzeczy ważne, ważniejsze i ceny paliw. Większość rządowa uchwaliła obniżkę VAT na paliwo z 23 do 8 proc., a także obniżyła akcyzę na benzynę i olej napędowy o niespełna 30 groszy. Poza tym wprowadziła regularnie aktualizowaną cenę maksymalną, by koncerny paliwowe nie przywłaszczyły sobie korzyści z tej obniżki podatków.

Co ciekawe, za ustawą obniżającą akcyzę na paliwo głosowali wszyscy posłowie i posłanki zgromadzeni na sali – dokładnie 436 osób. Wreszcie znaleźliśmy więc kwestię, która łączy wszystkich Polaków, od Brauna i Konfederacji, przez PSL, KO oraz inkarnacje Polski 2050, aż po Lewicę i Razem. W głosowaniu nad nowelizacją wprowadzającą cenę maksymalną wyłamała się jedynie Konfederacja, która zgodnie zagłosowała przeciw. Ekipa Bosaka i Mentzena twardo walczy ze wszystkim, co kojarzy się z PRL – i za tę konsekwencję można ją nawet docenić. Przykładowo naczelny wolnorynkowiec koalicji, Ryszard Petru, cenę maksymalną poparł.

Czytaj także Polska broń jądrowa? „To przeniosłoby nas do szarej strefy bezpieczeństwa” Michał Sutowski rozmawia z Marcinem Ogdowskim

Obie ustawy poparli również naczelni germanofobowie polskiej polityki, czyli członkowie PiS. Tymczasem okazało się, że w ten sposób polski budżet pośrednio finansuje… niemieckich obywateli, którzy w dużej liczbie zaczęli przekraczać Odrę, by uprawiać „turystykę paliwową”. Rząd zapewnia, że będzie monitorował sytuację i jeśli to zjawisko przybierze zbyt duże rozmiary, to zainterweniuje. Jak? Nie wiadomo. Może po prostu wyśle na granicę Roberta Bąkiewicza i jego kompanów, by tym razem walczyli już nie z imigrantami, tylko z niemieckimi kierowcami.

Europa pod presją

Podczas gdy polscy politycy gaszą bieżące pożary, licząc, że globalne zawirowania szybko miną, europejscy liderzy patrzą dalej. Według cytowanego przez Politico kanclerza Niemiec Friedricha Merza skutki wojny w Iranie będą równie głębokie, jak efekty pandemii COVID-19 czy agresji Rosji na Ukrainę. Szefowa Europejskiego Banku Centralnego Christine Legarde przygotowuje się na konflikt trwający latami i równie długofalowe skutki ekonomiczne. Ana Maria Jaller-Makarewicz, główna analityczka ds. energii w Instytucie Ekonomii Energetycznej i Analiz Finansowych, zwraca uwagę, że szoki paliwowe lat 70. dotyczyły tylko 7 proc. globalnych dostaw, tymczasem obecny obejmuje 20 proc.

Realna skala ograniczenia podaży ropy jest znacznie mniejsza, gdyż państwa Zachodu uruchomiły swoje rezerwy. To wciąż jednak oznacza, że skutki obecnego kryzysu paliwowego są porównywalne z tymi z lat 70. Jeśli konflikt się przeciągnie, mogą być nawet większe. Już teraz możemy mówić o wzroście ceny baryłki o co najmniej połowę. Zaraz przed wojną, 26 lutego 2026 roku, cena baryłki teksańskiej ropy (WTI) kosztowała 65 dolarów, tymczasem w wyniku ataku na Iran zdrożała w szczycie do 105 dol. 1 kwietnia nieco spadła, do 99 dol., w związku z zapowiedziami Donalda Trumpa o szybkim wycofaniu wojsk znad Iranu. Problem w tym, że prezydent USA ogłosił zakończenie działań zbrojnych nawet jeśli kluczowa w omawianym kontekście cieśnina Ormuz nie zostanie odblokowana przez Teheran. Rynek nie wie, jak na to reagować, gdyż wypowiedzi Trumpa często są wzajemnie sprzeczne, a prezydent codziennie zmienia zdanie – co gorsza, komunikaty Waszyngtonu regularnie dementuje władza w Teheranie.

Czytaj także Wojna w Iranie i „imperialna prezydentura” Trumpa Jakub Majmurek

Mimo wszystko jest kilka pewników. Po pierwsze, skutki konfliktu i związanych z nim zaburzeń dostaw dosięgną Europy, w tym Polski, z całą mocą. Po drugie, będą długofalowe i utrzymają się nawet po ucichnięciu dział na Bliskim Wschodzie. Rezerwy wystarczą na góra kilka miesięcy, po czym UE będzie musiała rywalizować o surowiec na zglobalizowanym rynku, więc fakt, że z Zatoki Perskiej czerpała tylko 6 proc. ropy i niecałe 10 proc. gazu ziemnego, na dłuższą metę niewiele znaczy. Wycofanie się USA z Iranu nie oznacza też, że to samo zrobi Izrael, rządzony przez nacjonalistyczną sitwę, dla której wojna jest warunkiem politycznego przetrwania – a dla samego Benjamina Netanjahu również kwestią wolności lub więzienia. Poza tym jednym z warunków pokoju wysuwanych przez Iran jest oddanie mu kontroli nad cieśniną. Do tego dochodzą zniszczenia części infrastruktury energetycznej państw Zatoki Perskiej i prawdopodobnie konieczność rozminowania przesmyku.

W takiej sytuacji zamiast beztroskiej polityki zwiększania siły nabywczej na paliwa, którą stosują politycy w Polsce (i nie tylko), prawdopodobnie pojawi się konieczność tak zwanej destrukcji popytu – czyli podjęcie działań skłaniających obywateli do ograniczania zużycia. Dla ludzi znad Wisły może się to okazać prawdziwym szokiem, gdyż trzeba będzie się przeprosić z autobusem. Władza zaś dozna dotkliwego politycznego ciosu, który może napędzić głosów politykom od „domu, grilla i dwóch samochodów”.

Czytaj także Netanjahu najgorszym prezydentem USA? Atak na Iran a granice amerykańskiej suwerenności Patrycja Wieczorkiewicz

Ropa na odchodnym

Kręcący nosem obywatele państw UE powinni jednak darować sobie oznaki niezadowolenia, gdyż dobrze będzie, jeśli będą mieli gdzie tym autobusem dojeżdżać. Pod presją znajdą się kluczowe europejskie sektory gospodarki, czyli przemysł i transport z logistyką. Unia Europejska bierze z krajów Zatoki Perskiej 40 proc. oleju napędowego i paliwa lotniczego. Diesel to wciąż główne paliwo dla branży transportowej, co nie tylko odbije się na kondycji finansowej firm dostawczych, ale też na cenach podzespołów i materiałów. Już teraz mówi się o znaczącym wzroście cen stali i aluminium, gdyż ropa napędza nie tylko przewożące je pojazdy, ale też maszyny wydobywające rudy żelaza. To fatalna wiadomość dla motoryzacji oraz zbrojeniówki. Ceny uzbrojenia mogą znacznie wzrosnąć, tymczasem UE, z Polską na czele, zamierza zbroić się na potęgę.

Przypomnijmy, że transport z logistyką to najważniejszy pod względem udziału w wartości dodanej sektor polskiej gospodarki, a na drugim miejscu znajduje się przemysł. Oba sektory łącznie dają Polsce co roku około połowę wartości dodanej. Wzrost cen ropy niewątpliwie odbije się także na cenach żywności, gdyż ropa jest potrzebna do maszyn rolniczych oraz transportu surowców rolnych i artykułów spożywczych. To zaś uderzy w ludność, która dostanie już po portfelu z powodu cen paliwa i kłopotów w całej gospodarce – takich jak możliwy wzrost bezrobocia lub przynajmniej wyhamowanie wzrostu płac.

Rozwiązanie? Odejście od ropy. Ten trend jest już obserwowany. Według raportu IEA Electricity 2026 do końca dekady globalne zapotrzebowanie na prąd będzie rosnąć 2,5 razy szybciej, niż popyt na całą energię pierwotną. To efekt zarówno nowych zjawisk, takich jak ekspansja wymagających olbrzymich ilości energii wielkich centrów danych dla usług chmurowych, jak i postępującej elektryfikacji gospodarki i codziennego funkcjonowania. Elektryfikacji podlegają takie obszary, jak transport (osobowy, publiczny i towarów), produkcja (maszyny), ogrzewanie (pompy ciepła), usługi (cyfryzacja wielu procesów) czy administracja publiczna (rozwój infrastruktury cyfrowej, wyposażenie w sprzęt komputerowy i mobilny). Czyli prawie wszystko.

Ropa pozostaje jednym z kluczowych surowców, jednak w przypadku produkcji prądu jej znaczenie jest marginalne. Według danych IEA w 2025 roku w skali globu na pierwszym miejscu był niezagrożony węgiel, na drugim gaz (który też jest dostarczany w ok. 20 proc. z Zatoki Perskiej), a na trzecim woda. W 2023 roku zmieni się jedynie ostatnie miejsce podium, gdyż wodę zastąpi fotowoltaika. Inne ważne źródła energii to atom oraz wiatr.

Polska w tyle, ale w peletonie

Świat sobie, a Polska sobie. Nad Wisłą ropa nie tylko utrzymuje duże znaczenie, ale nawet nieco je zwiększa. Według najnowszego raportu Forum Energii (FE) Transformacja energetyczna Polski w 2023 roku ropa odpowiadała za 27 proc. zużycia energii pierwotnej. W ciągu dekady udział ropy naftowej w miksie zużycia energii w Polsce wzrósł o 2,5 pkt proc. Za 85 proc. źródeł energii pierwotnej pod względem konsumpcji nadal odpowiadały paliwa kopalne, a sam węgiel za 41 proc.

Czytaj także Chiny już zastąpiły USA jako punkt odniesienia Galopujący Major

Na szczęście pod względem samej energii elektrycznej Polska notuje postęp. Według danych FE w 2025 roku OZE po raz pierwszy w historii wyprodukowały ponad 31 proc. prądu, natomiast elektrownie węglowe „tylko” 53 proc. Za kolejne 14 proc. odpowiadał gaz, a pozostałe źródła są pomijalne. Jeszcze w 2015 roku węgiel odpowiadał za ponad 80 proc. generacji prądu w Polsce, więc pod względem dekarbonizacji może i jesteśmy w tyle, ale przynajmniej staramy się gonić. W 2025 roku pod względem produkcji prądu znaczenia nabrały szczególnie dwa źródła: gaz ziemny (wzrost o 3,8 TWh) i fotowoltaika (2,3 TWh na plusie). Spadła jednak produkcja nie tylko z węgla kamiennego i brunatnego (łącznie aż o 4,2 TWh), ale też z wiatru na morzu (równa terawatogodzina na minusie).

W okres dynamicznych przemian globalnej energetyki Polska wchodzi bez rozwiązania kluczowych problemów, takich jak konieczna modernizacja sieci energetycznej, brak energetyki jądrowej czy niewystarczający rozwój wiatrowej. Ustawa wiatrakowa nadal nie została ostatecznie przyjęta, w wyniku czego blokowany jest rozwój farm wiatrowych na lądzie. Z powodu przestarzałej sieci i braku odpowiednich magazynów energii prosumenci fotowoltaiki regularnie nie mogą zbywać swoich nadwyżek. W 2024 roku zainstalowane OZE odpowiadały za 47 proc. mocy nad Wisłą, chociaż finalnie wyprodukowały tylko ponad 29 proc. prądu. W obszarze energetyki jądrowej sukcesem jest rozpoczęcie budowy pierwszej instalacji tego typu. Gdy niedługo zaczną się poważne problemy, polscy politycy nadal będą mieli do powiedzenia tylko tyle, że Bruksela zła, a Niemcy jeszcze gorsi.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
25 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
tomek.syta
2026-04-07 06:49

Eh, znowu. Niech autor pokaże mi kraj który na naszej szerokości geograficznej , kraj nizinny, skutecznie odszedł od paliw kopalnych. Niech zerknie na takie Niemcy. Ich model polegał na tym, że OZE powinno się dublować mocami gazowymi (to ta „ropa” z artykułu autora). Energetyka jądrowa. Owszem, jak już się wyda te 200 mld na elektrownie to prąd jest tani, ale uwzględniając koszty budowy elektrowni jest to obecnie najdroższa energia. Każdy domek mający własny magazyn energii? Owszem, to wypłaszczy dobowe zapotrzebowanie na energię ale
nie zasili pomp ciepła w zimie. Sam mam zarówno pompę ciepła jak i ogniwa na dachu (produkcja energii elektrycznej) i kolektory słoneczne (produkcja CWU). Energię zużywam wtedy gdy nie mam jej produkcji. W skali kraju wygląda to podobnie. Niemcom się nie udało. Udało się np Norwegii, ale to budując nieekologiczne elektrownie wodne, a nie chcemy chyba do reszty zabić życia w naszych rzekach. Transport elektryczny na razie jest zabawkami dla bogatych z przedmieść, a nie odpowiedzią dla masowego odbiorcy. Owszem, należy w końcu zacząć iść w budowę linii kolejowych (narazie idzie fatalnie), ale co można zrobić więcej?

troislav69
2026-04-07 08:33
Odpowiedź do  tomek.syta

Kolega ma na myśli metro?.
Mam pytanko .Ile wynosi osoboprzejazd na kolei i w dowolnym innym transporcie.Tu cyferki dwie tam jedna.Czekam z niecierpliwością odpowiedzi.

tomek.syta
2026-04-07 10:35
Odpowiedź do  troislav69

Nie rozumiem pytania. Ile wynosi przejazd? Kolega ma namyśli procent pasażerów, prędkość? Sam nie wiem. Proszę o dokładne pytanie. I miałem na myśli kolej. Mieszkam pod Warszawą. Gminy Izabelin, Stare Babice nie są połączone kolejowo z Warszawą.

tomek.syta
2026-04-07 15:23
Odpowiedź do  Piotr Wójcik

mam nadzieje ze rozumiesz, że te 38 procent to wartość srednia ( i tak duzo, spodziewałem się mniej). Jak nie świeci (czyli w sumie od listopada do marca kiedy jest zaledwie kilka i to krótkich słonecznych dni) to ruszają turbiny gazowe. I uwaga, spalanie gazu teoretycznie emituje mniej CO2 ale wg pracowni na rzecz wszystkich istot to ułuda, bo powstały podczas wydobycia metan który się ulatnia do atmosferu powoduje że gaz tak naprawde jest bardziej emisyjnym sposobem wytwarzania energii. I uwaga, gaz musimy sprowadzać, jak nie z Rosji to z Kararu. Można i z Norwegii. Atom jest kontrowersyjny ze względu na straszliwie wysoką cene budowy elektrownii. Gdyby to było tanie każdy by już miał tylko atom. A tak nie jest.

tomek.syta
2026-04-08 21:25
Odpowiedź do  Piotr Wójcik

nawet Francja nie buduje na potegę tego atomu. I dalej ni epodałes przykładu państwa na naszej szerokości geograficznej, nizinnego, który przeszedł transformację energetyczną. Dlaczego? Bo ciagle nie mamy wystarczającej na to technologii. W praktyce to wygląda tak że OZE musi być zdublowane turbinami gazowymi. SMR? Na razie ich nie ma. Jak będą to pogadamy 😉 Mozna powiedzieć że jak będzie energetyka termojądrowa (jak na słońcu) to wszystko rozwiąże. Jak będzie to zobaczymy. Na razie gonimy króliczka…

wini19788
2026-04-08 07:29
Odpowiedź do  tomek.syta

16 kwietnia 2025 w Hiszpanii całe zapotrzebowanie na energię w kraju zostało pokryte z OZE. Masz Dolnośląską dolinę wodorową żeby nie szukać daleko, przestań żyć w XX wieku. Myślisz dlaczego Chiny najwięcej na świecie inwestują w OZE? Bo widzą ten trend.

Ostatnio edytowane 1 dzień temu przez wini19788
tomek.syta
2026-04-08 21:27
Odpowiedź do  wini19788

dalej te Chiny zwiększają tez co roku moce konwecjonalne. I chwilowe pokrycie przez OZE oznacza tylko tyle, że w nocy i tak to musiały zdublowac turbiny gazowe. Zielony wodór na razie to ułuda. Sprawnośc połączenia OZE i elektrolizy wody to sprawnosc kilku procentowa. Nie tędy droga. Nawet do transportu wybiera się tańszy brudny wodór (powstały z metanu).

garnuszek
2026-04-08 21:00
Odpowiedź do  tomek.syta

Ech, znowu… Proszę może dla odmiany wskazać kraj – w dowolnym miejscu świata – który pozostał przy wyrębie lasów na paliwo do hut.

tomek.syta
2026-04-08 21:28
Odpowiedź do  garnuszek

argument ad absurdum.

Janusz Mędrzecki
2026-04-09 05:59
Odpowiedź do  tomek.syta

A co stoi na przeszkodzie planowania zasilania na poziomie całej Unii? Synchronizację już mamy, tylko wystarczających mocy w przepływie energii nie. Skandynawia ma nadwyżki mocy z wody, Francja z reaktorów, Hiszpania ze słońca i dalej każdy patrzy tylko na swoje podwórko i ustawia się w kolejce po energię do Arabów lub najbardziej pomarańczowego z prezydentów.

tomek.syta
2026-04-09 11:40
Odpowiedź do  Janusz Mędrzecki

Eh, prawo ohma się kłania. Opór jest wprost proporcjonalny do długości przewodu. Przesyłanie energii z Hiszpanii do Polski to straty rzędu 50 procent (nie chce mi się liczyć, ale to ten rząd wielkości).

Ostatnio edytowane 2 minut temu przez tomek.syta
krytyk apolityczny
2026-04-07 08:35

Amerykanie po prostu odblokują cieśninę Ormuz i wszystko zacznie wracać do normy. Pewnie w ciągu paru tygodni.
Ot i cała filozofia.

tomek.syta
2026-04-07 15:29
Odpowiedź do  Piotr Wójcik

do czasu jak państwa zatoki zbudują ropociągi. To ogólnie nie jest proste.

sousibo123
2026-04-07 12:54

Najbardziej obawiam się, że ten kryzys napędzi skrajną, prorosyjską prawicę. Niestety, nawet gdyby rząd chciał zrobić masową elektryfikację czego tylko się da, to potrwa to dość długo. A inne metody ograniczania popytu na ropę i jej produkty pochodne są politycznie bardzo bolesne. Pamiętajmy, że kryzysy naftowe z lat 70. przyczyniły się do rozkwitu neoliberalizmu.

tomek.syta
2026-04-07 15:28
Odpowiedź do  Piotr Wójcik

musisz to Piotrze rozwinąć. Kryzys naftowy z lat 70 spowodował rezygnacje z uzywania samochodów w USA? Na pewno nie, owszem, ten drugi samochód stał się zwykle troche mniejszy i produkcji japońskiej ale to wszystko. Indywidualna motoryzacja jest niekorzystna ze względu na budowe dróg i parkingów, ale nie ma jednoznacznych dowodów na mniejsze zużycie paliwa. Wiesz, autobusy zwykle ni ejeżdza pełne. Ba, częściej woża kilka osób a spalają kilkanaście razy więcej paliwa niż samochód osobowy. Mieszkam na wsi i tutejsze autobusy nie są tak napchane ludzmi jak w Warszawie. A pociagi? owszem, w godzinach szczytu sa tam ludzi. Ale poza szczytem duzy skład kolejki podmiejskiej wiezie kilka osób. To na pewno wieksza emisja niż kilka samochodów osobowych.

tomek.syta
2026-04-08 21:29
Odpowiedź do  Piotr Wójcik

trzeba popierać rozbudowę transportu publicznego. Tu się musze zgodzić.

garnuszek
2026-04-08 21:03
Odpowiedź do  tomek.syta

Pierwszy też stał się mniejszy, choć pozostał amerykański 🙂

corkaadama
2026-04-07 18:22

nie ma czegos takiego jak „odejscie od ropy”, cala wspolczesna nowoczesna gospodarka opiera sie na przetworstwie ropy i gazu, w dziessiatkach sektorow. bedą wykozrystywane coraz powszechniej az do czasu kiedy beda dostepne; paliwa to tylko jeden z elementow ukladanki

tomek.syta
2026-04-07 20:35
Odpowiedź do  corkaadama

z ropy robi się też tworzywa sztuczne, a wobec nich nie ma alternatywy we współczesnym świecie.. Ale wydaje mi się autor miał na mysli nie rope jako taka tylko ogólnie paliwa kopalne.