Po piątkowej publikacji nowej porcji maili Epsteina politycy jeszcze przed chwilą paradujący po polskim sejmie w czapeczkach MAGA siedzą dziwnie cicho. Taktyka na przeczekanie pewnie znowu się sprawdzi. Za miesiąc nikt nie będzie pamiętał. A do wyborów to już pewnikiem wszyscy zapomną. Bardziej nośne od czapkowania stałemu bywalcowi pedofilskich orgii ponownie będą takie tematy jak wyimaginowani Ukraińcy zaczepiający wyimaginowanych Polaków w kolejkach do lekarzy. Albo narzekanie, że Ukraińcy zabierają Polakom socjal i dlatego trzeba zabrać Polakom resztki socjalu ustawą. No i że najbardziej opresjonowaną grupą społeczną są przedsiębiorcy.
Zanim nadejdzie amnezja warto pochylić się nad specyficznym, panującym wśród polskiej prawicy trendem, polegającym na forsowaniu wszystkiego, co dla drogiej ojczyzny niekorzystne, pozwalaniu na pogardę dla Polskiego Munduru oraz rezygnacji z polityki „wstawania z kolan”. Możemy obserwować, jak tzw. obóz patriotyczny sprzeniewierza się wszystkiemu, na czym zbijał kapitał polityczny.
Ci, co najgłośniej krzyczą o przywiązaniu do ojczyzny, nierzadko okazują się pierwsi do oddania jej losów w ręce obcych mocarstw za obietnicę zachowania wpływów i dokopania wewnętrznym adwersarzom. Ci, co najzacieklej machają nacjonalistyczną szabelką, uciekają jako pierwsi, kiedy można wykazać się odwagą. Uczy nas tego historia Targowicy czy spieprzającego przed bolszewikami do Poznania Dmowskiego. Nie musimy jednak sięgać do historii, kiedy mamy mnóstwo świeżych przykładów mężów stanu i potomków Husarii niewykazujących choćby krzty honoru, za to ochoczo popisujących się serwilizmem wobec sił jawnie wrogich Polsce, a w najlepszym wypadku szkodliwych. Wszystko w imię tego, żeby „lewaków piekła dupa”.
Polska wobec „Rady Pokoju” Trumpa
O ile Braun i Korwin śliniący się do putinowskiej Rosji czy Mentzen i Bosak bratający się z jawnie antypolską niemiecką AfD to przypadki zarówno gorszące, jak i niebezpieczne, jeszcze groźniej robi się, kiedy spojrzymy na polityków i popleczników PiS klękających poddańczo przed potęgą Stanów Zjednoczonych.
Groźniej, bo PiS od dawna ma znaczny wpływ na politykę zagraniczną – jeśli akurat nie posiada swojego premiera, to przynajmniej prezydenta. Ale też dlatego, że zbyt wielka wiara tego obozu w Donalda Trumpa jest bardzo korzystna dla Rosji. Nawet bez pomocy nowej amerykańskiej administracji Moskwa pozostaje najbardziej realnym zagrożeniem w naszym regionie. Tymczasem Trump powiesił ostatnio w Białym Domu swoje zdjęcie z Putinem oraz chwalił się, że przekonał kremlowskiego kacyka do przerwy w atakowaniu Kijowa, co przy okazji określił jako „bardzo miłe”. Nie mówiąc już o tym, że Steve Witkoff, specjalny wysłannik Białego Domu do spraw zakończenia wojny w Ukrainie, już siedem razy odwiedził Moskwę, ale Kijowa ani razu. Przykłady można mnożyć.
Ta niespotykana dotąd przyjaźń USA i Rosji nie przeszkadza w snuciu przez niektórych mokrych snów o interwencji obcego mocarstwa w polskie sprawy wewnętrzne. I to interwencji zbrojnej, bo o tym przecież fantazjowali na X Mariusz Kamiński z PiS czy Tomasz Sakiewicz z Republiki po porwaniu przez Amerykanów prezydenta Wenezueli.
Ktoś może powiedzieć, że to tylko figury retoryczne, hiperbole i publicystyka. W ten sposób nie da się jednak bronić publicznych wypowiedzi głowy państwa.
Kiedy prezydent Nawrocki jeszcze w Davos przebąkiwał, że on to może i chciałby dołączyć do tej całej Rady Pokoju Donalda Trumpa, ale nie bardzo ma jak, bo polskie procedury mu nie pozwalają, można było sądzić, że nie jest najgorzej. Mógł przecież pójść w to na pełnej i przy okazji pokazać Tuskowi, że ma jego rząd gdzieś. Jeśli rzucić okiem na listę państw uczestniczących w tym amerykańskim cyrku, można poczuć, że uniknęliśmy blamażu. Tym byłoby bowiem znalezienie się wśród monarchów, dyktatorów i postsowieckich kacyków. A do tego wszystkiego rujnujący gospodarkę Milei i jawnie prorosyjski Orban. Niezłą ekipę żeście zmontowali, dobrze, że bez nas.
Ale nie! Już następnego dnia linia PiS była jednoznaczna, a partia ustami samego Kaczyńskiego domagała się nie tylko obecności Polski w tym gronie, ale i wyłożenia miliarda dolarów na stałe członkostwo. Ponoć nie możemy sobie pozwolić, żeby nie usiąść przy jednym stole z przywódcami Bahrajnu, Maroka, Kataru, Egiptu, Pakistanu, Uzbekistanu, Mongolii i Jordanii, gdzie będą się decydować losy świata kosztem relacji z państwami Zachodniej Europy. Tyle lat kursu na demokratyczny Zachód, by teraz „obóz patriotyczny” uznał, że jednak Uzbekistan ważniejszy (lubią tam Trumpa).
Dodajmy do tego, że postawą wobec „sprawy grenlandzkiej” też nie zaskarbiliśmy sobie zaufania europejskich partnerów, próbując siedzieć okrakiem na płocie i za wszelką cenę nie wysyłać choćby symbolicznych wojsk na duńską wyspę. Już na początku szczytu w Davos Nawrocki wziął udział w panelu, podczas którego powtarzał formułki o tym, jak ważny jest Trump dla Europy, podkreślając tym samym, gdzie Polska lokuje swoje punkty lojalności.
Szacunek do polskiego munduru a polscy żołnierze w Afganistanie
Potem był jeszcze skandal wokół głośnej wypowiedzi amerykańskiego prezydenta o tym, że żołnierze sojuszników z NATO może i byli z Amerykanami w Afganistanie, ale raczej z tyłu, unikając zagrożenia. Nagle okazało się, że „murem za polskim mundurem” polscy patrioci są wtedy, kiedy trzeba wyrzucać matki z dziećmi do lasu przez przygraniczny płot na Podlasiu. Kto jest przeciwko, ten pluje na polski mundur, a ten jest święty. Nie pluje na niego natomiast Donald Trump, kiedy podważa wysiłki polskich żołnierzy w Afganistanie (kilkudziesięciu zginęło).
Do listy hańby warto dopisać Władysława Kosiniaka-Kamysza. Jeszcze przed szczytem w Davos szef MON opowiadał, jak ważny dla bezpieczeństwa Polski i Europy jest Donald Trump i jak kluczowa jest przyjaźń ze Stanami Zjednoczonymi, które przecież uważają nas za modelowego sojusznika, oraz że budujemy Fort Trump w Bolesławcu, a Pete Hegseth, minister wojny, to w zasadzie jego przyjaciel. Niestety, honoru polskiego munduru minister jest gotów bronić raczej wtedy, kiedy nadwiślański żołnierz strzeli migrantowi w plecy lub po pijaku ostrzela auto z polską rodziną w środku.
Kiedy zaś polski mundur obraził potężny Donald Trump, to minister wrzucił posta na X, w którym „oddał hołd” polskim poległym na tamtej wojnie, wymieniając wszystkich. Nie starczyło mu odwagi, by wspomnieć, do czego się odnosi i dlaczego w ogóle taki wpis publikuje. Poland first to fight!
Wróćmy do obozu prezydenckiego. Podczas gdy o publiczne przeprosiny upomnieli się Keir Starmer czy Georgia Meloni, Karol Nawrocki wręcz tłumaczył Trumpa, przekonując, że wcale nie miał na myśli tego, co wynikało z jego słów. Że tak naprawdę szanuje polskich żołnierzy, a mówił o jakichś innych, na pewno nie o naszych. Propisowski mediaworker Jacek Karnowski rzucił na antenie wPolsce24, że może i jacyś tam Polacy ginęli, ale jednak Amerykanie wzięli prawie wszystko na siebie, a w ogóle to deszcz pada. Ujmy w wypowiedzi amerykańskiego prezydenta nie dopatrzył się także Andrzej Duda, co wyraził w niedawnej rozmowie w RMF FM.
Andrzej Duda będzie „resetował UE” z amerykańskimi ekstremistami
Duda znalazł niedawno nową pracę – został współpracownikiem Heritage Foundation, a więc organizacji, która stoi za ideologią MAGA i decyzjami obecnej amerykańskiej administracji. Jej głównym dziełem jest Project 2025, opublikowany jeszcze przed wyborami prezydenckimi w USA plan na przejęcie władzy przez Donalda Trumpa i zmianę amerykańskiej demokracji w trumpizm poprzez skupienie jak największych kompetencji w rękach prezydenta. Tak się składa, że ta skrajnie konserwatywna instytucja w wielu sprawach mówi jednym głosem z Ordo Iuris. Zresztą zarówno Ordo Iuris, jak i inne skrajnie prawicowe i powiązane z Kremlem think tanki, m.in. z Węgier, w marcu 2025 roku spotkały się z Heritage Foundation w Waszyngtonie. Jerzy Kwaśniewski, prezes Ordo Iuris, pisał potem w mediach społecznościowych: „Mamy prawo zresetować UE. I możemy to hasło wykorzystać przeciwko globalistom”.
Jeśli uwzględnimy nową amerykańską strategię bezpieczeństwa i fakt, że Unia Europejska jest w niej postrzegana jako większe zagrożenie dla USA niż Rosja, oraz że jednym z wyrażonych wprost celów jest osłabianie UE, to ten nowy krok w zawodowej karierze byłego prezydenta Polski należałoby rozpatrywać jako coś na kształt kolaboracji.
Podobnie odbierać należy wypowiedź szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Sławomira Cenckiewicza. Prezydencki minister narzekał ostatnio na antenie Polsatu na założenie europejskiego programu SAFE. Według niego jest dla Polski kłopotliwy, ponieważ w interesie USA leży sprzedawanie uzbrojenia sojusznikom. Polski urzędnik w polskich mediach wypowiada się z pozycji interesu amerykańskiego – a to ten sam obóz, który narzekał na „ulicę i zagranicę”.
Kochasz ojczyznę? Nie ufaj tym, co najgłośniej gardłują o patriotyzmie
Politycy PiS oraz Kosiniak-Kamysz lubią powtarzać, że Trump może i jest niemiły dla innych, ale Polaków kocha, bo jesteśmy „modelowym sojusznikiem”. Za to sami Amerykanie nazwali tymi słowami m.in. Koreę Południową – dokładnie tych słów użył Elbridge Colby podczas wizyty w Seulu. Następnego dnia amerykańskie cła na Koreę wzrosły do 25 proc. To tyle, jeśli chodzi o zawierzanie naszego bezpieczeństwa Polski najstarszemu i najpotężniejszemu siedmiolatkowi w historii.
Dorzućcie do tego Dominika Tarczyńskiego chwalącego ICE za mordowanie Amerykanów na ulicach i wtórującego mu Dariusza Mateckiego, który broniąc kolegi dodaje, że powinniśmy mieć ICE w Polsce. Nie trzeba nawet bezpośredniego zagrożenia – miłość do ojczyzny i polskiego munduru kończy się, kiedy tylko jest okazja klęknąć do lizania amerykańskiego buta albo kiedy można zrobić na złość temu całemu „woke”.
Wniosek jest prosty. Kochasz ojczyznę i chcesz dla niej dobrze? To przede wszystkim nie ufaj tym, co najgłośniej gardłują o patriotyzmie. Odmawiając europejskiej solidarności, hołdując amerykańskim szaleńcom, przebąkując coś o polexicie i broniąc amerykańskich interesów pchają kraj najdalej od jakiejkolwiek stabilności.
Są też i dobre wieści. Historia uczy, że prędzej czy później po tych wszystkich patriotycznych miernotach bez honoru i zasad będą sprzątać socjaliści.





























Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.