Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

„Ukropolin”: rosyjska propaganda w Polsce już wygrała, a najgorsze przed nami

Czy zalewając internet dezinformacją i fejkami, rzeczywiście da się sterować poglądami milionów ludzi na krytycznie ważny temat? Jak najbardziej, jeszcze jak! Wystarczy spojrzeć na Polaków.

ObserwujObserwujesz
Marsz Niepodległości 2020 Fot. Monika Bryk
1
Walka
Celnie!
Płacz
Gniew

5

„Negatywny stosunek do Ukraińców przebywających w Polsce deklaruje zaledwie 5 proc.” – wynikało z sondażu Ipsos przeprowadzonego dla portalu OKO.press na początku marca 2022 roku. Polacy rzucili się Ukraińcom i Ukrainkom na pomoc.

Akcje charytatywne wyrastały jak grzyby po deszczu. Miasta, gminy, parafie, szkoły, centra kultury na szybko organizowały noclegownie, punkty medyczne, tłumaczy i ciepłe posiłki. Nad granicę ruszyła armia wolontariuszy, która sprawnie rozwoziła po całej Polsce dziesiątki tysięcy uchodźców dziennie, a na miejscu świadczyła niezbędną pomoc. Ogłoszenia „oddam za darmo”: łóżko, pościel, leki, pokój, mieszkanie, zabawki – szły w tysiące.

W pierwszych dniach wojny zebrałem różne dobra po znajomych, zapakowałem samochód pod sufit i zawiozłem na remizę OSP, która organizowała transport: darów w jedną stronę, uchodźców w drugą. Na miejscu zastałem pokój pełen polowych łóżek, ciepłych ubrań, termosów, żywności, wszystkiego. Polacy masowo przyjęli Ukraińców pod swoje dachy. Zarówno metaforycznie, jak i dosłownie – do własnych domów. Za darmo.

Czytaj także Prawda o polskiej (nie)gościnności. Pomoc ukraińskim uchodźcom to chlubny wyjątek w naszej historii Robert Herzyk

Gdy 25 lutego, a więc drugiego dnia wojny, zbierałem w jednym poście na Facebooku linki do różnych zbiórek, szybko znalazłem ich około 50. Przeglądając je dziś, da się wyczuć ducha tamtych czasów. Były tam błyskawicznie założone, lokalne grupy agregujące wiadomości o noclegach, punkty wsparcia prawnego, psychologicznego, ginekologiczno-położniczego, grupy i zbiórki z Krakowa, Łodzi, Kołobrzegu, Kielc, Olsztyna, Ostrowca Świętokrzyskiego, Szczecina, Rybnika, Podkarpacia, Warszawy. Były też „duże” zbiórki Polskiej Akcji Humanitarnej, Polskiej Misji Medycznej, Polskiego Czerwonego Krzyża, Caritasu i innych.

Do tego te powszechne wyrazy solidarności. Ukraińskie flagi na budynkach i autobusach, dwujęzyczne billboardy „my z wami”, prezenterzy telewizyjni z niebiesko-żółtymi przypinkami, zapowiedzi programów radiowych w języku ukraińskim, materiały dokumentujące naszą solidarność na szczycie wszystkich programów informacyjnych.

Krótko mówiąc: atmosfera pomocy, przyjaźni i życzliwości była powszechna. Polacy zdawali się rozumieć, że pomaganie uchodźcom z Ukrainy to nie tylko imperatyw moralny, ale także działanie na rzecz własnego bezpieczeństwa. Że rosyjskiej agresji trzeba dać odpór. Że lepiej zatrzymać putinowski morderczy walec tysiąc kilometrów stąd niż widzieć rosyjskie czołgi przez lornetkę z Przemyśla. A także, że stanęliśmy przed egzaminem z naszego rozumu i człowieczeństwa.

Uważaliśmy wtedy, że ten egzamin zdaliśmy na piątkę. Po sieci krążyły memy z Piłsudskim, który mówi „naród wspaniały, tylko ludzie ku… zdumieniu wszystkich również”. Z entuzjazmem przyjmowaliśmy sugestię ówczesnej ambasadorki USA, że należy nam się Pokojowa Nagroda Nobla. Schlebiały nam reportaże zagranicznych mediów chwalące nas za otwartość, z jaką przyjęliśmy uciekające przed pożogą kobiety i dzieci.

To było cztery lata temu. I tego już nie ma.

Kropla drąży skałę

W pierwszych dniach inwazji rosyjska machina propagandowa się zacięła. Kreml prawdopodobnie rzeczywiście myślał, że Zełenski ucieknie, a ukraińskie państwo po prostu się rozpadnie. Gdy okazało się, że ofensywa utknęła, dziesiątkowana ukraińską artylerią, dronami Bayraktar i amerykańskimi Javelinami, a państwa zachodnie twardo stanęły po stronie Kijowa, dystrybutorzy kremlowskich narracji nie mogli się w tym odnaleźć.

To wstrzymanie trwało najwyżej kilka tygodni. Już w marcu zaczęło się rozliczanie uchodźców z każdego koca i darmowego biletu komunikacyjnego. Najdalej w maju w internecie roiło się od narracji o „przejmowaniu państwa”, „wypychaniu z kolejek”, rzekomym skokowym wzroście brutalnych przestępstw (który nie miał miejsca) i Polakach traktowanych podobno jako obywatele drugiej kategorii. Tezy te od początku opierały się na kłamstwach i manipulacjach, a często były po prostu zmyślone. Na bieżąco wykazywano to w licznych artykułach i fact-checkach.

Rosyjski aparat dezinformacyjny rozumiał jednak coś, czego najwidoczniej nie rozumieliśmy my: że konsekwentne wpuszczanie takich kłamstw w nasz obieg w dłuższej perspektywie przyniesie większy, skumulowany efekt niż krótkotrwała erupcja społecznej solidarności z uchodźcami. W miarę jak temat polsko-ukraińskiej solidarności spadał z czołówek, a niebiesko-żółte billboardy zastępowane były zwykłymi reklamami, polską infosferę każdego dnia bombardowano antyukraińskim przekazem.

Czytaj także Ogdowski: „Obrona cywilna leży, a Rosja wygrywa wojnę informacyjną” [rozmowa] Michał Sutowski

Metody były różne. Epatowanie brutalnymi opisami zbrodni wołyńskiej, jakoby aprobowanej i chwalonej przez wszystkich Ukraińców („pijany ukraiński kelner wykrzykiwał w restauracji banderowskie hasła”), zapowiedzi rychłej „powtórki z Wołynia” i oderwania od nas Podkarpacia czy Małopolski, kłamstwa o tym, że korzystając z zamieszania, przedostają się do Polski ogromne rzesze niebiałych imigrantów, prognozy załamania się ochrony zdrowia, systemu emerytalnego, edukacji albo rynku mieszkaniowego, ckliwe i nieprawdziwe opowieści o starszych paniach wypychanych z kolejki do onkologa, oparte o starannie zmanipulowane dane „analizy” mające dowodzić, że lada moment Polska zbankrutuje i kompletnie się rozbroi, a wreszcie patetyczne ostrzeżenia o rozmyciu polskości Polski („na ulicy wszędzie obce flagi, nie wiem już, w jakim żyję kraju” oraz „UPAina”, „ukrainizacja Polski” itd.).

Jeden był tylko cel: sprawić, by Polacy przestali pomagać Ukraińcom i Ukrainie. Cel oczywiście korzystny wyłącznie dla Putina. Dziś możemy powiedzieć, że cel ten został zrealizowany.

Akcja za akcją

Błędem byłoby założyć, że taka retoryka trafia w próżnię. Albo że Polacy „wiedzą, że to nieprawda”. W rzeczywistości dzieje się coś zgoła odwrotnego. Każda kolejna akcja dezinformacyjna wykręca w mediach społecznościowych zasięgi liczone w setkach tysięcy lub milionach. Kłamliwe narracje są generowane przez konta znane z rozsiewania dezinformacji i teorii spiskowych, błyskawicznie repostowane dziesiątki tysięcy razy, podchwytywane przez osoby publiczne (głównie prawicowych polityków, dziennikarzy i influencerów) i zasiewane w głowach zwykłych ludzi.

W grudniu 2025 roku Instytut Monitorowania Mediów oraz serwis Demagog szacowały, że w ciągu poprzednich czterech miesięcy w polskim internecie wyprodukowano prawie dwieście tysięcy antyukraińskich wpisów, które osiągnęły zasięg ponad 66 milionów. „Oznacza to, że w badanym okresie statystyczny odbiorca powyżej 15. roku życia mógł spotkać się z antyukraińskimi treściami średnio 2 razy” – pisano w analizie.

Z innej analizy IMM wynika, że tylko w listopadzie 2022 roku stworzono 73 tysiące antyukraińskich wpisów i komentarzy, z czego aż cztery tysiące w kontekście tragedii w Przewodowie. Łączny zasięg: 34 miliony. W 2023 roku doliczono się prawie trzystu tysięcy treści o zasięgu wynoszącym 54 miliony. Ekwiwalent reklamowy tego wysiłku oszacowano na 189 milionów złotych – tyle trzeba by zapłacić, by dotrzeć ze swoją reklamą do takiej widowni. Dla porównania, w 2024 roku państwowy koncern Orlen wydał na reklamy nieco ponad 80 milionów złotych. Ponad dwa razy mniej.

Emocjom nigdy nie daje się opaść. Zanim jedna narracja wygaśnie, uruchamiane są kolejne. Organizacje fact-checkingowe (oddolne czy państwowe, jak NASK) mogą pracować na trzy zmiany, a media głównego nurtu udostępniać ich wyliczenia (do czego się zresztą nie palą), ale ma to charakter walki z wiatrakami. Zanim prawda założy buty, stado kłamstw rozbiegnie się po świecie. W efekcie dziś funkcjonujemy w medialnej antyukraińskiej kakofonii. Poszczególne narracje mogą wydawać się absurdalne i idiotyczne, często przeczą sobie nawzajem, ale to nie szkodzi. Ich wspólnym mianownikiem jest wektor antyukraiński.

Wymienione wyliczenia dotyczą tylko co głośniejszych ofensyw dezinformacyjnych, którym narzędzia analityczne pozwalają łatwo i jednoznacznie przypisać wymowę antyukraińską. Równolegle trwa nieustanna cicha ofensywa, która rozchodzi się po sieci pocztą pantoflową. Wystarczy wejść na dowolną lokalną grupę na Facebooku i odszukać dowolny wpis o bójce pod Żabką. Jest niemal gwarantowane, że w komentarzach znajdziemy wysyp oskarżeń pod adresem „przyjaciół ze wschodu”, którzy zmienili nasze ulice w pole bitwy. A nie daj Boże, by ktoś o ukraińskim nazwisku zadał pytanie o zgubiony portfel czy polecane przedszkole. „Jak się nie podoba, to droga wolna” – będzie brzmiała najłagodniejsza odpowiedź.

Czytaj także Kłamstwa za darmo, prawda za paywallem Nathan J. Robinson

Założenie, że wszystko to dzieje się w jakiejś rzeczywistości alternatywnej, która nas nie dotyczy, jest po prostu błędne. Na początku tego roku CBOS zapytał Polaków, czy zgadzają się na przyjmowanie ukraińskich uchodźców z terenów objętych konfliktem. Za było 48 proc. ankietowanych – przeciw 46 proc. Niechęć do Ukraińców wyraża już dwóch na pięciu Polaków, a sympatię ledwie co trzeci. Przypomnę, że w marcu 2022 roku Ukraińców nie lubiło tylko 5 proc. z nas. Do niechęci przekonało się zatem prawie 13 milionów Polaków.

Ciężko o lepszy dowód na to, że konsekwentne zatruwanie naszego obiegu liczonymi w setkach tysięcy wpisami o wymowie antyukraińskiej przynosi efekty.

Prawica może stawać na rzęsach, by udowodnić, że Polacy się Ukraińcami lub wojną „zmęczyli”, albo że niechęć jest naturalnym rezultatem opłacanego z naszych podatków socjalu dla Ukraińców, konkurencji na rynku pracy i braku rozliczeń z tragiczną przeszłością. Fakty są takie, że Ukraińcy się polskiej gospodarce przysługują, ich odsetek zatrudnienia jest niemal identyczny jak w przypadku Polaków, stopa bezrobocia jest podobna jak w 2022 roku, a od zeszłego roku trwają już ekshumacje ofiar zbrodni wołyńskiej (co nagle przestało prawicę interesować). Jednak w czasie, gdy prawicowe think tanki będą się zastanawiać, czy miliony Polaków znienawidziły Ukraińców za robienie konkurencji w Uberze czy jakąś zapomnianą wypowiedź ukraińskiego ambasadora, w naszej sieci pojawią się kolejne tysiące wpisów.

Czytaj także Gordyjski węzeł rosyjsko-dezinformacyjny, czyli drugie dno rolniczych protestów Daniel Petryczkiewicz

Wyścig do dna

Prawicowi politycy i media już dawno przejęli antyukraińskie narracje i zrobili z nich oś swojej polityki. Akuszerem narracji o „ukrainizacji Polski” i „Ukropolinie” jest przecież lądujący w sondażach na czwartym miejscu Grzegorz Braun. Ukrainizacją z okładki straszy tygodnik „Do Rzeczy”, zresztą piórem znanego antyukraińskiego aktywisty. Konfederacja Mentzena i Bosaka konsekwentnie wystawia Ukrainie „rachunki za pomoc”, opiewające na sto miliardów złotych. Podczas protestów rolników na początku 2024 roku politycy Konfederacji gładko wchodzili w buty kremlowskiej retoryki antyukraińskiej.

W ostatnim czasie po podobne narracje schylił się także wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Jego opowieść o młodych Ukraińcach w „samochodach za miliony i pięciogwiazdkowych hotelach” była kubek w kubek identyczna z tym, co od wiosny 2022 roku mówiła skrajna prawica. Ministrowie Tomasz Siemoniak i Adam Bodnar zapowiadali na konferencji „zdecydowaną reakcję” na zorganizowaną przestępczość obcokrajowców, mimo że z ich własnych danych wynikało, że łamią oni prawo rzadziej od Polaków.

We wrześniu minionego roku doszło do kuriozalnej sytuacji. Niemal wszystkie partie polityczne w Polsce zgadzały się, że pracującym w Polsce Ukraińcom trzeba jakoś utrudnić życie, choć nikt nie umiał stwierdzić, dlaczego. Przepychanki między rządem i prezydentem o to, kto bardziej ograniczy Ukraińcom świadczenia socjalne, trwały kilka tygodni, choć przewidywana kwota oszczędności jest naprawdę znikoma.

Mechanizm jest prosty jak konstrukcja cepa, ale działa. Połączenie wolności słowa, niemrawych sądów i premiujących nienawiść algorytmów mediów społecznościowych sprawiają, że aktor wyposażony w odpowiednie zasoby i doświadczenie (a Kreml ma jedno i drugie) może skutecznie przekonać miliony ludzi do swojej propagandy. Wtedy niezdolni do stawienia moralnego oporu politycy wsłuchają się w głos elektoratu i sami zaproponują mu rozwiązanie problemów, które de facto nie istnieją. Słusznie jesteśmy dumni z naszej demokracji. Sęk w tym, że Kreml umie ją wykorzystać przeciwko nam.

Czytaj także Konfederacja razy dwa. Jak wojna w Ukrainie przetasowała polską scenę polityczną Jakub Majmurek

Nawiasem mówiąc, trudno nie widzieć analogii z rozsiewaną od lat propagandą antyunijną, też oczywiście zbieżną z rosyjską propagandą, a często właśnie przez nią tworzoną. Dziś już co czwarty Polak opowiada się w sondażach za polexitem. Nieprzypadkowo najwyższy odsetek (48 proc.) zwolenników wyjścia z UE jest w elektoracie prawicowym. Wskaźnik ten jest trzykrotnie wyższy niż ledwie siedem lat temu. Przekonanie milionów ludzi do przyjęcia poglądów niekorzystnych dla nich, za to miłych wrogiemu nam mocarstwu, to niemal definicja rosyjskiego paradygmatu zarządzania refleksyjnego.

Ten wyścig do dna już trwa. Można oczekiwać, że kampania parlamentarna w 2027 roku upłynie pod znakiem ponadpartyjnej antyukraińskiej ofensywy retorycznej. I jak to zawsze w takich sytuacjach bywa, politycy, którzy cynicznie nagle dostrzegą „problem z Ukraińcami”, przegrają z tymi, którzy konsekwentnie szczują na nich od lat. Wyborcy wynagrodzą tych, którzy będą wiarygodni w obietnicach „ukrócenia banderyzmu” i „odzyskania godności” w relacjach z Kijowem.

Gdy już skrajna prawica dojdzie do władzy, retoryka zostanie przekuta w politykę, a Polska może nagle stać się państwem wrogim Ukrainie. I choć prawica będzie piała z zachwytu, jak to znowu wstała z kolan, zadbała o interesy i pamięć pomordowanych, jedynym zwycięzcą będzie rosyjski reżim.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
1 Komentarz
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
M.B.
2026-02-24 16:16

Celne.