Świat

Witkowski: Dlaczego nie zwalczymy ISIS?

Istnienie ISIS nie wszystkim przeszkadza tak samo.

Zachód wydaje się zgodny w swoich dążeniach do zniszczenia fanatyków religijnych z ISIS. Rosjanie, Francuzi i Amerykanie wykonują kolejne naloty – wydaje się, że powstaje szeroki front walki z tą niebezpieczną organizacją. Nic bardziej mylnego, bo większość tych ruchów to działania pozorne. Brutalna prawda brzmi zaś tak: ISIS ma swoje miejsce w globalnym porządku, a jego istnienie opłaca się wielu graczom, często zupełnie zaskakującym. Dlaczego tak głośna deklarowana walka z „kalifatem” nie przynosi rezultatów? Oto kilka powodów

ISIS utrzymują przy życiu głównie amerykańscy sojusznicy na Bliskim Wschodzie

Paradoksalnie, ISIS utrzymują przy życiu głównie amerykańscy sojusznicy na Bliskim Wschodzie: to Turcja i Izrael kupują większość wydobywanej przez nich ropy. Dumpingowe ceny sprawiają, że nie boli ich handel z religijnymi fanatykami. Przy cenie rynkowej koło 40$, „kalifat” sprzedaje ją za 3$ za baryłkę. Cena rynkowa jest i tak superniska, bo jeszcze 2-3 lata temu płaciło się za baryłkę koło setki – przymusu kupowania od islamistów więc nie ma. Arabia Saudyjska, kolejny sojusznik USA, za pomocą swoich co bardziej zdewociałych szejków wysyła ISIS regularne transfery z pieniędzmi. Biorąc pod uwagę ruchy na froncie, zapowiada się też, że ISIS nakradnie monarchii Saudów sporo amerykańskiego sprzętu wojskowego z darów.

Erdogan nie pomaga

Dodatkowo nasz „wielki przyjaciel”, prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan nie rozpędził nigdy obozów szkoleniowych Państwa Islamskiego, przepuszcza ich konwoje przez granicę i regularnie uderza w walczących z fundamentalistami Kurdów z Partii Pracujących Kurdystanu (PKK, działającej w Turcji) oraz Partii Unii Demokratycznej (PYD, w Syrii). A jak się zdenerwuje, że Europa nie chce się zrzucić na utrzymanie bałaganu, którego narobili na Bliskim Wschodzie Amerykanie, otwiera granice i wpuszcza do „Twierdzy Europa” uchodźców.

To ostatecznie funduje nam szybujące w górę sondaże poparcia dla skrajnej prawicy, zamykania granic i paneuropejskie „Bóg, honor, ojczyzna”.

Amerykanie, Rosjanie, Europejczycy i ich interesy

Zabawne: ISIS ze swoimi komórkami i kontrolowanymi obszarami w Somalii, Nigerii, Libii, Egipcie, Syrii, Iraku, Mali, Afganistanie, Filipinach, Pakistanie, Jemenie (tak, tak, to już tyle) tworzy przy okazji coś w rodzaju prawicowej wersji Związku Radzieckiego i jego eksportu rewolucji w latach nastych i dwudziestych XX wieku. O ile jednak ZSRR i jego obecność tuż tuż za granicami zmuszały zachodnie rządy do ustępstw na rzecz robotników, żeby ich jakoś uspokoić, i stworzyły model państwa dobrobytu, tak teraz widmo ISIS daje tymże rządom świetną wymówkę do segregacji, ścisłej kontroli i ograniczania praw obywatelskich dla kolejnych grup ludności. Nie dość, że Amerykanie stworzyli warunki pod bujny rozrost ISIS, bo koniecznie musieli obalić Saddama Husajna i zająć jego ropę, wspierali Izrael kosztem Palestyńczyków, ładować się do Somalii czy Afganistanu, to jeszcze Europejczycy postanowili pooszukiwać Ukraińców, że ich wpuszczą do NATO i UE, co zirytowało Rosję i mamy tam wojnę.

No i, oczywiście, uchodźcy i migranci… 

No i, oczywiście, uchodźcy i migranci – kolejne uzasadnienie obecności Amerykanów w Europie (bezpieczeństwo, bezpieczeństwo!) i szansa na tańszego pracownika w Polszy. Można spokojnie założyć, że polski biznes jest wielkim fanem tego konfliktu. Ktoś musi przecież zebrać w sadach polskie jabłka, podać na stół piwo i odrabiać pańszczyznę za ajentów w Żabce. Przecież za tak niskie stawki nie zrobią tego Polacy. Już wcześniej robili to bardzo często Ukraińcy. Teraz, kiedy w ich kraju szaleje kryzys i trwa wojna, będą robić to jeszcze częściej. Zresztą, w całej Europie „biznes” cieszy się z tych wojen w okolicy, bo wiadomo: tania ropa, tani pracownik. Liberalni ekonomiści mówią wprost: Polska potrzebuje kolejnych dwóch milionów pracowników, żeby utrzymać wzrost gospodarczy, Niemcy czterech i tak dalej. Cieszy się klasa średnia, bo wiadomo: tania służba. Ktoś umyję babcię, ktoś posprząta córce utracjuszce w mieszkaniu, ktoś zajmie się dziećmi, kiedy rodzice wyciskają z rynku pieniądze. Poza tym kuchnia arabska dobra, tania, egzotyczna. W Tunezji i w Egipcie panicze byli już dawno, byli też na Filipinach i w Indonezji – w ogóle są bywali. Cenią za kuchnie świata Berlin i Londyn.

***

Cieszą się Amerykanie, bo ich półwysep w Azji, Europa, jest od nich zupełnie zależny. W końcu oni już dwa razy wysyłali wojsko, w 1917 i 1941 r., żeby posprzątali syf, którego narobiliśmy w imię nacjonalizmu. Lud się jednak nie cieszy, bo już teraz ledwo dyszy, wiążąc koniec z końcem. Głosuje więc na Kukiza/le Pen/Farage’a, pomstuje na islamizację i poci się ze strachu, że zaraz jeszcze bardziej pogorszą się warunki pracy. Dwóch imigrantów zatrudnić jest taniej niż jednego lokalsa. Dla klasy średniej rachunek jest prosty. Znany mi sklep nocny już zrobił tę zamianę. Dwójka imigrantów za jednego nacjonalistę. Nie pomogły mu koszulki z Armią Wyklętą i nalepki Obozu Narodowo Radykalnego, jakie sobie wklejał przy wejściu.

Już go tam nie ma, a dwójka Ukraińców, którzy za niego pracują, praktycznie już pozbyła się akcentu.

**Dziennik Opinii nr 345/2015 (1129)

Bio

Przemysław Witkowski

| Poeta, dziennikarz i publicysta
Przemysław Witkowski – poeta, dziennikarz i publicysta; dwukrotny stypendysta Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu; absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Wrocławskim; doktor nauk humanistycznych w zakresie nauk o polityce; opublikował „Lekkie czasy ciężkich chorób” (2009); „Preparaty” (2010); „Taniec i akwizycja” (2017), jego wiersze tłumaczono na angielski, czeski, francuski, serbski, słowacki, węgierski i ukraiński.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.