Wsparcie Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Profil Zaloguj się

Czy Heweliusza zatopił diabeł? Radykalny zwrot „BruLionu” ku konserwatyzmowi

Tekieli przeszedł radykalną przemianę, obierając drogę katolickiej ortodoksji. Pismo „bruLion” zaczęło skręcać w prawo już w 1995 roku, kiedy w drugim numerze wśród zwykłych treści pojawiły się zastanawiające artykuły.

Czternastego stycznia 1993 roku na Bałtyku zatonął prom Jan Heweliusz. Katastrofa pochłonęła życie pięćdziesięciu pięciu osób. Kilka dni później Konnak odwiedził Sajnóga, zaniepokojony telefonem od znajomego, który twierdził, że dzieje się coś złego. Zastał lidera Totartu palącego obrazy, rękopisy, taśmy i inne materiały związane z grupą. Sajnóg uznał, że to, co stworzyła, było owocem grzechu, a drogą do odkupienia jest zniszczenie śladów. Ten moment w jego biografii przywodzi na myśl nawrócenie Nowikowa, który wraz z członkami Nowej Akademii postanowił spalić wszystkie marności. Wiele rzeczy poszło z dymem, ale Konnakowi udało się uratować książki Witkacego.

Czytaj także Majmurek: Totart, czyli antynomie wolności Jakub Majmurek

Dwudziestego drugiego stycznia Sajnóg wygłosił publiczne przemówienie w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie. Przed około trzydziestoma–czterdziestoma osobami dokonał wyznania wiary, oznajmiając, że: „jest Bóg, że jest Jezus Chrystus, że jest diabeł. Ostrzegłem ich przed tym i powiedziałem im, że to, co się dzieje, że sztorm, wszystko to jest dowód dla nich na prawdziwość tego, co mówię”. Konnak twierdzi, że Sajnóg o katastrofę Heweliusza obwinił również diabła.

Sajnóg opuścił Gdańsk i osiadł w nowo założonej wspólnocie w Majdanie Kozłowieckim. Grupa o nazwie Niebo kontynuowała praktyki uzdrowicielskie Kacmajora. Teraz także jej inni członkowie twierdzili, że mają cudowny dar leczenia, a ich doktryna głosiła, iż choroby cielesne są konsekwencją chorób duszy, będących skutkiem grzechu. Uzdrowienie było więc równoznaczne z odpuszczeniem grzechów. Badacz nowych ruchów religijnych Tadeusz Doktór zauważył, że w praktykach grupy obecne były również elementy magii i okultyzmu. Na przykład członkowie Nieba deklarowali zdolność nie tylko leczenia, lecz także wywoływania chorób. Wszyscy przyjęli nowe imiona: Kacmajor stał się Niebem, a Sajnóg – Ambasadorem. Wspólnota popadała w częste konflikty z sąsiadami, co wynikało z jej zamkniętego charakteru, ale i z bardziej przyziemnej przyczyny – członkowie Nieba dopuszczali się czasem kradzieży żywności.

Alternatywne formy kultu

Powstanie Nieba zbiegło się w czasie z nasileniem niechęci do niekonwencjonalnych grup religijnych. Kościół katolicki rozpoczął kampanię wymierzoną w tak zwane sekty. Chodziło o wspólnoty skupione wokół charyzmatycznych liderów, guru, którzy mieli zwabiać niedojrzałą młodzież. W telewizji porównywano zagrożenia płynące z sekt do tych, które niosą twarde narkotyki, na przykład heroina. Apelowano do rodziców o szczególną czujność i ochronę dzieci przed tym zagrożeniem.

Czytaj także Papieska mitologia. Jak katolicyzm stał się kluczem do polskości Tomasz Żukowski

Powstawały organizacje społeczne, które stawiały sobie za cel walkę z sektami. Samozwańczy lider ruchu Ryszard Nowak założył poświęcone tej problematyce czasopismo „Sekty i Fakty” (1998–2010). Działalność Jima Jonesa w Jonestown czy Bhagwana Shree Rajneesha służyła jako przykład wzbudzający strach przed nowymi ruchami religijnymi, przedstawianymi jako sieci osób z zaburzeniami psychicznymi, manipulatorów, dewiantów seksualnych i pedofilów. Wspólnoty te kojarzono także z satanistami, a Nowak prowadził kampanię przeciwko blackmetalowemu zespołowi Behemoth.

Po 1989 roku w Polsce wzrósł wpływ Kościoła katolickiego na życie polityczne, czego oczywistym przejawem było podpisanie konkordatu (umowy między Polską a Watykanem) i wprowadzenie restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej w 1993 roku. Tę ostatnią przedstawiano publicznie jako kompromis, ale w rzeczywistości było to porozumienie między rządem a władzami Kościoła. Po dekadach obowiązywania liberalnego prawa aborcyjnego w okresie komunizmu i szerokiego dostępu do profesjonalnej pomocy kobietom odebrano prawo do decydowania o swoim ciele. W tym kontekście walkę z sektami można postrzegać jako eliminowanie konkurencji.

Wspólnoty religijne oparte na chrześcijaństwie powstawały zazwyczaj dlatego, że oficjalna religia i jej instytucje nie zaspokajały potrzeb wiernych. Wiemy już, że Sajnóg był mocno krytyczny wobec hierarchii kościelnej, a wiarę utracił w następstwie rozmowy z księdzem. Jego przyjaciele i współpracownicy również w większości traktowali Kościół jako destrukcyjną siłę w polityce.

Przykładem może być Janusz P. Waluszko, jeden z liderów anarchistycznego Ruchu Społeczeństwa Alternatywnego, bliskiego Totartowi, który w 1988 roku opublikował w wydawnictwie prowadzonym przez Konnaka broszurę Rzecz o Sarmacyi – ukształtowaniu, miejscu w Europie i szansach jej rozwoju przez powrót do korzeni. W eseju rekonstruującym historię instytucji demokratycznych w Polsce od XVI wieku Waluszko wskazuje na negatywny wpływ Kościoła katolickiego i jego hierarchii na wydarzenia, które doprowadziły do rozbiorów Polski. Wiele osób, które odczuwały potrzebę religijnych rytuałów i nie akceptowały roli Kościoła w życiu publicznym, wybierało alternatywne formy kultu.

Nagła zmiana kierunku

Tekieli także przeszedł radykalną przemianę, obierając drogę katolickiej ortodoksji. Pismo „bruLion” zaczęło skręcać w prawo już w 1995 roku, kiedy w drugim numerze wśród zwykłych treści pojawiły się zastanawiające artykuły. Wciąż zawierał on typowe elementy, takie jak artykuł o muzyce techno, kolejny o jungle, sekcja o zażywaniu MDMA i oczywiście młoda polska literatura. Nowością był cały dział recenzji nowej książki Jana Pawła II. Znalazło się w niej aż trzynaście (sic!) tekstów autorstwa osób o różnych poglądach. Wśród nich byli również autorzy krytyczni, jak Waluszko czy badacz okultyzmu Dariusz Misiuna. Sekcja ta nie była jednostronna. Można ją odebrać jako prowokację – zaskakującą, a dzięki temu skuteczną.

Czytaj także Brudne morderczynie: przemyślenia Wyszyńskiego o kobietach i aborcji Marcin Kościelniak

W tym samym numerze zamieszczono jeszcze bardziej nieoczekiwany materiał – wywiad z ojcem chrzestnym dziecka, którego chrzest stał się areną zjawisk nadprzyrodzonych. Twierdzenie to wzmocniono kolorową wkładką ze zdjęciami przedstawiającymi scenę przesłoniętą kulą światła. Artykuł zilustrowano również reprodukcją oświadczenia laboratorium policyjnego w Warszawie, w którym stwierdzono, że funkcjonariusze badający odbitki i negatywy nie byli w stanie ustalić źródła zakłócenia.

Tego rodzaju materiał świetnie nadawałby się do biuletynów i broszur wydawanych przez ośrodki nowych ruchów religijnych. Tutaj jednak wywoływał zdziwienie. Tekieli przestawał być redaktorem ukrywającym się za swoimi wyborami, który nigdy nie komentował artykułów – nawet, a może zwłaszcza tych najbardziej kontrowersyjnych – i stał się w pełni zaangażowanym i otwartym działaczem prawicy.

W przeszłości zdarzały mu się zachowania świadczące o jego politycznych sympatiach. W numerze 19A z 1992 roku opublikował dokument pochodzący z akt tajnych służb PRL-u: oświadczenie uczestnika protestów studenckich w 1968 roku. Publikacja została odebrana jako atak na Adama Michnika, jednego z liderów opozycji demokratycznej, który po 1989 roku kierował największym polskim dziennikiem, „Gazetą Wyborczą”.

Moment był nieprzypadkowy – właśnie toczyła się burzliwa debata publiczna na temat ujawnienia nazwisk informatorów komunistycznej bezpieki. Minister spraw wewnętrznych Antoni Macierewicz, który sam również brał czynny udział w protestach studenckich w 1968 roku, 4 czerwca 1992 roku przedstawił listę sześćdziesięciu czterech członków rządu i parlamentu zidentyfikowanych w archiwach jako tajni agenci lub informatorzy. Działanie to spotkało się z ostrą krytyką, ponieważ Macierewicz nie zweryfikował danych, a akta bezpieki nie były w pełni wiarygodne.

Tej samej nocy wybuchł kryzys polityczny – przegłosowane zostało wotum nieufności dla rządu, który musiał ustąpić. Nie było tajemnicą, że działania Macierewicza miały podważyć pozycję prezydenta Lecha Wałęsy, podejrzewanego wówczas o współpracę z bezpieką. Jego nazwisko figurowało na liście. Macierewicz i Jarosław Kaczyński twierdzili, że na scenie politycznej nie ma miejsca dla osób splamionych współpracą, a w odpowiedzi na to Michnik przedstawił manichejską wizję, w której ci, którzy szukają zemsty, są po stronie zła i kontynuują zbrodnie państwa totalitarnego. W tym kontekście publikacja Tekielego może być odczytana jako głos za ujawnieniem akt bez żadnego komentarza. Opowiedział się on po stronie katolickiej prawicy, która dążyła do usunięcia z życia publicznego osób odpowiedzialnych za współpracę z komunistycznym rządem.

Kolejnym wyrazem poglądów Tekielego był tekst z 27 numeru, czyli scenariusz filmu dokumentalnego Jerzego Zalewskiego o Michale Falzmannie, urzędniku Najwyższej Izby Kontroli, który kontrolował Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego (FOZZ). Falzmann wykrył korupcję i kradzież środków, które miały służyć do spłacenia długu państwowego. W trakcie śledztwa zmarł na zawał serca. Oficjalna przyczyna jego śmierci wzbudziła podejrzliwość, a Falzmann zaczął być postrzegany jako pierwsza ofiara afery korupcyjnej, którą wspólnymi siłami tuszowały dawny establishment komunistyczny, służby specjalne i postsolidarnościowa elita polityczna. Afera FOZZ była znakiem, że nowe państwo jest już z gruntu zepsute. W filmie dokumentalnym znalazły się wywiady z wieloma politykami, w tym z Lechem Kaczyńskim, który twierdził, że mamy do czynienia ze spiskiem na skalę państwową.

„Fronda” – katochuligani ramię w ramię z Duginem  

Kościół katolicki i prawicowi konserwatyści zyskiwali na sile. Zmiana kursu pisma była częścią szerszej tendencji. Cezary Michalski, autor książki o nazistach i okultyzmie wydanej przez „bruLion”, należał do grupy zwanej pampersami. Byli to młodzi pisarze, dziennikarze i politycy skupieni wokół Wiesława Walendziaka, prezesa Telewizji Polskiej w latach 1993–1996. Ich światopogląd wynikał z połączenia konserwatyzmu obyczajowego i liberalizmu gospodarczego. To właśnie pampersi otworzyli drzwi do telewizji ludziom z kontrkultury, umożliwiając powstanie takich programów jak Dzyndzylyndzy Totartu. Liberalizm pierwszej fali ustępował miejsca konserwatyzmowi, a większość wspomnianych programów została zastąpiona przez ich bardziej katolickie wersje.

Po „bruLionie” rolę pisma będącego głosem pokolenia przejęła „Fronda”. To pokolenie było bardziej radykalne i ideologiczne. Tytuł pochodził od francuskiego słowa fronde oznaczającego procę. W XVII wieku we Francji używano ich w wojnach domowych do wybijania szyb w domach zwolenników kardynała Mazarina. Nazwa odnosiła się do charakteru tego „buntu” – przewodzili mu młodzi ludzie, którzy nie bali się chuligańskich metod.

Wraz z nowym establishmentem kontestacja nabrała innego znaczenia. Nowa drużyna w grze nauczyła się też, jak być cool. Magazyn i programy tej grupy wykorzystywały szybki montaż do prezentacji katolickiego światopoglądu. Co więcej, nawet weterani Totartu, tacy jak Brzóskiewicz, Paulus i Tymański, występowali w inscenizowanych scenach przedstawiających na przykład życie świętych i męczenników. Poszukiwano też nowych konserwatywnych idei, które mogłyby zmienić postrzeganie tej ideologii. „Fronda” jako jedna z pierwszych opublikowała przekłady pism Dugina i Limonowa, a popularność w tym kręgu zyskiwały idee narodowego socjalizmu i eurazjatyzmu.

Czytaj także Dugin to kremlowski pies łańcuchowy Michał Sutowski

Pierwszy numer „Frondy”, z podtytułem „Szatan dzisiaj”, zawierał wywiad z Tekielim i Michalskim zatytułowany Chrystus był O.K. (1994). Rozmawiano w nim o historii Sajnóga, a redaktorzy „bruLionu” zastanawiali się, co można było zrobić, żeby nie przystąpił do „sekty” i pozostał w instytucji Kościoła. Problem sekt został jednak przedstawiony w szerszym kontekście obejmującym psychotroniczne eksperymenty w Związku Radzieckim (sic!).

[…] W tym samym numerze „bruLionu”, w ktorym pojawiły się recenzja papieskiej książki i artykuł o cudzie podczas chrztu, opublikowano też tekst Antoniego Kozłowskiego, gdańskiego poety i samozwańczego psychonauty. Kacmajor i Sajnóg złożyli mu wizytę, żeby namówić go do wstąpienia w szeregi Nieba. Znalazła się tam również rozmowa z Tymańskim i Mauserem na temat Sajnóga, którą Tekieli wykorzystał, by pokazać, jak niebezpieczne mogą stać się duchowe podróże bez przewodnika.

Tymański wspomina, że Totart interesował się Psychic TV i Thee Temple ov Psychick Youth (TOPY) – siecią założoną przez Genesisa P-Orridge’a. Co więcej, Konnak i Sajnóg mieli kontakt z P-Orridge’em i probowali nawet zorganizować w Gdańsku jego koncert. Członkowie Totartu widzieli w TOPY fascynujący przykład przekraczania granic sztuki i tworzenia organizacji. Podobało im się też ironiczne podejście do instytucjonalnej religii i skupienie na jednostce. Nie jest jednak jasne, czy interesowała ich magia chaosu, którą zajmowano się w TOPY, a nawet w ogóle praktyki magiczne. W liście do Genesisa P-Orridge’a pisali:

„Drogi i kochany Gen! Tu Twoi przyjaciele z Polski. Czyniliśmy od dłuższego czasu starania, by skontaktować się z Tobą, co w sposób szczątkowy udało nam się osiągnąć… Słodki Gen! Już dawno oczekujemy na możliwość przeprowadzenia wspólnej, wielkiej i pięknej akcji. Myśleliśmy, że nie uda nam się zrealizować tego planu w naszym kraju, umęczonym politycznym nieszczęściem, ekonomicznym upadkiem, galopującą inflacją i powszechną głupotą czynników oraz rozpaczą jednostek…”.  

Od TOPY dostawali przesyłki z publikacjami i kasetami wideo. Sajnóg wraz z Dariuszem Misiuną, ktory badał doktryny okultyzmu, chcieli założyć magazyn poświęcony sztuce i psychodelii. To właśnie Misiuna opublikował pierwszy obszerny artykuł o ideologii TOPY we wspomnianym wcześniej internetowym magazynie „Neurobot”.

Techno, aikido i Harry Potter

Tekieli uczynił ze sprawy Psychic TV jeden z najbardziej znaczących momentów w historii Sajnóga. W wywiadzie z nim i z Kacmajorem stawiał tezę, że poprzez kontakt z P-Orridge’em Totart wszedł w krąg praktyk satanistycznych i tak naprawdę nieświadomie organizował okultystyczne rytuały – a skończyło się to obłędem Sajnóga i jego przystąpieniem do „sekty”.

Konnak, Mausere i Tymański przyjmowali te oskarżenia ze zdumieniem. Pomysł, że ktokolwiek może uprawiać magię, nie wiedząc o tym, rzeczywiście brzmi absurdalnie. Publikacje, które przygotowywał Tekieli, jedynie umieszczały pierwotną hipotezę w nowych kontekstach. Rozpoczął wydawanie całej serii książek zawierających wywiady z anonimowymi „ofiarami” szatana, które zboczyły na ścieżkę zła za sprawą takich praktyk kulturowych, jak metoda Silvy, tai-chi, aikido, noszenie amuletów, imprezy techno, a nawet czytanie książek o Harrym Potterze.

Tekieli agresywnie zaatakował także środowisko sztuki współczesnej, mówiąc na przykład, że artystka Katarzyna Kozyra jest wariatką: „Kozyra się nazywa, która to robi, i jest albo osobą chorą psychicznie, albo osobą do gruntu złą”. Każda taka działalność była niczym brama, przez którą niewinny człowiek wkracza na ścieżkę grzechu prowadzącą prosto do piekła. Tekieli przyglądał się także działalności egzorcystów.

W ostatnich latach zaczął współpracować z czasopismami i magazynami popierającymi rząd Prawa i Sprawiedliwości (PiS) oraz Jarosława Kaczyńskiego. Prowadził też w telewizji publicznej program Krótki przewodnik po duszy. Niedawno przeprowadził dwuczęściowy wywiad rzekę z Sajnógiem. Były lider Totartu odszedł z Nieba wiele lat temu i powrócił do życia publicznego. Zaczął publikować eseje o Totarcie i wydał książkę o Gdańsku – jego historii i współczesnych problemach. Nawiązał też współpracę z młodym politykiem PiS-u Kacprem Płażyńskim.

W jednym ze swoich licznych artykułów odwołał się do etymologii i Biblii, by potępić homoseksualizm. Wyrazem niezgody na współczesny świat jest używane przez Tekielego słowo „Nibyt”. To neologizm, którego nie ma w słowniku, oparty na słowach „byt”, „niebyt” i „niby”. Oznacza on „sytuację współczesnego świata, gdzie wiele elementów struktury rzeczywistości istnieje mniej, niż kiedyś istniało. Dawniej był tylko byt i niebyt, teraz jest forma pośrednia – »istnienie« w cudzysłowie”.

Świat pełen widm musi mieć zasadę porządkującą, która nada mu sens. Nieprzypadkowo jedyny tomik wierszy Tekielego, zatytułowany Nibyt, wieńczy cały tekst modlitwy Ojcze nasz.

**

Fragment pochodzi z książki Zmierzch magów, która ukazała się w Wydawnictwie Krytyki Politycznej. Wydanie książki dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie