Unia Europejska

Kto zastąpi Angelę Merkel? Oto wszystko, co musicie wiedzieć o wyborach w Niemczech

Faworyt z charakteru przypomina Angelę Merkel: jest spokojny, opanowany, racjonalny i nie pokazuje publicznie za wiele emocji. W niektórych państwach na świecie takie cechy charakteru byłyby dla polityka dyskwalifikujące, w Niemczech – wręcz przeciwnie.

Już w najbliższą niedzielę zakończy się jedna z najdziwniejszych kampanii wyborczych w historii powojennych Niemiec. Pierwszy raz w dziejach Republiki Federalnej urzędujący szef rządu nie ubiega się o reelekcję. Po imponujących 16 latach (!) na stanowisku kanclerka Angela Merkel (CDU) odchodzi na polityczną emeryturę.

W ciągu pięciu miesięcy aż trzy razy zmieniała się partia prowadząca w sondażach – do połowy kwietnia liderem sondaży był sojusz partii chadeckich (składający się z CDU i bawarskiej CSU). W maju prześcignęli go Zieloni. W czerwcu chadecja odzyskała prowadzenie, aby na początku września utracić je na rzecz… socjaldemokratycznej SPD.

W ostatnim przedwyborczym sondażu dla publicznej telewizji ZDF prowadzi SPD (25 proc.) przed CDU/CSU (23 proc.) i Zielonymi (16,5 proc.). O czwarte miejsce biją się liberalna FDP (11 proc.) i skrajnie prawicowa AfD (11 proc.). W następnym Bundestagu zasiądą prawdopodobnie jeszcze posłanki i posłowie lewicowo-postkomunistycznej Linke (6 proc.).

Niemiecka opinia publiczna odzwyczaiła się od tego, aby przed wyborami do Bundestagu nie wiedzieć, która partia zdobędzie najwięcej głosów. Ostatni finisz kampanijny z otwartym zakończeniem miał miejsce w 2002 roku, trzy lata przed erą Merkel (w 2005 roku chadecja miała solidną przewagę w sondażach przedwyborczych, a wyrównany wynik SPD i CDU/CSU w prawdziwym głosowaniu był ogromnym zaskoczeniem).

Ponieważ żaden z tradycyjnych bloków wyborczych – zarówno centrolewicowy (SPD + Zieloni), jak i tym bardziej mieszczański (chadecja + FDP) – nie zdobędzie prawdopodobnie większości mandatów, do utworzenia koalicji potrzebne będą trzy partie.

Matematycznie możliwe są trzy konfiguracje: „koalicja sygnalizacji ulicznej” (SPD + Zieloni + FDP), koalicja jamajska (CDU/CSU + Zieloni + FDP) oraz lewicowy sojusz czerwono-zielono-czerwony (SPD + Zieloni + Linke).

Rządząca od 2013 roku wielka koalicja (CDU/CSU + SPD) ma wprawdzie duże szanse, by zdobyć więcej niż połowę mandatów, ale jest wysoce nieprawdopodobne, aby zmęczone sobą partie koalicyjne zdecydowały się na kolejne cztery lata wspólnych rządów.

Koniec czarno-zielonych marzeń

Przez większość 2020 i pierwszą połowę 2021 roku niemieckie media żyły przekonaniem, że po wyborach nadejdzie era wspólnych rządów chadecji i Zielonych. Dla wielu komentatorek koalicja ta miała być czymś więcej niż zwykłym sojuszem politycznym – niektóre liberalne tytuły świętowały przyszły czarno-zielony rząd jako symboliczne pojednanie starego i nowego mieszczaństwa, jako ponadpokoleniowy sojusz cywilizowanego konserwatyzmu z ekologią i kosmopolityczną częścią niemieckiego społeczeństwa.

Wybrani w 2018 roku na współprzewodniczących partii Annalena Baerbock i Robert Habeck idealnie reprezentowali nowy mindset Zielonych, łączący ze sobą ambitną politykę klimatyczną z centrowo-mieszczańską wizją życia społecznego. Kryzys socjaldemokracji, wywołany ponownym wejściem SPD do wielkiej koalicji, coraz częstsze anomalie pogodowe spowodowane kryzysem klimatycznym, pojawienie się nowych, radykalniejszych ruchów ekologicznych (jak np. Fridays for Future) oraz popularność Habecka skutkowały ogromnym wzrostem poparcia dla Zielonych.

Uskrzydleni dobrymi wynikami sondażowymi Zieloni pierwszy raz w historii nominowali nawet własną kandydatkę na kanclerza – Annalenę Baerbock. Początkowo media ciepło przyjęły kandydaturę 40-letniej Baerbock, a okładki gazet i czasopism wieściły początek ery „pierwszej zielonej kanclerki”. Szybko okazało się jednak, że partia nie była odpowiednio przygotowana na kampanię celującą w zwycięstwo wyborcze.

Najpierw odkryto, że Baerbock nie zgłosiła do administracji Bundestagu dochodów uzyskanych poza parlamentem, po czym wyszło na jaw, że jej oficjalny życiorys opublikowany na stronie partii zawiera błędy. Gwoździem do trumny wiarygodności kandydatki było odkrycie plagiatów w książce, w której Baerbock tłumaczyła… dlaczego chciałaby zostać kanclerką Niemiec. Dziś Zieloni, walczący jeszcze w kwietniu o pierwsze miejsce, muszą uważać, aby nie prześcignęła ich kilkunastoprocentowa FDP.

Autodestrukcja chadecji

Równie katastrofalnie przebiegała kampania wyborcza chadecji. W styczniu 2021 roku odbyły się wybory na przewodniczącego CDU, w których 60-letni Armin Laschet, premier Północnej Nadrenii-Westfalii i przedstawiciel umiarkowanego skrzydła partii, zwyciężył nad neoliberalnym konserwatystą Friedrichem Merzem.

Tradycyjnie przewodniczący CDU jest również kandydatem chadeków na kanclerza – tylko dwa razy w historii chadecja wystawiła do wyborów przedstawicieli bawarskiej CSU (w latach 1980 i 2002), w obu przypadkach ponieśli oni porażkę.

Od samego początku Laschet był zdeterminowany, by kandydować na urząd kanclerza, ale chrapkę na to stanowisko miał również Markus Söder, populistyczny premier Bawarii, wsparty przez konserwatywnych baronów wschodnioniemieckiej CDU i znaczną część chadeckiej frakcji parlamentarnej. Po trwających tydzień wewnątrzpartyjnych przepychankach CDU i CSU zgodziły się na Lascheta jako wspólnego kandydata na kanclerza, ale podobnie jak Zieloni uczyniły to bardzo późno, bo dopiero w kwietniu.

Kiedy w lipcu słupki sondażowe chadecji ustabilizowały się na poziomie 28–30 proc., Laschet popełnił szereg mniejszych lub większych faux-pas (choćby szeroko komentowana przesadna wesołość podczas przemówienia prezydenta Steinmeiera, któremu Laschet towarzyszył podczas wizytacji terenów dotkniętych powodzią).

Nawarstwienie gaf i średnio udanych występów medialnych spowodowało, że coraz większe grono głosujących uznało go za osobę nienadającą się na następcę wciąż bardzo szanowanej Merkel. Niska popularność kandydata, źle przygotowana i chaotyczna kampania i nieustanny „przyjazny ostrzał” ze strony bawarskiego premiera skutkowały niehamowaną jazdą w dół sondażowej doliny.

SPD – Łazarz niemieckiej polityki

Na błędach chadecji i Zielonych skorzystały przede wszystkim dwie partie – liberalna FDP i SPD. Liberałowie stanowią naturalną partię drugiego wyboru wielu wyborców chadecji, co w dużej mierze tłumaczy ich dobre wyniki sondażowe.

Aby zrekonstruować, dlaczego w sondażach prowadzi dziś socjaldemokracja, musimy jednak cofnąć się w czasie do 10 sierpnia 2020 roku, czyli ponad rok przed wyborami.

To właśnie tego dnia współprzewodniczący SPD Saskia Esken i Norbert Walter-Borjans ogłosili, że kandydatem partii na kanclerza będzie Olaf Scholz, minister finansów w rządzie Angeli Merkel, były burmistrz Hamburga i jeden z najbardziej znanych przedstawicieli centrowej frakcji socjaldemokracji. Choć był to logiczny ruch kierownictwa SPD – Scholz był i wciąż jest jednym z najbardziej popularnych niemieckich polityków – jest on godny odnotowania, jeszcze bowiem w listopadzie 2019 roku Esken i Walter-Borjans, duet reprezentujący lewe skrzydło socjaldemokracji, pokonali Scholza i kandydującą z nim Klarę Geywitz w wyborach na przewodniczących partii.

Niemiecki komentariat przyjął kandydaturę Scholza z przymrużeniem oka, a czasem nawet z pożałowaniem. W jakim celu poobijana SPD, notująca wówczas poparcie w okolicach 14–15 proc., w ogóle wystawia kandydata na szefa rządu?

Tu wróćmy do niedzieli. Zaskakująco wysokie poparcie SPD wynika z dużej mierze z pięciu czynników: z popularności jej kandydata Olafa Scholza, z dopasowanego do niego programu wyborczego, z dobrze przemyślanej kampanii, z zaskakującej dyscypliny wewnątrzpartyjnej i oczywiście z błędów konkurencji politycznej.

Scholz, który z zawodu jest adwokatem specjalizującym się w prawie pracy (jako prawnik obsługiwał głównie rady zakładowe w sporze z pracodawcami), z charakteru przypomina Angelę Merkel: jest spokojny, opanowany, racjonalny i nie pokazuje publicznie za wiele emocji. W niektórych państwach na świecie takie cechy charakteru byłyby dla polityka dyskwalifikujące, w Niemczech – wręcz przeciwnie.

Sama kampania SPD jest w pełni skoncentrowana na osobie Scholza i motywie szacunku. Szacunek przedstawiany jest jako centralna motywacja do działań niemieckiej socjaldemokracji: z szacunku dla zwykłego pracownika i pracowniczki SPD chce podnieść pensję minimalną do 12 euro na godzinę i budować 100 tysięcy mieszkań społecznych rocznie; z szacunku dla emerytek i emerytów – utrzymać stabilny poziom świadczeń emerytalnych; z szacunku dla młodych ludzi – zadbać o zieloną transformację niemieckiej gospodarki.

Olaf Scholz nie jest wolny od błędów z przeszłości, ale skandale, w które zamieszany był kandydat SPD, albo zniknęły z kolektywnej pamięci (np. reakcja hamburskiej policji na zamieszki podczas szczytu państw G20 w 2017 roku), albo są zbyt skomplikowane, aby zaszkodzić jego kandydaturze (np. domniemana afera związana z nielegalnymi zwrotami podatków banku Wartburg czy brak odpowiedniego nadzoru nad firmą Wirecard). Kiedy Niemki i Niemcy mają do wyboru „nudną solidność” Scholza a emocjonalność, czasem wręcz impulsywność Lascheta, wielu z nich wybiera to pierwsze.

Plakat wyborczy Olafa Scholza. Fot. Kamil Trepka

Bez rewolucji w polityce polsko-niemieckiej

Co ciekawe, niedzielne wybory nie będą miały większego wpływu na stosunki polsko-niemieckie. W każdej możliwej konstelacji koalicyjnej – z wyjątkiem mało prawdopodobnej Wielkiej Koalicji SPD i CDU/CSU – drugą co do wielkości partią będą Zieloni. A ponieważ tradycyjnie „mniejszy” koalicjant stawia ministra spraw zagranicznych, prawdopodobną przyszłą szefową niemieckiej dyplomacji będzie Annalena Baerbock, która jest zagorzałą zwolenniczką integracji europejskiej (ciekawostka: kiedy o północy 1 maja 2004 roku Polska przystąpiła do Unii Europejskiej, 24-letnia wówczas Baerbock świętowała tę chwilę na moście łączącym Słubice i Frankfurt nad Odrą, o czym Włodzimierz Cimoszewicz i Joschka Fischer dowiedzieli się dopiero po latach).

W przeciwieństwie do SPD i chadecji, popierających dokończenie budowy i uruchomienie gazociągu Nord Stream 2, współprzewodnicząca Zielonych optuje za zatrzymaniem kontrowersyjnego gazociągu. Prawdopodobnie nie będzie to jednak temat na tyle ważny, by uniemożliwił zawarcie którejkolwiek z koalicji. W sprawie Nord Stream 2 warto jeszcze odnotować, że zarówno Scholz, jak i Laschet zastrzegają sobie prawo do ewentualnego zawieszenia jego działalności, jeśli Władimir Putin „nie dotrzyma ustaleń i wykorzysta projekt przeciwko Ukrainie”.

Wreszcie – żaden z potencjalnych następców Merkel nie deklaruje zamiaru ingerowania w spór Komisji Europejskiej i polskiego rządu w sprawie naruszeń praworządności. Także w polityce historycznej nie powinniśmy spodziewać się zwrotu: ani Baerbock, ani Laschet, ani Scholz nie kwestionują niemieckiej odpowiedzialności za zagładę europejskich Żydów i zbrodnie drugiej wojny światowej. 1 sierpnia 2021 roku Laschet odwiedził Warszawę i wziął udział w uroczystościach upamiętniających wybuch powstania warszawskiego.

Gra się dopiero zaczyna

Kiedy w niedzielę, punktualnie o godzinie 18:00, prezenter ARD Jörg Schönenborn ogłosi wyniki exit poll (uwaga, w tym roku ponad połowa głosujących chce oddać swój głos korespondencyjnie, co oznacza, że tegoroczny exit poll może być wyjątkowo nietrafny!), zacznie się dogrywka wyborczego meczu.

We wszystkich konfiguracjach – z wyjątkiem mało prawdopodobnej koalicji SPD, Zielonych i Linke – jedna z trzech partii będzie musiała przekroczyć granice swojego obozu politycznego i dołączyć do dwóch partii, które reprezentują odmienne spojrzenie na społeczeństwo i gospodarkę.

Dla przykładu: SPD i Zieloni chcą wyższej pensji minimalnej, chadecja i FDP są temu przeciwne; obóz centrolewicowy postuluje podniesienie podatków dla najbogatszych i ponowne wprowadzenie podatku majątkowego, obóz mieszczański – obniżenie podatków; SPD i Zieloni chcą utrzymać aktualny wiek emerytalny, chadecja i FDP nie wykluczają jego podniesienia; obóz centrolewicowy chce zreformować system zasiłków dla bezrobotnych, obóz mieszczański – utrzymać istniejący; SPD i Zieloni uważają, że to państwo powinno grać główną rolę w zielonej transformacji gospodarki, chadecja i FDP wierzą, że najważniejszym motorem transformacji jest innowacyjność i kreatywność niemieckiego sektora prywatnego.

Krótko mówiąc, negocjacje powyborcze będą się toczyć wokół jednego pytania: kto przekona kogo do udziału w nowym rządzie? Czy SPD i Zieloni będą w stanie namówić FDP, by weszła z nimi w koalicję, czy – wręcz przeciwnie – chadecja i liberałowie nakłonią Zielonych do stworzenia ekomieszczańskiego rządu?

A może lewicowa Die Linke, której agenda gospodarcza jest po prostu radykalniejszą wersją programów SPD i Zielonych, zrezygnuje ze swoich kontrowersyjnych geopolitycznych postulatów – likwidacji NATO i zakończenia wszystkich misji zagranicznych Bundeswehry – i niespodziewanie zdoła stworzyć lewicowy rząd?

Sama teoretyczna możliwość utworzenia koalicji SPD, Zielonych i Linke służy wszystkim demokratycznym partiom: dla SPD jest to kolejna opcja koalicyjna, którą można wykorzystać jako kartę przetargową w skomplikowanych negocjacjach z FDP; przewodniczący FDP Christian Linder będzie mógł utrzymywać, że musiał wejść z SPD i Zielonymi, aby uratować Niemcy przed socjalistycznym rządem. Zapomniana przez wszystkich Linke otrzyma w ten sposób darmową reklamę, a chadecja postraszy i zmobilizuje swoich wyborców złowrogim „sojuszem lewicy”.

Win/win dla wszystkich.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij