Skromny był, dla ludzi chciał dobrze, Wampira powiesił, czyli Gierek w cudzysłowie i bez
Czy „Gierek” to balsam dla duszy nostalgików za PRL, czy może raczej manifest kaczystowskiej dumy?
„Kino jest najbardziej perwersyjną ze sztuk – nie daje ci tego, czego pożądasz, ale mówi, jak pożądać” – Slavoj Žižek.
Czy „Gierek” to balsam dla duszy nostalgików za PRL, czy może raczej manifest kaczystowskiej dumy?
Gierek, podobnie jak Jan Paweł II, jest postacią mityczną. Kult papieża ma jednak charakter urzędowy, a kult Gierka płynął raczej podziemnym nurtem… aż powstał o nim film.
Naprawdę dramatycznie złe w filmie „Gierek” jest to, że wzlot i upadek jego rządów na ekranie nie mówi nam nic o realnym dramacie, jaki się w peryferyjnej Polsce lat 70. rozegrał.
Trudno o lepszy dowód na to, ile drzwi Yoko otworzyła dla wszystkich kobiet.
Co nie wyszło? Wyliczmy: scenariusz, reżyseria, dramaturgia, aktorstwo. Czyli niemal wszystko.
Strasznie się ten film wszystkim podoba, bo taki wzruszający, mądry, prawdziwy, głęboki i tak dalej. Trzeba być naprawdę nieczułym i małostkowym, żeby w to nie wejść całym serduchem, ale nic na to nie poradzę: nie płakałam na „C’mon C’mon”.
Zabójstwo prezydenta Kennedy’ego było największą zbiorową traumą Ameryki aż do zamachów z 11 września. Oliver Stone nakręcił o nim już drugi film, tym razem dokumentalny.
Akcja filmu jest zabawna i wartka, jednak dla mnie, podobnie jak dla wielu innych osób zaangażowanych w ochronę środowiska oraz naukowców zajmujących się klimatem, to rzeczywistość, jaką znamy.
„Matrix Zmartwychwstania” podzielił publiczność, a dwie główne reakcje to entuzjazm i odrzucenie, miłość i oskarżenia o cynizm.
Wszelkie podsumowania i top dziesiątki są zawsze selekcją subiektywnego, osobistego wycinka. Mam nadzieję, że czytelniczki i czytelnicy znajdą w moim małym przeglądzie coś dla siebie.