Unia Europejska

Po wyborach do Bundestagu: Kto zastąpi Merkel? Kto będzie rządził w Niemczech?

Żegnaj, CDU! Zanosi się na to, że po 16 latach partia Angeli Merkel wyląduje w opozycji. Jeszcze nie wiadomo, jaka konkretnie koalicja przejmie po niej rządy. Oto co wiemy dwa tygodnie po niemieckich wyborach.

Dwa tygodnie temu Niemcy wybrały nowy parlament. W wyborach, w których nie kandydowała już urzędująca kanclerka Angela Merkel (CDU), zwyciężyła socjaldemokratyczna SPD (25,7 proc., +5,2 pkt. proc.), zdobywając 775 tysięcy głosów więcej niż sojusz partii chadeckich CDU/CSU (24,1 proc., −8,8 pkt. proc.). Dotychczasowy stan posiadania powiększyli Zieloni (14,8 proc., +5,9 pkt. proc.) oraz liberalna FDP (11,5 proc., +0,8 pkt. proc.).

Dwucyfrowy, lecz gorszy niż cztery lata temu wynik osiągnęła skrajnie prawicowa AfD (10,3 proc., −2,3 pkt. proc.). Socjalistyczna Linke, ugrupowanie skupiające wschodnioniemieckich postkomunistów i zachodnioniemiecką radykalną lewicę, nie przekroczyła progu wyborczego (4,9 proc., −4,3 pkt. proc.), ale weszła do Bundestagu, gdyż zdobyła trzy mandaty bezpośrednie – po dwa w Berlinie Wschodnim i jeden w Lipsku (listy wyborcze, które zdobywają co najmniej trzy mandaty bezpośrednie, traktowane są tak, jakby przekroczyły próg).

Kto zastąpi Angelę Merkel? Oto wszystko, co musicie wiedzieć o wyborach w Niemczech

Ponieważ lewicowy sojusz SPD, Zielonych i Linke nie ma większości parlamentarnej, a Niemcy są zmęczone rządzącą aktualnie koalicją chadecji z socjaldemokracją, istnieją tylko dwie potencjalne opcje koalicyjne: tzw. koalicja sygnalizacji świetlnej (SPD, Zieloni i FDP) oraz „koalicja jamajska” (CDU/CSU, Zieloni i FDP). Pierwszy raz od 1957 roku rząd federalny będzie się opierać na zaufaniu więcej niż dwóch frakcji parlamentarnych: to właśnie „mali koalicjanci”, czyli Zieloni i FDP, będą mieli decydujący wpływ na to, czy następcą Merkel będzie minister finansów Olaf Scholz (SPD), czy premier Nadrenii Północnej-Westfalii Armin Laschet (CDU).

Cytrusowa koalicja – nowa siła w niemieckim parlamencie

Kiedy w 2017 roku SPD przegrała z kretesem wybory do Bundestagu, zdobywając zaledwie 20,5 proc. głosów, ówczesny lider partii Martin Schulz ogłosił, że jego ugrupowanie nie zamierza kontynuować dotychczasowej współpracy z chadecją – jedyną opcją koalicyjną z większością parlamentarną był wówczas sojusz chadecji z Zielonymi i FDP. Partie zasiadły do wstępnych rozmów koalicyjnych, które zakończyły się fiaskiem, gdy liberałowie zerwali negocjacje. Przewodniczący FDP Christian Lindner tłumaczył się, że był zmuszony do tego ruchu, ponieważ Angela Merkel chciała spełnić wszystkie życzenia Zielonych, jednocześnie nie traktując poważnie postulatów jego partii.

Aby uniknąć nowych wyborów, prezydent kraju Frank-Walter Steinmeier (SPD) przywołał swoją partię do porządku i wmanewrował ją z powrotem w koalicję z chadecją. Pierwsza poważna próba zawiązania koalicji jamajskiej na poziomie federalnym zakończyła się spektakularną porażką.

Cztery lata później sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Po pierwsze, FDP jest zdeterminowana, aby stać się częścią koalicji rządzącej – Lindner zdaje sobie sprawę, że jego elektorat nie wybaczyłby mu, gdyby kolejny raz zerwał rozmowy koalicyjne. Po drugie, diametralnie zmienił się rozkład sił politycznych: w 2017 roku chadecja zdobyła prawie 33 proc. poparcia, a na FDP i Zielonych głosowało łącznie mniej niż 20 proc. wyborczyń i wyborców (FDP – 10,7 proc., Zieloni – 8,9 proc.). Tym razem, z uwagi na mocny wynik Zielonych, dwie „małe partie” będą miały w przyszłym Bundestagu więcej mandatów niż potencjalny „duży koalicjant”, co bardzo wzmocniło ich pozycję negocjacyjną.

Już w wieczór wyborczy, kiedy było wiadomo, że koalicja lewicy nie będzie miała większości parlamentarnej, Lindner zaprosił kierownictwo Zielonych na wstępne rozmowy, a oni to zaproszenie przyjęli. Negocjacje między dwiema partiami reprezentującymi różne frakcje niemieckiego mieszczaństwa nie były i nie będą łatwe: choć oba ugrupowania łączy szereg wspólnych postulatów (chociażby obrona praw człowieka, legalizacja marihuany, większa ochrona danych osobowych w sieci), dzieli je odmienne spojrzenie na kwestie polityki społecznej, fiskalnej, podatkowej i klimatycznej.

Zieloni od początku chcieli wejść w koalicję z SPD; FDP preferowała i wciąż preferuje sojusz z chadecją (Laschet i Linder od czterech lat współtworzą koalicję CDU-FDP w Nadrenii-Westfalii i darzą się wzajemnym zaufaniem). Pierwsze rozmowy „cytrusowej koalicji” (żółty to barwa partyjna liberałów) odbyły się już w powyborczy wtorek. Aby uniknąć przecieków, które były zmorą negocjacji koalicyjnych w 2017 roku, partie zobowiązały się do bardziej dyskretnego i powściągliwego stylu rozmów. Po pierwszym spotkaniu Zielonych i FDP nie została na przykład zwołana wspólna konferencja prasowa, w zamian za to współprzewodniczący Zielonych Annalena Baerbock i Robert Habeck, Christian Lindner i sekretarz generalny FDP Volker Wissing opublikowali na swoich kontach na Instagramie to samo zdjęcie z identycznym opisem: „W poszukiwaniu nowego rządu szukamy tego, co nas łączy, i mostów nad tym, co nas dzieli. I nawet je znajdujemy. Ciekawe czasy”.

Pierwsza runda koalicyjnego pokera

W niedzielę – tydzień po wyborach – liderki i liderzy ugrupowań politycznych odbyli coś w rodzaju koalicyjnego speed datingu: kierownictwo SPD spotkało się (oddzielnie) z delegacjami FDP i Zielonych, a zespół negocjacyjny CDU/CSU rozmówił się z FDP; spotkanie Zielonych z chadekami odbyło się we wtorek. Po każdej „randce” zwoływano konferencję prasową, na której jak mantrę podkreślano konstruktywny i rzeczowy charakter rozmów (tu bez zaskoczeń: najlepsza atmosfera panowała na briefingu po spotkaniu chadeków i liberałów).

Gdyby to wyborcy mogli decydować o przyszłej koalicji rządzącej, sprawa byłaby jasna: w sondażu przeprowadzonym tydzień po wyborach dla publicznej telewizji ARD 63 proc. respondentów zadeklarowało, że rządem powinna kierować SPD Olafa Scholza – uważa tak 94 proc. elektoratu Zielonych i aż 54 proc. zwolenników FDP.

Wyraźna preferencja dla socjaldemokratycznego kanclerza jest pokłosiem powyborczego chaosu, w którym tkwi chadecja po przegranej z wyśmiewaną przez większość ostatniej kadencji SPD. W środę rano – dziesięć dni po wyborach – Zieloni ogłosili, że przyjęli zaproszenie SPD do rozmów trójstronnych; parę godzin później swój udział w negocjacjach z socjaldemokratami potwierdziła również FDP. Pomimo zapewnień obu partii, że rozmowy z SPD mają charakter wstępny i wciąż istnieje możliwość zawarcia koalicji „jamajskiej”, wszystko wskazuje na to, że pierwszy raz od 2005 roku chadecja zasiądzie w ławach opozycji.

Zielone centrum idzie po władzę (spojler: nie w Polsce)

W przeciwieństwie do burzliwych i odbywających się częściowo po nocach negocjacji koalicyjnych przełomu 2017 i 2018 roku teraz rozmowy mają się toczyć wyłącznie w dzień; ku smutnemu zaskoczeniu berlińskich korespondentów ugrupowania zdecydowały także, że nie będą informowały o tematyce i przebiegu rozmów.

Czy ugrupowaniom uda się przezwyciężyć ogromne różnice programowe między ekokeynesizmem SPD i Zielonych a liberalizmem gospodarczym FDP? Na korzyść Scholza świadczy werdykt „wyroczni z Pinnebergu”: od 1953 roku mandat bezpośredni w tym okręgu wyborczym zawsze zdobywa partia, której kandydat albo kandydatka wybierana jest później na urząd kanclerza federalnego. W 2021 roku – pierwszy raz od 16 lat – wygrał tu przedstawiciel SPD.

Ostatni bój Armina Lascheta

Wynik CDU/CSU – najgorszy w historii wyborów do Bundestagu i pierwszy raz poniżej progu 30 proc. – wywołał trzęsienie ziemi wśród partii chadeckich, które żyją w głębokim przekonaniu, że są naturalnymi partiami władzy (od 1949 roku kanclerze z CDU rządzili łącznie przez 52 lata). Chociaż liberałowie wciąż preferują współpracę z główną siłą niemieckiej centroprawicy, chadecja sprawia dziś wrażenie ekipy głęboko skłóconej i niezdolnej do rządzenia krajem. Utworzenie koalicji jamajskiej było dla Lascheta ostatnią i jedyną szansą, by uratować swoją karierę polityczną.

Markus Söder, populistyczny premier Bawarii i przewodniczący „siostrzanej” CSU, który sam ma chrapkę na to, by zostać chadeckim kandydatem na kanclerza w 2025 roku, robił wszystko, aby utrudnić i tak już skomplikowane rozmowy z Zielonymi i FDP: najpierw ogłosił na konferencji prasowej, że to Scholz, a nie Laschet, ma większe szanse zostać przyszłym kanclerzem, a parę dni później doprowadził do zmiany pierwotnego terminu rozmów chadeków z delegacją FDP, nie godząc się na… przełożenie spotkania z bawarskimi samorządowcami.

Pewnie by chcieli pójść bardziej radykalnym kursem, ale niemiecki system polityczny na to nie pozwala

Krótko po tym, jak Zieloni i FDP poinformowali o chęci rozpoczęcia rozmów trójstronnych z SPD, Söder podał do wiadomości, że jest to „de facto rezygnacja z koalicji jamajskiej”, a chadecja nie jest „kołem zapasowym”, jeśli inne partie nie są w stanie zawiązać koalicji rządzącej. Ponieważ potencjalni „mniejsi” koalicjanci nie przyjęli oferty chadeków, Armin Laschet ogłosił, że zamierza zrezygnować z funkcji przewodniczącego CDU. Odejście Lascheta rozłożone jest na raty: chce pozostać na swoim stanowisku do momentu wyboru nowego szefa partii i pozostać do dyspozycji Zielonych i FDP w przypadku, gdyby nie powiodły się rozmowy z SPD. Niemiecką chadecję czekają burzliwe miesiące i wewnątrzpartyjna walka między konserwatywno-biznesowym a liberalno-merkelowskim skrzydłem ugrupowania.

SPD wyciągnęła wnioski z błędów ostatnich kampanii

Po wyborach w 2017 roku, kiedy SPD osiągnęła swój najgorszy wynik od 1932 roku, sekretarz generalny partii Lars Klingbeil zlecił dokładną analizę wszystkich błędów, które socjaldemokraci popełnili w trakcie kampanii; jej wyniki zostały opublikowane w czerwcu 2018 roku w raporcie pod tytułem Uczyć się na błędach. Autorki i autorzy opracowania wskazali między innymi na zbyt późną nominację Martina Scholza na kandydata na kanclerza (skutkowało to źle przygotowaną kampanią), na program wyborczy, który nie został dopasowany do kandydata, oraz błędy warsztatowe w komunikacji politycznej (niska jakość materiałów wizualnych, nieodpowiedni język wokół postulatów i celów partii).

Ku zdziwieniu niemieckiego komentariatu SPD faktycznie wyciągnęła wnioski z tej druzgocącej krytyki: Olaf Scholz został nominowany w sierpniu 2020 roku (ponad rok przed wyborami), program wyborczy został sformułowany wokół misji przyszłości zamiast klasycznych silosów tematycznych, komunikacja wizualna była spójna (na plakaty i materiały reklamowe wróciła na przykład klasyczna, rzęsista socjaldemokratyczna czerwień), a sama kampania skoncentrowana była na motywie „szacunku” i osobie Scholza, który wprawdzie nie jest uznawany za polityka charyzmatycznego, ale cieszy się w niemieckim społeczeństwie sporą popularnością z uwagi na swój raczej powściągliwy i pragmatyczny, czyli „merkelowski”, styl sprawowania władzy.

Podobnie jak odchodząca z urzędu kanclerka, Scholz emanuje ogromnym spokojem, ucieleśniając przy tym dążenie do utrzymania stabilności z umiarkowanym reformizmem (w przypadku Merkel nawet bardzo umiarkowanym, Scholz jest bardziej progresywny). W przeciwieństwie do chadecji SPD zaprezentowała proste i zrozumiałe postulaty wyborcze, takie jak podniesienie pensji minimalnej do 12 euro za godzinę pracy, 400 tysięcy nowych mieszkań rocznie (w tym 100 tysięcy dotowanych lokali na wynajem), stabilny poziom świadczeń emerytalnych i „nie” dla dalszej podwyżki wieku emerytalnego.

Profesjonalna kampania, popularny kandydat, zdyscyplinowana partia i błędy popełnione przez chadeków i Zielonych utorowały drogę do niespodziewanego zwycięstwa socjaldemokratów. CDU/CSU poniosła klęskę w walce o tzw. wyborców Merkel, czyli elektorat o stosunkowo postępowych poglądach w kwestiach społecznych, ale z centrowym podejściem do spraw gospodarczych: CDU/CSU straciła na rzecz SPD aż 1,5 miliona wyborców. Partia Socjaldemokratyczna nie tylko prześcignęła AfD i CDU w Niemczech Wschodnich, ale odzyskała też pierwszą pozycję wśród robotników, zatrudnionych na stanowiskach nierobotniczych i członków związków zawodowych.

Pierwszy raz w powojennej historii SPD wygrała także wśród osób powyżej 65. roku życia, czyli w grupie wiekowej, która tradycyjnie preferowała konserwatywną chadecję. SPD udało się nie tylko odmłodzić swoją reprezentację parlamentarną – aż 49 z 206 wybranych członków frakcji socjaldemokratycznej nie przekroczyło jeszcze 35. roku życia (czyli należy formalnie do młodzieżówki partyjnej Jusos) – ale również zwiększyć udział deputowanych z tłem migracyjnym, którzy teraz będą stanowić 17 proc. parlamentarzystów SPD. Nawet w okręgu wyborczym nr 15, w którym od 1990 mandat bezpośredni zdobywała niejaka Angela Merkel, triumfowała… 27-letnia socjaldemokratka Anna Kassautzki.

Berlińczycy chcą odebrać mieszkania spekulantom i korpokamienicznikom

Mimo sukcesu wyborczego SPD nie powinna teraz spocząć na laurach: tylko 17 proc. wyborczyń i wyborców poniżej 30. roku życia głosowało w tym roku na Partię Socjaldemokratyczną – w tej grupie wiekowej zwyciężyli Zieloni (22 proc.), zaś na drugim miejscu uplasowała się FDP (19 proc.). Wysokie poparcie, którym cieszą się Zieloni wśród osób młodych, nie jest zadziwiające w dobie zaostrzającego się kryzysu klimatycznego i ruchów społecznych typu Fridays for Future.

Wielu komentatorów i komentatorek zaskoczyła jednak popularność FDP w tym segmencie elektoratu. Wygląda na to, że ważna dla młodych dorosłych globalna popkultura, stawiająca na samooptymalizację i nieustanną konsumpcję, dobrze koresponduje z indywidualistyczną (a złośliwiec powiedziałby, że wręcz neoliberalną) agendą niemieckich liberałów.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij