Unia Europejska

Wolta Jacka Saryusza-Wolskiego to dobra wiadomość

Jacek Saryusz-Wolski

Krok, na który zdecydował się Jacek Saryusz Wolski, to początek bardzo ryzykownej gry na zdecydowanie dłuższym dystansie niż najbliższy szczyt UE.

Kilka dni temu premier rządu ogłosiła, ze polskim kandydatem na stanowisko szefa Rady Unii Europejskiej jest Jacek Saryusz-Wolski. Tym samym Polska stworzyła precedens w politycznej historii UE, gdyż jest jedynym krajem, którego dwóch obywateli jest w tym momencie jedynymi oficjalnymi kandydatami na to stanowisko. Nobliwemu politykowi kojarzonemu przez ostatnie prawie dwie dekady z PO nie chodzi oczywiście o zajęcie miejsca Tuska. To konieczna cena za otwarcie ryzykownej gry o wymarzone stanowisko w Komisji Europejskiej. Postaram się krótko wyjaśnić, dlaczego to wcale nie jest taka zła wiadomość.

Krok, na który zdecydował się Jacek Saryusz Wolski, to początek bardzo ryzykownej gry na zdecydowanie dłuższym dystansie niż najbliższy szczyt UE. Kpiny i niedowierzanie, które towarzyszą jego ostatniej wolcie, jestem w stanie zrozumieć, gdyż kryje się pod nimi zupełna bezradność komentujących, którzy nie potrafią zrozumieć, co skłoniło poważanego dotychczas w mainstreamie polityka do tego kroku. Odpowiedzi należy szukać dwa i pół roku temu, kiedy rząd Donalda Tuska nominuje do pracy w Komisji Europejskiej Elżbietę Bieńkowską. Nie jest tajemnicą, że całkowicie zrozumiałe w świetle wcześniejszej kariery JSW ambicje zajęcia stanowiska w Komisji Europejskiej zostały wówczas poświęcone podczas złożonej gry, której stawką było stanowisko szefa Rady UE dla Donalda Tuska.

Jacek Saryusz-Wolski będąc w tym momencie jednym z najdłużej pracujących europosłów, posiada rozeznanie i pozycję w strukturach instytucjonalnych i politycznych UE, która stawia go w czołówce polskiej klasy politycznej. Ma jeszcze jeden wielki atut – jako jedyny czynny polityk całą swoją dość udaną karierę poświęcił kwestiom integracji. Przywoływano to w wielu tekstach, które zostały ostatnio opublikowane. Jako współtwórca Europejskiego Kolegium w Natolinie jest też osobą, która czynnie przyłożyła się do przygotowania pierwszych naborów przytłaczającej większości polskich kandydatów do unijnej administracji.

Do czego zatem potrzebna jest JSW nieco żenujący flirt z dobrą zmianą? Sprawa jest całkowicie jasna – zasób kadrowy obecnej władzy w zakresie spraw zagranicznych i europejskich jest bardziej niż nędzny. Poza Konradem Szymańskim (sekretarzem stanu w MSZ), którego zarówno dorobek w Parlamencie Europejskim, jak i zdolności polityczne można określić jako przyzwoite jedynie w kontekście dokonań obecnego kierownictwa resortu, nie ma tam praktycznie nikogo. Saryusz-Wolski decydując się na zerwanie z PO wchodzi na to puste miejsce. Chciałbym spekulować, że może być rozważany jako następca Witolda Waszczykowskiego, to byłaby bardzo dobra wiadomość, gdyż oznaczałaby realną szansę na przerwanie spirali izolacji europejskiej i międzynarodowej Polski. Poprzeczka wymagań została praktycznie zakopana pod ziemią, więc na tym polu byłoby bardzo łatwo o o sukces.

Perspektywa osobistego planu JSW sięga jednak roku 2019 – kiedy w maju lub czerwcu odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego, a jesienią wybory parlamentarne. Jest praktycznie pewne, że to Jarosław Kaczyński będzie wskazywał polskiego kandydata do Komisji Europejskiej. Dla sympatycznego pana z Żoliborza rozszerzenie listy składającej się z Anny Fotygi, Ryszarda Legutki, Witolda Waszczykowskiego czy Konrada Szymańskiego o postać kalibru bohatera tego tekstu może być niewypowiedzianą ulgą. Z perspektywy obywatela mimo wszystko peryferyjnego kraju UE, którego znaczenie będzie przez kolejne lata raczej maleć, to również dobra wiadomość. Możliwe jest wówczas staranie o tekę w Komisji nieco bardziej znaczącą niż te, które zwyczajowo przypadają krajom o niskim znaczeniu politycznym jak np. Malta czy Cypr.

Jacek Saryusz-Wolski, będąc pochłonięty pracą parlamentarną, miał szczęście stronić od bieżących sporów PO i PiS. Poza kilkoma błyskotliwie złośliwymi komentarzami sprzed prawie dekady i słynnym sporem o krzesło, których nie da się już nawet odnaleźć w medialnych archiwach, JSW ma praktycznie czystą kartę. Zyskanie lojalnego współpracownika, który nie posiada własnego zaplecza politycznego, nie ma powrotu do poprzedniego politycznego wcielenia i jest silnie zmotywowany swoimi ambicjami, to wymarzony dla Jarosława Kaczyńskiego początek potencjalnie owocnej współpracy.

Seria nieco żenujących tweetów JSW, którą czytaliśmy przez ostanie kilka dni, zostanie za jakiś czas zapomniana, a bohater tego tekstu ponownie usunie się w cień. Kiedy minie kilka miesięcy i prawdopodobnie jesienią pojawi się temat jakiejś formy rekonstrukcji rządu możliwe, że wypłynie wówczas jego kandydatura na szefa MSZ. Prawdopodobnie odwoła się wówczas nieco drewnianej w tej sytuacji analogii z udziałem Stefana Mellera w rządzie Marcinkiewicza i jako raczej bezpartyjny fachowiec obejmie tekę szefa MSZ.

Największą tajemnicą polskiej polityki wschodniej jest jej brak

Postrzegany jako wysokiej klasy specjalista od polityki europejskiej, w szczególności polityki wschodniej oraz kwestii energetycznych, Saryusz-Wolski doskonale wpasuje się w szeroki horyzont ideowy dobrej zmiany. Mając od zawsze poglądy konserwatywne, raz bliższe chadecji, kiedy indziej poczciwemu lokalnemu przywiązaniu do tradycyjnej rodziny, raczej nie będzie miał problemu dopasowaniem się do nowego otoczenia politycznego. Jego poglądy ekonomiczne są typowe dla pokolenia 60+, tu zdecydowanie wygrywa silny rys thatcheryzmu, co ciekawe często pozbawiony peryferyjnej dogmatyczności.

Udział Jacka Saryusza-Wolskiego w ekipie dobrej zmiany może być nadzieją na uspokojenie stosunków z Ukrainą i nadanie im jakiegokolwiek kierunku. Ponadto jest szansą na ujarzmienie dzikiej szarży dobrej zmiany w polityce zagranicznej i europejskiej, gdzie mamy do czynienia z serią amatorskich działań. W obecnych warunkach nie wymagajmy oczywiście zbyt wiele, ale dla każdego, kto ceni sobie paszport Schengen i nie chciałby się o niego martwić w najbliższych latach, partyjna wolta Jacak Saryusza-Wolskiego jest jednak dobrą wiadomością.

Polska cela czy Bruksela

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Mikołaj Iwański
Mikołaj Iwański
Ekonomista
Mikołaj Iwański – doktor nauk ekonomicznych, absolwent filozofii Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Kierownik Zakładu Historii i Teorii Sztuki, Wydział Malarstwa i Nowych Mediów na Akademii Sztuki w Szczecinie.
Zamknij

Zapisz się na newsletter Krytyki Politycznej
i bądź na bieżąco