Co tam, panie, w Gileadzie?
Trzydzieści lat po „Opowieści podręcznej” Margaret Atwood napisała ciąg dalszy. Tym razem przyglądamy się kobietom, które oczywiście też są ofiarami patriarchatu, a jednocześnie same go tworzą.
„Chcemy całego życia!” – jak pisała Zofia Nałkowska.
Trzydzieści lat po „Opowieści podręcznej” Margaret Atwood napisała ciąg dalszy. Tym razem przyglądamy się kobietom, które oczywiście też są ofiarami patriarchatu, a jednocześnie same go tworzą.
Dlaczego nie wkurza was, że liberalne media krzyczą, że gwałt to ostry seks, a stalking to romantyczna miłość – i nazywają to emancypacją kobiet?
Kobiety pracujące w teatrze często padają ofiarami przemocy, najczęściej ze strony mężczyzn na wyższych pozycjach.
Marzę, żeby ten biały, heteroseksualny dziad po prostu przestał dręczyć tych wszystkich cudownych ludzi.
Niech bohaterka powieści wyjdzie za mąż – radzi początkującej autorce autorytatywnie, ale i dobrodusznie pierwszy wydawca.
Feministki raz po raz dowodzą, że zmiany, które niegdyś uznawano za niemożliwe, w końcu stają się nieuniknione.
Czy gabinet Sanny Marin to obecnie najfajniejszy rząd na świecie?
Mają dość feministek, imigrantów i karierowiczek. Bliżej im do białych suprematystów.
Wczoraj po południu udzieliłam wywiadu dziennikarzowi „Vivy”, Romanowi Praszyńskiemu. Nie był to wywiad specjalnie przyjemny.
Pytanie może i naiwne, ale warto je postawić – czy świat nie byłby piękniejszy, gdyby ludzie częściej medytowali, a ci, którzy cipki nie mają, pomyśleli czasem, jak to jest ją mieć?