UE

Co się udało Margaret Thatcher?

Czego możemy się dowiedzieć od zwolenników Thatcher? Być może rzeczy ciekawszych, niż sami przyznają.

Krytycy przedstawiają Thatcher jako najgorsze, co wydarzyło się Wielkiej Brytanii od czasów bombardowania Londynu. Jej rządy zatomizowały społeczeństwo, zwiększyły nierówności, odesłały solidaryzm społeczny do lamusa. Thatcher uznała egalitaryzm za wynaturzenie, które należy zwalczyć i robiła to skutecznie. Wkrótce po objęciu przez nią rządów względne dochody najbogatszego 1% populacji zaczęły rosnąć, względne dochody biedniejszej części brytyjskiego spadać, liczba dzieci żyjących w ubóstwie podwoiła się. Krytycy przypominają też o irlandzkim strajku głodowym, który w 1981 doprowadził do śmierci dziesięciu osadzonych bojowników IRA. Albo o wprowadzonym przez jej rząd „zakazie promocji homoseksualizmu”, zniesionym dopiero za kadencji Blaira. Albo o rasistowskich uwagach, na jakie pozwalała sobie na salonach.

Krytyka taka budzi moją sympatię, obawiam się jednak, że jej odruchowe reprodukowanie jest mało płodne. Spór o Thatcher skostniał i w małym stopniu chodzi w nim o lepsze zrozumienie rzeczywistości lub przekonanie do swych racji oponentów. Może narodowe katastrofy mają to do siebie, że w przestrzeni publicznej funkcjonują przede wszystkim jako symboliczne punkty odniesienia, pozwalające każdemu na łatwe określenie swojej przynależności społecznej, kulturowej i politycznej. W tych warunkach angażowanie się w krytykę Thatcher wydaje mi się gorzej niż jałowe – wydaje mi się nudne. A nuda dla polityki jest zupełnie zabójcza, zawsze stojąc po stronie statusu quo. Zamiast więc wytaczać po raz n-ty te same, dobrze znane, zarzuty i argumenty przeciw Thatcher, proponuję przyjrzeć się temu, co mówią jej zwolennicy, mówią oni bowiem rzeczy ciekawsze, niżby chcieli.

Wychwalana jest więc Margaret Thatcher za swoje zdolności przywódcze, bezkompromisowość i odwagę. Przypisuje się jej zasługę głębokiej, strukturalnej, reformy kraju. Zdominowaną przez państwo gospodarkę uwolniła od zbyt potężnych związków zawodowych i obciążeń socjalnych. Oswobodziła indywidualną inicjatywę i naturalną przedsiębiorczość  Brytyjczyków. Jej zasługi są znane także w Polsce. Lech Wałęsa wspomina odwagę oraz wsparcie antykomunistycznej opozycji okazane podczas jej przyjazdu do kraju w roku 1988. Radosław Sikorski wprost i dosłownie włącza Thatcher, wraz z Janem Pawłem II i Ronaldem Reaganem, do świętej trójcy, która odmieniła oblicze „tej ziemi”. Z kolei Leszek Balcerowicz docenia jej determinację, hart ducha i przede wszystkim skuteczność w „rozszerzaniu ekonomicznych swobód” i realizowaniu „sprawy ludzkiej wolności”.

Z całą pewnością żałobny festiwal rządzi się swoimi prawami. Pochwały mogą być nieraz przesadzone a zasługi przeceniane. Nie znaczy to jednak, że należy uciekać w inną skrajność i, jak to robią niektórzy publicyści, dowodzić, że Thatcher nie miała żadnego znaczenia, bo w grze były siły dużo od niej większe, a ona co najwyżej stała się dla sił tych twarzą. Analizowanie systemowych uwarunkowań i strukturalnej dynamiki procesów społecznych to interesujące zajęcie, ale jeśli całkowicie wyklucza „czynnik ludzki”, bardzo łatwo zmienia się w konserwatywną narrację przekonującą, że żyjemy na najlepszym z możliwych światów – bo po prostu na jedynym możliwym.

Tymczasem Margaret Thatcher parę rzeczy się udało. Udało jej się zredefiniować scenę polityczną. Udało jej się zredefiniować też zdrowy rozsądek. Realizując swoją wizję, objaśniała, że jest to wizja nie tylko moralna, ale też zupełnie naturalna. Thatcher, podobnie jak znakomita większość współczesnego establishmentu, utrzymywała, że nie ma alternatywy dla neoliberalnego porządku gospodarczego. Że żelazne prawa ekonomii w istocie swojej nie różnią się od praw fizyki czy chemii, należy je tylko odkryć, co szczęśliwie udało się kilku akademikom z uniwersytetu w Chicago. Sprawa została rozstrzygnięta, szukanie innych rozwiązań jest nierozsądne. Kwestie wartości, celów, a nawet środków relegowano ze świata polityki. Kurs został wyznaczony, pozostało tylko szukać najlepszych specjalistów do wykonywania technicznej roboty.

Tymczasem przymioty, za które zmarła jest dziś chwalona, takie jak determinacja, waleczność czy wizjonerstwo, należą nie do katalogu zalet technokratycznych, ale stricte politycznych. Na swój sposób więcej optymizmu możemy więc dziś czerpać z konserwatywnych zachwytów nad zmarłą niż z lewicowej krytyki jej rządów. Bowiem nawet jeśli wśród żałobników dominuje dziś wierzenie, że porządek neoliberalny jest tak naturalny, jak prawo ciążenia, z entuzjazmem przypominają nam oni o momencie, w którym wierzenie to zostało usankcjonowane. A stało się to wcale nie przez abdykację polityków i pozostawienie spraw własnemu, „naturalnemu” biegowi zdarzeń, ale poprzez świadome i celowe zaangażowanie wielu politycznych instytucji, z aparatem państwowym na czele. Dzisiejszy podziw dla Thatcher ujawnia moment, w którym rzekomo spontaniczny ład został zaprojektowany, a pozornie naturalny porządek rzeczy wygenerowany.

Fakt, że do uwolnienia rynków Thatcher musiała użyć policyjnych pałek i armatek wodnych każe podać w wątpliwość banał mówiący, że prościej było rozluźnić władzę nad kapitałem niż przywrócić go pod demokratyczną kuratelę. Świadczy raczej o tym, że znacząca ingerencja w zastany porządek społeczny nigdy nie przychodzi łatwo. Zarazem nie pozwala jednak zapomnieć, że podający się za ponadczasowy ład miał swój początek w akcie politycznym. Wbrew ulubionemu sloganowi Thatcher dowodzi to, że alternatywa jest jednak możliwa, choć na szczęściej nie zawsze potrzebuje policyjnych pałek.

Projekt finansowany ze środków Parlamentu Europejskiego.

 

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Jędrzej Malko

| Dziennikarz, autor książki Economics and Its Discontents
Jędrzej Malko - dziennikarz, badacz historii dyskursów ekonomicznych, analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent European Graduate School i doktorant w Kolegium Ekonomiczno-Społecznym Szkoły Głównej Handlowej. Autor książkiEconomics and Its Discontents