Film

„Charlie Hebdo” nigdy nie było rasistowskie

Reżyser pokazywanego na Docs Against dokumentu opowiada o swoim bohaterze, Bernardzie Maris, ekonomiście związanym z „Charlie Hebdo”.

Jakub Majmurek: Wujek Ber nard lekcje innej ekonomii to film przedstawiający Bernarda Maris, nieortodoksyjnego ekonomistę, związanego z tygodnikiem „Charlie Hebdo”, zabitego w trakcie ataku n a redakcję w styczniu 2015 roku. Film przedstawia pana rozmowę z Maris, która miała miejsce chyba już jakiś czas temu. Kiedy dokładnie?

Richard Brouillette: W marcu 2000 roku. Jak pan pewnie zauważył, Bernard trzyma na stole kalendarz na rok 2000, ciągle liczy we frankach i mówi o Alanie Greenspanie, jako prezesie Amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Nagranie to zrobiłem pracując nad swoim pierwszym filmem Osaczenie. Demokracja w sidłach neoliberalizmu , który miał premierę w 2008 roku. Bernard Maris jest tam jednym z wielu ekspertów – obok między innymi Noama Chomsky’ego, politolożki Susan George, czy redaktora naczelnego „Le Monde Diplomatique” Ignacio Ramoneta – wypowiadających się na temat tego, w jaki sposób neoliberalna ortodoksja drenuje demokrację. W Osaczeniu pojawiają się tylko fragmenty tego nagrania, teraz widzimy je całe, bez przerw i bez cięć. Zachowałem nawet fragmenty bez obrazu, gdy operator zmienia rolkę w kamerze, na czarnym tle słyszymy, co Bernard mówi między ujęciami.

Zdecydował się pan upublicznić to nagranie po zamachach w redakcji „Charliego”?

Tak. Gdy dowiedziałem się o zamachach w „Charlie Hebdo” cały dzień siedziałem zamknięty w pokoju i płakałem. Dwa dni po nich, 9 stycznia, miałem mieć projekcję w moim klubie filmowym w Montrealu. Co tydzień pokazuję tam jakiś wybrany przeze mnie film, wygłaszam wstęp, po projekcji rozmawiam z widzami. Odszukałem nagranie całego wywiadu z Bernardem z 2000 roku i pokazałem go publiczności, razem z nagraniami, jakie zrobiłem wtedy w siedzibie „Charlie Hebdo”, przedstawiającymi redakcje akceptującą do druku numer po ostatecznej korekcie.

Tych obrazów w końcu nie ma w Wujku Bernardzie .

Nie, uznałem, że jednak może jest za wcześniej, by to pokazywać, że to może być niedelikatne wobec bliskich ofiar zamachu. Cała rozmowa z Bernardem, jaką widzimy w filmie, nagrywana jest jednak w redakcji „Charlie Hebdo”. W pewnym momencie w kadr wchodzi Cabu, inny redaktor pisma poległy 7 stycznia, jeden z jego głównych rysowników, i pyta Bernarda o zaległy tekst.

Skąd w ogóle pojawił się pomysł, żeby zbierając materiały do poważnego filmu o krytyce neoliberalizmu, pojechać do redakcji pisma satyrycznego?

Od dawna czytałem „Charlie”, szczególnie ceniłem felietony – jak podpisywane były w piśmie – Wujka Bernarda. Maris wchodził w nich w rolę dobrego wujka, który prostym językiem tłumaczy dziecku najbardziej skomplikowane kwestie. On w ten sposób objaśniał żargon ekonomiczny, pokazywał co się kryje pod skomplikowanymi teoriami, atakował ekonomiczne mity, z „niewidzialną ręką rynku” na czele. Jego teksty w dowcipny sposób pokazywały, jak często ekonomia jest ideologią, usprawiedliwiającą działania polityków, służącą wyłącznie interesom najbogatszych.

Jego teksty w dowcipny sposób pokazywały, jak często ekonomia jest ideologią, usprawiedliwiającą działania polityków, służącą wyłącznie interesom najbogatszych.

Tych ostatnich Wujek Bernard często w bardzo zabawny, trochę może napastliwy sposób wyśmiewał. Miał np. cykl tekstów poświęcony wielkim francuskim szefom i temu, w jaki sposób myślą. Niezbicie dowodził w nich, że za wielkimi pensjami liderów biznesu, wcale niekoniecznie musi iść szczególna błyskotliwość (śmiech).

A nie ma pan wrażenia, że ta rozmowa z roku 2000 w niektórych kwestiach się już zdezaktualizowała? Zwłaszcza po kryzysie 2008 roku. Sam Greenspan powiedział przed amerykańskim Kongresem, że jego idee były błędne, neoliberalizm stracił chyba swoją dobrą passę. Maris w rozmowie z panem polemizuje z poglądami – rynki mają zawsze rację, są w stanie same się regulować, nierówności wytwarzają bogactwo i stymulują rozwój – których dziś coraz mniej poważnych uczestników debaty publicznej na serio by broniło.

Nie zgodzę się, że dobra passa neoliberalizmu się kończy. Niech pan zobaczy na to, co dzieje się w Brazylii. Prezydent Dilma Rousseff zostaje obalona w wyniku sądowo-parlamentarnego zamachu stanu i zastąpiona przez nową, neoliberalną ekipę, która zlikwiduje większość socjalnych zdobyczy ostatnich kilkunastu lat. W Europie i Stanach w odpowiedzi na kryzys banki zaczęły co prawda drukować pieniądze – co w żargonie nazywa się teraz „poluzowaniem ilościowym” – ale trafiały one głównie do instytucji finansowych, nie do realnej gospodarki. Grecji zafundowano zabójczą terapię cięcia wydatków publicznych i dokonywanych pod przymusem prywatyzacji.

Jednak sceptycyzm wobec tego typu polityki rośnie, także wśród głównonurtowych ekonomistów.

Być może trochę tak jest. Wujek Bernard pozostawał jednak we Francji raczej na marginesie debaty ekonomicznej. Choć faktycznie pod koniec życia wszedł do grona gubernatorów centralnego banku francuskiego.

O co zapytałby pan Bernarda Maris dziś, gdyby istniała taka możliwość? Po kryzysie finansowym 2008 roku, w sytuacji, gdy pojawiają się zjawiska, o których w 2000 roku nie mogli państwo wiedzieć – rewolucja internetowa, uberyzacja gospodarki itd.

Pewnie zapytałbym go o rozwiązania. Bo tych dziś najbardziej brakuje. Nawet jeśli coraz więcej osób widzi, że neoliberalizm nie działa, to brakuje nam rozwiązań. Zjawiska, które jak się wydawało miały pozwolić nam wyjść poza logikę kapitalistycznej akumulacji, zostają przez nią zawłaszczone. Najlepszy przykład to tzw. ekonomia dzielenia. Projekty oparte na logice peer to peer, uwspólnianiu i udostępnianiu zasobów, zostają włączone w porządek korporacyjny. Model dzielenia się zasobami mieszkaniowymi w ramach couchserfingu, zostaje zawłaszczony przez takie serwisy jak Airbnb, carpooling komercjalizuje się w takich przedsięwzięciach jak Uber. Bernard Maris zwracał zresztą uwagę na te zjawiska w ostatnich latach swojego życia.

Gdzie pan widziałby nadzieję? W nowych ruchach społecznych, polityce, spółdzielczości?

Z zainteresowaniem przyglądam się ostatnio projektom walut równoległych. Grupy ludzi organizują się na lokalnym rynku w ten sposób, iż przyjmują, że środkiem wymiany staje się równoległa, emitowana i honorowana przez daną grupę osób waluta. Moim zdaniem jest to sposób na przywrócenie gospodarki jej podstawie – jaką powinno być zaspokajanie bezpośrednich potrzeb – i odebranie jej wielkim instytucjom finansowym. Wielką zaletą takiego systemu jest to, że większość takich równoległych systemów walutowych nakłada określony „termin ważności” na wydawanie emitowanych w ich ramach środków płatniczych. Jeśli nie wyda się ich do określonego terminu, tracą wartość. To bardzo dobre rozwiązanie, bo uniemożliwia akumulację, przemianę pieniądza w kapitał, pobudza krążenie waluty i wspiera rzeczywistą wytwórczość. Takie równoległe systemy bardzo dynamicznie rozwijają się w wielu miejscach Francji. To bardzo ciekawy eksperyment. Choć też zdaję sobie sprawę, że jego zasięg jest ograniczony. Na politykę z kolei patrzę raczej bez nadziei.

Skoro jesteśmy przy polityce: jaki był stosunek Bernarda Maris do francuskiej centrolewicy? W 2000 roku, gdy prowadziliście państwo rozmowę, w Paryżu władzę sprawował centrolewicowy rząd Jospina.

Który prywatyzował wszystko, co się dało. Bernard był członkiem Partii Zielonych, startował nawet z ich ramienia do rady dziesiątej dzielnicy Paryża w 2002 roku. Maris, podobnie jak całe środowisko „Charlie Hebdo”, był bardzo krytyczny wobec socjalistów. Trudno nie być krytycznym zwłaszcza wobec tego, co robi administracja Hollande’a. To chyba dziś najbardziej prawicowy z lewicowych rządów na świecie.

Trudno nie być krytycznym zwłaszcza wobec tego, co robi administracja Hollande’a. To chyba dziś najbardziej prawicowy z lewicowych rządów na świecie.

Nie przypadkiem Paryż paraliżują dziś protesty młodych ludzi przeciw neoliberalnej rekonstrukcji kodeksu pracy. Choć, oczywiście, wujek Bernard wolał, by rządziła choćby tak ułomna lewica jak Hollande, niż jakakolwiek prawica. Zwłaszcza, że ta lewica potrafiła jednak przeprowadzić kilka sensownych zmian w wymiarze społeczno-obyczajowym. Rząd Jospina wprowadził związki partnerskiego, Hollande małżeństwa dla wszystkich.

Pana film będzie z pewnością odczytywany jako hołd nie tylko dla Bernarda Maris, ale i „Charlie Hebdo”. Także na lewicy pojawiają się jednak głosy, zarzucające temu pismu islamofobię, czy wręcz rasizm.

Bzdura! „Charlie” nigdy nie było rasistowskie czy islamofobiczne. Z pewnością było bardzo antyreligijne, ale dostawało się równo wszystkim religiom. Głównym celem prześmiewczych ataków był bardziej Front Narodowy, niż islam. Pismo dostawało bardzo wiele gróźb śmierci i większość, od chrześcijańskiej skrajnej prawicy, nie muzułmanów.

Z pewnością i Wujek Bernard i „Charlie” bardzo byli przywiązani do wolności słowa. Uważali, że jest ważniejsza niż poprawność polityczna, czy wrażliwość mniejszości. Wielu redaktorów pisma sprzeciwiało się wszelkim prawnym ograniczeniom wolności słowa, np. francuskiemu prawu penalizującemu kłamstwo oświęcimskie. Przeciw niemu jest też mój inny osobisty bohater, Noam Chomsky, który podpisał petycję w obronie francuskiego negacjonisty Roberta Faurrisona, skazanego przez sąd za negowanie istnienia komór gazowych. Chomsky napisał też esej, wykorzystany jako wstęp do książki Faurrisona. Amerykański lingwista argumentuje tam, że nie zgadza się zupełnie z tym, co pisze Faurrison, ale uważa, iż powinien mieć on prawo do wyrażania swoich poglądów, bez interwencji prawa karnego. Jak tych poglądów byśmy nie oceniali. To bardzo głębokie przywiązanie do wolności słowa cechowało też redakcję „Charlie”.

Jest pan Kanadyjczykiem, nie mogę więc na koniec nie spytać o polityczną zmianę w pana kraju. W zeszłym roku odsunęli państwo od władzy rząd konserwatystów i wybrali Justina Trudeau, który stał się kimś w rodzaju ikony, jeśli nie zupełnie lewicowej, to z pewnością progresywnej polityki na świecie. Jak pan go ocenia?

Na pewno bardzo się ciesze, że wygrał. Rząd Harpera był straszny, szalenie konserwatywny. Dobrze, że Trudeau odkręca to, co konserwatyści robili np. w kwestii aborcji…

chcieli jej zakazać?

Nie żartujmy, Kanada to bardzo feministyczny kraj i taki pomysł nie przyszedłby do głowy nawet naszym konserwatystom. Gdyby ktoś próbował odebrać Kanadyjkom prawo wyboru, to doszłoby chyba do rewolucji.

Rząd Harpera jednak znacznie ograniczył pomoc, jaką Kanada udzielała w tej kwestii krajom globalnego południa, w tym organizacjom promującym świadome macierzyństwo. Bardzo jestem zadowolony, że Trudeau przywrócił tę pomoc. Cieszy mnie też osobiście to, że jego rząd obiecał zwiększenie wydatków na kulturę i sztukę. Bardzo ważne są parytety w jego gabinecie. Ale czy ekonomicznie to będzie inna polityka?

Budżet na ten rok zwiększył deficyt i poziom publicznych inwestycji.

 

Tak, co zabawne partia formalnie bardziej na lewo od Liberałów Trudeau, NDP, w trakcie kampanii krytykowała za to Liberałów, zarzucając im brak „fiskalnej odpowiedzialności”. Daję Trudeau szasnę, zobaczymy jak będzie się rozwijać jego polityka gospodarcza. Nie wierzę, by Kanada stała się samotną wyspą dostarczającą alternatyw dla obecnego modelu ekonomicznego. Być może w ogóle taka zmiana nie może się udać w jednym państwie. Ale na pewno po Harperze Trudeau to dobra zmiana.

**Dziennik Opinii nr 142/2016 (1292)

Bio

Jakub Majmurek

| Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.