Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Nowa żelazna kurtyna. Już nawet „prestiżowy” paszport nie otwiera granic

Szacowna posiadaczka brytyjskiego paszportu spędziła kilka tygodni w ośrodku detencyjnym ICE, a wysoki urzędnik Komisji Europejskiej stracił prawo wjazdu do USA. Prawo do podróżowania znów staje się przywilejem surowo reglamentowanym przez państwa, algorytmy i służby graniczne.

ObserwujObserwujesz
drut kolczasty na tle flagi USA
Walka

Stany Zjednoczone nałożyły sankcje wizowe na pięcioro obywateli UE uczestniczących w tworzeniu cyfrowej polityki Wspólnoty. Wcześniej częściowo lub całkowicie zakazały wjazdu – nawet w celach turystycznych – obywatelom 39 państw Azji i Afryki.

Tajlandia kończy praktykę tzw. visa run, w myśl której, aby przedłużyć legalny pobyt, cudzoziemcowi wystarczało przekroczyć granicę i wjechać ponownie. Szwajcaria zamierza poddać pod referendum ustawowe ograniczenie liczby ludności kraju, by w ten sposób zyskać możliwość niewpuszczania imigrantów – nie tylko z globalnego Południa, ale także z państw UE. Polska od ośmiu miesięcy prowadzi tymczasowe kontrole na granicy z Niemcami i Litwą, chociaż wszystkie te kraje należą do strefy Schengen, której ideą jest przecież swobodne przemieszczenie się pracowników i podróżnych.

Czytaj także Mamy ICE w domu? „Rząd kłamie i liczy, że sprawa pobitego Afgańczyka ucichnie” Paulina Siegień rozmawia z Piotrem Czabanem

Choć tanie linie wciąż latają, a lista krajów bezwizowych dla Polaków nadal jest imponująca, polityczna infrastruktura intensywnej międzynarodowej mobilności, do której jesteśmy przyzwyczajeni od kilku dekad, zmienia się w szybkim tempie. Jak zawsze, najbardziej narażeni na te zmiany są obywatele niezamożnych państw peryferii.

Badacze używają terminu „geopolityka oczekiwania”, by opisać, jak kraj pochodzenia wpływa na szanse legalnego przedostania się do Europy. Na przykład to, jak długo obywatel państwa afrykańskiego będzie czekał na wizę do Niemiec, zależy wprost od poziomu PKB jego kraju (im kraj biedniejszy – tym dłużej). Jednak nawet paszport prestiżowego, zachodniego państwa nie daje już gwarancji, że amerykańska służba ICE nie zechce potrzymać nas w celi dwa na dwa przez kilka dni, a nawet kilka tygodni, z powodu podejrzanego wpisu na Facebooku. O ile historia Norwega, który w czerwcu 2025 podobno nie mógł wjechać do USA z powodu memu z wiceprezydentem J. D. Vancem w telefonie, budzi zastrzeżenia, o tyle wypadek 65-letniej Karen Newton porwanej przez ICE w Montanie i trzymanej w celi przez sześć tygodni jest udokumentowany i skandaliczny – obywatelka Brytanii miała ważną wizę i w niczym nie uchybiła przepisom.

Napięcie między Europą, Stanami a Chinami już prowadzi do tego, że zmieniają się nasza cyfrowa dieta, garderoba i autopark; zmiany na pewno czekają też na nasze szlaki prywatnych i zawodowych podróży.

COVID jak repetycja

Przekonanie, że jest się „obywatelem świata” i pomysł na życie tam, gdzie się chce, a przynajmniej częste przemieszczanie się w poszukiwaniu nowych wrażeń i doświadczeń – wszystko to jest produktem intensywnej globalizacji końca XX wieku, ale nigdy nie było dostępne dla wszystkich. Słynny mem „nieważne, ile kosztowały twoje trampki; ważne, że spacerujesz w nich po Paryżu” od początku miał zastosowanie wyłącznie do posiadaczy tzw. prestiżowych paszportów – obywateli krajów, którym Francja ufa na tyle, by wpuszczać ich bez wiz, nawet jeśli przylatują na pokładzie tanich linii.

Międzynarodowy ranking paszportów – w którym Polska zajmuje dziś wysokie szóste miejsce, wyprzedzając np. Czechy i Australię – nie powstał po to, by mierzyć poziom opieki społecznej czy innowacyjność medycyny. Mierzy wyłącznie to, ile innych państw jest gotowych wpuścić posiadacza danego dokumentu bez zbędnych pytań. Paradoks polega na tym, że „dobry” paszport jest atrakcyjny nie dlatego, że w danym kraju dobrze się żyje, lecz dlatego, do ilu innych krajów można z niego wyjechać.

Drugi produkt globalizacji XXI wieku to koncepcja cyfrowego nomada – pracownika zachodniej firmy świadczącego usługi online z rajskiej wyspy czy egzotycznej górskiej wioski. Przedstawiany jako marzenie i aspiracja milenialsów oraz pokolenia Z, cyfrowy nomadyzm w rzeczywistości bywał często formą prekaryjności – ucieczką przed niemożnością prowadzenia godnego życia w kraju pochodzenia, zwłaszcza z powodu wysokich kosztów najmu. Gdy jednak ktoś wrzuca co rano zdjęcia swojego nowego miejsca pracy z widokiem na biały piasek, palmy i szemrzący ocean, nawet niedostatek nabiera aury glamour.

Czytaj także Socjaliści przeciwko barbarzyństwu. Rząd Hiszpanii reguluje status pół miliona imigrantów Łukasz Ostrowski

Podróże stały się jedną z kluczowych wartości kapitalizmu emocjonalnego – systemu społeczno-ekonomicznego, w którym regularne doświadczanie intensywnych emocji jest wskaźnikiem osobistego sukcesu. Podróże czy studia za granicą dostarczają wrażeń. Nic dziwnego, że dla wielu przedstawicieli klasy średniej barierą przed decyzją o dziecku są nie tyle pieniądze, ile lęk przed utratą mobilnego, intensywnego stylu życia.

Pierwszym poważnym wyzwaniem dla mobilności jako celu samego w sobie była pandemia COVID-19. Restrykcje graniczne, kwarantanny i zamknięcie granic dla osób niebędących obywatelami lub rezydentami w marcu 2020 roku postawiły setki tysięcy „obywateli świata” w nowej sytuacji: pieniądze przestały wystarczać i nawet prestiżowy paszport nie gwarantował wjazdu. Wpuszczano natomiast mniej zasobnych, lecz potrzebnych pracowników sezonowych czy medycznych. Tak jak managerów-prekariuszy ochrzczono cyfrowymi nomadami, tym z kolei nadano miano essential workers – pracowników niezbędnych.

COVID przypomniał obywatelom Zachodu o ich bezradności – nie tylko wobec wirusa, ale wobec faktu, że ostatecznym gospodarzem ich losu pozostaje państwo. To ono wydało ci paszport, to ono chce albo nie chce cię wpuścić, a nawet może zarządzić odbycie kwarantanny w nie do końca komfortowych warunkach. A relacja prawna z tym konkretnym państwem może mieć większe znaczenie niż grubość portfela.

„Żelazna kurtyna”

Drugim ciosem w niepohamowaną mobilność było ostateczne pęknięcie powojennej architektury bezpieczeństwa. Coraz więcej krajów stało się de iure lub de facto niedostępnych dla podróżnych, a niekiedy ryzykownych. W naszej części świata proces ten zaczął się wraz z rosyjską okupacją Krymu, a stał się oczywisty po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku. Jego kontynuacją jest nowa strategia amerykańskiej polityki zagranicznej – dystans wobec Europy i traktowanie jej raczej jako strefę interesów niż partnera. Te zmiany wpływają nie tylko na obronność czy handel, lecz także na możliwość przemieszczania się.

Gdzie dziś przebiega nowa „żelazna kurtyna”?

Rosjanie coraz rzadziej otrzymują wizy Schengen. W listopadzie 2025 roku Komisja Europejska zakazała wydania im wiz wielorazowych i wymaga rzetelniejszej kontroli bezpieczeństwa przy innych procedurach wizowych. Sankcje wizowe to z jednej strony próba pociągnięcia obywateli do odpowiedzialności za politykę ich państwa, z drugiej – ograniczenie ryzyka działalności wywiadowczej.

Czytaj także Deportacje po polsku: skuteczność czy polityczny spektakl siły? Mateusz Krępa, Tomasz Sieniow, Marta Pachocka

Białorusinom również coraz trudniej dostać się do Europy – nawet młodzi studenci polskich uczelni nie mogą już zapisać się na złożenie wniosku wizowego w Mińsku. Rosja i Białoruś ograniczają przy tym obsługę konsularną własnych obywateli za granicą – Białorusini nie mogą już wyrobić nowego paszportu, a Rosjanie pod sankcją odpowiedzialności karnej mogą zostać objęci specjalnym rejestrem posiadaczy zagranicznych zezwoleń na pobyt i obywatelstw innych państw. Jeśli państwo nie wydaje ci paszportu, możesz próbować uzyskać dokument podróży cudzoziemca – ale to wymaga silnych relacji z krajem przyjmującym. O swobodnym nomadyzmie nie ma już mowy.

Europejczycy teoretycznie mogą jeździć do Rosji – z ekranu uśmiechnięta influencerka przekonuje, że jedzenia nie brakuje, a FSB nie aresztuje każdego przechodnia; a dziennikarka kanału Zero opowiada o tym, o czym wszyscy chcieliśmy usłyszeć – że lubią Putina i w ogóle ciężko tam, no i śnieg. Jest fajnie, dopóki traktujesz to jako egzotyczną przygodę czy materiał w stylu „lubimy tylko te piosenki, które już znamy”. W przeciwnym razie taka podróż może się skończyć procesem i więzieniem – z nadzieją na wymianę szpiegów. Albo, w wersji light, jak ostatnio u pary rumuńskich blogerów deportacją z zakazem wjazdu do Rosji na 50 lat.

Jeśli na wschodzie „kurtyna” przesunęła się z linii Szczecin–Triest na linię Mierzeja Kurońska–Terespol, to wyzwanie pojawiło się również na Zachodzie. Po powrocie Donalda Trumpa do władzy w 2025 roku Waszyngton przystąpił do radykalnej reformy polityki migracyjnej wobec „nieprestiżowych” państw. Obywatelom 39 krajów globalnego Południa częściowo lub całkowicie ograniczono wjazd. Rozszerzono kompetencje ICE w celu deportacji „nielegalnych migrantów” i odstraszania. Działania te doprowadziły do śmiertelnych incydentów w Minneapolis i wielotygodniowych zamieszek.

Czytaj także USA nie chce turystów, turyści nie chcą do USA Agata Popęda

Mniej nagłaśnianym skutkiem zbliżenia Trumpa z Kremlem były deportacje do Rosji osób ubiegających się w USA o azyl polityczny, w tym działaczy opozycyjnych. One też są świadectwem trendu, kto i gdzie dziś może przebywać.

Wobec obywateli „prestiżowych” państw zastosowano inne narzędzie – obowiązek upubliczniania kont społecznościowych przy ubieganiu się o amerykańską wizę albo pozwolenia na wjazd bezwizowy, dziś już dla wszystkich podróżnych. Oprócz kontroli paszportu na lotnisku może czekać audyt treści w sieci nawet pięć lat wstecz. To surowsze niż certyfikat szczepień, przeciwko któremu tak zawzięcie awanturowała się wolnościowa prawica! Oficerowie zapewne mają instrukcje bezpieczeństwa, lecz czy znajdzie się w nich miejsce na poczucie humoru? Czy automatyczne tłumaczenie odda niuanse opinii? W razie podejrzeń o niesprzyjanie nowej władzy w Ameryce cudzoziemiec może zostać zatrzymany i przetrzymywany w poniżających warunkach.

Ostatnim czerwonym sygnałem było objęcie zakazem wjazdu pięciorga obywateli UE, w tym byłego eurokomisarza, których Elon Musk wraz z Departamentem Stanu uznał za zagrożenie dla „wolności słowa”. Pojęcia bezpieczeństwa państwa i porządku publicznego zawsze były pojemne, lecz wpisanie na czarną listę wysokiego urzędnika Komisji Europejskiej – obywatela kraju sojuszniczego – stanowi precedens.

Gdzie jest bezpiecznie?

W międzynarodowym rankingu paszportów miejsce w czołówce to wciąż szansa. Miejsce na dole bywa wyrokiem – skazaniem na biedne, przeżarte korupcją, często autorytarne państwo bez możliwości poszukiwania lepszego życia za granicą. Nic dziwnego, że wielu ludzi próbuje taki wyrok podważyć, przekraczając bez dokumentów granicę amerykańsko-meksykańską czy Morze Śródziemne. Reformy prawa migracyjnego w UE w stylu „gościmy tylko najzdolniejszych” i kurs na politykę pop-deportacyjną pokazują, że dopóki nie jesteś obywatelem kraju pobytu, wszystko może zostać rozstrzygnięte na twoją niekorzyść.

Czytaj także Kto patrzy na morze, widzi Europę [listy o demokracji] Kamel Daoud

Naturalizacja była dotąd dla migrantów finałem tej pokrętnej gry – momentem oddechu. Dziś w Niemczech toczy się dyskusja o kilku tysiącach obywateli RFN posiadających jednocześnie obywatelstwo rosyjskie – co stanie się z nimi w razie wojny i przywrócenia poboru? W Polsce pojawiają się zalążki debaty o możliwości odbierania obywatelstwa naturalizowanym cudzoziemcom. Nawet bez takich nadzwyczajnych środków wszystkie środowiska polityczne (poza Lewicą i Polską 2050) złożyły w ubiegłym roku swoje projekty lub koncepcje zmiany ustawy o obywatelstwie. Oczywiście w kierunku zaostrzenia rygorów i utrudnienia dostępu do polskiego paszportu.

Jeszcze niedawno w UE liberalizowano przepisy – w przypadku naturalizacji w kraju członkowskim nie trzeba było rezygnować z poprzedniego obywatelstwa; można było służyć dwóm, a nawet trzem państwom. A dziś?

Być może więc wkraczamy w epokę, w której mobilność przestaje być oczywistym prawem klasy średniej, a znów staje się przywilejem mocno reglamentowanym przez państwa, algorytmy i służby graniczne. Paszport nie jest już biletem do świata, lecz dokumentem warunkowym – zależnym od geopolityki, nastrojów wyborczych i cyfrowego śladu, jaki za sobą zostawiamy. Świat znów kurczy się do przestrzeni jednego państwa, a granice – choć często niewidzialne – znów twardnieją.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie