Już nawet Bóg ma swojego czatbota
Modlitwa na czacie, spowiedź w oknie dialogowym, wspólnota budowana przez aplikację lub całkowite wyzbycie się jej. To nowy rodzaj duchowości – nie przeżywanej, lecz programowanej, sprzedawanej i kupowanej.
Technologiczni giganci zarządzają naszą uwagą jak swoją własnością i wzmacniają polaryzację. A my pokazujemy naukę i technologię, które mogą działać inaczej – dla ludzi, nie przeciw nim.
Modlitwa na czacie, spowiedź w oknie dialogowym, wspólnota budowana przez aplikację lub całkowite wyzbycie się jej. To nowy rodzaj duchowości – nie przeżywanej, lecz programowanej, sprzedawanej i kupowanej.
W techno-teologicznym uniwersum Petera Thiela jego firma Palantir nie tylko chroni Zachód przed ideologicznymi wrogami, ale wręcz mierzy się z Antychrystami próbującymi zatrzymać postęp.
Odpowiada Sylwia Czubkowska – dziennikarka ekonomiczna, współautorka podkastu Techstorie, a także autorka znakomitych książek: ,,Chińczycy trzymają nas mocno. Pierwsze śledztwo o tym, jak Chiny kolonizują Europę, w tym Polskę” oraz ,,Bóg techy. Jak wielkie firmy technologiczne przejmują władzę nad Polską i światem”.
Trzymający nas na korporacyjnych platformach szantaż społecznościowy będzie tym mniej efektywny, im więcej osób, instytucji i organizacji zacznie aktywnie działać poza tymi toksycznymi przestrzeniami.
Sztuczna inteligencja jest zbyt ważna, by pozostawić ją siłom wolnego rynku. I zupełnie nie chodzi tu o tantiemy dla twórców.
Trump nie ukrywa, że zamierza wzbogacić się na prezydenturze. Przytulił już kilka miliardów, bo wszyscy, od rodzimych technokratów po głowy azjatyckich państw, płacą mu i jego rodzinie za przychylność.
Im więcej zadań powierzamy sztucznej inteligencji, tym szybciej tracimy własne kompetencje i zdolność do decydowania o sobie.
Ten film to ironiczny rachunek sumienia współczesnej antytotalitarnej lewicy.
W „Jednej bitwie po drugiej” Paula Thomasa Andersona aktywiści uwalniają migrantów, w „Eddington” Ariego Astera radykalizują się nastolatki. Oba filmy mówią coś ważnego o współczesnym świecie.
Wyścig w kosmos był kiedyś wehikułem Oświecenia i równości. Dziś to raczej scena dla miliarderów. Co poszło nie tak – i gdzie zgubiliśmy język postępu?